poniedziałek, 23 grudnia 2019

Obraz - ikona


John Trumbull (1756-1843) – amerykański malarz historyczny, który dokumentował wydarzenia wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych, namalował płótno 3,7m x 5,5m - Deklaracja Niepodległości. W  1818 r. pokazał jedynemu żyjącemu uczestnikowi podpisania Deklaracji  Johnowi Adamsowi (były prezydent miał wtedy 83 lata). Ich rozmowa (wg mini-serialu HBO „John Adams”) wyglądała następująco:
JT: Czy podoba się Panu obraz?
JA: Dobrego artystę od słabego odróżnia to, że umie zapanować nad dużymi płótnami. Taki był na przykład Rubens. Obraz nie oddaje prawdy. Delegaci nie zebrali się razem, by złożyć podpisy. Takie zdarzenie nie miało miejsca. Scena jest pełna spokoju, podczas, gdy oni byli w stanie wojny. Najnowsza historia Europy jest zafałszowana, ale nic nie jest bardziej zafałszowane od niej prócz historii Ameryki.
JT: Artyści mają prawo do pewnej dowolności.
JA: Nie oszukujmy potomnych usprawiedliwiając się prawem do własnej interpretacji. Prawda o naszej rewolucji jest stracona. Na zawsze.



Przywołuję tą scenkę, ponieważ chcę zastanowić się jaka jest rola obrazów w życiu duchowym człowieka. Zakaz tworzenia obrazów i rzeźb Boga mamy w Biblii już za czasów Mojżesza. Nie czyń sobie rzeźby ani żadnego wyobrażenia czegokolwiek, co jest na niebiosach w górze albo co jest na ziemi w dole, albo co jest w wodzie pod ziemią.  Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja, JHWH, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym. II Mojż 20,4-5  Nie będziecie czynili sobie marnych bóstw ani stawiali sobie podobizn i słupów, ani umieszczali w waszej ziemi kamiennych rzeźb, aby im się kłaniać, gdyż Ja, JHWH, jestem waszym Bogiem. III Mojż 26,1
Bóg nie chce, żebyśmy kłaniali się i czcili inne bóstwa niż On. Człowiek nie umie czcić tego co niewidzialne, więc próbuje wyobrazić sobie obiekt czci i tworzy go. Mimo, że naród żydowski znał Boga, widział Jego działanie, cuda i prowadzenie, jednak łamał to przykazanie zdecydowanie częściej niż inne.  Nie podobało się to Stwórcy.
Gniew Boży z nieba objawia się bowiem przeciw wszelkiej bezbożności i niesprawiedliwości ludzi, a którzy w niesprawiedliwości tłumią prawdę. Dlatego że to, co rozpoznawalne u Boga, jest wśród nich jawne – Bóg im to ukazał.  Bo to, co u Niego niewidzialne, Jego wieczna moc i Boskość, od stworzenia świata może być oglądana w pojmowalnych dziełach, tak że są bez wymówki. To dlatego, że poznawszy Boga, nie oddali Mu chwały ani nie podziękowali jako Bogu, lecz przez swe powątpiewanie stali się niezdolni do poprawnego myślenia i ich bezmyślne serce uległo zaciemnieniu. Uznając się za mądrych, zgłupieli. Zamienili też chwałę nieśmiertelnego Boga na podobiznę obrazu śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonogów lub płazów. Rz 1,18-23

Dzisiaj mamy do czynienia z bardzo różnorodną sztuką sakralną, czy religijną. Mamy więc ikony, obrazy, rzeźby, czy też filmy przedstawiające postaci, symbole, wydarzenia z Pisma Świętego. Czy taka sztuka zastępuje Boga, czy jest obiektem kultu? Być może dla wielu – tak. Nie mnie to oceniać. Raczej chciałbym zastanowić się czy taka sztuka pokazuje prawdę i jak z niej możemy skorzystać. Z historii wiemy, że podpisanie deklaracji nie było takie jak na „obrazku” Trumbulla. Podobnie – wiele arcydzieł chrześcijańskich jest tylko wyobrażeniem, lub interpretacją artysty, często opartą na jakimś dogmacie danego wyznania lub osobistych przeżyć mistycznych. Przykładowo prawosławna ikona z Bułgarii przedstawiająca Konstantyna i św. Helenę (jego matkę) z aureolami daleka jest od prawdy o ich świętości. Podobnie posągi matki boskiej w koronie z dzieciątkiem bez korony za to z różańcem w dłoni nie mają z Pismem Świętym nic wspólnego. Natomiast słynna „Trójca Święta” Rublowa może rodzić ciekawe refleksje na temat wizyty trzech osób u Abrahama i Sary. Mnóstwo tu przemyślanej, pięknej symboliki. 

Wielkie wrażenie robi również obraz Rembrandta „Powrót syna marnotrawnego”. Henri J.M. Nouwen napisał książkę, w której dzieli się swoimi przeżyciami po obejrzeniu tego dzieła. Dogłębna analiza koloru, cieni, wyrazów twarzy, i wielu znakomitych ważnych szczegółów, w połączeniu z refleksją nad przesłaniem Ewangelii Łukasza 15,11-32, poszerza wiedzę i wyobraźnię oraz buduje wiarę czytelnika. Zatem nie ma nic złego w obrazowaniu postaci, czy scen Biblijnych, czy nawet Chrystusa. Mamy więc wyobrażenia Jezusa przez różnych artystów w książeczkach dla dzieci, w filmach, obrazach, rzeźbach i nie koniecznie musi się to wiązać z bałwochwalstwem. Ale pamiętajmy, że są to koncepcje danego artysty. Gdy takowe stają się obiektem uwielbienia, gdy się je w jakiś sposób czci, całuje, otacza kwiatkami itp; wówczas ciąży na nas gniew Boży.
Gniew Boży ciąży też na ludziach, którzy tworzą obraz Chrystusa w swojej wyobraźni. Calvin Miller, szanowany, lecz zwiedziony nauczyciel Biblijny pisze: „Jedne drzwi otwierają drogę do świata duchowego: wyobraźnia. (...) Aby naśladować Chrystusa, musimy stworzyć w naszych umysłach niewidzialny, Boży świat, bo inaczej nie wejdziemy tam nigdy. W ten sposób stwarzamy Chrystusa w naszych umysłach.  Kluczem do [duchowej] witalności jest [wizualizowany] obraz."  Dave Hunt demaskuje takie praktyki: „Nie można wezwać Jezusa, który siedzi po prawicy Ojca, żeby do nas przybył — lecz każdy demon będzie szczęśliwy, jeśli mu pozwolimy udawać Jezusa i chętnie to uczyni. (…) Carl Jung, jeden z twórców psychologii, wielce podziwiany we współczesnym Kościele ewangelicznym, sam był w kontakcie z demonami. Liczba chrześcijańskich psychologów i ludzi zajmujących się uzdrowieniem wewnętrznym, którzy uprawiają terapię przy pomocy wizualizacji wydarzeń z przeszłości, jest zbyt wielka, żeby ich wyliczać.”

Jest jednak pewna ikona, obraz, którą Bóg nakazuje czcić i darzyć uwielbieniem. Nie namalowany i nie stworzony w wyobraźni.  Jest to Syn Boży. On jest obrazem (ikoną – gr. eikon) niewidzialnego Boga, pierworodnym wszelkiego stworzenia Kol 1,15. On jest Słowem Bożym. I to taki obraz powinien czcić uczeń Chrystusa. Ten niewidzialny Bóg, gdy się nam objawia sprawia, że ludzkie dzieła nie będą już w centrum naszego życia. Przeto jak nosiliśmy obraz ziemskiego człowieka, tak będziemy też nosili obraz niebieskiego człowieka. 1Kor 15,49. Poznając Chrystusa, karmiąc się Jego Słowem, szukając Jego woli, modląc się i ulegając  Mu – stajemy się do Niego podobni. My wszyscy natomiast odbijając niby w zwierciadle chwałę Pana, przeobrażamy się na obraz jej samej, od chwały w chwałę. 2Kor 3,18. Zachodzi proces odwrotny do starzenia się. A przyodzialiście się w nowego, który się odnawia w poznaniu na obraz tego, który go stworzył. Kol 3,10. W stu procentach jest to Boża inicjatywa, aby zepsutego człowieka przekształcić na obraz Jego Syna. A wiemy, że wszystko współdziała dla dobra tych, którzy miłują Boga, to jest tych, którzy są powołani według postanowienia Boga. Tych bowiem, których on przedtem znał, tych też przeznaczył, aby stali się podobni do obrazu jego Syna, żeby on był pierworodny między wieloma braćmi. Rz 8,28-29. Bo przecież taki był zamysł Boży od samego początku. I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. I Mojż 1,27

Dlatego, gdy wejdę do mieszkania, w którym jest mnóstwo figur, „świętych” obrazów i obrazków, a na półce stoją książki na temat różnorakich objawień, albumy miejsc „świętych” i zakurzone Pismo Święte – na 99% mogę stwierdzić, że właściciel mieszkania nie ma Boga w sercu, nie rozumie przesłania Ewangelii, jest daleko od Chrystusa (choć na pewno jest w jakiś sposób religijny i chciałby Go znaleźć, ale, jak pisze Paweł: ma gorliwość opartą na niewłaściwym poznaniu - Rz 10,2). Ale gdy trafię do mieszkania, w którym nie ma żadnych obrazów, może gdzieś jakiś fragment Pisma w ramce, a na półce rozmaite komentarze biblijne, świadectwa misjonarzy, historie nawróceń, słowniki, rozważania, kilka przekładów Biblii aktualnie używanych, wówczas na 95% mogę stwierdzić, że ten człowiek nosi w sobie OBRAZ Bożego Syna.
Jesteśmy Jego reprezentantami, mieć obraz w sobie to zadanie, to pozycja, status, jesteśmy Jego wizerunkiem na tej ziemi. Obraz który jest światłem i solą. Tylko taki obraz może pokazać drogę do źródła światła, może konserwować i nadawać prawdziwy smak życiu. Apostoł Paweł nie pisze do Tymoteusza: zrób kilka ikon, kilka rzeźb moich i mojego Pana, niech jak najwięcej osób zobaczy jak wyglądaliśmy – dzięki temu będą mogli zbliżyć się do Boga. Raczej nakazuje: bądź dla wierzących wzorem w postępowaniu, w miłości, w wierze, w czystości. (…) O to się troszcz, w tym trwaj, aby twoje postępy były widoczne dla wszystkich. 1Tym 4,12.15.
Jego obraz w nas, to informacja dla świata o jedynej możliwej drodze do życia wiecznego, o jedynej szansie na ratunek przed miejscem wiecznej kary, na które każdy człowiek zasłużył. Dlatego w miejsce Chrystusa poselstwo sprawujemy, jak gdyby przez nas Bóg upominał; w miejsce Chrystusa prosimy: Pojednajcie się z Bogiem. 2Kor 5,20

Post Scriptum. Obejrzałem niedawno na Netflixie dwie części fabularnego filmu „Nic do stracenia” pokazujący przebudzenie w Brazylii w latach 80 (tzw. trzecia fala zielonoświątkowa), autoryzowany przez przywódców jednego z kościołów. Jest tam taka scena, gdy pewien pastor w telewizji mówi kazanie na temat bałwochwalstwa, a jest to dzień, w którym katolicy czczą matkę boską. W pewnym momencie mówca prawie kopnął „świętą” figurkę, którą przyniósł jako eksponat. W każdym razie chciał okazać swoją pogardę dla kultu maryjnego. Od tego momentu kościół zaczął mieć kłopoty, mimo, że główny lider szybko przeprosił publicznie za wyczyn swojego współbrata. W ewangelicznych kaplicach wybijano szyby, ludzi zastraszano, bito, liderzy dostawali ogromne ilości pozwów o defraudacje finansowe, a w jednym kościele zawalił się dach zabijając kilkanaście osób. Przywódcy katoliccy razem z niektórymi politykami zacierali ręce. Gdy wszystko wskazywało na upadek kościoła…. Dalszy ciąg tej historii jest bardzo ciekawy. Zachęcam do obejrzenia.

środa, 18 grudnia 2019

Artystyczna ignorancja



Byłem ostatnio zaskoczony, kiedy mój syn określił swój obraz, który mi podarował 5 lat temu jako marny, szkolny, pełen błędów, bez wyrazu i bez smaku. Moje zdziwienie jest tym większe, im więcej osób odwiedzając mnie podziwia to płótno. Mogę z tego wnioskować, że brak mi poznania, nie rozumiem na czym polega prawdziwa wartość sztuki, ignoruję możliwość wykształcenia się w tej dziedzinie. Nie widzę potrzeby choćby minimalnego zaangażowania się w naukę podstaw technik lub pobieżnego przestudiowania historii malarstwa. Widocznie wystarcza mi wartość sentymentalna tego arcydzieła”, a moją ciekawość zaspokajam jakimś ogólnym wrażeniem. Wynika to pewnie z braku świadomości, że może być coś więcej, głębiej, dokładniej, piękniej, mądrzej. Podobnie było z Louisem Armstrongiem, o którym pisze Hans Rookmaaker w książce Sztuka nie potrzebuje usprawiedliwienia”:
„Ambicja jest bardzo ważną cechą każdego artysty, od której często zależy jego wielkość i znaczenie. Lecz wielu twórcom jej brak. Sukcesy odniesione we wczesnej działalności przekształcają się zwykle w twórczość szablonową. To, co niegdyś było działaniem twórczym, odkrywaniem nowych zasad, staje się sztuczką, tanią zdobyczą. Artysta tego typu szybko idzie w cień i kończy przeważnie marnie. Było paru wielkich twórców, którzy skończyli właśnie w ten sposób. Inną pokusą artysty jest ograniczenie się do minimum, używanie swojego talentu po to tylko, aby zarobić, stać się bardziej popularnym. Np. w historii jazzu figurują dwie postacie, których kariery warto porównać Jelly Roll Morton i Louis Armstrong. Wzrost popularności jazzu w muzyce amerykańskiej wzbudził ogromną pokusę bycia komercyjnym i chętnie słuchanym. Uległ temu Louis Armstrong. Około 1930 roku jego twórczość nabrała już posmaku komercyjnego, obniżyła loty, stała się pełna trików, efektów. I chociaż po latach znów próbował komponować coś dobrego i twórczego, próby te nie powiodły się. Zakończył na poziomie clowna śpiewającego kołysanki telewizyjne w złym guście. Lecz mimo to był wielkim muzykiem i trębaczem i aby się o tym przekonać należałoby posłuchać jego „Hot Five” lub „Hot Seven” z lat 1926-27 albo czegoś z wczesnej działalności z King Oliver Creole Jazz Band z lat 1922-23. Na szczęście mamy jeszcze te nagrania i możemy je przesłuchać. Po kryzysie w 1929 roku nastały trudne czasy dla muzyków. Dobra jakościowo muzyka straciła znaczenie; tłumy zaczęły się lubować w czymś sentymentalnym i lekkim. Zrodziła się więc pokusa, by zadośćuczynić tym złym gustom. Jak zawsze oprócz osobistej słabości i grzeszności winne też było społeczeństwo, ówczesna sytuacja, oddziaływanie środowiska. Jednakże Jelly Roll Morton, wielki pianista jazzowy, odmówił zdrady twórczości dla banału. Walczył o jakość muzyki i zasady, za którymi się opowiadał. W rezultacie tego pozostał wielkim artystą, który zapisał rozdział w każdej wartościowej części muzyki jazzowej. Lecz w pamięci tłumów, którym odmówił roli błazna i dostawcy melodyjek, nie pozostał długo. Z tego powodu przez wiele lat cierpiał ubóstwo i pogardę, podobnie jak wielu innych wielkich muzyków jazzowych, którzy w latach trzydziestych cierpieli głód, a nawet umierali z niedostatku. Nie wolno nam jednak z tego wnioskować, że sama rozrywka jest czymś złym. Każda twórczość jest poniekąd rozrywką - możliwością daną przez Boga do niesienia odprężenia poprzez dobrą muzykę, sztukę czy książkę. Nie ma nic złego w balladzie, muzyce tanecznej (Mozart komponował także utwory taneczne), w kręceniu filmów rysunkowych, malowaniu plakatów czy ilustracji. Pamiętajmy jednak o jakości!”

Lud mój ginie, gdyż brak mu poznania Oz 4,6.

Podobnie jest z chrześcijaństwem. Każdy niemal człowiek wie, że Chrystus urodził się w stajence, zmarł na krzyżu i zmartwychwstał. A jakie to znaczenie ma dla mnie osobiście? Po co czytać tak grubą księgę jak Biblia, jeżeli wystarczy mi kilka wersetów, które wydaje mi się, że rozumiem? Lekceważąc rozważanie, rozmyślanie, wgłębianie się w języki oryginalne, poznawanie kultury i geografii tamtych czasów, analizę postaci i postaw – nie tylko ograbiamy nasze życie z piękna, ale stawiamy pod znakiem zapytania nasze zbawienie. Charles Malik kiedyś powiedział: „Największym niebezpieczeństwem, z którym musi zmierzyć się amerykańskie chrześcijaństwo ewangelikalne, jest antyintelektualizm. Brak w nim troski o umysł w całej jego wielkości i głębi. A intelektualne wychowanie nie może mieć miejsca w oderwaniu od wieloletniego głębokiego zanurzenia w historii idei i duchowości. Ludzie, którym spieszno jest, by wyrwać się z uniwersytetu i jak najszybciej zacząć zarabiać pieniądze czy też służyć w kościele albo głosić Ewangelię, nie zdają sobie sprawy z bezmiernej wartości, jaką stanowią lata spędzone na rozmowach z największymi umysłami i osobowościami, co umożliwia proces dojrzewania oraz wyostrzenie i zwiększenie zdolności intelektualnych. W rezultacie zrzekamy się obszaru kreatywnego myślenia na rzecz wroga.”
Wydaje nam się, że wszystko wiemy, powodzi się nam, nie chcemy dopuścić do siebie myśli, że moglibyśmy wzrosnąć we wierze, w poznaniu. Energię i czas poświęcamy na to, co widoczne dla oczu. Z umysłem jest niestety przeciwnie niż z żołądkiem – im bardziej pusty jest w istocie, tym bardziej pełnym wydaje się być właścicielowi.” (Bartosz Sokół)

Rozważaj, co mówię, gdyż Pan da ci właściwe zrozumienie wszystkiego. 2Tym 2,7

Czas poświęcony na Biblię, na obcowanie ze Stwórcą, nigdy nie jest zmarnowany.
Rozpaliło się serce moje we mnie, gdy rozmyślałem, zapłonął ogień Ps 39,4.
Nie chciałbym być ignorantem w  żadnej dziedzinie życia, bo przecież cała ziemia jest pełna chwały Bożej (Ha 3,3). Chcę wgłębić się i poznać jaką ma wartość ambitna muzyka, chcę oglądać wartościowe filmy i czytać piękną poezję. Chciałbym rozumieć czym różni się prawdziwa sztuka od kiczu. Ale przede wszystkim chcę poznać Boga. Wielce żałosny będzie to widok, gdy ktoś mnie odwiedzi i będzie podziwiał słaby, nędzny obrazek, który jest we mnie, a który przedstawia jedynie kilka powszechnie znanych faktów z Biblii i w dodatku powierzchownie lub opacznie zrozumianych. Najważniejsza sprawa w życiu każdego człowieka nie może być nikłym marginesem doczesnej egzystencji. Każdy potrzebuje Zbawiciela, a na czym polega owo zbawienie – jest to nauka dni, miesięcy, lat. Niech od dziś nauka ta znajdzie się w centrum twoich zainteresowań. Początkiem mądrości nie tylko jest bojaźń Boża, lecz również początek mądrości jest taki: nabywaj mądrości i za cały swój majątek nabywaj rozumu! Prz 4,7

środa, 6 listopada 2019

Po co wolność?


Refleksja na podstawie Listu św. Pawła do Galacjan


Wolność. Po co wam wolność?
Macie przecież telewizję
Wolność. Po co wam wolność?
Macie przecież Interwizję, Eurowizję

Tak zaczyna się piosenka Kultu, popularna w latach 80tych; piosenka która bardzo mnie inspirowała w moich młodzieńczych buntach. Można by dziś dodać, że mamy jeszcze Internet. Czy rzeczywiście wolność narodowa jest wartością, o którą trzeba przelewać krew? Czy nie lepiej pracować jako niewolnik? Czy wysokie podatki i ceny paliw to wystarczający powód do strajków lub demonstracji? Czy wywalczona niepodległość jest najwyższym dobrem? Czy istnieje coś więcej niż „chleb i igrzyska” (i filmy fantastyczne)?

Na tym świecie każdy jest zachłanny i pazerny
Na tym świecie każdy chce pieniądze i koncerny
Kilku frajerów rządzi świata tego polityką
Najpotężniejsi z nich myślą o władzy nad galaktyką

„Jeszcze dzień życia” to świetna hybryda animowano-dokumentalna powstała na bazie książki Ryszarda Kapuścińskiego opisującej jego pobyt w Angoli w 1975r. Smutny, dający do myślenia film o dramacie kraju wyzwalającego się z kolonializmu Afryki. „Angolczycy po setkach lat życia pod portugalskim butem byli o krok od odzyskania suwerenności; jednocześnie rozgorzała krwawa bitwa o to, która z wiodących organizacji ma przejąć władzę w nowo powstałym państwie. Obserwując bratobójczą walkę, Kapuściński kreśli fascynujący obraz tej dziwnej i groteskowej wojny.” (portal Opętani Czytaniem). Uzyskana wolność w Angoli była pozorna, nieustanne wojny i walki trwały tam jeszcze 25 lat.

Czy słyszysz, czy słyszysz
Co tu dzieje się od lat
Jaki wokół siebie szum wytwarza ten fatalny świat
Co za fatalny świat

Ten fatalny świat ciągle walczy o władzę, o wpływy. Polska pod zaborami nie istniała jako państwo. Byłem ostatnio na filmie „Legiony” (reż. Dariusz Gajewski, Maciej Pawlicki). Kino puste. Czy komuś dziś zależy, żeby docenić, co zrobiły dla nas poprzednie pokolenia? Czy dziś kogoś interesuje w jaki sposób Polska odzyskała niepodległość 101 lat temu?
W filmie gra znakomity Mirosław Baka jako Stanisław „Król” Kaszubski  - jeden z dowódców polskich legionistów. Interesująco wygląda jego zestawienie z postacią zdrajcy Złotnickiego, Polaka będącego wysokim oficerem w carskiej armii. Najciekawszy dialog filmu miał miejsce, gdy  „Król” trafia do niewoli i rozmawia ze Złotnickim, swoim dawnym towarzyszem broni, obecnie w rosyjskiej armii. Ten pokazuje więźniowi carski mundur i proponuje, żeby go włożył, na co „Król” odpowiada, że „nie będzie pasował”. W odpowiedzi słyszy zachętę, że przecież Cesarstwo Rosji jest wieczne a Polska nie istnieje.
W historii Polski niewiele pokoleń żyło w wolnym kraju, natomiast każde pokolenie na pewno pamięta walkę o wolność. I w tym czasie, kiedy Polska jest od 123 lat pod zaborami , młode pokolenie krzyczy: „Byliśmy niewolnikami trzech cesarzy, ale my mamy w dupie cesarzy, jesteśmy wolnymi ludźmi.” A dzisiaj pan Morawiecki mówi, że to „PiS daje wolność.”

Wolność. Po co wam wolność?
Z każdej wystawy dobrobyt tryska
Wolność. Po co wam wolność?
Macie przecież chleb i igrzyska

Zawsze byli tacy, którzy za wolność oddawali życie. Ale niestety większość cieszy się z życia w niewoli. Przypomina mi się plan Erharda (1897-1977): zniszczyć elitę, inteligencję polski, ludzi myślących, odważnych (notabene to samo działo się przed okrągłym stołem) – ludzie otrzymywali paszport w jedną stronę – śmierć; lub - emigracja. Pozostałą masą lepiej sterować. Jak czytamy w dzienniku Deutsche Welle z września br.: „Erhard nie podzielał poglądów Himmlera zakładających unicestwienie z pobudek rasistowskich narodu polskiego, lecz był raczej pragmatykiem. Mordowanie, wypędzenie czy zagłodzenie Polaków uważał za działanie nieefektywne, ponieważ można było wykorzystać Polaków jako siłę roboczą i konsumentów. Jego zdaniem, polscy robotnicy powinni zarabiać niewiele mniej od Niemców, gdyż zbyt duże różnice wpływają negatywnie na wydajność i prowadzą do napięć społecznych. Polacy nie posiadają praw i mają służyć Niemcom. Interesowało go jedynie to, jak w najbardziej wydajny sposób można ich wykorzystać.”
A dzisiaj PiS mówi: „zarobki porównywalne z Niemcami.” Czyż nie żyjemy obecnie w kraju zaślepionym chlebem, igrzyskami, a tak naprawdę w kraju bezprawia i niesprawiedliwości? Plan Erharda realizuje się doskonale we współczesnej Polsce.

Wolność. Po co wam wolność?
Macie przecież filmy fantastyczne
Wolność. Po co wam wolność?
Czasem zezwolenie demonstracji ulicznych

Demonstracje w Hongkongu rozpoczęte w czerwcu 2019 roku po ogłoszeniu projektu ustawy, która pozwala na ekstradycję obywateli do komunistycznej Chińskiej Republiki Ludowej, są w centrum uwagi całego świata. Czy USA lub Anglia pomogą w bezprawnym naruszeniu umów? Od czasu powrotu Hongkongu do Chin (1842–1997 posiadłość brytyjska) terytorium to było autonomią, która miała obowiązywać do 2047. Od 2012 przewodniczący Xi Jinping zaczął silnie ingerować w politykę autonomii i naruszać swobody obywatelskie mieszkańców, dążąc do budowy jednolitego ustroju w ramach całego państwa. Wolny Hongkong (pierwsze miejsce na świecie w raporcie z Indeksem Wolności Gospodarczej w 2006) już nie jest wolny. Umorzenie autonomii w lipcu tego roku automatycznie wpłynęło na każdą dziedzinę życia mieszkańców. Obecna władza Chin to spuścizna Mao Zedonga (zm. 1976r.) – największego mordercy w historii ludzkości (78 milionów ludzi – 2 razy więcej niż zbrodnie Hitlera i Stalina razem wziętych). Nic dziwnego, że demonstracje w Hongkongu organizowane są niemal codziennie. Nie wiadomo, jak to wszystko się skończy. Pamiętamy bardzo dobrze masakrę  w 1989 na placu nomen omen Niebiańskiego Spokoju  (Tian’anmen ). Zginęło wówczas jednego dnia około 10000 ludzi.

Wolność. Po co wam wolność?
Macie przecież tyle pieniędzy
Wolność. Po co wam wolność?
I będziecie ich mieć coraz więcej.

Wolne Stany Zjednoczone Ameryki. Po co Anglicy 243 lata temu chcieli odłączyć swoje kolonie na nowym kontynencie od Wielkiej Brytanii? 4 lipca 1776 uchwalono Deklarację Niepodległości Stanów Zjednoczonych – akt prawny uzasadniający prawo Trzynastu Kolonii Brytyjskich w Ameryce Północnej do wolności i niezależności od króla Wielkiej Brytanii, Jerzego III. Tło tych wydarzeń możemy obejrzeć w znakomitym mini serialu „John Adams”. Na portalu Teologia Polityczna czytamy: „Wolność jest wartością równie ważną dla Izraela, co dla ludu amerykańskiego. Kiedy przeczytamy w Deklaracji powtarzającą się diatrybę przeciw Jerzemu III, to skojarzenia Korony brytyjskiej z Egiptem jako domem niewoli, oraz samego monarchy z faraonem, stają się oczywiste. Opór wobec Korony brytyjskiej to także spuścizna reformacji. Do ducha i litery Deklaracji Niepodległości daleko chętniej przyznają się obecnie Demokraci, podczas gdy konstytucja 1787 r. jest ulubionym dokumentem założycielskim Republikanów.”
Postawiony 136 lat temu posąg statui wolności (Wolność Opromieniająca Świat), mający ponad 90m wysokości i ważący 226 ton, jest darem Francji dla USA mający upamiętniać przymierze tych krajów w czasie wojny o niepodległość.  Ciekawostką jest fakt, że właścicielem firmy produkującej autoryzowane repliki statui jest Rumun, który z wielkim trudem wyzwolił się z komunistycznej niewoli swojego kraju (siedział wiele lat w więzieniu) i znalazł prawdziwą wolność w Ameryce. Jego ideą jest zatrudnianie samych imigrantów.
Odniesienia do Stwórcy przepełniają Deklarację Niepodległości, miliony ludzi doświadcza w Ameryce wytchnienia od tyranii krajów totalitarnych, ale czy możemy mówić o powstaniu stricte chrześcijańskiego, wolnego państwa? 50 z 56 delegatów podpisujących dokumenty DN przynależało do różnych lóż masońskich. Zalegalizowane niewolnictwo, aborcja, antyintelektualizm, megalomania i wiele innych „dziwactw” przeczy ideom wolnościowym. Abraham Lincoln doszedł do wniosku, że ,,świat nig­dy nie zna­lazł dob­rej de­finic­ji dla słowa wolność". Roosvelt jedynie mógł marzyć o wolności słowa, wolności oddawania czci Bogu i powszechnej wolności od strachu. Amerykanie zapomnieli przestrogę Johna Adamsa, że „są dwa sposoby na podbicie i zniewolenie narodu: miecz albo dług".  Obecnie Ameryka cieszy się największym długiem na świecie: 22 000 000 000 000 dolarów, a największym kredytodawcą są Chiny. Coś nam to mówi?
Być może trochę otuchy wnosi wypowiedź Trumpa na forum ONZ (NY, wrzesień 2019): “Stany Zjednoczone są zbudowane na zasadzie, że nasze prawa nie pochodzą od rządu; one pochodzą od Boga. Ta nieśmiertelna prawda jest wyrażona w naszej Deklaracji Niepodległości i zapisana w Pierwszej Poprawce naszej Konstytucji. Nasi założyciele rozumieli, że nie ma prawa bardziej podstawowego dla pokojowego, dostatniego i szlachetnego społeczeństwa niż prawo do podążania za swoimi religijnymi przekonaniami.” Może jest to wspaniała perspektywa, a może sprytne budowanie podwalin Jednej Światowej Religii?

Maszerujmy ramię w ramię
Ku słońcu świata nowego
Zbudujemy nowy most
Imienia przewodniczącego

Wszędzie mnożą się konferencje polityczno religijne, których temat przewodni zawiera się w słowach: „pokój i bezpieczeństwo” (1Tes 5,3). W Encyklice Benedykta XVI z 2009 r. czytamy: „Pilnie potrzebna jest prawdziwa światowa władza polityczna, aby zarządzać ekonomią światową. Władza ta powinna zostać uznana przez wszystkich.” Rok temu Merkel powiedziała: „Dziś państwa narodowe powinny być gotowe do przekazania suwerenności.” Zjazd Przywódców Światowych I Tradycyjnych Religii odbył się w Kazachstanie w 2018 roku pod hasłem „Przywódcy religijni za bezpiecznym światem”. Zaczątki Nowego Światowego Rządu (dodałbym - opiekuńczego) można było dostrzec na ekumenicznym spotkaniu „Peace with no borders” (Pokój bez granic) w Madrycie we wrześniu 2019r. O Synodzie Amazońskim nie wspomnę.
Czy „słońce świata nowego” przyniesie wolność jego mieszkańcom?

***

Afrykanie dążą do wolności od władzy kolonialnej, komuniści dążą do wolności od wyzysku kapitalistycznego, Hong Kong dąży do wolności od Chińskiego reżimu. Wiele można by pisać o dzisiejszych dążeniach wyzwoleńczych Katalonii, Wenezueli, Ekwadoru, Chile… Nie próbuję promować tu żadnej partii politycznej, ani systemu politycznego. Nie próbuję też udowadniać wyższości wolności nad niewolnictwem. Zadałem dużo pytań, które zostaną bez odpowiedzi. Przejdźmy zatem WRESZCIE do tej Wolności, o której mówi Pismo Święte. Do tej Wolności, która przewyższa wszelką ziemską wolność. Do Wolności, za którą przelała się najwartościowsza krew w historii ludzkości. Walka o tą Wolność już się dokonała – raz na zawsze.

Chrystus przyniósł nam wolność. Gal 5,1

List do Galacjan to jeden z pierwszych listów apostoła Pawła. Nazywam ten list apologetyką wolności, ponieważ ten najważniejszy temat dla człowieka jest tu przedstawiony w sposób zwięzły, wyraźny, logiczny i stanowczy. Czytelnik tego listu prowadzony przez Ducha Świętego ucieszy się, uspokoi i będzie wdzięczny Bogu, że taka wolność istnieje i ciągle jeszcze jest dla każdego dostępna. Około 10 lat później Paweł napisał List do Rzymian, nazywany konstytucją wiary chrześcijańskiej, w którym temat wolności jest rozbudowany i opisany w kontekście całego Bożego planu dla ludzkości.
List do Galacjan jest listem pełnym oburzenia, gniewu, załamania, oskarżenia, nagany. Początkowo wydawało mi się, że nie ma w tym liście żadnego miłego słowa o adresatach. W innych pismach pawłowych zawsze dało się odczuć miłość, troskę, sympatię i pochwałę dla wierzących; np.: wiara wasza słynie…, dziękuję mojemu Bogu zawsze, gdy was wspominam w moich modlitwach... . (do miłych słów Pawła wrócę w dalszej części mojej refleksji).
Co się stało w zborach w Galacji, że Paweł musiał przyjąć taki ton?
Zbory w Galacji powstały podczas pierwszej podróży misyjnej Pawła. Rodzi się wówczas duchowo kilka grupek ludzi. Jest to mieszanka Żydów i pogan. W pewnym momencie pojawiają się pewne osoby, które przekonują Galacjan do ich nauki. Wywierają na nich wielkie wrażenie. Podważają autorytet Pawła, nakazują im jakieś rytuały – rzekomo dające zbawienie, podporządkowują ich sobie łapiąc na haczyk szerokiej wiedzy religijnej i niewątpliwej inteligencji. Tak często bywa, że wieloletnie dzieło duchowe może być zniszczone jednego dnia.  W prostocie i prostolinijności wiary zabrakło tym pierwszym chrześcijanom czujności oraz uczulenia na fałsz. W istocie wykazali się wielką głupotą niemal zaprzepaszczając swoje zbawienie. Swoją Wolność. Tracąc niemal niepodległość.
W czwartym wersecie tego listu Paweł pisze o co chodzi z tą wolnością, wyzwoleniem, niepodległością. Chrystus wydał samego siebie za nasze grzechy, aby w ten sposób wyrwać (ekseletai –wyzwolić, uwolnić, zbawić) nas z teraźniejszego wieku złego. Z wieku złego, czyli z systemu, w którym władcą jest szatan. Jest to istota Ewangelii – cały sens życia i najważniejsze wydarzenie w historii świata. Golgota dzieli ludzi na dwa rodzaje – zbawionych i niezbawionych. Dziedziców i więźniów. Wolnych i niewolników.

Liczy się nowe stworzenie. Gal 6,15

I rzeczywiście w tym naszym życiu na ziemi liczy się tylko nowe stworzenie. Paweł dodaje: Pokój i miłosierdzie tym wszystkim, którzy uchwycą się tej zasady(normy, kanonu). A zasada jest bardzo prosta: Wysłuchanie Ewangelii, uwierzenie i życie w Chrystusie. I absolutnie nic więcej oraz absolutnie nic mniej. A co zawiera się w tym „nic mniej”? Ano pokuta. Zazwyczaj bywa to tak, że człowiek wiele lat żyje, myśląc, że jest z nim wszystko dobrze. W pewnym momencie niektórzy ludzie uświadamiają sobie (być może dzięki modlitwie rodziny, lub przez zasłyszane Słowo – Gal 3,2), że wewnątrz są całkowicie zepsuci i żaden człowiek, ani żaden obrządek, rytuał, uczynek, ani żaden przypadek, ani tym bardziej oni sami nie są w stanie sobie pomóc. Prawdziwe chrześcijaństwo zaczyna się od uświadomienia sobie własnej beznadziei. Luter tak o tym pisze: „Istotą i zasadniczym zadaniem Prawa jest to, aby ludzi nie tyle poprawić, ale uczynić ich jeszcze gorszymi, to znaczy wskazać im na ich grzech tak, aby dzięki znajomości tego grzechu mogli doznać upokorzenia, przerażenia, powalenia i złamania. A dzięki tym właśnie rzeczom zmuszeni będą do szukania łaski i przyjścia do tego tak bardzo błogosławionego potomka tzn. Chrystusa.”
Dzięki Bogu za Jezusa Chrystusa, który jest w stanie pomóc. On jedynie (zawiera się to w tym „nic więcej”).
 Jednak większość ludzi uważających się za wierzących, stara się naśladować Chrystusa. A On nigdy nie zamieszkał w ich sercach, ich ciało nie stało się realną świątynią Ducha Świętego. Podziwiają i wyznają chrześcijański system wartości, gorliwie przestrzegają swoich ojczystych tradycji (Gal 1,14). Cenią sobie Chrystusowe cechy: skromność, czułość, cierpliwość, litość. Ich życie przyobleczone jest w dobre uczynki, wykonywanie przykazań, dzięki którym mają nadzieję być w niebie. Tymczasem jest to antychrześcijański styl życia. I tą prawdę udowadnia Paweł w swoim liście. Pierwsze dwa rozdziały to obrona autorytetu Słowa Bożego, następne dwa to odpowiedź na pytanie: jak osiągnąć pewność zbawienia.
Liczy się nowe stworzenie – narodzenie z Ducha Świętego. Tak narodzili się Galacjanie. Człowiek, który prawdziwie uwierzy – od razu jest odziany w odpuszczenie grzechów i w darze otrzymuje życie wieczne. Najpierw drzewo, potem owoc. Gdy już zostałem zbawiony, wówczas wykonuję uczynki. Nigdy odwrotnie. Tylko taki kierunek jest właściwy. Do uczynków motywuje dokonany fakt śmierci Chrystusa za moje grzechy.
Być może taki dobrze myślący o sobie człowiek (lub też zbyt poniżający się) jest moralnie zmieniony, ulepszony, ale jego życie nie związało się z Chrystusem; być może z sakramentami i praktykami religijnymi, ale nie z samym Bogiem. To nie jest wolność w Chrystusie. Człowiek, który próbuje zaciekawić  i przyciągnąć uwagę Boga swoją dobrocią jest w wielkim błędzie. Jeśli usprawiedliwienie osiąga się dzięki przestrzeganiu Prawa, to Chrystus umarł nadaremnie. Gal 2,21 oraz: Dzięki uczynkom nakazanym przez Prawo nie zostanie usprawiedliwiona żadna istota. Gal 2,16 Otumanionych i omamionych wierzących Paweł pyta: czy Ducha otrzymaliście na skutek wypełnienia Prawa za pomocą uczynków, czy dzięki słuchaniu z wiarą? Gal 3,2
Ci, którzy tej zasady (normy nowego narodzenia) nie trzymali się, zawsze żyli w niepokoju i byli traktowani bez litości lub sami nie okazywali miłosierdzia.

Bodajby się wykastrowali! Gal 5,12

Ileż jest zacięcia, pasji i stanowczości w walce Pawła przeciw innej ewangelii. Nie zabiega o ludzkie względy.  Już na samym początku dwa razy przeklina ludzi, którzy niepokoją Galacjan. Niech nawet to będą ludzie przypominający anioła, ludzie sprawiający wrażenie porządnych, ludzie pełni wiedzy, wykształceni, inteligentni, przekonywujący, elokwentni – ale jeżeli przekręcają sens ewangelii – muszą zostać odrzuceni. Wydaje się, że tacy goście mają szlachetne motywacje, ale ich celem jest odłączenie wierzących, uzależnienie od swojej nauki, żeby w konsekwencji swoich manipulacji subtelnie zmienić ich centrum uwagi – już nie na Chrystusie lecz na Tradycji; już nie Słowo Boże dominuje nad Kościołem, lecz Kościół nad Słowem Bożym. Do dziś dzieje się to, co przewidział Paweł: Chcą was odłączyć, abyście wy o nich zabiegali. Gal 4,17. Te zabiegi to grecki wyraz zeloute, użyty przez Pawła również w liście do Koryntian, których to zachęca, aby zabiegali o dary duchowe. Mamy więc zamiast zelotów Ducha Świętego, zelotów nauki fałszywych nauczycieli. John Stott pisze: „Kiedy chrześcijaństwo zamienia się w zniewolenie przepisami i przykazaniami, ofiary takiego zniewolenia nieuchronnie popadają w uzależnienie i muszą przylgnąć do swoich nauczycieli”.  Gdy Paweł gani Piotra za obłudę i sprzeciwienie się Prawdzie (Gal 2,11-14), nie ma na celu zniesławienia jego dobrego imienia, nie kieruje się zazdrością. Podobnie, o fałszywych nauczycielach, gdy mówi: „niech będą przeklęci” , albo „bodajby się wykastrowali” – nie zieje nienawiścią, nie zależy mu na zemście. (Choć późniejsze wprowadzenie celibatu tylko potwierdza konsekwencje nauczania fałszywej ewangelii.) Głównym i podstawowym celem Pawła jest obrona Ewangelii. Jego motywy są całkowicie czyste: posłany nie przez ludzi i nie z powodu człowieka, ale za sprawą Jezusa Chrystusa i Boga Ojca. Gal 1,1. De facto Paweł w ogóle nie walczy z ludźmi, ponieważ te oszustwa i namowy nie pochodzą od tego, który powołał Galacjan. Gal 5,8.
Chrześcijańską stanowczość i radykalizm, a jednocześnie miłość i delikatność znakomicie ujął Marcin Luter w swoim komentarzu do tego listu:
„Będziemy gotowi znosić utratę wszystkich dóbr, naszego dobrego imienia, naszego życia i wszystkiego co mamy. Ale nigdy nie pozwolimy na to, aby wyrwano nam Ewangelię, naszą wiarę i Jezusa Chrystusa. Niechże będzie więc przeklęta taka pokora, która się uniża i poddaje! O nie! Raczej niechaj każdy wierzący chrześcijanin w tych rzeczach będzie dumny i niechaj nikogo nie oszczędza, w przeciwnym bowiem razie zaparłby się Chrystusa. Dlatego też z Bożą pomocą czoło moje będzie twardsze aniżeli czoło wszystkich innych ludzi. Tak rad jestem z całego serca, że takie stanowisko wydaje się być buntowniczym i upartym, ale tutaj wyznaję, że jestem i zawsze będę nieugiętym i surowym, i nie cofnę się nawet o cal przed żadnym stworzeniem. Miłość ustępuje miejsca, albowiem ona wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi (1 Kor 13:7), ale wiara nie ustępuje... Jeśli chodzi o wiarę, powinniśmy być nieprzezwyciężeni i twardsi aniżeli diament, natomiast jeśli chodzi o miłość, powinniśmy być delikatni i bardziej giętcy aniżeli trzcina albo liść, który drży na wietrze, gotowe poddać się wszystkiemu".
Paweł nigdy nie uzależniał słuchaczy od swojej osoby – zawsze kierował do bezpośredniego oddania Chrystusowi. Nie wywyższał się ponad swoich słuchaczy, a raczej wczuwał się w ich problemy, integrował się z nimi. Nie szczycił się swoją wiedzą, nie dbał o własny prestiż, był otwarty na krytykę. Potwierdza to w słowach: Choćby nawet KTOŚ Z NAS głosił tą inną ewangelię  - niech będzie przeklęty! Gal 1,8.

Jestem przekonany, że nie będziecie innego zdania. Gal 5,10

Zauważam w tym liście co najmniej trzy niezbite dowody na to, że Paweł jednak kocha tych, do których pisze. Początek: „Łaska WAM i pokój”, po drugie: „Dzieci MOJE…”, po trzecie: „jeśli chodzi o WAS – jestem przekonany w Panu, że nie będziecie innego zdania”.  Jego przekonanie nie opiera się na ich wyjątkowości, ale na wyjątkowości Chrystusa, który skutecznie może wyprowadzić ich z błędu. Przecież ich ciała już są świątynią Ducha Św. i Słowo Boże głoszone przez Pawła nie ma innej możliwości, niż zmienić ich sposób myślenia. To jest duża nadzieja dla naszych małych ewangelizacji - że Słowo Boże zawsze wykona swoją pracę wśród prawdziwie wierzących, prędzej czy później.
Paweł mógłby się ograniczyć  do emocjonalnych epitetów, jednak w wielkiej cierpliwości  i wyczerpująco tłumaczy czym jest usprawiedliwienie z wiary, czy to na podstawie życia Abrahama, czy prawodawstwa, czy na podstawie swojego świadectwa. Jego miłość do Kościoła jest bezsprzeczna.
 List do Galacjan jest listem do ludzi narodzonych z Ducha Świętego. Ostatni rozdział zaczyna się słowem: Bracia i kończy zdaniem: Bracia, niech łaska Jezusa Chrystusa towarzyszy wam w duchowym życiu. Łaska nie towarzyszy niewierzącym, ani fałszywym prorokom. Wielu ludzi prowadzi jakieś duchowe życie, ale łaska Chrystusa nie jest z nimi. Ludzie narodzeni z Ducha Św. czasem błądzą, czasem kuleją, czasem upadają, a czasem wpadną w zachwyt nad inną ewangelią; lecz dzięki Bogu towarzyszy im Łaska. Dzięki Słowu uchwycą się właściwego azymutu, podniosą się, zmienią myślenie. Gal 6,1: Poprawiajcie takiego (katartizete) – słowo to dotyczy tylko tych, którzy już są nowym stworzeniem (to samo słowo określa naprawianie sieci, które uległy uszkodzeniu – Mk 1,19 i są przez chwilę nieużyteczne), nie ma żadnego sensu poprawiać człowieka nieodrodzonego – taki potrzebuje nowego narodzenia, potrzebuje, aby wszystko stało się nowe i wówczas jak coś się uszkodzi – można naprawiać w duchu łagodności.
Paweł nie zniechęcony głupotą swoich dzieci, przypomina im ich cel życia: Wy bowiem bracia zostaliście powołani do wolności. Gal 5,13a

Tylko pod pozorem tej wolności nie pobłażajcie ciału. Gal 5,13b

Z jednej strony straszliwym wrogiem wolności są nauczyciele innej ewangelii, a z drugiej zachcianki ciała. Ciało, to cztery dziedziny:  1. Seksualność, moralność, 2. Religia 3. Życie towarzyskie, 4. Potrzeby podniebienia i żołądka. Wolność to nie anarchia, nie dajemy pretekstu, żeby nasza zepsuta, egocentryczna natura brała górę nad naszym życiem w żadnej z tych dziedzin. „Całkowicie odrzucamy pretensje naszych niższych instynktów do panowania nad nami” (Stott). Udaje się to dzięki Duchowi Świętemu (gdzie Duch tam wolność), który prowadzi do miłości Boga i bliźniego, do służeniu Bogu i braciom. Dzięki pracy Ducha Św. powstaje, często po latach, przepiękny, dojrzały owoc, którego składowymi są: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, powściągliwość. Cechy te ukazują naszą postawę wobec Boga, bliźniego i wobec nas samych. Ukrzyżowanie starej natury wydaje się być nieodzowne i musi być bezlitosne. W całym takim procesie doświadczamy bólu, cierpienia i prześladowania, ale efekt zawsze jest gwarantowany. „Dopiero tam u stóp krzyża nasze ja nabiera tego kształtu, który jest dla nas właściwy. Oczywiście ludzie tego nie lubią, dalecy są od tego, żeby się poniżyć i ujrzeć siebie tak, jak widzi ich Bóg i jakimi są w rzeczywistości. Wolą iluzje. Tworzą sobie chrześcijaństwo bez krzyża, które polega na ich własnych uczynkach, a nie na ufności  w Chrystusa. Do chrześcijaństwa nie maja żadnych obiekcji tak długo, dopóki w grę nie wchodzi wiara w Chrystusa ukrzyżowanego. Nie znoszą o tym słuchać, wyśmiewają i prześladują tych, którzy głoszą Chrystusa ukrzyżowanego. Dlaczego? Z powodu ran, które człowiekowi pełnemu pychy zadaje łaska Boża” (Stott). Ismael (symbolizujący religijnych ludzi, ale też naszą cielesność) zawsze będzie prześladował i wyśmiewał Izaaka (człowieka narodzonego z Ducha) (Gal 4,29).
Nasze usprawiedliwienie nie zależy od Prawa, ale nasze uświęcenie polega na jego wypełnianiu, czyli właśnie na tej szeroko pojętej miłości do Boga i bliźniego. Jest to antidotum na ukąszenia Ismaela.
Cały piąty i szósty rozdział listu opisuje konkretną praktykę życia chrześcijańskiego.

Nie schylajcie się znów pod jarzmo niewoli Gal 5,1

Podsumowując temat wolności w liście do Galacjan, widzimy, że zarówno Żydzi, którzy mają nadzieję na uznanie w oczach Bożych przez przestrzeganie Prawa, jak i poganie, którzy hołdują swoim namiętnościom – oddają cześć swoim bożkom, stając się ich niewolnikami. Dzisiaj również wolność w Chrystusie, to niezależność od wpływów ludzkiej, skażonej nauki i niezależność od wpływu grzechu.
Nie wiem czy dzisiaj brałbym udział w demonstracjach w Hognkongu, czy szedłbym kiedyś ramię w ramię z Piłsudskim lub Martinem Luterem Kingiem, czy z moją dzisiejszą świadomością brałbym udział w działaniach Solidarności w latach 80tych, tak jak to wówczas czyniłem jako 16latek, gromadząc literaturę podziemną i rzucając w czołgi łuskami z gazem łzawiącym…
Jeżeli państwo, szef, cokolwiek jest przeciwko wyznawanej przeze mnie wierze, jeżeli w kościołach będziemy zmuszeni oprócz kazania słuchać nauk Konfucjusza; jeżeli światowa religia będzie narzucać zasady wszystkim kościołom; to na pewno będę działał w konspiracyjnym, podziemnym, WOLNYM kościele, który stosuje się do pięciu zasad SOLA. Natomiast nie neguję niewolnictwa jako takiego – cały Nowy Testament uczy jak żyć, gdy się jest niewolnikiem, gdy się ma trudnego pana lub szefa, np. 1Pt 2,18: Słudzy, z całą bojaźnią bądźcie poddani panom, nie tylko dobrym i łagodnym, ale też przykrym(pokrętnym, surowym, wypaczonym). W tym temacie polecam artykuł Jaśminy pod tytułem „Niewolnictwo w Nowym Testamencie” (patrz pdf).
Nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli… to wezwanie do czujności i pielęgnowania tej wewnętrznej duchowej wolności, którą otrzymaliśmy z łaski, przez wiarę, a która jest gwarantem naszego życia w wieczności; niezależnie jak ciężkie i niewolnicze życie może być naszym udziałem tu, na ziemi. Używajmy serca, duszy, myślenia i siły (Mk 12,30) do wyrażania swojej miłości i wdzięczności Bogu Ojcu, który nas stworzył i dał obiecaną wolność swoim dzieciom.

***

Odpowiadając na pytanie tytułowe „Po co wolność?” z całą stanowczością i niecierpliwością proklamuję, że wolność w Chrystusie jest potrzebna każdemu człowiekowi na ziemi  po to, by mógł żyć takim życiem, jakie zaplanował dla niego sam Stwórca.
Zacząłem od piosenki Kultu, a zakończę piosenką supergrupy Transatlantic, którą w 1999r. założył Neal Morse. Piosenka „A Man Can Feel” pochodzi z płyty Whirlwind z 2009r. Neal mówi o tej płycie: „To o poszukiwaniu Boga w środku tego całego zgiełku… w naszych życiach i naszym świecie. O tym, że możemy odnaleźć spokój. Nie zawsze zrozumiemy co się dzieje. Biblia mówi, że Bóg przemawia przez trąbę powietrzną (Job 38,1), więc słuchajmy.”
Ciągle jeszcze masz szansę na przemianę serca – na całkowite uwolnienie od strachu, dumy, pustki.

Człowiek potrafi odczuć


Uważasz więc, że nad wszystkim sprawujesz kontrolę?
Nadszedł kolejny ponury dzień
Wtłaczając panikę od twych drzwi
Jeden władca, jedno kłamstwo, jeden porządek świata

Stare klasyki są dawno przeterminowane
Nowe granice - to straszna perspektywa
Bezwartościowe ikony – obrotowe drzwi
Bladzi jeźdźcy bez perspektywy jutra, bez jutra

Człowiek potrafi odczuć , że został opuszczony
Jak obcy w swoim domu
A teraz - co sprawia, że wszystko się rozpada?
Człowiek potrafi odczuć prędkość spadania
Bez oparcia na solidnym gruncie
Ale wciąż jest czas na zmianę serca…

Harujący jak woły oparci o swoje łopaty
Ta pokerowa twarz nie powstrzyma przed upadkiem z łaski
Czy znalazłeś satysfakcję, której potrzebowałeś?
Czy zostałeś raczej pozostawiony z odczuciem pustki?


sobota, 7 września 2019

Czy heavy metal jest muzycznym jazgotem?


Ktoś gdzieś kiedyś powiedział, że metalowa muzyka nie może być narzędziem w ręku Boga. Wydaje mi się, że potrafimy łatwo szufladkować, krytykować i oceniać po pozorach, kierując się niczym innym, jak tylko zwykłym uprzedzeniem.
Uprzedzenie do kogoś lub czegoś występuje wówczas, gdy jednostka podejmuje ocenę, wyraża negatywny osąd bez wcześniejszego doświadczenia z daną osobą czy zjawiskiem, najczęściej na podstawie fałszywych lub niekompletnych informacji.” (Wikipedia)

Metal to sztuka, jak każda inna. To tylko forma. Nie jest to muzyka spokojna, cicha ani słodka. Mogę jej nie lubić i nie słuchać, ale też nie powinienem wypowiadać się o niej bez zaznajomienia się z faktami. Więc nikogo nie namawiam do słuchania takiej muzyki, chciałbym jedynie odczarować niektóre mity. Jest wiele zespołów ewangelizacyjnych, grających ostre koncerty i przyciągających lub inspirujących ludzi chrześcijaństwem; a ich liderzy wydają dobre świadectwo wiary. I jest też wiele zespołów grających piękne hymny, a na co dzień nie widać w nich owoców opamiętania. Często jest tak, że ci, którzy najwięcej krytykują i oceniają rockmenów z długimi włosami, sami trwają w rozmaitych subtelnych grzechach, a ich dzieci zniewolone są nałogami. Natomiast ci muzycy często są dobrymi mężami, ojcami, a przede wszystkim kochają Chrystusa. Taki na przykład jest Alice Cooper. Wystarczy zadać sobie trochę trudu, aby posłuchać wypowiedzi jego i o nim np. na YouTube. 

Parę lat temu zapytałem o Alice Coopera znanego kaznodzieję, pisarza, mówcę, pastora – Tima Savage. Tim wielokrotnie bywał w naszym kraju z wykładami na różne tematy. W języku polskim ukazała się jego książka pt: „Małżeństwo nieprzeciętne”. W wersji angielskiej, na tylnej stronie okładki widniało zdjęcie Alice Coopera i jego rekomendacja książki. Niestety w polskiej wersji zrezygnowano z opisu rockmena. Może i dobrze. Zbyt dużo byłoby zamieszania, a przecież chodzi o treść książki. W Ameryce chyba nie wzbudza to kontrowersji kiedy opis gwiazdy rocka sąsiaduje z opisem profesora teologii Kevina Jona Vanhoozera we wspomnianej książce.
Zatem, kiedy zapytałem Tima o Alice Coopera, powiedział, że zna go dobrze, że Bóg jest jądrem jego małżeństwa, i że jest bardzo dobrym chrześcijaninem, przykładnym ojcem i mężem. Poniżej zamieszczam świadectwo kobiety uwolnionej z demonów dzięki Alice Cooperowi. 
A spójrzmy na takiego Kirka Franklina - gwiazda gospel, zdobywca wielu nagród, m.in. 13 razy Grammy. Któż by śmiał zaprzeczyć, że ma wielki wpływ na chrześcijaństwo w USA. Oczywiście, że ma wielki wpływ, ale przeciwny Ewangelii. Podczas jednego z koncertów pewien kaznodzieja przed wejściem głośno demaskował wartości jakie głosi gwiazda gospel. Gdy Kirk wyszedł do niego w asyście trzech ochroniarzy, kaznodzieja nie chciał z nim rozmawiać i nawet nie podał mu ręki, twierdząc, że Franklin głosi inną ewangelię. Ewangelię liberalną, powierzchowną, jednostronną, w otoczeniu uśmiechniętych i roztańczonych panienek. Jest to gdzieś sfilmowane na YT. 
Zaznaczam, że w tym artykule nie chcę wydawać kategorycznych wyroków, lecz raczej chciałbym szerzej spojrzeć na temat muzyki chrześcijańskiej. 

Ostatnio słucham chrześcijańskiej kapeli metalowej Demon Hunter. Ich muzyka przypomina trochę Metallicę i Depeche Mode. W tym roku pierwszy raz nagrali płytę balladową („Peace”). A wiadomo, że metalowcy są najlepsi w balladach. Można też obejrzeć na YT ich koncert balladowo - akustyczny w jednym z amerykańskich kościołów. Chłopaki ubrali nawet eleganckie garnitury. 
Podoba mi się ich muzyka, ale przede wszystkim podoba mi się ich przesłanie. Tutaj moja ulubiona piosenka DH - "Strach nie jest moim przewodnikiem", w której autor nawiązuje do 1 Listu Jana 2,19 o tych, którzy byli wśród nas, ale wyszli; a także do Mat 10,33 - o tym, by w uciskach i prześladowaniach nie zaprzeczać Chrystusowi, nie ulegać strachowi, nawet jeśli oznacza to oddanie życia. Okładka płyty - to ciekawa, symboliczna grafika głowy demona z dziurą od wystrzału. Zresztą w różnych wersjach pojawia się ona na każdej płycie Łowcy Demonów. Symbolika, ideologia, ubiory, grafika, koncerty - wszystko to może być dla wielu chrześcijan nie do przyjęcia. Amen - niech tak będzie, ale nic ponadto. Niech z naszych ust nie wychodzi zajadła krytyka, a w sercu nie pielęgnujmy niepotrzebnych poglądów. Takich jak na przykład: Granie lub słuchanie muzyki nie takiej jak w kościele, jest naśladowaniem świata. Tu i ówdzie słychać gniewne zdania: Chrześcijanie nie powinni grać świeckiej muzyki, a metalu to już w ogóle! A czy w kościołach nie korzystamy z dorobku współczesnej muzyki rozrywkowej?A siedemnasto i osiemnastowieczne hymny i pieśni ze Śpiewnika Pielgrzyma czyż nie są śpiewane wg muzyki z tamtych lat. A niektóre Psalmy w Biblii, czyż nie są napisane na melodię z Gat - czyli z kraju Filistynów - wrogów Izraela? Żyjemy w tym świecie i komponujemy wg ogólnych schematów. Zatem na czym innym polega "nieupodobnianie się do tego świata". Już  bardziej duchowo upodabnia się do tego świata wspomniany Kirk Franklin, a przecież jego muzyka wyrosła w ewangeliczynch kościołach, czerpie swoje korzenie z muzyki negro spiritual & gospel z czasów niewolnictwa w XVIII w.

Nie znam życia prywatnego członków zespołu Demon Hunter. Nie wiem jak wychowują swoje dzieci, czy się modlą, czy są aktywni w swoich kościołach. Mogę tylko domyślać się, że chcą podobać się Bogu. Ostatecznie Bóg ich oceni, gdyż przed oczyma Pana jawne są wszystkie drogi człowieka i On zważa na wszystkie jego ścieżki. Prz 5,21
 

Wyszukałem w Internecie kilka różnych wypowiedzi z różnych lat, lidera, autora tekstów i wokalisty grupy – Ryana Clarka. Wierzę, że te obszerne fragmenty wywiadów będą dla czytelnika ciekawe i pożyteczne.
_ _ _

Chrześcijanin z metalu
Ryan Clark (Demon Hunter)


Myślę, że rynek chrześcijański służy ogromnemu celowi właśnie z tego, co widzę i słyszę od fanów. Ludziom, dla których nie ma sensu nasze granie, mogłem pokazać  listy od fanów, które świadczą o wielkiej potrzebie i wartości naszej muzyki. O tym też jest kolejna piosenka na płycie. Chodzi o ludzi, którzy mówią, że to, co robimy, nie jest pracą dla Królestwa Bożego, i że jest bluźniercze lub cokolwiek innego. Dla legalistycznych chrześcijańskich umysłów granie heavy metalowej muzyki chrześcijańskiej nie ma sensu. Mówię o tym trochę w piosence „Our Faces Fall Apart”.
Nasz zespół został zakazany w chrześcijańskich księgarniach z tego czy innego powodu. Wiesz, byliśmy na granicy między chrześcijańskim lub niechrześcijańskim zespołem i nieustannie trwały walki w tej sprawie. Nie byliśmy zdeklarowani. Po pewnym czasie wszyscy dorośliśmy i dojrzeliśmy, byliśmy w stanie spojrzeć na to z zewnątrz. Zobaczyliśmy, że to niezdecydowanie wygląda naprawdę słabo. Teraz, jeśli ktoś zapyta, czy jesteśmy zespołem chrześcijańskim, odpowiem: „Tak, jasne, że jesteśmy. Wszyscy jesteśmy chrześcijanami, piszę chrześcijańskie teksty”. Nie powiem: „Nie, jesteśmy chrześcijanami w jakimś zespole” lub „Zespół nie może być chrześcijański”, ani nie staram się myśleć o tym filozoficznie, ponieważ to po prostu nie jest… nie o to chodzi. Jesteśmy technicznie zespołem, a chrześcijanie muszą być chrześcijanami. Jeśli umieszczą nas w kategorii chrześcijańskiej, to nam już to nie przeszkadza. Na pewno teraz nie próbujemy już tego unikać. Dla nas było to po prostu kwestią dorastania i dojrzewania od czasów bycia w chrześcijańskich zespołach i patrzenia, jak działa cała scena. Mieliśmy dość chodzenia po nieokreślonym terenie. Z jednej strony masz fanów, którzy nie myślą, że jesteś wystarczająco chrześcijański, więc nie kupują twoich płyt. A z drugiej strony macie niechrześcijańskich fanów, którzy wciąż wiedzą, że macie „chrześcijańską wytwórnię” lub coś w tym rodzaju. Więc odpychasz fanów z obu obozów. Po pierwszej płycie po prostu naprawdę zdaliśmy sobie sprawę, że nie ma sensu tego robić, ponieważ jeśli jesteś szczery w sprawie chrześcijaństwa, i wydajesz dobry produkt, grasz dobrą muzykę, ludzie mogą to docenić i uszanować.  Myślę, że ludzie będą szanować twoje poglądy, będą się nimi interesować jeśli jesteś dobry w tym, co robisz i szczery.
***

W rzeczywistości na nowej płycie jest kilka utworów, które bezpośrednio dotyczą problemu krytyki naszej nazwy, stylu, grafiki. Jest to coś, do czego uczysz się przyzwyczajać (lub ignorować), gdy jesteś zaangażowany w chrześcijańską scenę muzyczną. Zawsze znajdą się ludzie, którzy szukają i próbują znaleźć winę, a może nawet jakiś sekretny sens kryjący się za każdym aspektem tego, co robisz. W najbardziej fundamentalnych instytucjach chrześcijańskich zrodziła się chęć badania, spekulacji i próbowania „zaskoczyć” każdego, kto twierdzi, że przekazuje przesłanie mające związek z samym chrześcijaństwem.
Podobno ja, 35-letni mężczyzna, który wychowałem się w kościele i oddałem życie Chrystusowi, muszę ponosić rzekomą odpowiedzialność za 16-letnie dziecko, którego nigdy nie spotkałem i które jakoś myśli, że bezmyślnie zrobiliśmy ostry skręt w lewo z chrześcijaństwa, bez żadnego ostrzeżenia, ponieważ… i możesz dokończyć to zdanie  jak chcesz… Na przykład:
- W tle zdjęcia, które publikuję na Instagramie, jest puszka piwa.
- Okładka naszego albumu (pomimo tego, że to samo logo jest na siedmiu albumach z rzędu) jest tym razem bardziej „zła”.
- Używanie czerwonych świateł w naszej sesji zdjęciowej jest naprawdę złe.
- Nie rozumieją tekstów piosenek ani dzieła sztuki, którą tworzymy, więc wyciągają własne wnioski, że to zło.
- Myślą, że skoro słuchamy świeckiej muzyki i nosimy świeckie koszulki, tatuaże, nie możemy jednocześnie być wierzącymi.

Uważają, że istnienie w chrześcijańskiej „bańce”, granie tylko koncertów z chrześcijańskimi zespołami w chrześcijańskich klubach, jest w jakiś sposób WIĘCEJ skuteczne w zdobywaniu zagubionych dusz niż wchodzenie do prawdziwego świata. Biorą tekst lub coś, co powiedziałem, bez względu na kontekst, budują wokół niego własny kontekst, który w jakiś sposób rozbija wszystko, co kiedykolwiek powiedziałem. Krytykują, że nie znam na pamięć wersetów biblijnych, oprócz 2 lub 3 (które zapamiętałem z pieśni uwielbieniowych, gdy byłem młody).
To wszystko wygląda tak, jakbyśmy z jakiegoś powodu kłamali przez cały czas na temat naszej wiary - w piosenkach, w wywiadach, na koncertach ... i abyśmy postanowili poczekać, aż nasz album SEVENTH, nie będzie raził, ale ukaże się potajemnie i niepozornie, a my podkopując gałąź na której siedzimy – chcieli zrazić do siebie fanów  przekręcając cały cel tego zespołu … i po co to wszystko? Że niby dla zabawy??
Jest miejsce na rozmowę o WSZYSTKIM. Jest potrzeba rozmowy o prawdziwym życiu - lecz ludzie boją się, że rozmowa na te tematy doprowadzi ich do piekła. NIE WSZYSTKO jest czarno-białe. Niektóre rzeczy są jakie są, ale inne (większość) wymagają przemyślenia… dyskrecji, rozwagi… i być może osobistego przekonania. Chociaż fundamentalne doktryny Chrystusa i krzyża są niepodważalne, istnieją inne (znacznie mniejsze) kwestie, które będą różne dla każdej osoby, w zależności od tego, czym żyją.
***

Są różne zespoły, które widzą i rozumieją depresję i samobójstwa, i piszą o tym w swoich piosenkach. Oni albo stawiają czoła własnym demonom, albo uświadamiają ludziom te problemy. Ludzie mogą słuchać tej muzyki, ponieważ czują to samo i to sprawia, że ​​czują się mniej samotni. Ale my oferujemy rozwiązanie, które wykracza poza to i opiera się na wierze.
Muzyka chrześcijańska jest podzielona na dwa obozy. Faceci, którzy muszą powiedzieć "Jezus" lub "Bóg", aby poczuć, że robią to dobrze lub faceci, którzy przed tym uciekają. My nie pasujemy do żadnej z tych drużyn.
***

Wychowałem się w kościele. Nasz tata był pastorem. Zaakceptowałem Chrystusa i zostałem ochrzczony, gdy byłem młody - ale wystarczająco dorosły, by podjąć tę decyzję - miałem 13 lat.
 Moi rodzice byli surowi, ale w realistyczny sposób. Mieliśmy wielu przyjaciół, którym nawet nie wolno było oglądać telewizji i których rodzice przesadzali w wielu kwestiach. Patrzę teraz na niektórych moich przyjaciół, którzy mieli dużo wolności, gdy byli nastolatkami i są teraz bardzo zagubionymi ludźmi. W okresie dojrzewania jest czas, w którym zbyt duża swoboda może być dla ciebie bardzo niebezpieczna i wpływać na ciebie przez resztę życia w bardzo szkodliwy sposób. Ale widziałem więcej facetów, którzy upadali jako mężowie i ojcowie z powodu dążenia do swoich pasji.  Może to na pewno być destrukcyjne pod pewnymi względami ... może masz to całe spełnienie w życiu zawodowym, ale narażasz na szwank inne aspekty swojego życia. Jeśli jesteś singlem, to super. Możesz pracować 15-16 godzin dziennie, zwiedzać cały rok, podróżować ile chcesz. Ale gdy tylko zaczniesz mieć rodzinę, czy to tylko żona, czy żona i dzieci, wtedy musisz podjąć świadome decyzje, aby ciężko pracować, równo przy wszystkich tych dziedzinach. Może to oznaczać mniejszą pracę nad karierą, nawet jeśli może to być bardzo trudna decyzja.
***

Myślę, że wielu ludzi, którzy uważają się za chrześcijan, a także artystów, żyje w chrześcijańskiej bańce. Przez „bańkę” mam na myśli to, że ograniczają ilość przyswajanej kultury. Problem w tym sposobie myślenia polega na tym, że nieuchronnie obniży to jakość tego, co robisz. Widzicie to we wszystkich aspektach kultury i sztuki, a ostatecznym rezultatem jest to, że chrześcijańska „sztuka” nie jest tak dobra, jak jej świeckie odpowiedniki. W obecnym wieku, jeśli blokujesz się przed całym światem muzyki, sztuki i kultury w ogóle, to zdecydowanie ogranicza twój potencjał.  Powiedziałbym, że najważniejszą rzeczą, jaką powinien wykonać artysta chrześcijański w każdej dziedzinie, byłoby zrozumienie, w jakim miejscu jesteś w swojej wierze, zrozumienie linii, których nie chcesz przekroczyć, ale też gotowość, aby wchłonąć różne elementy kultury, przefiltrować je i rozwijać w chrześcijańskiej perspektywie.
***

Dla mnie, jeśli nagrywam płytę, słucham innej muzyki (a jest to całkowicie przeciwieństwo wszystkiego, w co wierzę duchowo), używam jej jako amunicji do moich piosenek. A jeśli sama muzyka jest naprawdę dobra, mogę to wykorzystać, aby wpłynąć na muzykę, którą piszę. Ale z lirycznego punktu widzenia próbuję obalać argumenty lub przemawiać z innej perspektywy. Nie neguję całej grupy zespołów lub artystów w oparciu wyłącznie o to, w co wierzą. Czuję, że mogę czerpać z nich inspirację na poziomie kreatywnym, a jeśli się z nimi nie zgadzam, chcę robić coś równie jakościowego i namiętnego, ale z perspektywy obiektywu, przez który widzę świat. W ten sposób zawsze podchodziłem nie tylko do słuchania muzyki, ale także do oglądania programów telewizyjnych lub filmów.
***

Nie mam problemu gdy słucham Morbid Angel lub Dark Throne. Mogę wziąć takie zespoły i całkowicie oddzielić się od tego, co mówią, lub myśleć, że to, co mówią, jest głupie, nie mam na to wpływu, ale nie wypacza to moich przekonań. Tego rodzaju rzeczy mogą mieć wpływ na niektórych ludzi, i to jest absolutnie w porządku. Dlatego trudno jest odpowiedzieć na pytanie, kiedy dzieci mówią: „Hej, wyrzuciłem wszystkie moje niechrześcijańskie płyty, a teraz słucham tylko was. Co o tym sądzisz?” Odpowiadam w ten sam sposób: „Cóż, jest to osobiste przekonanie, jeśli czujesz, że muzyka ta przejawi się w negatywny sposób w twoim życiu lub w wierze, to zdecydowanie zwróć na to uwagę i zrób wszystko, co musisz, aby na to nie pozwolić.”
Należy jednak zauważyć, że istnieje pewna linia, którą nazwałbym „obiektywną granicą moralności”. To linia, która oddziela sztukę od nieprzyzwoitości, i myślę, że dość łatwo jest, jeśli masz rozeznanie, stwierdzić, kiedy ta linia została przekroczona, więc niekoniecznie musimy ją przekraczać.
***

Widzisz handlarzy narkotyków i morderców, którzy idą do więzienia i zostają zbawieni, i stają się wyjątkowo legalistycznymi chrześcijanami, ponieważ potrzebują sztywnego zestawu wytycznych, aby utrzymać się na drodze. Przy nich nie zamierzam popijać alkoholu ani robić rzeczy, które zostaną przez nich źle odebrane. Dla wielu z tych facetów, jeśli przekroczą zasady o centymetr, konsekwencje mogą być tragiczne.  
***

Niektóre z naszych koncepcji są „nerwowe” (wkurzające) dla pewnych osób. Wydaje mi się, że wiele murów już runęło i nie jest to już tak wielka sprawa, jak 10 lat temu. Podjęliśmy świadomy wysiłek, aby w tym względzie wypchnąć ludzi poza ich strefę komfortu. Wydaje mi się, że jest to dla nas ważne, aby w jakiś niewielki sposób pomóc kulturze chrześcijańskiej jako całości w bardziej zrównoważony sposób spojrzeć na sztukę i kulturę głównego nurtu.
***

Największe publiczne nieprzyjemności na koncertach mieliśmy ze strony fanów świeckich zespołów, które grały z nami na jednej scenie. A największą reakcją, jaką kiedykolwiek mieliśmy, była reakcja na piosenkę mojego pierwszego zespołu Focal Point - "Homicide", która ostro sprzeciwiała się aborcji. Dlatego nazwałem nową płytę Demon Hunter „True Defiance” (Prawdziwy bunt). Jeśli każda ryba w twoim morzu pływa w jednym kierunku, a bycie chrześcijaninem jest najbardziej punkrockową rzeczą, jaką możesz zrobić, to sprawia, że ​​czuję się niesamowicie. Taki przecież był Chrystus.

***
Jeśli grasz metal, nie słuchaj tylko metalu. Słuchaj wszystkich rodzajów muzyki. Dziewięć razy na dziesięć utwory te pomogą ci rozwijać się jako muzyk, a także pomogą ci stworzyć coś wyjątkowego. My słuchamy różnych gatunków i po prostu trafia to wszystko do metalowego blendera, i w efekcie powstają piosenki Łowców Demonów.
Jeszcze jedna rada: jeśli jesteś projektantem, wyjdź poza to, co znajdziesz w sieci. Kupuj książki. Idź do galerii sztuki. Sposób, w jaki reagujesz na dotykowe, fizyczne obiekty, jest o wiele głębszy niż tylko patrzenie na obrazy na komputerze. A jeśli grasz muzykę, oglądaj koncerty zespołów spoza gatunku, w którym grasz. Nie mogę ci powiedzieć, ile razy chodziłem, aby zobaczyć zespół, który nie gra metalu, a który dał mi pomysł na nasz koncert.
***

Bóg wyraził się poprzez całe stworzenie. Od ludzkości po niebiosa i ziemię, widzimy, że jest on niezwykle twórczą Istotą. Ponieważ zostaliśmy stworzeni na Jego obraz, każdy z nas ma zdolność i pragnienie tworzenia i wyrażania siebie poprzez różne media. Sztuka jest uwielbieniem i nie musisz być profesjonalistą, aby znaleźć wielką radość, spełnienie w tworzeniu sztuki. Nawet jeśli robisz ulotkę na przedstawienie lub zaproszenie na ślub, może to być na cześć Boga. Ma to związek ze sposobem myślenia, w jakim tworzysz, oraz z tym, jak postrzegasz proces twórczy i z czego czerpiesz inspirację. Jeśli projektuję okładki albumów dla zespołu skoncentrowanego na Chrystusie i robię to, co w mojej mocy, najlepiej, jak potrafię, to również uwielbiam Boga.
Zawsze chciałem być znany jako facet, który robi wysokiej jakości sztukę, która by konkurowała z najlepszymi. Wtedy moja reputacja jako artysty poprzedzi i potwierdzi moją reputację jako osoby wierzącej. Innymi słowy, ludzie wezmą to, w co wierzę na poważnie, ponieważ widzą pracę, którą wykonuję. Jest to dla nich wiarygodne, inspirujące i imponuje im. Żywię nadzieję, że moja muzyka lub moja sztuka nie będą mieścić się tylko w kategorii „chrześcijańskiej muzyki”, ale będą konkurować z czymkolwiek, bez względu na światopogląd.  Dla mnie pragnieniem jest uwielbienie… aby pokazać, że Bóg jest wystarczająco wielki, aby motywować nas do doskonałości.
Uwielbienie może istnieć w każdym dziele, o ile wykonujesz je z odpowiednią motywacją… wynikającą z głębokiej relacji między tobą a Chrystusem.

Źródła:

1[np: Dziękuj Mu - Go West - Pet Shop Boys (Village People), Jesteś Królem - With Or Without You - U2]

„Byłam ambasadorką Szatana”: jak Bóg użył świadectwa Alice Coopera, by uwolnić czarownicę

Simone Peer nigdy nie widziała niczego złego w posługiwaniu się białą magią. W jej rozumieniu była to „dobra strona” okultyzmu.

– Byłam „białą czarownicą” i zajmowałam się „białą magią”, boską i niebiańską – powiedziała Simone.

Simone w swoim życiu doświadczyła wielu… nieprzyjemności

Kiedy Simone dorastała, uczyła się o okultyzmie od swojej matki, która kontaktowała się z mediami i duchami.
– Horoskopy, numerologia, plansza Ouija, widzenie duchów, zjawiska nadprzyrodzone… To była codzienność – wspominała.

Jednak w świat ten najbardziej wciągnęła ją przemoc fizyczna i słowna, której doświadczyła ze strony bliskiego członka rodziny i fakt, że w wieku 5 lat była molestowana przez sąsiada. Nigdy nikomu o tym nie powiedziała.

– Chyba wydawało mi się, że nie da się mnie kochać. Myślałam, że jestem bezwartościowa – powiedziała Simone.

Te odczucia wprowadziły nastolatkę w życie pełne chaosu, narkotyków i alkoholu. W czasie liceum i studiów Simone myślała nawet o samobójstwie.

W poszukiwaniu prawdy

W trakcie przerwy od nauki poznała kobietę, która nauczyła ją, jak czytać z kart tarota. Dla Simone był to początek odnajdywania odpowiedzi i prawdy.

– Moją uwagę przyciągały różne szczegóły kart. To w pewnym sensie otwierało drzwi po tej niewidzialnej stronie i ujawniało mi różne sekrety – mówiła.

Simone zaangażowała się w praktykowanie ruchu New Age. W wieku 20 lat okrzyknęła się mianem białej czarownicy. Była przekonana, że jej praktyki były „dobre” dla ludzi, a w szczególności dla niej samej.

– Wierzyłam, że jeśli będę coraz bardziej i bardziej podążać za światłem, odnajdę odpowiedź na pytanie, co jest ze mną nie tak. Sądziłam, że to mnie jakoś naprawi, że będzie lepiej – mówiła.

Światło, moc, reinkarnacja i… ciągła pustka

Kolejne 30 lat spędziła na poszukiwaniu oświecenia. Osiągnęła najwyższy poziom białej magii i została arcykapłanką. Poprzez Santerię i inne formy duchowości i okultyzmu Simone brała też udział w składaniu ofiar ze zwierząt.

– Przelewanie krwi oczyszczało nas, uzdrawiało i dodawało mocy. Pozwalało również przechodzić kolejne poziomy inicjacji – powiedziała.

Niektórzy nauczali, że można było stać się jak Jezus, stając się bogiem poprzez reinkarnację i podążanie za „światłem”. Jezusa uważano jednak jedynie za nauczyciela, który osiągnął najwyższy stan oświecenia.

– Kiedy robi się to wciąż i wciąż, jest się wypełnionym światłem. Człowiek staje się światłem, które wraca i karmi inne dusze wspinające się po drabinie reinkarnacji – opowiadała.

Jednak niezależnie od tego, jak wysoko się wspinała i jak „oświecona” była, Simone wciąż nie mogła zapełnić pewnej pustki w sobie.

„…najbardziej uderzył mnie fakt, że uważałam się za Boga”

– Wiele aspektów duchowej drogi bardzo mi się podobało. Uszczęśliwiały mnie, jednak moje życie było tego zupełnym przeciwieństwem. Tkwiłam wówczas w najgłębszym, najciemniejszym dole. Na tym polega ten piękny podstęp – wspominała.

W 2017 r. Simone desperacko poszukiwała prawdy i pokoju. Natknęła się wtedy na nagranie sławnego wokalisty heavy-metalowego, Alice Coopera. Mówił o tym, jak jedyny i prawdziwy Jezus Chrystus uwolnił go od alkoholizmu i dał mu nowe życie.

– Zrozumiałam, że byłam ambasadorką Szatana – wyznała Simone. – Nie wiedziałam nawet, co to znaczy mieć Jezusa. Zupełnie tego nie rozumiałam, wiedziałam jedynie, że moje serce pękło, wiedziałam, że On tam był. Wiedziałam, że powiedziałam „tak”. Pomodliłam się modlitwą zbawienia. Kiedy doszłam do punktów skruchy, najbardziej uderzył mnie fakt, że uważałam się za Boga. Sądziłam, że moje zaklęcia nie były manipulacją innych ludzi i rzeczy. Powiedziałam to na głos i wyciągnęłam rękę do Boga. Prosiłam, pokutowałam i modliłam się nad sobą.

Wiadomość „Do wszystkich tych, którzy przeszli taką drogę, jak ja…”

W ciągu następnych tygodni Simone wyrzuciła wszystko, co było powiązane z okultyzmem. Zaczęła także chodzić do kościoła, gdzie przeszła przez proces uwolnienia od demonicznych mocy.

– Nie wiem, od ilu demonów mnie uratowano. Zarówno w sercu, jak i w duszy czułam się wolna – mówiła. Dziś Simone jest certyfikowanym coachem. Naucza, że prawdziwym światłem świata jest Jezus i że to w Nim można odnaleźć wszystko, czego się potrzebuje.– Do wszystkich tych, którzy przeszli taką drogę, jak ja: odpowiedzią, której szukacie, jest Jezus. Naprawdę – powiedziała Simone.

Autor: Michelle Wilson
Źródło: CBN News