poniedziałek, 8 lipca 2019

Zeloci Ducha Świętego

Rozmawiając niedawno z osobami, które przeżyły chrzest Duchem Św. (poniżej*) zastanawiałem się, co łączy wszystkie wypowiedzi.  Powtarzały się słowa: niezwykłe, nie da się opisać, wspaniałe, chęć, pragnienie. I właśnie chciałbym się zatrzymać przy tych dwóch ostatnich słowach. Chęć i pragnienie, tak jak i wiara rodzą się ze słuchania. Gdzie nie ma nauki o chrzcie w Duchu Świętym, tam raczej nie objawiają się dary Ducha. To Jezus jest tym, który chrzci ogniem i rozdziela dary. Kiedy już wiemy o darach Ducha, zaczynamy prosić i zabiegać o nie. Apostoł Paweł określa to słowami starajcie się usilnie, po grecku - zēloute (Strong 2206). Słowo to oznacza: ubiegać się o coś, zabiegać, mieć żarliwość, zapał, gorliwość, pragnąć osiągnąć, zazdrościć. Paweł więc zachęca do szczególnej aktywności przed obliczem Bożym, aby Kościół mógł przeżywać manifestacje Ducha Świętego.

Starajcie się usilnie o lepsze dary 1Kor 12,31
Starajcie się usilnie o duchowe dary, a najbardziej o to, aby prorokować. 1Kor 14,1
Starajcie się usilnie, abyście prorokowali, i nie zabraniajcie mówić obcymi językami. 1 Kor 14,39
Ponieważ usilnie zabiegacie o dary duchowe, starajcie się obfitować w to, co buduje kościół. 1Kor 14,12

Od tego słowa pochodzą historyczni zeloci.
„Ruch zelotów (czyli gorliwców) zrodził się prawdopodobnie w Galilei na początku naszej ery, a więc mniej więcej w tym samym czasie i miejscu, gdzie dorastał mały Jezus. Zeloci nie byli sektą religijną. W kwestiach teologicznych nie różnili się właściwie od faryzeuszy, natomiast przyznawali sobie prawo do używania przemocy wobec rzymskich bałwochwalców oraz (co chyba zdarzało się znacznie częściej) wobec kolaborujących z Rzymianami Żydów, których majątki z satysfakcją konfiskowali. By uspokoić sumienie, chętnie wierzyli też, że właśnie w ten sposób przyspieszają nadejście Mesjasza, co - z chrześcijańskiego punktu widzenia - rzeczywiście się spełniło!W połowie I wieku spośród zelotów wyodrębnił się skrajny odłam bezwzględnych zabójców zwanych sikarii (od greckiego sikarioi - nożownicy). Atakowali zazwyczaj w biały dzień, na ludnych placach, niejako zarzynając swoją ofiarę na oczach widzów - co musiało robić wielkie wrażenie i świadczy, że już antyczny terroryzm kładł niemały nacisk na efekt propagandowy. Podobno stosowali także terror masowy zatruwając studnie w tych wsiach i miasteczkach, gdzie ich gorliwość nie cieszyła się odpowiednim zrozumieniem. Kto wie, czy popularny w średniowieczu obraz podstępnego Żyda wrzucającego truciznę do chrześcijańskiej studni nie jest mglistą reminiscencją zelockich wyczynów, ożywioną po przeszło 10 wiekach przez jakiegoś szczególnie oczytanego inkwizytora.” (Lech Stępniewski)

W Nowym Testamencie mamy wielu zelotów: Jeden z apostołów to Szymon – Zelota – prawdopodobnie mógł być takim gorliwcem przeciw Rzymowi, zanim powołał go Jezus. Gorliwcami prawa (zelotami zakonu) nazywano Żydów, którzy uwierzyli, ale nie oderwali się jeszcze od Prawa Mojżeszowego (Dz 21,20). Paweł o sobie mówił, że jest zapaleńcem Boga (Dz 22,3), a kiedyś był zapaleńcem zakonu.

W Starym Testamencie chciałbym szczególną uwagę zwrócić na Pinechasa. Jego wzburzenie i  błyskawiczna reakcja – przebicie włócznią Izraelity i Midianitki, zatrzymało plagę spowodowaną gniewem Boga.
Pinechas, syn Eleazara, wnuk kapłana Aarona, odwrócił moje wzburzenie od synów Izraela. Uczynił tak przez to, że w swojej żarliwości wyraził wśród nich moją żarliwość. Dzięki temu, w mej własnej żarliwości, nie wytępiłem synów Izraela doszczętnie. Przekaż mu więc, że oto Ja zawrę z nim przymierze pokoju. Będzie ono dla niego i dla jego potomków przymierzem wieczystego kapłaństwa — za to, że okazał żarliwość dla swojego Boga i dokonał przebłagania za synów Izraela. 4Mojż 25,11-13

W Septuagincie mamy tu tą samą myśl, to samo słowo – zēloute. Żarliwość Pinechasa niech będzie dla nas zachętą i motywacją w zabieganiu o dary Ducha. Oczywiście żarliwość oparta na właściwym poznaniu (Rz 10,2). Patrząc na Pinechasa, zastanówmy co powinno charakteryzować chrześcijanina pragnącego darów Ducha. Dziadkiem Pinechasa był Aaron, a tatą Eleazar. Nasz zelota znał dobrze błędy swojej rodziny. Brzydził się złotym cielcem dziadka oraz innym ogniem swoich stryjów. Podziwiał wiarę i służbę taty. Nie zasmucał Ducha Bożego, ale też nie poprzestawał na tym - całym sercem angażował się w służbę. Miał głęboką świadomość Bożych obietnic. Wyraźnie rozróżniał co jest dobre, a co złe.  Zbliżajmy się zatem z ufną odwagą do tronu łaski – zachęca list do Hebrajczyków – i prośmy z wiarą, bez powątpiewania – dodaje Jakub. A Bóg obdarowuje chętnie swoje dzieci. Ponadnaturalnie. 

W Starym Testamencie przeważnie tak bywało, że niestety zdecydowana mniejszość ludu Bożego to zeloci JHWH. Wg Tozera, współcześnie co tysięczny chrześcijanin wykazuje taki ponadprzeciętny zapał. Oby w naszej lokalnej społeczności większość stanowili niepospolici, zachłanni święci starający się usilnie o dary Ducha.

Za podsumowanie i zachętę do usilnego starania niech posłuży fragment książki A.W. Tozera  – „Radykalny krzyż”:
       „Prawowierne chrześcijaństwo spadło na obecny niski poziom na skutek
braku duchowego pragnienia. Wśród tak wielkiej liczby wyznawców wiary chrześcijańskiej zaledwie jeden na tysiąc przejawia pasjonujące pragnienie zbliżenia się do Boga. Wielu naszych doradców duchowych w swojej praktyce używa Pisma Świętego po to, aby zniechęcić tych, u których tu i tam budzą się takie pragnienia. Boimy się ekstremów i uciekamy w popłochu przed zbytnią gorliwością w wierze, tak jak gdyby było możliwe posiadanie za dużo miłości, za dużo wiary, za dużo świętości.
       Czasem zdarza się, że serce podskakuje z radości, kiedy uda nam się odkryć jakiegoś zachłannego świętego, gotowego poświęcić wszystko dla radości przeżywania Boga w coraz ściślejszej społeczności z Nim. Do takich kierujemy te słowa zachęty: Módl się dalej, bojuj dalej, śpiewaj dalej! Nie lekceważ niczego, co zrobił już dla ciebie, dziękuj Mu za wszystko, coś otrzymał dotychczas, lecz nie zatrzymuj się na tym. Dąż usilnie i wytrwale do głębszych rzeczy Bożych. Domagaj się kosztowania z głębszych tajemnic odkupienia. Stój na twardym gruncie, lecz pozwól sercu unosić się tak wysoko, jak tylko zechce. Nie gódź się na przeciętność i nie kapituluj przed chłodem twojego duchowego otoczenia. Jeśli będziesz usilnie do tego dążył, niebo z pewnością otworzy się dla ciebie i tak samo jak prorok Ezechiel zobaczysz widzenie Boga.”


*) Świadectwa Chrztu Duchem Świętym

To było kilka miesięcy po nawróceniu, gdy Jezus zabrał mi papierosy. Wcześniej modliłam się o to, ale nie wierzyłam, że przestanę palić. Wszyscy, tylko nie ja. Paliłam ponad 2 paczki dziennie. A na drugi dzień przestałam zupełnie. Chodziłam wówczas na katolickie spotkania odnowy w Duchu Świętym. Bardzo się zbliżyłam do Boga. Któregoś dnia byłam w pokoju i modliłam się. Miałam ogromną wdzięczność w sobie i przepełniała mnie radość, jakiej wcześniej nie doświadczyłam. To jest trudno opisać, było to niezwykłe przeżycie. W pewnym momencie zaczął mi się plątać język. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Poszłam do drugiego pokoju i mówię do mojego starszego brata (który zwiastował mi ewangelię kiedyś): Tadeusz, coś jest ze mną nie tak. A on: Co się dzieje? A ja:  chcę mówić, ale nie umiem. A on mnie złapał za ramiona i zachęcił: mów, jak cię Duch prowadzi. Poddaj się Bogu. To było coś cudownego, a jednocześnie dziwnego. Z początku blokowałam te języki, ale potem odpuściłam i modliłam się w niesamowitej błogości. Wydawało mi się momentami, że jest to głupie, ale też piękne. Przepełniała mnie ogromna miłość. Nie do opisania. Miałam ochotę wyjść i krzyczeć ludziom o Jezusie, chciałam ich przytulać. Wtedy przyszedł ze szkoły Bartosz – mój syn – miał 17 lat. Jak wszedł do mieszkania, to powiedział: Tu stało się coś dziwnego, jest jakiś zapach w mieszkaniu… ja też tego chcę, ja też chcę to przeżyć. I jakiś czas potem też przeżył chrzest Duchem Świętym.
Dzisiaj niestety nie pielęgnuję już tak bardzo tego daru, ponieważ jest wiele nadużyć wokół (w różnych kościołach). Zauważyłam, że ludzie sztucznie naśladują modlitwy językami, a w kościołach charyzmatycznych często zamiast bojaźni jest pokaz fałszywych obdarowań. (BJ)
***

Od kiedy zacząłem uczęszczać do zboru zielonoświątkowego, wiele słyszałem o Duchu Świętym, ale najczęściej pojęcie chrztu w Duchu Świętym pojawiało się w pytaniach kierowanych do mnie, czy już doświadczyłem tego przeżycia i czy mówię językami? Z jednej strony motywowało to mnie do szukania i zabiegania o takie doświadczanie, z drugiej zaś odczuwałem swego rodzaju presję. Kiedy odpowiadałem negatywnie na te pytania, widziałem zdziwienie i poczucie wyższości na twarzach pytających, bo oni już byli po, a ja jeszcze przed... nawet, aby nie czuć się gorszym od innych, czasami odpowiadałem, że ja też mówię językami. Pojawiło się w mojej głowie myślenie, że chrzest Duchem Świętym jest zaliczeniem kolejnego etapu we wzroście chrześcijańskim i byciu dojrzałym. Starałem się wychodzić do modlitwy , gdy modlono się o chrzest Duchem, prosiłem innych o modlitwę i modliłem się sam. Podczas jednego z takich doświadczeń ktoś wkładał ręce na mnie i kazał powtarzać słowa, sylaby i głoski, których zupełnie nie rozumiałem. Czułem wielkie rozczarowanie po takiej modlitwie wiedząc, że to było tylko naśladowanie dźwięków i nie było w tym nic nadnaturalnego. Byłem zniechęcony i zrezygnowany, przestałem wychodzić do modlitwy i ufać takim modlicielom.
I oto pewnej środy, podczas nabożeństwa na którym usługiwał br. Michał Hydzik i mówił o służbie kapłańskiej ze Starego Testamentu, podczas końcowej modlitwy zboru doświadczyłem niezwykłego przeżycia. Byłem sam na balkonie kaplicy i zacząłem mówić innymi językami odczuwając nieznaną wcześnie radość. Myślałem, że skoczę z balkonu i będę fruwał przeżywając obecność Ducha Świętego. Nikt nie modlił się o mnie, nie nakładał rąk i nie kazał powtarzać dziwnych dźwięków, ale Duch Święty sam przyszedł i napełnił mnie. Chwała Dobremu Bogu! (GK)
***

Byłam tego dnia w kuchni. 2001 rok. Świeżo po nawróceniu i po chrzcie wodnym. I jak to bywa u nowonarodzonych, byłam pełna zachwytu, modlitwy, radości. Zaczęłam śpiewać. Czułam taką lekkość, jakbym się unosiła, latała. Taki błogi stan. Nie umiem tego opisać. To było niezwykłe. Nie otrzymałam daru języków, ale byłam przeszczęśliwa. I do wieczora byłam w takim stanie. Jak domownicy z pracy przyszli to dziwnie się mi przyglądali. To moje przeżycie chrztu w Duchu Świętym trwało jeszcze kilka dni. Potem już niestety nie miałam aż takich wyraźnych spotkań z Bogiem. Za to po tym wydarzeniu zaczęły się kłopoty zdrowotne. Miałam trzy operacje. Ale sam Jezus pomagał mi przez to wszystko przechodzić. (KB)
***

Chrzest Duchem Świętym przeżyłam w Kościele Metodystycznym w Gdańsku w 1993 roku. Do tej pory byłam taką przeciętną katoliczką i nie znałam Biblii. Miałam koleżankę, która była żoną pastora w tym kościele. Ja o tym nie wiedziałam. Chodziłam czasem do nich, a oni podsuwali mi Biblię, co bardzo mnie denerwowało. Któregoś dnia pytałam ich o pewne sprawy związane z wiarą, oni wyjaśnili mi ewangelię i na końcu jej mąż powiedział: ziarno zasialiśmy, teraz od Boga zależy plon. Potem wprosiłam się na ich nabożeństwo. Był tam taki pastor z Bydgoszczy, Janusz Olszański, miał słowo, które mnie bardzo dotknęło. Duch Święty dotknął mnie też przez pieśń nr 124 ze śpiewnika metodystycznego. Poleciały łzy. Cały czas płakałam. Byłam pełna zachwytu nad Bogiem i jednocześnie smutku nad swoim grzechem. Wówczas całe życie oddałam Jezusowi. Wkrótce przyjęłam chrzest wodny. (GM)
***
Podczas gdy Apollos przebywał w Koryncie, obszedł Paweł wyżynne okolice i przyszedł do Efezu, a spotkawszy niektórych uczniów,  rzekł do nich: Czy otrzymaliście Ducha Świętego, gdy uwierzyliście? A oni mu na to: Nawet nie słyszeliśmy, że jest Duch Święty. Dz 19, 1-2
Zostałam zbawiona i uwierzyłam w Jezusa Chrystusa jako mojego Pana na przełomie 1980 i 1981 roku. W tym czasie przeżywałam z Bogiem szczególne chwile, pełne mocy Ducha Św., choć jeszcze tego do końca nie rozumiałam. Jednym z takich przeżyć było całkowite napełnienie Duchem Świętym, wówczas w moim wnętrzu usłyszałam: „nie lękaj się, to Ja Jestem”
Będąc jeszcze w Kościele Baptystycznym już wiedziałam, że oprócz przeżycia nowonarodzenia jest coś więcej i pragnęłam tego. W moich poszukiwaniach trafiłam do zboru na Menonitów (jeszcze wtedy Zjednoczony Kościół Ewangeliczny). Tam po nabożeństwie podeszło do mnie pewne małżeństwo i zapytali: Czy przeżyłaś chrzest w Duchu Św.? Gdy zapytałam: A co to jest chrzest w Duchu Św.? – zabrali mnie do swojego domu i wyłożyli naukę Pisma Św. na ten temat. Zapraszali też na grupy domowe na modlitwy. Pamiętając moje wcześniejsze przeżycia duchowe, zapragnęłam tym bardziej tego daru. Ustawicznie  i z determinacją się o to modliłam. Czasem nie mogłam spać ani jeść, tak mną to zawładnęło. Którejś soboty poszłam do pobliskiego lasu i w deszczu kilka godzin się modliłam. Błagałam Boga o to przeżycie. Około 2 lata później poznałam wierzących z Gdyni i tam na grupie modlili się o mnie i zostałam ochrzczona Duchem Św. Na początku modliłam się dwoma, trzema słowami w innym języku, potem to się rozwinęło. Byłam bardzo poruszona i szczęśliwa, ale chrzest ten przeżyłam bardzo spokojnie. Warto było modlić się z determinacją i warto było cierpliwie czekać na spełnienie tego marzenia. Na koniec chciałabym powiedzieć, że chrzest w Duchu Św. jest dla wszystkich wierzących. Nie jest on jedynie dla kilku wybranych, ale dla każdego, kto wierzy i pragnie. Jezus podkreślał, że każdy kto w Niego uwierzy otrzyma dar Ducha. Chrzest w Duchu Św. oznacza wyposażenie w moc do służby. Ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami Dz 1,8 (DW)
 ***

Chrzest Duchem Świętym przeżyłem w swoim pokoju. Było to pół roku po nawróceniu. Wcześniej jeździłem z Natalią – moją późniejszą żoną – na Ukrainę do jej zboru. Tam chrzest Duchem jest normą. Jest to naturalne, że nowonarodzone osoby są chrzczone Duchem. Zapragnąłem więc tego, modliłem się i prosiłem Jezusa o to. I któregoś dnia, planując wcześniej czas z Bogiem, zacząłem się modlić i próbowałem coś mówić na językach. I odczułem takie ciepło w środku, jakby potwierdzenie od Boga, że to jest dobre. Było to dziwne, bo te słowa to nie było coś, co myślałem żeby powiedzieć, raczej było to poza rozumem. Było to bardzo przyjemne uczucie. Można by powiedzieć, że byłem w pełni szczęśliwy. Bo do tej pory czułem, że we mnie nie ma czegoś, że jest we mnie miejsce, które ma być zapełnione. Od tego momentu miałem już wszystko co jest potrzebne do życia z Bogiem. (RW)
***


To wydarzyło się kilka lat po nawróceniu. Dużo słyszałam o tym, że można przyjąć Ducha Świętego. Zaczęłam pragnąć, szukać, w modlitwie, uwielbianiu. Po pewnym czasie miałam takie odczucie, że chyba tego nie doświadczę, ponieważ bardzo dużo wierzących mówiło, że te dary wygasły wraz z pierwszym Kościołem. Jednak przeważyło moje pragnienie i wiara. Zauważyłam, że w Biblii nic nie ma na temat ustania darów, czy tego, że one były przeznaczone tylko dla pierwszych chrześcijan. Poza tym znałam osobiście chrześcijan, którzy to przeżyli, a też sama miałam przeżycia duchowe, z tym, że to jeszcze nie był chrzest Duchem. Miałam wizje spotkań z aniołami, podczas których zachwycałam się Bogiem. To nie były sny lecz takie widzenia z aniołami w mojej sypialni. Myślę, że przez to Bóg mnie przygotowywał do chrztu Duchem i utwierdzał, że warto pragnąć. Potem doświadczyłam chrztu Duchem Świętym. Te wizje były jakby czymś zewnętrznym, a chrzest był w środku. Duch Boży wypełnił mnie od wewnątrz, było to niezwykłe przeżycie, trudno to opisać. Tą błogość, radość, piękno, pokój. Doświadczenie obecności Bożej we mnie. Zapewnienie, że jestem na dobrej drodze. To miało ogromny wpływ na dalsze życie. Czwórka moich dzieci zauważyła, że się zmieniłam, wyczuwały, że idę dobrą drogą. W tym czasie miałam problemy ze zdrowiem. Do tego momentu byłam bardzo spięta, pełna lęku, bardzo się martwiłam, nie mogłam sobie z tym poradzić. Moje dzieci to widziały i widziały potem tą zmianę. Bóg mi objawiał swoją moc i te wszystkie lęki zabrał. Ale nie stało się to tak od razu. Trochę po chrzcie przyszła próba, z początku chwytałam się jakichś ludzkich rozwiązań, cielesnych. Codzienność przyćmiła te duchowe wyżyny. Jednak dzięki temu co doświadczyłam, mogłam przeciwstawić się temu i odważnie modlić się w ciężkich chorobach o usunięcie lęku. I tak się stało. Tego pragnęłam i to było dla mnie dużo ważniejsze niż dar języków. (MK)

poniedziałek, 27 maja 2019

Zło złem pokonać (rzecz bynajmniej nie o zemście)



Psychologowie mówią, że zła decyzja jest lepsza niż brak decyzji. Czasem tak jest, ale czasem próba naprawienia błędu w niewłaściwy sposób kończy się tragicznie. Lepiej byłoby nie naprawiać błędu, a najlepiej udać się do fachowca.
Świeżo po obejrzeniu pierwszych odcinków świetnego serialu produkcji HBO „Czarnobyl” mam pewną refleksję, którą spróbuję przenieść na rzeczywistość duchową.
Podczas przeprowadzenia testu turbogeneratorów bloku energetycznego nr 4 popełniono pewne błędy. Pomijając wątpliwość niezawodności radzieckiej myśli technicznej przy budowie elektrowni, pracownicy powinni przerwać test i wyłączyć reaktor. Ignorując ten fakt przyczynili się do największej katastrofy w historii energetyki jądrowej.
Iluż rodziców niewłaściwie karze swoje dzieci za ich błędy pozostawiając niezatarty żal w ich sercach często do końca życia (Ef 6,4). Iluż duchownych stosuje nieodpowiednią dyscyplinę względem grzeszących owieczek, nie dbając o to, żeby ich nadmiar smutku nie pochłonął (2Kor 2,7). Iluż lekarzy zamiast wyleczyć trwale skrzywdziło pacjentów. Jakież przykre, smutne i złe żniwo od stuleci przynosi celibat.
Ludzie chcą poprawiać zło, ale przez swoją niekompetencję czynią jeszcze gorsze zło.
Ale Bóg…
Bóg jest kompetentny do naprawiania każdego zła. Przez posłanie Swojego Syna na straszną śmierć Bóg zlikwidował władzę grzechu nad wierzącymi. Każdy może uwierzyć w Chrystusa, pójść za Nim, a grzech już nie będzie miał nad nim żadnej władzy. Stwórca ma prawo do likwidowania zła złem. Często tak postępował reagując na niewdzięczność i zepsucie Izraela. Posyłał wówczas inne ludy, aby dziesiątkowały naród żydowski. Miało to wywołać pokutę i powrót do bliskiej więzi z Bogiem. Także w życiu chrześcijan zło może być naprawione przez inne zło. Dotyczy to także zła „niezawinionego”, np. cierpienia, którego nie rozumiemy. Zdarza się, że tragedia może być „wyleczona” inną tragedią. Jak w historyjce o rozbitku, który wylądował na wyspie. Tam biedak wybudował sobie domek i modlił się o ratunek. Ale domek pewnego dnia zaczął się palić. I gdy narzekał i rozczulał się nad swoim losem, gdy pytał: Boże, dlaczego?!, nagle, dzięki dymowi, pojawił się statek, który go uratował. Tragedia spalonego domku okazała się zbawienna dla rozbitka. 
Słynna jest też historia  Annabel Beam, która wpadła w rozpadlinę spróchniałego pnia i po wielogodzinnej akcji ratowniczej została ocalona, mimo że nikt nie dawał jej szans na przeżycie. Lecz prawdziwy cud wydarzył się wewnątrz ogromnego drzewa. Annabel cierpiała na śmiertelną i nieuleczalną chorobę, lecz ten wypadek stał się dla niej uzdrowieniem. Zachęcam do przeczytania książki Cuda z nieba”, napisanej przez mamę Annabel, lub obejrzenia filmu pod tym samym tytułem dotyczącego tych wydarzeń. 
Pośród tragicznych, niezrozumiałych wydarzeń trudno mieć nadzieję. Chrześcijanin jednak jest w rękach specjalisty, w rękach najbardziej kompetentnej Osoby. Podczas gdy apostoł Piotr pisze: nie dziwcie się, gdy was pali ogień, Jakub zachęca: radujcie się, gdy was to spotyka. Jezus trzyma cię w Swoich rękach, a przyjaciele są w tym bólu z tobą.

czwartek, 4 kwietnia 2019

Kto zabił Whitney Houston?


Niedawno skorzystałem z darmowego miesiąca w Netflixie i chciałbym podzielić się kilkoma refleksjami z kilku obejrzanych filmów. Będę zdradzał ich treść i zakończenia, więc osoby, które chcą sobie obejrzeć dany film nie powinny czytać tego artykułu. A może powinny…?


Tajemna moc nieprawości już działa 2Tes. 2,7

Zacznę od trzy-sezonowego (być może niedługo cztero-) serialu „Greenleaf”. Posilę się zręcznym streszczeniem pana Łukasza Adamskiego pt: „Gdy umiera wiara, potrzebna jest łaska”.  „Serial bardzo interesująco pokazuje funkcjonowanie amerykańskich protestanckich megakościołów, które szczególnie na południu USA są wszechmocnymi przedsiębiorstwami, wpływającymi na polityczne i społeczne życie lokalnych społeczności. Współprodukowany przez czarnoskórą królową amerykańskiej telewizji Oprah Winfrey (gra w produkcji epizodyczną rolę) serial Netflixa opowiada o dynastii Greenleaf, której przewodzą patriarcha rodu Bishop James i jego kostyczna żona Mae. Imperium zwane Kalwarią jest prowadzone twardą ręką z pomocą licznego potomstwa. Po tajemniczej śmierci córki Faith do Kalwarii powraca „marnotrawna córka” Grace, która powoli odkrywa rodzinne sekrety, nieraz dalekie od nauk głoszonych przez charyzmatycznego pastora.”
W filmie przewijają się wątki molestowania seksualnego, zabójstwa, homoseksualizmu, związków przed i poza ślubnych. Pani Łaska Zielonyliść (Grace Greenleaf vel Dżi Dżi) wraca do rodziny po 20-tu latach i znowu z pasją głosi kazania, choć czasem odczuwa brak powołania. W międzyczasie sypia z dwoma facetami, ale niestety nie może zdecydować się na stały związek. Biskup - jej ojciec (choć na końcu okaże się, że kto inny był jej ojcem) pod urokiem pięknej i młodej wierzącej bizneswoman daje się wciągnąć w handel bitcoinami. Zainwestował wszystkie pieniądze z rodzinnego konta, chciał bowiem pomnożyć majątek, by ratować trudną sytuację firmy… ups …! przepraszam – zboru, który popadł w kłopoty podatkowe. Nad wszystkim czuwa FBI, konfiskując wszystkie kościelne komputery. Dwie nastoletnie wnuczki biskupa przestają być już przyjaciółkami. Jedna sypia z gwiazdą chrześcijańskiego R’n’B, który ją lekceważy i notorycznie bije, a druga przestaje chodzić do kościoła i oskarża Boga za cierpienie. Mamy też gościa, który z drugą córką bierze rozwód, bo jednak jego skłonności homoseksualne wzięły górę, choć myślał, że po urodzeniu dziecka będzie inaczej. Związał się więc z prawnikiem kościoła, który jest synem dawnego kochanka żony biskupa. Ojciec tego prawnika nie akceptuje swojego syna za orientację i w związku z tym cały spadek zapisał swojej nieślubnej córce – Grace. Natomiast była żona (Deborah Joy Winans) zaczęła sypiać ze swoim producentem muzycznym, który potem ją zdradza. W konkurencyjnym zborze, na drugim końcu miasta pastor grywa w pokera i z tego między innymi utrzymuje swój kościół - Victory. Te dwa zbory nie lubią się raczej. Niedoceniony syn biskupa Kalwarii zmienia członkowstwo i przechodzi do Zwycięstwa. Tam rozwija skrzydła jako kaznodzieja. W kościołach mamy chrzty dzieci i dorosłych – co kto woli.
Ale UWAGA! Wszystko się dobrze kończy! Cała afroamerykańska rodzina zebrała się przy wielkim stole, do stołu podają biali. Były mąż córki postanowił wziąć ślub z prawnikiem, biskup przekazuje prowadzenie kościoła kobietom. Chyba. Wszyscy się uśmiechają. Czekamy na sezon czwarty.

Każdy odcinek okraszony jest znakomitą, poruszającą (bez ironii) muzyką.
Doskonałe wokale, profesjonalni instrumentaliści, biblijne teksty. W każdym odcinku inny zespół gra podczas nabożeństwa. Warta polecenia jest ścieżka dźwiękowa do filmu, szczególnie do sezonu 1. Zastanawiam się co w filmie robi Deborah Joy – ze słynnej chrześcijańskiej rodziny muzycznej Winans. Prywatnie mam prawie każdą płytę CeCe i jej brata BeBe. Co robią tam inni muzycy gospel uwielbiający Jezusa Chrystusa? Co na soundtracku robi genialna Mavis Staples. Czy zostali wmanewrowani? Chciałoby się powiedzieć: słuchajcie ich, ale nie naśladujcie ich życia.

Tak na marginesie. Przypomina mi się rozwód i powtórne małżeństwo chrześcijańskiej artystki Amy Grant. 20 lat temu wydarzenia te wywołały ogromne oburzenie w ewangelicznych kręgach. W polskich zborach również toczyły się zaawansowane dyskusje na temat bulwersującego grzechu piosenkarki. Potępiano ją i odsądzano od czci i wiary. Nie znając okoliczności wstrzymuję się od oceny tej sytuacji, pragnę tylko zauważyć, że dzisiaj rozwody w ewangelicznych kręgach nie robią na nikim wrażenia. Nie są sensacją. Stały się normą. Od tamtego czasu chrześcijaństwo odczuło „ulgę” i przypadek Amy otworzył puszkę Pandory rozwodów i powtórnych związków.

Wracając do naszego serialu, chciałbym zadać kolejne pytanie: Czy Greenleaf to coś w rodzaju naszego polskiego Kleru w reż. Wojtka Smarzowskiego? Kler pokazuje brudy i przyczyny tych brudów w kościele katolickim, nie sili się na rozwiązania, a tym bardziej nie mówi: taki właśnie ma być kościół. Film ujawnia ludzki dramat. Chciałoby się obejrzeć taki protestancki Kler. Ale nie słyszałem o takim. Natomiast po obejrzeniu Greenleaf widz nabiera refleksji typu: No cóż, takie jest życie. Na drodze do osobistego szczęścia często upadamy, ale podnosimy się i idziemy dalej. Czy tak wyglądają kościoły gospelowe, ewangeliczne w Ameryce? W każdym odcinku można usłyszeć słowa: Biblia, Słowo Boże, Alleluja, Praise God, worship Jesus. Widzimy służbę pomocy biednym, szkółki dla dzieci, opiekę nad starszymi, modlitwę, ewangelizacje. Więc w przeciwieństwie do Kleru odnosimy wrażenie, że tak jest dobrze, tak ma być. Tak wygląda chrześcijaństwo.
To złudzenie naprawdę działa! Grzech jest tylko innym punktem widzenia. Takie „chrześcijaństwo” jest udziałem milionów ludzi na całym świecie. Jakże się temu dziwić skoro producentem jest pani Oprah Winfrey. A któż to taki?

Jak długo wy wpływowi, będziecie deptać mą godność? Jak długo hołdować próżności i wymyślać kłamstwa? Ps 4,3

Najbardziej wpływowa gwiazda show-biznesu wg magazynu "Forbes" (2005);
Najbogatsza kobieta show-biznesu wg magazynu "Forbes" (2007);
Najbardziej wpływowa gwiazda show-biznesu wg magazynu "Forbes" (2008);
Najlepiej zarabiająca "czarna" gwiazda" wg strony bet.com,  oraz 1 miejsce - 100 Najbardziej wpływowych kobiet w przemyśle rozrywkowym wg magazynu "The Hollywood Reporter";
Najhojniejsza gwiazda wg stowarzyszenia "The Giving Back Found";
Najlepiej opłacana gwiazda na świecie wg magazynu "Forbes" (2009);
Najbardziej wpływowa gwiazda show-biznesu wg magazynu "Forbes" (2012 oraz 2013); 
Została przez magazyn „Life” zaliczona obok Jezusa i Newtona do setki osób, które wywarły największy wpływ na dzieje ludzkości. Jest też jedyną osobą na świecie, która wydaje poświęcony sobie magazyn (na okładce zawsze jest jej zdjęcie, a w środku troszkę informacji z życia Oprah oraz artykuły w stylu :”Oprah radzi jak odnieść sukces” czy „To co najważniejsze wg Oprah).
Z okazji 19. rocznicy emitowania na antenie The Oprah Winfrey Show, showmenka podarowała każdemu gościowi na widowni samochód - pontiaca G6, wartego około dwudziestu ośmiu tysięcy dolarów. Samochód otrzymało dwieście siedemdziesiąt sześć osób.
A więc miliony, dziesiątki milionów, setki milionów ludzi jest pod wpływem sławnej chrześcijanki (?). Dodajmy do tego fakt, że kazanie, które zmieniło jej spojrzenie na własne życie nosi tytuł „Power of I’m”. Wygłosił je wiecznie uśmiechnięty pastor Joel Osteen. To również wpływowy człowiek – zamiana krzyża na globus jednoznacznie określa cel korporacji Osteenów. Zatem wszystko jest możliwe dla wierzącego… uniwersalisty Joela.  Słusznie jego biblijny imiennik określał takich jak on: Wy zabraliście moje srebro i złoto, a moje cenne klejnoty wnieśliście do swoich świątyń. Synów Judy i synów Jeruzalemu sprzedaliście Grekom, aby ich oddalić od ich ojczyzny. Jl 4,5. Innymi słowy, wielkie zwiedzenie za ogromną kasę. Również Oprah, tak jak jej biblijna imienniczka (jakakolwiek jest przyczyna zamienionych literek) również nigdy nie wybrała kultu prawdziwego Boga Jahwe.

Wyszli spośród nas, ale nie byli z nas. Gdyby bowiem byli z nas, zostaliby z nami. 1J 2,19

Być może do rozwoju tego wielkiego liberalizmu i oszustwa przyczynił się niejaki Carlton Pearson, który jako znany kaznodzieja w pewnym momencie swojego życia stwierdził, że miłosierny Bóg nie może posyłać ludzi do piekła. Czyli piekła nie ma.
W 2004 roku jego zwierzchnicy powiedzieli mu wyraźnie: To jest herezja! Film o jego przemianie również można obejrzeć na platformie Netflix (Come Sunday). Kościoły lub raczej organizacje, w których udzielał się lub założył po 2004 roku to: The Higher Dimensions Worship Center (Centrum Uwielbienia w Wyższym Wymiarze?), All Souls Unitarian Church (Kościół Unitarny Wszystkich Dusz), The Christ Universal Temple (Uniwersalistyczna Świątynia Chrystusa), New Dimensions (Nowe Wymiary). Jego nauczanie jest antytrynitarne (no „a God”; no „the God”, only God), pełne teologicznych nadużyć i skoncentrowane na człowieku.
Oprócz filmu o sobie, Pearson promuje obecnie film z 2018 roku „The Heretic”. Film o podróży Roba Bella (to ten, który napisał słynną, kontrowersyjną książkę „Love Wins”) od bycia pastorem w megachurchu do duchowego guru. 
Film nie stara się przedstawić krytyki Bella, a raczej pochwałę jego służby; a nazwanie go heretykiem, to dla niego zaszczyt i pozytywny znak nowego spojrzenia na znaczenie tego słowa. Autorka Elizabeth Gilbert (znana z bestsellerowej książki i filmu pt „Jedz, módl się, kochaj”) określa Bella jako „gangstera Boga”, „duchowego Jesse Jamesa” i kogoś „kwestionującego status quo, zakorzenione w konserwatywnych ideałach”. Bell ucieleśnia najgorsze tendencje amerykańskiego ahistorycznego ewangelikalizmu. Mówi, że chrześcijaństwo jest skończone, jeśli kościoły „nie mówią o naszym związku z ziemią”, „nie mają dużego, szerokiego, otwartego podejścia do nauki” i nie opowiadają się za sprawami kobiet i Społecznością LGBTQ.
Zainteresowanie jego nauczaniem, poglądami, organizacją, rośnie zastraszająco szybko. 
Mit idealnego chrześcijaństwa w USA świetnie burzy kolejna produkcja Netflixa "Najbardziej znienawidzona kobieta Ameryki". Nie tyle zainteresował mnie temat zakazu modlitwy w szkołach w latach 60-tych, co reakcje społeczeństwa na działania Madalyn Murray O'Hair. Ludzie przebierali się za Jezusa (białe szaty, długie włosy) i strzelali do niej. Mamy zatem do czynienia z ideologią, a nie z naśladowaniem Chrystusa; z ludzkim interesem, a nie z uczniostwem.

Wydawajcie owoce godne upamiętania. Łk 3,8

Dochodzimy wreszcie do naszej Whitney. Jej najbliższy przyjaciel, wspomniany już przeze mnie, Bebe Winans napisał książkę: „Whitney, którą znałem”. Opisuje w niej swoją relację z gwiazdą oraz przedstawia kulisy matni wampirów biznesu muzycznego. W końcowym rozdziale „Do młodych i pełnych nadziei” nie mówi nic o potrzebie narodzenia z Ducha Św., o naśladowaniu Chrystusa. A w zamian serwuje nam szereg słabych uwag o tym jak wielki wpływ mają środki masowego przekazu, o tym, żeby się nie spieszyć i być ostrożnymi, żeby nie dać się oszukać, o dokonywaniu właściwych wyborów i jeszcze kilka innych banałów, o których nasza Whitney oczywiście wiedziała, bo w rzeczy samej każdy o tym wie. Jak spędzała wolny czas wiedząc o tym wszystkim? Jej przyjaciel wymienia: kino, galerie, samochody, gry, zabawy. Ani słowa o jakiejkolwiek aktywności chrześcijańskiej. W czasach apostolskich na pewno zostałaby ostrzeżona, zawstydzona, lub wykluczona za chodzenie w nierównym jarzmie, palenie (odpalała jednego od drugiego), picie, umiłowanie świata rozrywkowego. A cóż zrobił dzisiejszy amerykański Kościół? Podobno modlił się. Sama Whitney twierdziła, że w walce z nałogiem pomagała jej modlitwa…
Jeden z rozdziałów zatytułowany jest „Nie wińcie Bobby’ego”. Dlaczego mamy nie winić jej męża? Człowiek niewierzący, pijak, niespełniony gwiazdor pełen chorobliwej zazdrości. Faktycznie – to także ofiara babilońskiego systemu show-biznesu. Biedak. Nic nie mógł zrobić.
BeBe wspomina, że Imię Jezus często było na jej ustach. Na koncertach opowiadała o Jego miłości i o swojej miłości do Niego. Chrystus był najważniejszy w jej życiu. Nie chcę tego kwestionować. Zastanawiam się tylko do jakiego kościoła chodziła, lub też – jaki kościół był z nią? Jaką miłością otaczała ją rodzina oraz bracia i siostry w kościele? C.S. Lewis pisze: „Nasza miłość bliźniego musi być prawdziwą i doskonałą miłością – głęboko świadomą grzechów, pomimo których kochamy grzesznika, nie zaś zwykłą tolerancją lub pobłażliwością, która parodiuje miłość, tak jak nonszalancja parodiuje wesołość.” (Brzemię chwały)
Pastor, a też muzyk i wokalista gospel, Marvin Winans udzielał ślubu Whitney, i odprawiał nabożeństwo pogrzebowe. Szkoda, że nie miał na nią takiego wpływu, żebyśmy mogli być świadkami jej przemienionego życia.
Warty uwagi jest film Kevina Macdonalda z 2018 roku pt „Whitney”.
Film świetnie zmontowany, szczery do bólu, nigdzie nie publikowane ujęcia zza kulis, szokujące wypowiedzi, ukrywane fakty. Jej bracia bez wyrzutów stwierdzają, że to oni wciągnęli ją w narkotyki. Prezes wytwórni bez mrugnięcia okiem twierdzi, że nic nie wiedział o uzależnieniu artystki. Ponad 20-letnia przyjaźń z lesbijką Robyn ukazana jest jako co najmniej kontrowersyjna. W filmie widzimy solo młodziutkiej Whitney podczas występu z chórem kościelnym, kierowanym przez jej mamę. Mamę, która miała romans z pastorem i mamę, która, z powodu tras koncertowych, niewiele czasu mogła poświęcić córce. A córka często pod opieką ciotek, była molestowana przez jedną z nich. Dodajmy, że dokumentalne zdjęcia przeplatane są niezwykłą muzyką, fragmentami przepięknych popisów wokalnych tak hojnie obdarowanej przez Stwórcę artystki, co w efekcie wykręca wnętrzności; a ostatnia scena nie pozostawia nikogo bez wilgotnych oczu.

Taka sól nadaje się już tylko do wyrzucenia! Łk 14,35

Kolejny film obejrzany na Netflixie to: „Sam Cooke umiera dwa razy”. Czarnoskóry piosenkarz soulowy, tworzył w latach 50tych i 60tych ubiegłego stulecia. Osiągnął ogromny sukces komercyjny, był politycznie zaangażowany w walkę z rasizmem. Został zamordowany w dość niejasnych okolicznościach. Miał 33 lata. Tata Sama Cooke’a – pastor baptystyczny – powiedział na początku jego kariery:  „możesz zdobyć cały świat, ale na duszy poniesiesz szkodę.” I tak się zaczęło dziać od momentu, gdy zrezygnował z tworzenia i śpiewania dla Boga, a swój talent oddał w ręce świata rozrywki. Swoją piękną piosenkę z lat młodości „Mój Bóg jest cudowny” przekształcił później na „Ona jest kochana” (He's So Wonderful - She's lovable).

Wspomnę jeszcze o moim ulubionym perkusiście. Vinnie Colaiuta. Na Święta dostałem w prezencie najnowszą płytę z jego udziałem. W niezwykły, niemal cudowny sposób ściągnął go do swojego projektu Krzysztof Herdzin. Jeden z najlepszych perkusistów świata słynie z tego, że jest ewangelicznym chrześcijaninem (Drummers for Jesus). W książeczce do płyty czytamy, że podczas nagrań nasz mistrz palił jak smok. Szkoda, że ta sól chrześcijaństwa jest tak zbrudzona i zmieszana ze światem, że nie spełnia swojej pierwotnej roli. Bądźcie więc jak dobra sól – czysta i cenna. Bo jeśli okażecie się tak niemądrzy, by zmieszać się ze światem, to stracicie swą czystość i charakter, tak samo jak sól, która została zanieczyszczona szlamem i odpadami! Taka sól nie nadaje się nawet jako nawóz. Nie jest nawet dobra do dezynfekcji latryny. Taka sól nadaje się już tylko do wyrzucenia! Nowy Przekład Dynamiczny, Łk 14, 34-35. 
W komentarzu NPD czytamy: „Jedyną opcją, w której sól może „stracić” swoje walory jest zmieszanie się z innym związkiem chemicznym lub z innym produktem, który tak „rozcieńczy” jej stężenie, iż jej walory przestaną być widoczne. Sól ma bogate własności: smakowe, dezynfekcyjne i użyźniające glebę. Ona oddziałuje jednak nie przez wchodzenie w reakcje z czymkolwiek, ale jedynie przez swoją obecność. Tak samo ma być z uczniami Jezusa. Jeśli są czyści, jeśli prowadzą uświęcone życie, to sama ich obecność w świecie będzie oddziaływać na ten świat. Jednak ich dramatem staje się sytuacja, w której zamiast oddziaływać na świat sami podlegają wpływowi świata upodabniając się do niego. To są właśnie ci, którzy mieniąc się „chrześcijanami” stracili rozum i przestali się kierować Bożym sposobem myślenia.”

Nie ufajcie ludziom i ich wpływom. Nie ufajcie zwykłym śmiertelnikom, którzy nie są w stanie poratować nikogo.  Ps 146,3

Gdybym miał napisać książkę do młodych ludzi, albo gdyby BeBe Winans pozwolił mi napisać ostatni rozdział swojej książki, na pewno chciałbym im przekazać, żeby całkowicie oddzielali swoje życie od trendów tego świata, bo w każdej dziedzinie w tym życiu rządzi byt o wiele inteligentniejszy niż człowiek i tylko Chrystus jest ratunkiem i pewnym zabezpieczeniem przed jego wpływem, a bez uświęcenia/oddzielenia nikt Boga nie zobaczy (Hbr 12,14). Jest to trudna droga, a i trudne czasy nastały. Jest to droga, którą naprawdę  n i e w i e l u  znajduje. (Mat 7,14). Ale jest.  Zrezygnuj więc dzisiaj z człowiekocentrycznej ideologii, nie daj się nabrać i przestań się brudzić. Cały świat jest i będzie przesiąknięty plugastwem, ale ty wyjdź z tego i przyłącz się do zdrowego kościoła. Kto czyni nieprawość, niech nadal czyni nieprawość, a kto brudny, niech nadal się brudzi, lecz kto sprawiedliwy, niech nadal czyni sprawiedliwość, a kto święty, niech nadal się uświęca. Obj 22,11. Jeżeli już trochę jesteście w kościele i nie macie w nim żadnego zadania, to zmieńcie to. Biorąc bowiem pod uwagę czas, powinniście być nauczycielami, tymczasem znowu jest wam potrzebny ktoś, kto by was uczył początkowych elementów nauki Boga; potrzebujecie mleka, a nie pokarmu stałego. Hebr 5,12. 
Wiele sobie obiecywałem po książce BeBe Winansa, niestety zawiodłem się.

Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce. 2Tym 4,3

Wątpię, żeby czwarty sezon sagi rodu Greenleaf zaczął promować biblijne wzorce. Nie chcę prorokować co stanie się z Joelem Osteenem. Nie zamierzam się też domyślać, czy Whitney jest w niebie, wszak imię Jezus było na jej ustach na każdym koncercie. Tak samo nie wnikam, czy Ananiasz i Safira tam są. Ale zamierzam odpowiedzieć na pytanie tytułowe: Kto zabił Whitney Houston? Zrobiło to letnie, liberalne chrześcijaństwo. Liberalni wierzący. Dlaczego? Dlatego, że poznawszy Boga, nie oddali Mu chwały jako Bogu, ani nie podziękowali, lecz znikczemnieli w swoich zamysłach, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności. Rz 1,21
W latach 80-tych XX w. Dave Hunt napisał książkę pt: „Zwiedzione chrześcijaństwo”. Od sześciu lat Dave już nie żyje, a stopień zwiedzenia, kombinacje mutacji fałszu i zepsucia osiągają być może już swoje apogeum. Fałszywa nauka ewoluuje i zatacza coraz szersze kręgi. Wielu sławnych ludzi wykorzystuje swoje powiązania z kościołami charyzmatycznymi i mieszając rozmaite idee (to już nie tylko wschodni mistycyzm i New Age) z chrześcijaństwem tworzą podwaliny pod arenę działań antychrysta. Dzisiaj Dave musiałby napisać książkę trzy razy grubszą.
Również w latach 80-tych pastor Ben Patterson zauważył: „Ostatnio chrześcijanie ewangelikalni, dzięki rozmaitym poradnikom, nauczaniu o pozytywnym myśleniu i ewangeliom sukcesu, przeliberalizowali liberałów”. Dzisiaj spłycone mielizny powierzchownego chrześcijaństwa zaskakują nawet przeliberalizowanych liberałów.
Jest to naturalna kolej rzeczy. Wszystko jest przepowiedziane. Tak było za dni Noego, przed potopem i tak samo jest teraz – tuż przed powtórnym przyjściem Jezusa Chrystusa.

Aby nas szatan nie podszedł; jego zamysły bowiem są nam dobrze znane. 2Kor 2,11

Jak się ustrzec zwiedzenia? Chłonąc Słowo Boże, trwając w modlitwie i napełniając się Duchem Świętym. Mateusz, Łukasz, Marek, Jan, Paweł, Piotr, Juda, Jakub – każdy z nich był znakomitym ekspertem w wykrywaniu i zwalczaniu fałszywych nauk i nauczycieli. Byli szczególnie wyczuleni na odstępstwa od ewangelii. Reagowali natychmiast i z poczuciem walki najwyższej wagi na wszelkie przekręcanie lub deprecjonowanie najważniejszych i błogosławionych doktryn o zbawieniu z łaski przez wiarę, czy o zmartwychwstaniu, czy o Trójcy. A więc cały Nowy Testament przesiąknięty jest ostrzeżeniami przed zwiedzeniem. Każdy autor Nowego Testamentu co najmniej raz użył słowa fałsz/fałszywy. Wszystkie 27 ksiąg zawiera szereg opisów, proroctw, wskazówek, przestróg, które mogą zapewnić wierzącym całkowite zabezpieczenie przed wpływem pozornej pobożności oraz idei z piekła rodem.

I powstanie wielu fałszywych proroków, i zwiodą wielu. Mat 24,11

Właściwa doktryna ma dla wierzącego kolosalne znaczenie. List do Kolosan 2,8 mówi: Uważajcie, żeby was ktoś nie wpędził w niewolę filozofią i mrzonkami, opartymi na ludzkiej tradycji, na żywiołach świata, a nie na Chrystusie. Skąd się wzięło tak dużo denominacji, tak wiele podróbek Jednego Kościoła? Czy słyszał ktoś, żeby istniała jakaś podróbka np. Kościoła Rzymskokatolickiego? Podrabia się to, co ma wartość, co jest diamentem. Nikt nie podrabia cyrkonii. Kościół Jezusa Chrystusa jest jeden i składa się z ludzi narodzonych z Ducha Świętego i nie ma w nim żadnego innego człowieka. Natomiast jest wiele, bardzo wiele kościołów niby opartych na Biblii, niby ewangelicznie wierzących, niby obdarowanych duchowo, lecz są zaledwie łudząco podobne. Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą znaki i cuda, aby o ile można, zwieść wybranych. Mk 13,22

Trwali oni w nauce apostołów, w społeczności, w łamaniu chleba i w modlitwach. Dz 2,42

Wyobraźmy sobie co by było, gdyby zamienić priorytety. Np. nauka apostolska byłaby tylko dodatkiem do całonocnych spotkań modlitewnych, uwielbieniowych koncertów, lub do modlitwy o uzdrowienie. Albo, gdy zamiast nauki apostolskiej na pierwszym miejscu byłaby miłość wzajemna, relacje, szacunek i tolerancja. Albo, gdyby wieczerzę tak uwznioślić, żeby stała się wyznacznikiem zbawienia. Cokolwiek detronizuje naukę apostolską nie powinno zasługiwać na uwagę wierzących ludzi. A jednak to wszystko się dzieje na naszych oczach i nie musimy sobie tego wyobrażać.

Między wami będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzać będą po kryjomu zgubne herezje i zapierać się Władcy, który ich wykupił. Sprowadzają oni na samych siebie rychłą zgubę. Pt 2,1

Bardzo mi imponuje apostoł Paweł, gdy mówi do Galacjan: dziwię się, że tak łatwo dajecie się odwieść do innej ewangelii. Ale innej nie ma. Dwa razy powtarza: Niech będzie przeklęty kto zwiastuje coś odmiennego. Paweł był gotów zerwać świetne relacje z Piotrem, który był jednym z filarów Kościoła, aby tylko nie ucierpiało dobro Ewangelii, dobro tej jedynej dobrej nowiny (Gal 2). Piotr postąpił obłudnie, ze strachu przyłączając się do chrześcijan judaizujących. Nie była to sprawa błaha. Piotr nie postąpił zgodnie z prawdą Ewangelii. Dlatego reakcja Pawła była natychmiastowa, ostra i publiczna. Ta głęboka troska o teologię, o zdrową naukę, o respektowanie jej w życiu powinna charakteryzować każdego chrześcijanina, a przynajmniej każdy powinien o tym się uczyć, aby mieć wyćwiczone władze poznawcze do rozróżniania dobrego i złego (Hebr 5,14).
Umiłowani, nie każdemu duchowi wierzcie, lecz badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków wyszło na ten świat. 1J 4,1

A Duch wyraźnie mówi, że w późniejszych czasach odstąpią niektórzy od wiary chwytając się duchów zwodniczych i demonicznych nauk. 1Tym 2,4

To właśnie teraz są te czasy. Ludzie, którzy byli pełni Ducha kiedyś, w pewnym momencie zaczynają błądzić i pociągać za sobą tłumy. Ich ego z powodu wcześniejszych duchowych sukcesów nie przeszło próby sławy, ponieważ nie zostało umartwione. Urozmaicenie takich ‘zrzutów’ jest tak wielkie, że każdy może sobie znaleźć coś religijnego dla siebie i nazwane to będzie chrześcijaństwem. Ze względu na swoją płytkość i powierzchowność oraz pozory pobożności są duże szanse ujednolicenia wszystkich takich ruchów i połączenia w jedną światową religię z ubóstwionym człowiekiem na tronie. A. W. Tozer kiedyś napisał: „Ja” to jeden z najuciążliwszych chwastów w ogrodzie życia, nie do wyplenienia ludzkimi środkami. Już jesteśmy pewni, żeśmy się go pozbyli, gdy oto wyrasta gdzieś nagle, krzepkie jak zawsze, by zakłócać nam spokój i zatruwać owoc naszego życia.”

My wiemy, że z Boga jesteśmy, a cały świat tkwi w złem. 1J 5,19

Kończąc, chcę zadać pytanie: Jakim ma być Kościół, żeby nie ginęły kolejne Whitney. Jej córka również nie doświadczyła wsparcia Kościoła. 4 lata temu przedawkowała i zmarła. W letnim kościele ludzie będą ginąć przede wszystkim duchowo, a wartości nabierać będzie liczba człowieka (Obj 13,18), lecz w Kościele Jezusa Chrystusa niech każdy bada swoje serce, czy się nie wynosi lub czy się nie użala nad sobą. Tozer ujmuje to tak: „Zwycięski chrześcijanin ani siebie nie wywyższa, ani nie upadla. Jego zainteresowania przesunęły się – z siebie samego na Chrystusa. Nie obchodzi już go, kim sam jest czy też nie jest. Wierzy, że został ukrzyżowany z Chrystusem, i nie ma zamiaru takiego człowieka ani chwalić, ani ganić.”

środa, 27 lutego 2019

Lekcje z prób i doświadczeń na podstawie listu Jakuba



List Jakuba, z powodzeniem może służyć za przewodnik chrześcijańskiego życia, chociażby nawet inne księgi Biblii w jakiś sposób zaginęły. Brat przyrodni Pana Jezusa nie lubi teorii – podejrzewam, że gdyby dziś wstąpił do przeciętnego zboru w Ameryce i widząc letniość, martwą religijność, chwiejność, rozgoryczenie oraz słuchając pustych chrześcijańskich sloganów, przeklinania, wymądrzania się – w jego sercu zawrzałoby, uniósłby się wewnętrznie, padłby na kolana i błagał Boga o miłosierdzie, a następnie zacząłby całkowicie reformować nauczanie. Być może zacząłby od… najwyższej radości (gr. haras)!

Za najwyższą radość…

…uważajcie, bracia moi, gdy spadają na was różnorodne próby. Jakub adresuje swój list do umiłowanych, drogich, najmilszych i kochanych braci w Chrystusie, nawróconych Żydów, którzy emigrowali z powodu prześladowań. Chce im przekazać w jaki sposób stać ludźmi dojrzałymi, cierpliwymi i wytrwałymi. W związku z tym, że chrześcijanie przechodzą próby, testy; że spadają one na nich z góry, często nieoczekiwanie, często są niezasłużone i wydają się niesprawiedliwe, poniżające, są bardzo przykre i bolesne - w swojej mądrości i autorytecie Jakub stwierdza, że tak ma być, że wszystko jest prawidłowo, że ten gorący piec doświadczeń jest niezbędny do dalszego wzrostu duchowego. Właściwa reakcja na doświadczenia ma kluczowe znaczenie w życiu wierzących i powinna stać się niezachwianym nawykiem. Jakub kładzie ogromny nacisk na to, aby każdy uczeń Chrystusa mógł głęboko zrozumieć nieprzypadkowość takiego ognia. Aby mógł wyciągać wnioski, modlić się, pytać o Bożą wolę.
Św. Jan Chryzostom (IV wiek po Chrystusie) tak pisze na ten temat:
Nadejdzie czas spokoju, jeśli tylko w czasie udręki nie zapomnimy o składaniu dziękowań Bogu. Wrzuceni do pieca trzej młodzieńcy nie przestraszyli się płomieni i nie pozbyli się bogobojności; objęci ogniem, wznosili święte modlitwy z większą serdecznością niż ci, którzy bezpiecznie siedzieli w pałacu. Płomień był dla nich ścianą, ogień ich odzieżą, a piec źródłem. Związani byli, gdy wrzucono ich do pieca, a wyszli uwolnieni z więzów. Ogień objął ciała śmiertelne, ale je nie tknął, jakby były nieśmiertelnymi; nie rozpoznał natury, ale uszanował pobożność. Tyran związał nogi, a nogi obezwładniły siłę ognia. O cudowne zdarzenie! Uwięzionych uwolnił ogień, a uwolnieni uwięzili płomienie. Pobożność młodzieńców zmieniła naturę rzeczy, a właściwie, nie zmieniła natury, ale, co jest bardziej zadziwiające, zmieniła jej istotę. (Pobożność) nie tyle zgasiła płomień, ale pozostawiwszy go odebrała mu jego moc.” („Mowy do Antiocheńczyków o posągach”).
Tertulian (II wiek po Chrystusie) zaś powiedział:
„Niewinność najlepiej wypróbowuje się przez nieprawość”.
A Robert Johnstone (XX wiek po Chrystusie) podsumowuje sens karania:
 „Zróżnicowana dyscyplina Boża ma na celu rodzić doskonale zrównoważoną całościowość charakteru. Istnieją zaś pewne elementy składowe świętego charakteru, które uzyskać można wyłącznie w trudnościach. Piękna łaska rezygnacji i współczucia nie może wyrastać na innej glebie aniżeli na tej, którą zaorał lemiesz cierpienia, którą zroszono deszczem łez.”

W naturalny sposób cieszymy się z podwyżki, nowego samochodu, czy zwycięstwa w zawodach. Próba musi stać się dla nas, w pewnym sensie, jeszcze większą radością. Pojawienie się bólu lub przeciwności niech nie wprowadza nas w stan ciągłego karmienia frustracji i skrupulatnego podlewania rozpaczy, lecz zjedzmy ten popiół w milczeniu i z godnością. Niech to będzie naszym całkowicie świadomym postanowieniem, że będziemy traktować takie ciężkie chwile jako pożyteczne i oceniajmy je jako najwyższą wartość i czystą radość. Nie jako zaburzenie, ale jako niezbędny element naszego nowego życia. Apostoł Piotr także to potwierdza: Przestańcie się dziwić … nie spotyka was nic niezwykłego. (4,12) Oczywiście w tym wszystkim nie chodzi o domaganie się prób, samobiczowanie, ascetyzm, „im bardziej boli, tym lepiej”. Fałsz tych skrajnych postaw możemy obserwować od początku powstania Kościoła po dziś dzień. Nie chodzi też o radość w sensie wesołości. Bo wiemy, że żadne karanie, dyscyplinowanie, doświadczanie nie jest przyjemne (Hebr. 12,11) i nikomu nie jest do śmiechu w takiej sytuacji. Ale mamy tu do czynienia z wewnętrzną radością, która oddaje chwałę Bogu; z radością, która uczy się ufać Jezusowi; z radością, która jest decyzją.

Jeśli komu brak mądrości…

niech prosi. Niektórzy wiedzą jak się zachować podczas prób, niektórzy proszą o mądrość. Ale wielu jest niestety takich, którzy nie wiedzą i nie proszą. Pozwalają, aby stara natura spontanicznie reagowała na trudności. Pytają się Boga: „czemu mnie to spotkało?” Proszą o natychmiastową ulgę, a jednocześnie wątpią, że Bóg jest dobry. Czują, że Bóg ma z nimi coś do załatwienia, ale nie chcą Mu ulec. Wyłudzając współczucie, znieczulają serca na głos Boży. Zazdroszczą i nie mogą nic osiągnąć. Modlitewne zaklęcia, terapeuci, izolacja, panika. Proszą, ale źle proszą. Sami nie wiedzą, czego chcą. Tacy nie otrzymają nic od Boga. A jednak, Bóg cierpliwie czeka, nie mówi: „już za długo to trwa – nie nadajesz się”. Niektórzy w końcu usłyszą pytanie: W co jeszcze można was bić, gdy nadal trwacie w odstępstwie? Cała głowa chora i całe serce słabe. Od stóp do głów nic na nim zdrowego: tylko guzy i sińce, i świeże rany; nie opatrzone ani nie przewiązane, ani nie zmiękczone oliwą. Iz 1,5-6 Wówczas zareagują, zaczną myśleć, uniżą się. Zwrócą się do Słowa, a Bóg zbliży się do nich. Pomyślą o Abrahamie, rozważą jaki koniec zgotował Bóg Hiobowi. Stwierdzą: Dobrze mi, żem został upokorzony, abym się nauczył ustaw twoich Ps. 119,71. Zanim zostałem upokorzony, błądziłem, Ale teraz strzegę twego słowa. Ps 119,67. Zauważą, że: Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do dyscyplinowania w sprawiedliwości, 2Tym 3,16.
Jesteśmy karani, dyscyplinowani, przychodzą na nas nagle ciężkie doświadczenia. Cierpienie jest wpisane w chrześcijaństwo. Cierpimy, albo z własnej głupoty i z powodu grzechu, albo spada na nas niezawinione hiobowe doświadczenie. W tym miejscu trzeba zauważyć, że niezależnie od tego jakie jest źródło doświadczeń, Jakub cały czas zwraca się do swoich adresatów, jako do kochanych braci, którzy narodzili się do nowego życia przez Ducha Świętego. Ich grzechy zostały przybite do krzyża, otrzymali dar życia wiecznego. Ofiara za grzech została złożona, kara została poniesiona, winy przebaczone. Żadna nałożona na nas kara nie byłaby w stanie zmyć brudu naszych grzechów. Wszelkie karanie, o którym czytamy w Biblii to dyscyplinowanie (paideia), wychowywanie, korygowanie, edukacja, kształcenie. Ja tych, których kocham, poprawiam i wychowuję Obj. 3,19.

Cierpi kto między wami?

…niech się modli. Niech nawiąże głębszy kontakt z Bogiem. Niech rozmawia i wylewa przed Nim swoje serce. Niech poświęca Mu czas. Nie może być nic ważniejszego w chwili próby od modlitwy. Duchowni, lekarze, psycholodzy, terapeuci, rodzice, nauczyciele, przyjaciele  - nikt nie może zająć miejsca, które należy się naszemu Zbawicielowi. To On w pierwszej kolejności żarliwie pragnie ducha, któremu dał w nas mieszkanie. Cierpienie jest bardzo dobrą okazją do rozpoczęcia regularnej modlitwy indywidualnej i w grupach modlitewnych.

Korona, którą jest życie.

Największym i najważniejszym celem prób i doświadczeń musi być złamanie i pokora owocująca pogłębioną relacją ze Zbawicielem. O to właśnie chodzi Bogu, który stworzył cały świat – żeby Jego stworzenie miało z Nim żywą, przyjacielską, serdeczną społeczność. Dlatego testy wiary musi przejść każdy. Jakub w swoim liście podejmuje tematy niestałości w postępowaniu, szybkiego przemijania (trawa, mgła), gani brak reakcji na Słowo, snobizm, ujarzmia język, promuje wiarę w działaniu i modlitwę, zachęca do wytrwałości w oczekiwaniu na przyjście Chrystusa. Być może prześladowania i trudności jakie przechodzili adresaci listu, wymusiły na nich koncentrację na przesłaniu listu Jakuba, skłoniły ich do refleksji, do działania, otworzyły drzwi ich serc. Być może brat Pański, pisząc wówczas ten list, spodziewał się dużej skuteczności swojego przekazu; spodziewał się, że przyniesie on większy owoc właśnie podczas prób, niż w przypadku na przykład dobrobytu i powodzenia tychże hebrajczyków żyjących w diasporze. Wszak Boża wola jest ważniejsza od ludzkiego zdrowia. Ale także i zdrowie możemy dostać od Boga jak sugeruje Autor pod koniec swojego listu. Jeżeli złamani i zmęczeni swoim grzechem w pokorze wrócimy do naszego Pana, wówczas modlitwa podźwignie chorego.
Jakub był znakomitym znawcą przyrody, obserwatorem życia fauny i flory. W swoim liście nawiązuje do natury aż 30 razy. Przenosi procesy w niej zachodzące do życia wierzącego człowieka. Podobnym przesłaniem podzieliła się kiedyś Maria Konopnicka (XIX wiek po Chrystusie). Czy ktoś pamięta bajkę „Jak to ze lnem było”? Osobiście bardzo przeżyłem tą historię w dzieciństwie. Oto mały spojler:
 Kazałeś go topić? Dobrześ uczynił, bo jego łodyżki w wodzie odmięknąć muszą. Kazałeś go z wody precz cisnąć? Dobrześ uczynił, bo go trzeba suszyć. Po moknięciu owym kazałeś go kijami z paździerzy obić? Dobrześ uczynił, bo tę złą paździerz obić trzeba z łodygi, żeby ją uprawić. Kazałeś je zaś powtórnie kijami obijać? I toś dobrze uczynił, bo do trzeciej skóry len obić trzeba i kijem go wyłamać, żeby do włókna się dostać.”
Ileż trzeba przejść, żeby był z tego pożytek… Więc aby dostać koronę życia – nie ma innego wyjścia. Życie wieczne już za bardzo niedługo stanie się udziałem każdego wierzącego, który przeszedł testy wiary. Sam Jakub odszedł do wieczności prawdopodobnie ponad dziesięć lat po napisaniu słów: W górę serca! przyjście Pana jest bliskie i, jeśli wierzyć historykom, został zamęczony na śmierć z powodu tego jak radykalnym i sprawiedliwym był człowiekiem.

Podsumowanie

Jakub długo nie wierzył Jezusowi, choć wiele lat mieszkali pod wspólnym dachem, a przynajmniej bardzo blisko. Przebywanie w otoczeniu Jezusa nie uczyniło go człowiekiem wierzącym, ale wszystko, co słyszał od Niego wydało wielki owoc w późniejszym życiu. Nawrócił się po osobistym spotkaniu ze Zmartwychwstałym Zbawicielem. Był potem przywódcą kilkutysięcznego zboru w Jerozolimie. Kazanie Jezusa na górze ponad 30 razy przewija się w liście przyrodniego brata Pańskiego. Podobnie jak jego Mistrz, został niesprawiedliwie oskarżony przez arcykapłanów. Umarł ukamienowany w 62 roku. W 2002 roku znaleziono kamienną skrzynkę, w której być może spoczywały kiedyś kości Jakuba Sprawiedliwego. Znajduje się na niej napis w języku aramejskim: Jaakow bar Josef ahui dUeszua - "Jakub, syn Józefa, brat Jezusa". Nie ma stuprocentowej pewności, czy był on bratem przyrodnim Jezusa, ale na pewno Jakub pozostawia nam w spadku cztery lekcje. Lekcję radości, lekcję mądrości, lekcję modlitwy oraz lekcję nadziei życia wiecznego. Lekcje te doprowadzają do umocnienia wytrwałości, ponieważ to właśnie przez wytrwałość dochodzi się do dojrzałości życia według ducha, czyli do takiego stanu, w którym człowiek w piękny sposób odzwierciedla charakter Chrystusa, nie wykazując w tym żadnych braków. Jk. 1,3,-4 NPD
Nie będę się rozpisywał, na temat niezdanych egzaminów z prób. Sam wielu nie zdałem. Wciąż się ucząc wiem, że Bóg jest cierpliwy, a Jego miłosierdzie przezwycięża sąd.
Lekcje z cierpienia obszernie (420 stron) opisuje Lynn Gardner w bardzo ciekawej książce pt: „Gdzie jest Bóg, gdy cierpimy?”. Niewłaściwe sposoby reagowania na doświadczenia, anty-przykłady do naśladowania wśród wierzących i niewierzących, opisane są w rozdziale „Postawy cierpiących wobec Boga”

niedziela, 13 stycznia 2019

Duchowe Nowe Życie


Oto kilka tytułów postów, które wyświetlają się, gdy w popularną wyszukiwarkę wpiszemy hasło „nowe życie”:
Roman Kluska: Ja już mam nowe życie, w nowym świecie - RMF24.pl / Nowe życie Violetty-serial / Nieśmiertelny II: Nowe życie / Zaczynam NOWE ŻYCIE! – rzuciłem pracę! / Rekolekcje dały mi Nowe Życie!  / Nowe życie Tildy Bengtsson / Jak wyjść z długów i zacząć nowe życie? / Moja droga do uzdrowienia – 7 zmian, które dały mi nowe życie / Zacząć nowe życie... - forum Bezpłatne Porady Psychologiczne / Uwielbiam zaczynać nowe życia. / Szansa na nowe życie dla mam / bieg po nowe życie - wiadomości, informacje - PoradnikZdrowie.pl / Schudłem i zacząłem nowe życie - Choroby - Polki.pl / Dalia zbiera na nowe życie - RatujemyZwierzaki.pl / Nowe życie starego laptopa, czyli wymieniamy baterię / Nowe życie starych butów  / Nie kocham swojego męża, wybieram nowe życie. / Biznes, który daje nowe życie. / Dziecko - twoje nowe życie. Co zyskasz dzięki macierzyństwu / 8 lat z bulimią. Historia dziewczyny, która wygrała nowe życie ...

Oczywiście żadne z tych „nowych żyć” nie ma nic wspólnego z nowym życiem, które pochodzi od Boga. I oczywiście nie ma nic złego w nazwaniu „nowym życiem” okresu, gdy ktoś rzucił palenie, lub przestał pić po terapii odwykowej. Niejako Bóg również i w tym dopomaga, „On bowiem jest dobry dla niewdzięcznych i złych” (Łk 6,35), lecz duchowe nowe życie to duchowa przemiana. Człowiek, który narodził się na nowo, jest w stu procentach innym człowiekiem niż był do tej pory. Stał się Bożym dzieckiem. Otrzymał dar życia wiecznego. Druga śmierć go nie dosięgnie. „Błogosławiony i święty ten, który ma udział w pierwszym zmartwychwstaniu; nad nimi druga śmierć nie ma mocy” (Obj 20,6) Prawdziwe jest powiedzenie: „Kto rodzi się dwa razy, umiera jeden raz; kto rodzi się jeden raz, umiera dwa razy”.  „Tak więc,  jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe.” (2Kor 5,17). Nowy człowiek posiada nowe serce, nowe sumienie, nowe cele oraz nowego władcę - Pana panów i Króla królów. Być może do tej pory fascynował się Chrystusem, ale teraz jest Jego sługą i przyjacielem, w życiu doczesnym i przez całą wieczność.
Spotykamy ludzi, którzy są bardzo religijni, którzy nie dopuszczają do siebie myśli, że mogliby nie być chrześcijanami. Ich fascynacja kościołem, świętymi ludźmi, czy nawet Jezusem, ich chrześcijańskie poglądy, zaangażowanie - to wszystko wytworzyło w nich odporność na bezpośrednią, żywą relację z Jezusem, nie posiadają wrażliwości na głos Słowa Bożego. W ich życiu nigdy nie powstało nic duchowo nowego.
Ostatnio moja mama opowiadała mi o synu swojej koleżanki, który przez czterdzieści lat swojego życia nie pracował, był posępny i smutny, zrezygnowany, nie posiadał żadnej pasji, ani w ogóle sensu życia. I oto nagle poznał dziewczynę. Zaczął się uśmiechać, chętnie wszystkim pomaga, nabrał motywacji do pracy, jest całkowicie odmieniony - można by powiedzieć – otrzymał nowe życie. Ale nic bardziej mylnego. On jest ciągle tym samym naturalnym człowiekiem. I jeżeli nic duchowo się nie zmieni, po śmierci znajdzie się w piekle.
Słyszałem też o miejscowościach we Włoszech, gdzie ludzie są pełni pokoju i żyją najdłużej na świecie.  Nie ma nic złego w dbaniu o zdrowie, czy znalezieniu odpowiedniego partnera, ale trzeba zrozumieć kaliber ważności. Duchowe Nowe Życie rozciąga się na wieczność. A czym jest wieczność w porównaniu nawet z tym najdłuższym i najzdrowszym i najszczęśliwszym życiem tu na ziemi? Czy nie rozsądniej jest zadbać najpierw o najważniejsze ? Apostołowie nie mieli łatwego i długiego życia, ale mieli zapewnioną wieczność, bo któregoś dnia otrzymali nowe życie.

W którym momencie zaczyna się to nowe życie?

Nowe życie niektórzy otrzymują, bo wytrwale szukają, niektórzy w desperacji zaczynają się modlić, niektórzy pozytywnie odpowiedzieli na Słowo, które przeczytali lub usłyszeli, niektórzy szczęśliwie urodzili się w rodzinach, gdzie Słowo Boże było na pierwszym miejscu, niektórzy w religijnej gorliwości zwalczali wszelki rodzaj innowierców i w pewnym momencie usłyszeli : „czemu Mnie prześladujesz?” W każdym przypadku Duch Święty daje przekonanie.
Jak to się zaczyna? „Bojaźń Pana jest początkiem poznania; głupcy gardzą mądrością i karnością.”(Prz 1,7) Zazwyczaj zaczyna się od bojaźni, może przerażenia, być może od wstrząsu, a przynajmniej od głębokiego wejrzenia w siebie. A na pewno Nowe Życie nigdy nie rozpocznie się bez pokory.  „Bóg się pysznym przeciwstawia, a pokornym łaskę daje” (Jak 4,6). O jaką pokorę chodzi? Świetnie ujął to Gordon Keddie w książce „Praktyczny chrześcijanin”:


„Pokora ducha, to nie jakieś chorobliwe poczucie bezużyteczności i bezwartościowości, ale głęboka świadomość majestatu Boga, chwalebnej wystarczalności odkupiającej miłości Jezusa Chrystusa i głębokie poczucie gotowości, aby zostać poprowadzonym przez zamieszkującego mnie Ducha Bożego w zwykłym posłuszeństwie Słowu Bożemu.”

Cechą charakterystyczną człowieka, w którym coś duchowego się rodzi, który jest już „ubrany” w pokorę i bojaźń, jest postawa otwartości na działanie Ducha Świętego, otwartości na to, że już „nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”, że mogę się mylić w moich dotychczasowych poglądach, że mogę zrezygnować z dotychczasowych autorytetów, że pragnę nowego sumienia i nowego serca, chcę być gotowy na wskazówki, a nawet się ich domagam. Jestem na tyle poruszony, że nie chcę wracać do starego sposobu życia. Prawda do mnie przemówiła – więc co mam robić? Tak reagowały tłumy, na przemówienia Jana Chrzciciela i apostoła Piotra.
Łk3, 7-14: „Mówił więc do tłumów, które przychodziły, aby się dać ochrzcić przez niego: Plemię żmijowe, któż wam poddał myśl, aby uciekać przed przyszłym gniewem? Wydawajcie więc owoce godne opamiętania. A nie próbujcie wmawiać w siebie: Ojca mamy Abrahama; powiadam wam bowiem, że Bóg może z tych kamieni wzbudzić dzieci Abrahamowi. A już i siekiera do korzenia drzew jest przyłożona; wszelkie więc drzewo, które nie wydaje owocu dobrego, zostaje wycięte i w ogień wrzucone.”
„I pytały go tłumy: Cóż więc mamy czynić?
„Przychodzili też celnicy, by dać się ochrzcić, i mówili do niego: Nauczycielu, co mamy czynić?”
„Pytali go też żołnierze, mówiąc: A my co mamy czynić?
Dz 16,30: "Stróż więzienny Zażądał wtedy światła, wbiegł do środka i drżąc cały, przypadł do nóg Pawła i Sylasa i wyprowadziwszy ich na zewnątrz, rzekł: Panowie, co mam czynić, abym był zbawiony?"
Dz 2,37: „A gdy to usłyszeli, byli poruszeni do głębi i rzekli do Piotra i pozostałych apostołów: Co mamy czynić, mężowie bracia?

I do dziś dnia aktualna jest odpowiedź Piotra:
 „Opamiętajcie się (zmieńcie myślenie, pokutujcie) i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego. Obietnica ta bowiem odnosi się do was i do dzieci waszych oraz do wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan, Bóg nasz, powoła. Wielu też innymi słowy składał świadectwo i napominał ich, mówiąc: Ratujcie się spośród tego pokolenia przewrotnego. Ci więc, którzy przyjęli słowo jego, zostali ochrzczeni i pozyskanych zostało owego dnia około trzech tysięcy dusz. I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach.” (Dz 2, 37-42)

Żeby lepiej zrozumieć czym jest a czym nie jest  Nowe Życie, chciałbym przytoczyć jeden rozdział z bardzo ciekawej książki Johna D. Gillespiego pt:„Nowe życie Boże w duszy człowieka”



poniedziałek, 22 października 2018

Udręki


Cierpienie i udręka spotyka każdego prawdziwego chrześcijanina. Apostołowie w swoich listach piszą, że nie ma się co dziwić. Poniżej fragmenty listu Piotra i różne wypowiedzi.



***



A skoro sam Chrystus - pomimo swej świętości - doświadczył w ludzkiej naturze cierpienia, to uzbrójcie się w myśl, że wy również będziecie doznawać różnego rodzaju cierpień w czasie, gdy nadal jeszcze funkcjonujecie w obecnej naturze. Udręki te biorą się z faktu, że chociaż macie w sercach pragnienie, by do końca swych dni pełnić wolę Bożą, to jednak wasza grzeszna natura nadal zwodzi was różnorodnymi pożądaniami. Jednak nie poddawajcie się jej! Zbyt wiele czasu już zmarnowaliście na realizowanie swych iście pogańskich pragnień, gdy żyliście w rozwiązłości i rozpuście, folgując swym pożądliwościom w orgiach, pijatykach i w niegodziwym bałwochwalstwie. Nie dziwcie się też, że ci wszyscy, z którymi kiedyś razem to czyniliście, a którzy nadal w tym tkwią, zaskoczeni są waszą odmianą. Widzą wyraźnie, że wam nie jest już z nimi po drodze i więcej już nie garniecie się do nich, by wspólnie dalej nurzać się w tych obrzydliwościach. Dlatego rzucają na was swoje oszczerstwa. 1 Pt 4,1-4 NPD

***

Umiłowani! Raz jeszcze podkreślam: nie czujcie się zaskoczeni intensywnością udręk i cierpień, których wielu z was doświadcza. Nie przydarza się wam nic niezwykłego! Raczej rozumiejcie, że dzięki tym doświadczeniom wasza wytrwałość ma szansę prawdziwie się umocnić. Jeśli zaś na tym świecie -współuczestnicząc w cierpieniach podobnych do Chrystusowych - potraficie zachować w swych sercach Bożą radość, to przecież znacznie większe szczęście i wesele spotka was wówczas, gdy On ponownie objawi się w chwale. 1 Pt 4,12-13 NPD

***
Dobrze, że od czasu do czasu napotykamy na sprzeciw i że jesteśmy złośliwie i niezasłużenie osądzani, kiedy nasze działania i intencje są dobre. - Tomas A Kempis

***
Wątpię , aby Bóg mógł używać kogoś, zanim głęboko go nie zrani. - A.W. Tozer

***
Kiedykolwiek szatan uderza w wierzących, 8 razy na 10 robi to, posługując się innymi wierzącymi - Jay C. Globmaster