czwartek, 4 kwietnia 2019

Kto zabił Whitney Houston?


Niedawno skorzystałem z darmowego miesiąca w Netflixie i chciałbym podzielić się kilkoma refleksjami z kilku obejrzanych filmów. Będę zdradzał ich treść i zakończenia, więc osoby, które chcą sobie obejrzeć dany film nie powinny czytać tego artykułu. A może powinny…?


Tajemna moc nieprawości już działa 2Tes. 2,7

Zacznę od trzy-sezonowego (być może niedługo cztero-) serialu „Greenleaf”. Posilę się zręcznym streszczeniem pana Łukasza Adamskiego pt: „Gdy umiera wiara, potrzebna jest łaska”.  „Serial bardzo interesująco pokazuje funkcjonowanie amerykańskich protestanckich megakościołów, które szczególnie na południu USA są wszechmocnymi przedsiębiorstwami, wpływającymi na polityczne i społeczne życie lokalnych społeczności. Współprodukowany przez czarnoskórą królową amerykańskiej telewizji Oprah Winfrey (gra w produkcji epizodyczną rolę) serial Netflixa opowiada o dynastii Greenleaf, której przewodzą patriarcha rodu Bishop James i jego kostyczna żona Mae. Imperium zwane Kalwarią jest prowadzone twardą ręką z pomocą licznego potomstwa. Po tajemniczej śmierci córki Faith do Kalwarii powraca „marnotrawna córka” Grace, która powoli odkrywa rodzinne sekrety, nieraz dalekie od nauk głoszonych przez charyzmatycznego pastora.”
W filmie przewijają się wątki molestowania seksualnego, zabójstwa, homoseksualizmu, związków przed i poza ślubnych. Pani Łaska Zielonyliść (Grace Greenleaf vel Dżi Dżi) wraca do rodziny po 20-tu latach i znowu z pasją głosi kazania, choć czasem odczuwa brak powołania. W międzyczasie sypia z dwoma facetami, ale niestety nie może zdecydować się na stały związek. Biskup - jej ojciec (choć na końcu okaże się, że kto inny był jej ojcem) pod urokiem pięknej i młodej wierzącej bizneswoman daje się wciągnąć w handel bitcoinami. Zainwestował wszystkie pieniądze z rodzinnego konta, chciał bowiem pomnożyć majątek, by ratować trudną sytuację firmy… ups …! przepraszam – zboru, który popadł w kłopoty podatkowe. Nad wszystkim czuwa FBI, konfiskując wszystkie kościelne komputery. Dwie nastoletnie wnuczki biskupa przestają być już przyjaciółkami. Jedna sypia z gwiazdą chrześcijańskiego R’n’B, który ją lekceważy i notorycznie bije, a druga przestaje chodzić do kościoła i oskarża Boga za cierpienie. Mamy też gościa, który z drugą córką bierze rozwód, bo jednak jego skłonności homoseksualne wzięły górę, choć myślał, że po urodzeniu dziecka będzie inaczej. Związał się więc z prawnikiem kościoła, który jest synem dawnego kochanka żony biskupa. Ojciec tego prawnika nie akceptuje swojego syna za orientację i w związku z tym cały spadek zapisał swojej nieślubnej córce – Grace. Natomiast była żona (Deborah Joy Winans) zaczęła sypiać ze swoim producentem muzycznym, który potem ją zdradza. W konkurencyjnym zborze, na drugim końcu miasta pastor grywa w pokera i z tego między innymi utrzymuje swój kościół - Victory. Te dwa zbory nie lubią się raczej. Niedoceniony syn biskupa Kalwarii zmienia członkowstwo i przechodzi do Zwycięstwa. Tam rozwija skrzydła jako kaznodzieja. W kościołach mamy chrzty dzieci i dorosłych – co kto woli.
Ale UWAGA! Wszystko się dobrze kończy! Cała afroamerykańska rodzina zebrała się przy wielkim stole, do stołu podają biali. Były mąż córki postanowił wziąć ślub z prawnikiem, biskup przekazuje prowadzenie kościoła kobietom. Chyba. Wszyscy się uśmiechają. Czekamy na sezon czwarty.

Każdy odcinek okraszony jest znakomitą, poruszającą (bez ironii) muzyką.
Doskonałe wokale, profesjonalni instrumentaliści, biblijne teksty. W każdym odcinku inny zespół gra podczas nabożeństwa. Warta polecenia jest ścieżka dźwiękowa do filmu, szczególnie do sezonu 1. Zastanawiam się co w filmie robi Deborah Joy – ze słynnej chrześcijańskiej rodziny muzycznej Winans. Prywatnie mam prawie każdą płytę CeCe i jej brata BeBe. Co robią tam inni muzycy gospel uwielbiający Jezusa Chrystusa? Co na soundtracku robi genialna Mavis Staples. Czy zostali wmanewrowani? Chciałoby się powiedzieć: słuchajcie ich, ale nie naśladujcie ich życia.

Tak na marginesie. Przypomina mi się rozwód i powtórne małżeństwo chrześcijańskiej artystki Amy Grant. 20 lat temu wydarzenia te wywołały ogromne oburzenie w ewangelicznych kręgach. W polskich zborach również toczyły się zaawansowane dyskusje na temat bulwersującego grzechu piosenkarki. Potępiano ją i odsądzano od czci i wiary. Nie znając okoliczności wstrzymuję się od oceny tej sytuacji, pragnę tylko zauważyć, że dzisiaj rozwody w ewangelicznych kręgach nie robią na nikim wrażenia. Nie są sensacją. Stały się normą. Od tamtego czasu chrześcijaństwo odczuło „ulgę” i przypadek Amy otworzył puszkę Pandory rozwodów i powtórnych związków.

Wracając do naszego serialu, chciałbym zadać kolejne pytanie: Czy Greenleaf to coś w rodzaju naszego polskiego Kleru w reż. Wojtka Smarzowskiego? Kler pokazuje brudy i przyczyny tych brudów w kościele katolickim, nie sili się na rozwiązania, a tym bardziej nie mówi: taki właśnie ma być kościół. Film ujawnia ludzki dramat. Chciałoby się obejrzeć taki protestancki Kler. Ale nie słyszałem o takim. Natomiast po obejrzeniu Greenleaf widz nabiera refleksji typu: No cóż, takie jest życie. Na drodze do osobistego szczęścia często upadamy, ale podnosimy się i idziemy dalej. Czy tak wyglądają kościoły gospelowe, ewangeliczne w Ameryce? W każdym odcinku można usłyszeć słowa: Biblia, Słowo Boże, Alleluja, Praise God, worship Jesus. Widzimy służbę pomocy biednym, szkółki dla dzieci, opiekę nad starszymi, modlitwę, ewangelizacje. Więc w przeciwieństwie do Kleru odnosimy wrażenie, że tak jest dobrze, tak ma być. Tak wygląda chrześcijaństwo.
To złudzenie naprawdę działa! Grzech jest tylko innym punktem widzenia. Takie „chrześcijaństwo” jest udziałem milionów ludzi na całym świecie. Jakże się temu dziwić skoro producentem jest pani Oprah Winfrey. A któż to taki?

Jak długo wy wpływowi, będziecie deptać mą godność? Jak długo hołdować próżności i wymyślać kłamstwa? Ps 4,3

Najbardziej wpływowa gwiazda show-biznesu wg magazynu "Forbes" (2005);
Najbogatsza kobieta show-biznesu wg magazynu "Forbes" (2007);
Najbardziej wpływowa gwiazda show-biznesu wg magazynu "Forbes" (2008);
Najlepiej zarabiająca "czarna" gwiazda" wg strony bet.com,  oraz 1 miejsce - 100 Najbardziej wpływowych kobiet w przemyśle rozrywkowym wg magazynu "The Hollywood Reporter";
Najhojniejsza gwiazda wg stowarzyszenia "The Giving Back Found";
Najlepiej opłacana gwiazda na świecie wg magazynu "Forbes" (2009);
Najbardziej wpływowa gwiazda show-biznesu wg magazynu "Forbes" (2012 oraz 2013); 
Została przez magazyn „Life” zaliczona obok Jezusa i Newtona do setki osób, które wywarły największy wpływ na dzieje ludzkości. Jest też jedyną osobą na świecie, która wydaje poświęcony sobie magazyn (na okładce zawsze jest jej zdjęcie, a w środku troszkę informacji z życia Oprah oraz artykuły w stylu :”Oprah radzi jak odnieść sukces” czy „To co najważniejsze wg Oprah).
Z okazji 19. rocznicy emitowania na antenie The Oprah Winfrey Show, showmenka podarowała każdemu gościowi na widowni samochód - pontiaca G6, wartego około dwudziestu ośmiu tysięcy dolarów. Samochód otrzymało dwieście siedemdziesiąt sześć osób.
A więc miliony, dziesiątki milionów, setki milionów ludzi jest pod wpływem sławnej chrześcijanki (?). Dodajmy do tego fakt, że kazanie, które zmieniło jej spojrzenie na własne życie nosi tytuł „Power of I’m”. Wygłosił je wiecznie uśmiechnięty pastor Joel Osteen. To również wpływowy człowiek – zamiana krzyża na globus jednoznacznie określa cel korporacji Osteenów. Zatem wszystko jest możliwe dla wierzącego… uniwersalisty Joela.  Słusznie jego biblijny imiennik określał takich jak on: Wy zabraliście moje srebro i złoto, a moje cenne klejnoty wnieśliście do swoich świątyń. Synów Judy i synów Jeruzalemu sprzedaliście Grekom, aby ich oddalić od ich ojczyzny. Jl 4,5. Innymi słowy, wielkie zwiedzenie za ogromną kasę. Również Oprah, tak jak jej biblijna imienniczka (jakakolwiek jest przyczyna zamienionych literek) również nigdy nie wybrała kultu prawdziwego Boga Jahwe.

Wyszli spośród nas, ale nie byli z nas. Gdyby bowiem byli z nas, zostaliby z nami. 1J 2,19

Być może do rozwoju tego wielkiego liberalizmu i oszustwa przyczynił się niejaki Carlton Pearson, który jako znany kaznodzieja w pewnym momencie swojego życia stwierdził, że miłosierny Bóg nie może posyłać ludzi do piekła. Czyli piekła nie ma.
W 2004 roku jego zwierzchnicy powiedzieli mu wyraźnie: To jest herezja! Film o jego przemianie również można obejrzeć na platformie Netflix (Come Sunday). Kościoły lub raczej organizacje, w których udzielał się lub założył po 2004 roku to: The Higher Dimensions Worship Center (Centrum Uwielbienia w Wyższym Wymiarze?), All Souls Unitarian Church (Kościół Unitarny Wszystkich Dusz), The Christ Universal Temple (Uniwersalistyczna Świątynia Chrystusa), New Dimensions (Nowe Wymiary). Jego nauczanie jest antytrynitarne (no „a God”; no „the God”, only God), pełne teologicznych nadużyć i skoncentrowane na człowieku.
Oprócz filmu o sobie, Pearson promuje obecnie film z 2018 roku „The Heretic”. Film o podróży Roba Bella (to ten, który napisał słynną, kontrowersyjną książkę „Love Wins”) od bycia pastorem w megachurchu do duchowego guru. 
Film nie stara się przedstawić krytyki Bella, a raczej pochwałę jego służby; a nazwanie go heretykiem, to dla niego zaszczyt i pozytywny znak nowego spojrzenia na znaczenie tego słowa. Autorka Elizabeth Gilbert (znana z bestsellerowej książki i filmu pt „Jedz, módl się, kochaj”) określa Bella jako „gangstera Boga”, „duchowego Jesse Jamesa” i kogoś „kwestionującego status quo, zakorzenione w konserwatywnych ideałach”. Bell ucieleśnia najgorsze tendencje amerykańskiego ahistorycznego ewangelikalizmu. Mówi, że chrześcijaństwo jest skończone, jeśli kościoły „nie mówią o naszym związku z ziemią”, „nie mają dużego, szerokiego, otwartego podejścia do nauki” i nie opowiadają się za sprawami kobiet i Społecznością LGBTQ.
Zainteresowanie jego nauczaniem, poglądami, organizacją, rośnie zastraszająco szybko. 
Mit idealnego chrześcijaństwa w USA świetnie burzy kolejna produkcja Netflixa "Najbardziej znienawidzona kobieta Ameryki". Nie tyle zainteresował mnie temat zakazu modlitwy w szkołach w latach 60-tych, co reakcje społeczeństwa na działania Madalyn Murray O'Hair. Ludzie przebierali się za Jezusa (białe szaty, długie włosy) i strzelali do niej. Mamy zatem do czynienia z ideologią, a nie z naśladowaniem Chrystusa; z ludzkim interesem, a nie z uczniostwem.

Wydawajcie owoce godne upamiętania. Łk 3,8

Dochodzimy wreszcie do naszej Whitney. Jej najbliższy przyjaciel, wspomniany już przeze mnie, Bebe Winans napisał książkę: „Whitney, którą znałem”. Opisuje w niej swoją relację z gwiazdą oraz przedstawia kulisy matni wampirów biznesu muzycznego. W końcowym rozdziale „Do młodych i pełnych nadziei” nie mówi nic o potrzebie narodzenia z Ducha Św., o naśladowaniu Chrystusa. A w zamian serwuje nam szereg słabych uwag o tym jak wielki wpływ mają środki masowego przekazu, o tym, żeby się nie spieszyć i być ostrożnymi, żeby nie dać się oszukać, o dokonywaniu właściwych wyborów i jeszcze kilka innych banałów, o których nasza Whitney oczywiście wiedziała, bo w rzeczy samej każdy o tym wie. Jak spędzała wolny czas wiedząc o tym wszystkim? Jej przyjaciel wymienia: kino, galerie, samochody, gry, zabawy. Ani słowa o jakiejkolwiek aktywności chrześcijańskiej. W czasach apostolskich na pewno zostałaby ostrzeżona, zawstydzona, lub wykluczona za chodzenie w nierównym jarzmie, palenie (odpalała jednego od drugiego), picie, umiłowanie świata rozrywkowego. A cóż zrobił dzisiejszy amerykański Kościół? Podobno modlił się. Sama Whitney twierdziła, że w walce z nałogiem pomagała jej modlitwa…
Jeden z rozdziałów zatytułowany jest „Nie wińcie Bobby’ego”. Dlaczego mamy nie winić jej męża? Człowiek niewierzący, pijak, niespełniony gwiazdor pełen chorobliwej zazdrości. Faktycznie – to także ofiara babilońskiego systemu show-biznesu. Biedak. Nic nie mógł zrobić.
BeBe wspomina, że Imię Jezus często było na jej ustach. Na koncertach opowiadała o Jego miłości i o swojej miłości do Niego. Chrystus był najważniejszy w jej życiu. Nie chcę tego kwestionować. Zastanawiam się tylko do jakiego kościoła chodziła, lub też – jaki kościół był z nią? Jaką miłością otaczała ją rodzina oraz bracia i siostry w kościele? C.S. Lewis pisze: „Nasza miłość bliźniego musi być prawdziwą i doskonałą miłością – głęboko świadomą grzechów, pomimo których kochamy grzesznika, nie zaś zwykłą tolerancją lub pobłażliwością, która parodiuje miłość, tak jak nonszalancja parodiuje wesołość.” (Brzemię chwały)
Pastor, a też muzyk i wokalista gospel, Marvin Winans udzielał ślubu Whitney, i odprawiał nabożeństwo pogrzebowe. Szkoda, że nie miał na nią takiego wpływu, żebyśmy mogli być świadkami jej przemienionego życia.
Warty uwagi jest film Kevina Macdonalda z 2018 roku pt „Whitney”.
Film świetnie zmontowany, szczery do bólu, nigdzie nie publikowane ujęcia zza kulis, szokujące wypowiedzi, ukrywane fakty. Jej bracia bez wyrzutów stwierdzają, że to oni wciągnęli ją w narkotyki. Prezes wytwórni bez mrugnięcia okiem twierdzi, że nic nie wiedział o uzależnieniu artystki. Ponad 20-letnia przyjaźń z lesbijką Robyn ukazana jest jako co najmniej kontrowersyjna. W filmie widzimy solo młodziutkiej Whitney podczas występu z chórem kościelnym, kierowanym przez jej mamę. Mamę, która miała romans z pastorem i mamę, która, z powodu tras koncertowych, niewiele czasu mogła poświęcić córce. A córka często pod opieką ciotek, była molestowana przez jedną z nich. Dodajmy, że dokumentalne zdjęcia przeplatane są niezwykłą muzyką, fragmentami przepięknych popisów wokalnych tak hojnie obdarowanej przez Stwórcę artystki, co w efekcie wykręca wnętrzności; a ostatnia scena nie pozostawia nikogo bez wilgotnych oczu.

Taka sól nadaje się już tylko do wyrzucenia! Łk 14,35

Kolejny film obejrzany na Netflixie to: „Sam Cooke umiera dwa razy”. Czarnoskóry piosenkarz soulowy, tworzył w latach 50tych i 60tych ubiegłego stulecia. Osiągnął ogromny sukces komercyjny, był politycznie zaangażowany w walkę z rasizmem. Został zamordowany w dość niejasnych okolicznościach. Miał 33 lata. Tata Sama Cooke’a – pastor baptystyczny – powiedział na początku jego kariery:  „możesz zdobyć cały świat, ale na duszy poniesiesz szkodę.” I tak się zaczęło dziać od momentu, gdy zrezygnował z tworzenia i śpiewania dla Boga, a swój talent oddał w ręce świata rozrywki. Swoją piękną piosenkę z lat młodości „Mój Bóg jest cudowny” przekształcił później na „Ona jest kochana” (He's So Wonderful - She's lovable).

Wspomnę jeszcze o moim ulubionym perkusiście. Vinnie Colaiuta. Na Święta dostałem w prezencie najnowszą płytę z jego udziałem. W niezwykły, niemal cudowny sposób ściągnął go do swojego projektu Krzysztof Herdzin. Jeden z najlepszych perkusistów świata słynie z tego, że jest ewangelicznym chrześcijaninem (Drummers for Jesus). W książeczce do płyty czytamy, że podczas nagrań nasz mistrz palił jak smok. Szkoda, że ta sól chrześcijaństwa jest tak zbrudzona i zmieszana ze światem, że nie spełnia swojej pierwotnej roli. Bądźcie więc jak dobra sól – czysta i cenna. Bo jeśli okażecie się tak niemądrzy, by zmieszać się ze światem, to stracicie swą czystość i charakter, tak samo jak sól, która została zanieczyszczona szlamem i odpadami! Taka sól nie nadaje się nawet jako nawóz. Nie jest nawet dobra do dezynfekcji latryny. Taka sól nadaje się już tylko do wyrzucenia! Nowy Przekład Dynamiczny, Łk 14, 34-35. 
W komentarzu NPD czytamy: „Jedyną opcją, w której sól może „stracić” swoje walory jest zmieszanie się z innym związkiem chemicznym lub z innym produktem, który tak „rozcieńczy” jej stężenie, iż jej walory przestaną być widoczne. Sól ma bogate własności: smakowe, dezynfekcyjne i użyźniające glebę. Ona oddziałuje jednak nie przez wchodzenie w reakcje z czymkolwiek, ale jedynie przez swoją obecność. Tak samo ma być z uczniami Jezusa. Jeśli są czyści, jeśli prowadzą uświęcone życie, to sama ich obecność w świecie będzie oddziaływać na ten świat. Jednak ich dramatem staje się sytuacja, w której zamiast oddziaływać na świat sami podlegają wpływowi świata upodabniając się do niego. To są właśnie ci, którzy mieniąc się „chrześcijanami” stracili rozum i przestali się kierować Bożym sposobem myślenia.”

Nie ufajcie ludziom i ich wpływom. Nie ufajcie zwykłym śmiertelnikom, którzy nie są w stanie poratować nikogo.  Ps 146,3

Gdybym miał napisać książkę do młodych ludzi, albo gdyby BeBe Winans pozwolił mi napisać ostatni rozdział swojej książki, na pewno chciałbym im przekazać, żeby całkowicie oddzielali swoje życie od trendów tego świata, bo w każdej dziedzinie w tym życiu rządzi byt o wiele inteligentniejszy niż człowiek i tylko Chrystus jest ratunkiem i pewnym zabezpieczeniem przed jego wpływem, a bez uświęcenia/oddzielenia nikt Boga nie zobaczy (Hbr 12,14). Jest to trudna droga, a i trudne czasy nastały. Jest to droga, którą naprawdę  n i e w i e l u  znajduje. (Mat 7,14). Ale jest.  Zrezygnuj więc dzisiaj z człowiekocentrycznej ideologii, nie daj się nabrać i przestań się brudzić. Cały świat jest i będzie przesiąknięty plugastwem, ale ty wyjdź z tego i przyłącz się do zdrowego kościoła. Kto czyni nieprawość, niech nadal czyni nieprawość, a kto brudny, niech nadal się brudzi, lecz kto sprawiedliwy, niech nadal czyni sprawiedliwość, a kto święty, niech nadal się uświęca. Obj 22,11. Jeżeli już trochę jesteście w kościele i nie macie w nim żadnego zadania, to zmieńcie to. Biorąc bowiem pod uwagę czas, powinniście być nauczycielami, tymczasem znowu jest wam potrzebny ktoś, kto by was uczył początkowych elementów nauki Boga; potrzebujecie mleka, a nie pokarmu stałego. Hebr 5,12. 
Wiele sobie obiecywałem po książce BeBe Winansa, niestety zawiodłem się.

Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce. 2Tym 4,3

Wątpię, żeby czwarty sezon sagi rodu Greenleaf zaczął promować biblijne wzorce. Nie chcę prorokować co stanie się z Joelem Osteenem. Nie zamierzam się też domyślać, czy Whitney jest w niebie, wszak imię Jezus było na jej ustach na każdym koncercie. Tak samo nie wnikam, czy Ananiasz i Safira tam są. Ale zamierzam odpowiedzieć na pytanie tytułowe: Kto zabił Whitney Houston? Zrobiło to letnie, liberalne chrześcijaństwo. Liberalni wierzący. Dlaczego? Dlatego, że poznawszy Boga, nie oddali Mu chwały jako Bogu, ani nie podziękowali, lecz znikczemnieli w swoich zamysłach, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności. Rz 1,21
W latach 80-tych XX w. Dave Hunt napisał książkę pt: „Zwiedzione chrześcijaństwo”. Od sześciu lat Dave już nie żyje, a stopień zwiedzenia, kombinacje mutacji fałszu i zepsucia osiągają być może już swoje apogeum. Fałszywa nauka ewoluuje i zatacza coraz szersze kręgi. Wielu sławnych ludzi wykorzystuje swoje powiązania z kościołami charyzmatycznymi i mieszając rozmaite idee (to już nie tylko wschodni mistycyzm i New Age) z chrześcijaństwem tworzą podwaliny pod arenę działań antychrysta. Dzisiaj Dave musiałby napisać książkę trzy razy grubszą.
Również w latach 80-tych pastor Ben Patterson zauważył: „Ostatnio chrześcijanie ewangelikalni, dzięki rozmaitym poradnikom, nauczaniu o pozytywnym myśleniu i ewangeliom sukcesu, przeliberalizowali liberałów”. Dzisiaj spłycone mielizny powierzchownego chrześcijaństwa zaskakują nawet przeliberalizowanych liberałów.
Jest to naturalna kolej rzeczy. Wszystko jest przepowiedziane. Tak było za dni Noego, przed potopem i tak samo jest teraz – tuż przed powtórnym przyjściem Jezusa Chrystusa.

Aby nas szatan nie podszedł; jego zamysły bowiem są nam dobrze znane. 2Kor 2,11

Jak się ustrzec zwiedzenia? Chłonąc Słowo Boże, trwając w modlitwie i napełniając się Duchem Świętym. Mateusz, Łukasz, Marek, Jan, Paweł, Piotr, Juda, Jakub – każdy z nich był znakomitym ekspertem w wykrywaniu i zwalczaniu fałszywych nauk i nauczycieli. Byli szczególnie wyczuleni na odstępstwa od ewangelii. Reagowali natychmiast i z poczuciem walki najwyższej wagi na wszelkie przekręcanie lub deprecjonowanie najważniejszych i błogosławionych doktryn o zbawieniu z łaski przez wiarę, czy o zmartwychwstaniu, czy o Trójcy. A więc cały Nowy Testament przesiąknięty jest ostrzeżeniami przed zwiedzeniem. Każdy autor Nowego Testamentu co najmniej raz użył słowa fałsz/fałszywy. Wszystkie 27 ksiąg zawiera szereg opisów, proroctw, wskazówek, przestróg, które mogą zapewnić wierzącym całkowite zabezpieczenie przed wpływem pozornej pobożności oraz idei z piekła rodem.

I powstanie wielu fałszywych proroków, i zwiodą wielu. Mat 24,11

Właściwa doktryna ma dla wierzącego kolosalne znaczenie. List do Kolosan 2,8 mówi: Uważajcie, żeby was ktoś nie wpędził w niewolę filozofią i mrzonkami, opartymi na ludzkiej tradycji, na żywiołach świata, a nie na Chrystusie. Skąd się wzięło tak dużo denominacji, tak wiele podróbek Jednego Kościoła? Czy słyszał ktoś, żeby istniała jakaś podróbka np. Kościoła Rzymskokatolickiego? Podrabia się to, co ma wartość, co jest diamentem. Nikt nie podrabia cyrkonii. Kościół Jezusa Chrystusa jest jeden i składa się z ludzi narodzonych z Ducha Świętego i nie ma w nim żadnego innego człowieka. Natomiast jest wiele, bardzo wiele kościołów niby opartych na Biblii, niby ewangelicznie wierzących, niby obdarowanych duchowo, lecz są zaledwie łudząco podobne. Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą znaki i cuda, aby o ile można, zwieść wybranych. Mk 13,22

Trwali oni w nauce apostołów, w społeczności, w łamaniu chleba i w modlitwach. Dz 2,42

Wyobraźmy sobie co by było, gdyby zamienić priorytety. Np. nauka apostolska byłaby tylko dodatkiem do całonocnych spotkań modlitewnych, uwielbieniowych koncertów, lub do modlitwy o uzdrowienie. Albo, gdy zamiast nauki apostolskiej na pierwszym miejscu byłaby miłość wzajemna, relacje, szacunek i tolerancja. Albo, gdyby wieczerzę tak uwznioślić, żeby stała się wyznacznikiem zbawienia. Cokolwiek detronizuje naukę apostolską nie powinno zasługiwać na uwagę wierzących ludzi. A jednak to wszystko się dzieje na naszych oczach i nie musimy sobie tego wyobrażać.

Między wami będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzać będą po kryjomu zgubne herezje i zapierać się Władcy, który ich wykupił. Sprowadzają oni na samych siebie rychłą zgubę. Pt 2,1

Bardzo mi imponuje apostoł Paweł, gdy mówi do Galacjan: dziwię się, że tak łatwo dajecie się odwieść do innej ewangelii. Ale innej nie ma. Dwa razy powtarza: Niech będzie przeklęty kto zwiastuje coś odmiennego. Paweł był gotów zerwać świetne relacje z Piotrem, który był jednym z filarów Kościoła, aby tylko nie ucierpiało dobro Ewangelii, dobro tej jedynej dobrej nowiny (Gal 2). Piotr postąpił obłudnie, ze strachu przyłączając się do chrześcijan judaizujących. Nie była to sprawa błaha. Piotr nie postąpił zgodnie z prawdą Ewangelii. Dlatego reakcja Pawła była natychmiastowa, ostra i publiczna. Ta głęboka troska o teologię, o zdrową naukę, o respektowanie jej w życiu powinna charakteryzować każdego chrześcijanina, a przynajmniej każdy powinien o tym się uczyć, aby mieć wyćwiczone władze poznawcze do rozróżniania dobrego i złego (Hebr 5,14).
Umiłowani, nie każdemu duchowi wierzcie, lecz badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków wyszło na ten świat. 1J 4,1

A Duch wyraźnie mówi, że w późniejszych czasach odstąpią niektórzy od wiary chwytając się duchów zwodniczych i demonicznych nauk. 1Tym 2,4

To właśnie teraz są te czasy. Ludzie, którzy byli pełni Ducha kiedyś, w pewnym momencie zaczynają błądzić i pociągać za sobą tłumy. Ich ego z powodu wcześniejszych duchowych sukcesów nie przeszło próby sławy, ponieważ nie zostało umartwione. Urozmaicenie takich ‘zrzutów’ jest tak wielkie, że każdy może sobie znaleźć coś religijnego dla siebie i nazwane to będzie chrześcijaństwem. Ze względu na swoją płytkość i powierzchowność oraz pozory pobożności są duże szanse ujednolicenia wszystkich takich ruchów i połączenia w jedną światową religię z ubóstwionym człowiekiem na tronie. A. W. Tozer kiedyś napisał: „Ja” to jeden z najuciążliwszych chwastów w ogrodzie życia, nie do wyplenienia ludzkimi środkami. Już jesteśmy pewni, żeśmy się go pozbyli, gdy oto wyrasta gdzieś nagle, krzepkie jak zawsze, by zakłócać nam spokój i zatruwać owoc naszego życia.”

My wiemy, że z Boga jesteśmy, a cały świat tkwi w złem. 1J 5,19

Kończąc, chcę zadać pytanie: Jakim ma być Kościół, żeby nie ginęły kolejne Whitney. Jej córka również nie doświadczyła wsparcia Kościoła. 4 lata temu przedawkowała i zmarła. W letnim kościele ludzie będą ginąć przede wszystkim duchowo, a wartości nabierać będzie liczba człowieka (Obj 13,18), lecz w Kościele Jezusa Chrystusa niech każdy bada swoje serce, czy się nie wynosi lub czy się nie użala nad sobą. Tozer ujmuje to tak: „Zwycięski chrześcijanin ani siebie nie wywyższa, ani nie upadla. Jego zainteresowania przesunęły się – z siebie samego na Chrystusa. Nie obchodzi już go, kim sam jest czy też nie jest. Wierzy, że został ukrzyżowany z Chrystusem, i nie ma zamiaru takiego człowieka ani chwalić, ani ganić.”

2 komentarze:

  1. Amen. Dziękuję, Piotrze, za interesujący i poruszający tekst. Jestem zbudowany.

    OdpowiedzUsuń
  2. Strasznie smutne. "Albowiem z waszej winy, jak napisano, poganie bluźnią imieniu Bożemu." - Rzymian 2,24

    OdpowiedzUsuń