Zdarzają się wyjątki, kiedy brak członkostwa jest zrozumiały (chwilowo). Na przykład silny strach i opór przed związaniem się z jakąś grupą ludzi z powodu wcześniejszych zranień i nieszczęśliwych doświadczeń w jakiejś sekcie. Albo ktoś przeprowadza się do innego kraju, w którym nie może znaleźć zdrowej społeczności, a jego rodzima się rozpadła. W takich lub podobnych przypadkach nie sądzimy z pozoru, ale wykażemy się troską, delikatnością, wyrozumiałością, cierpliwością i mądrością. Lecz generalnie, chrześcijaństwo to zbory Boże. Bóg przemawia do każdej wspólnoty inaczej, widzimy to w listach do zborów w Księdze Objawienia. Chodząc do kościoła raz tu, raz tam, mijamy się z Bożym przesłaniem dla nas, karmimy się pokarmem przeznaczonym nie dla nas. Przylgnijmy więc do jednej wspólnoty całym sercem. Nawet gdy ktoś z powodu pracy, w zborze jest tylko raz w roku – nie powinien się zrzekać członkostwa, chyba że je przenosi do miasta, w którym pracuje, lub się przeprowadził – to już są indywidualne ustalenia rodzinne. Podobnie student zmieniający miasto na pięć lat – albo zostaje członkiem w nowym mieście, albo w poprzednim. Sławny piosenkarz chrześcijański nie rezygnuje ze swojego zboru (żeby niby nie promować tylko jednej denominacji, bo to rzekomo skłóca fanów – ostatnio taką wypowiedź gdzieś słyszałem), tym bardziej osoby nie chodzące do zboru z powodu ciężkiej choroby – trzymają się swojej wspólnoty, bo wiedzą, że lokalny zbór walczy o nich w modlitwie i opiekuje się nimi.
Chrześcijanin, który oczekuje na przyjście Chrystusa, przez członkostwo dowodzi, że chodzi w pewności zbawienia i miłuje braci; ewangeliczny lokalny zbór Pański oparty na Biblii uznaje członkostwo jako obowiązek i nie ma to nic wspólnego z legalizmem.
Poniżej kilka fragmentów z książki Leemana.
***
Niestety w trakcie tego procesu nabraliśmy tendencji — szczególnie od czasów drugiego wielkiego przebudzenia z XIX w. — do przedkładania roli charyzmatycznych przywódców i nadzwyczajnych ruchów ewangelicznych ponad formalne urzędy kościoła i zwykłe środki łaski. „Szybkie i łatwe” pokonało „sprawdzone i przetestowane”. Gwałtownemu wzrostowi liczebnemu nie towarzyszył równie szybki wzrost w łasce. Jako klucz do sukcesu zaczęto postrzegać konkretne wyniki, a nie formalne struktury. Po drodze wielu z nas dorastało w cieniu ewangelizacyjnego hasła „Nie proszę cię, abyś przyłączył się do kościoła, ale abyś zaakceptował Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela”.
Nie dziwi zatem, że po kilku następujących po sobie tego typu ruchach ewangelicznych „bycie zbawionym” przestało mieć jakikolwiek związek z przyłączeniem się do kościoła. Również obecnie mamy do czynienia z ruchami ewangelicznymi, które usunęły członkostwo w kościele z pola widzenia.
***
Tak naprawdę to nie chcesz czytać książki o członkostwie w kościele. Rozumiem. Może ktoś ci tę książkę podarował. Może zastanawiasz się, czy byłaby przydatna dla innych. Uczciwie mówiąc, temat członkostwa w kościele nie wydaje się szczególnie interesujący. Stajesz się chrześcijaninem i przyłączasz się do kościoła. To w zasadzie wszystko, prawda?
***
Może zaczęliśmy tak rozumieć kościół lokalny ze względu na protestancki nacisk na miejsce głoszenia i sprawowania obrzędów. Może daliśmy się ogłupić myśleniu obecnemu w zachodnich demokracjach, które postrzegają kościoły jako stowarzyszenia wolontariuszy. A może to stuletnia już praktyka bycia konsumentami. Nie wiem. Poniżej jednak przedstawiam niektóre symptomy naszego błędnego myślenia:
- Chrześcijanie mogą sądzić, że nie ma nic złego w przychodzeniu na stałe do jednego kościoła bez konieczności przyłączenia się do niego.
- Chrześcijanie myślą o ochrzczeniu się, jednak bez przyłączania się do kościoła.
- Chrześcijanie przystępują do Wieczerzy Pańskiej bez przyłączania się do zboru.
- Chrześcijanie postrzegają Wieczerzę Pańską jako prywatne, mistyczne doświadczenie wierzących, a nie jako czynność przeznaczoną dla członków Kościoła, którzy zostali włączeni w jedno ciało.
- Chrześcijanie nie integrują swojego codziennego życia z życiem innych świętych.
- Chrześcijanie zakładają, że mogą mieć nawyk nieuczęszczania na nabożeństwa, nie chodzić kilka niedziel z rzędu, miesiąc czy nawet dłużej.
- Chrześcijanie podejmują ważne życiowe decyzje (przeprowadzka, przyjęcie awansu, wybór małżonka itd.) bez rozważania ich skutków dla relacji w kościele lub bez konsultowania ich z pastorami czy innymi członkami społeczności.
- Chrześcijanie kupują domy lub wynajmują mieszkania, nie biorąc pod uwagę, jak odległość czy koszty wpłyną na ich możliwość służenia w kościele.
- Chrześcijanie nie uświadamiają sobie, że są częściowo odpowiedzialni zarówno za duchowy, jak i materialny dobrobyt innych członków kościoła, nawet tych, których nie znają. Gdy ktoś płacze, to w samotności. Gdy ktoś się cieszy, cieszy się w samotności.
Podstawowa choroba, która stoi za tymi symptomami, choroba, która — muszę przyznać - płynie także w mojej krwi, to choroba żywiąca się założeniem, że mamy autorytet, aby wieść nasze chrześcijańskie życie w całkowitej niezależności. Dopasowujemy puzzle z napisem „kościół”, kiedy chcemy i gdzie chcemy.
***
Bycie chrześcijaninem jest jednoznaczne z przynależnością do kościoła. Nikt nie zostaje zbawiony, aby później samotnie błąkać się to tu, to tam, i zastanawiać, czy dołączyć do kościoła czy nie. Ludzie pokutują, a następnie zostają ochrzczeni we wspólnotę kościoła. To działa automatycznie, tak jak bycie adoptowanym oznacza, że natychmiast zasiada się do stołu ze swoimi braćmi i siostrami.
Koncepcja członkostwa w kościele przewija się we wszystkim, co czytamy i słyszymy (…): Barnaba i Paweł przebywali razem w zborze (Dz 11:26); targnął się król Herod na niektórych członków zboru i począł ich gnębić (Dz 12:1); zgromadzili zbór (Dz 14:27). Bycie członkiem kościoła oznacza bycie osobą, która wraz z innymi stanowi kościół.
***
- ciało kościoła oficjalnie uznaje wyznanie wiary i chrzest danej osoby za wiarygodne,
- ciało kościoła obiecuje sprawować nadzór nad uczniostwem tej osoby;
- osoba ta formalnie poddaje swoje uczniostwo pod autorytet i na służbę kościoła i jego przywódców.
Ciało kościoła mówi osobie: „Uznajemy za ważne twoje wyznanie wiary, chrzest i bycie uczniem Chrystusa. Dlatego publicznie potwierdzamy twoją przynależność do Chrystusa i nadzór naszej wspólnoty”. Osoba mówi kościołowi: „Uznając was za wierny, głoszący ewangelię kościół, poddaję moją obecność i uczniostwo waszej miłości i nadzorowi”.
W pewien sposób przypomina to nieco „Tak, chcę”, wyznawane podczas ceremonii ślubnej, dlatego niektórzy mówią o przymierzu z kościołem lokalnym.
***
Czy zaczynasz Już rozumieć, dlaczego nieustannie powtarzam, że nie ma drugiej takiej rzeczy na świecie jak kościół lokalny i jego członkowie? Nasze relacje w kościele lokalnym okażą się w ostateczności silniejsze niż więzy fizycznego ciała, bezpieczniejsze niż objęcie ojca, bardziej jednoczące niż miłość braterska, bardziej wytrzymałe niż kamienny dom, bardziej święte niż kapłaństwo - i długo tak jeszcze moglibyśmy wymieniać.
To właśnie przygotował dla nas Jezus w chwale i to właśnie zaczynamy wcielać w życie już dzisiaj.
***
DWANAŚCIE POWODÓW, DLA KTÓRYCH CZŁONKOSTWO JEST WAŻNE
1. Jest biblijne. Jezus ustanowił kościół lokalny l wszyscy apostołowie służyli przez kościół lokalny. Życie chrześcijańskie w Nowym Testamencie to życie kościoła. Chrześcijanie dzisiaj powinni oczekiwać i pragnąć tego samego.
2. Kościół to jego członkowie. Być kościołem w Nowym Testamencie to być jednym z jego członków (zob. Dzieje Apostolskie). Chcesz być częścią Kościoła, ponieważ właśnie po Kościół przyszedł Jezus, aby go uratować i pojednać ze sobą.
3. To niezbędny warunek Wieczerzy Pańskiej. Wieczerza Pańska stanowi posiłek zgromadzonego kościoła, czyli jego członków (zob. 1Kor 11:20-33). A ty chcesz przystępować do Wieczerzy Pańskiej. To sztandar, który sprawia, że drużyna kościoła jest widoczna dla świata.
4. W ten sposób oficjalnie reprezentujesz Jezusa. Członkostwo jest potwierdzeniem twojego obywatelstwa w Królestwie, paszportem pozwalającym ci na reprezentowanie Jezusa wobec narodów. Chcesz, aby twoje przedstawicielstwo było umocowane. A w związku z tym...
5. W ten sposób deklarujesz, gdzie ślubowałeś swoją najwyższą lojalność. Twoje członkostwo w społeczności, które staje się widoczne, gdy wznosisz sztandar Wieczerzy Pańskiej, to publiczne świadectwo tego, że twoja najwyższa lojalność została oddana Jezusowi. Mogą nadejść próby i prześladowania, ale twoje jedyne słowa to „Jestem chrześcijaninem”.
6. W ten sposób realizujesz biblijne obrazy i ich doświadczasz. To w obrębie struktur odpowiedzialności kościoła lokalnego chrześcijanie żyją i doświadczają połączenia z ciałem Jezusa, duchowej pełni Jego świątyni, a także bezpieczeństwa, intymności i współodpowiedzialności Jego rodziny.
7. W ten sposób służysz innym chrześcijanom. Członkostwo pomaga ci poznać, wobec których chrześcijan na ziemi jesteś szczególnie odpowiedzialny, których masz kochać, ostrzegać, zachęcać i którym służyć. Pozwala ci wypełnić biblijny nakaz, aby brać odpowiedzialność za ciało Chrystusa (np. Ef 4:11-16.25—32).
8. W ten sposób podążasz za przywódcami chrześcijańskimi. Członkostwo pomaga ci poznać, których przywódców chrześcijańskich na ziemi jesteś powołany naśladować i którym jesteś winien posłuszeństwo. Pozwala ci też na wypełnienie biblijnej odpowiedzialności wobec nich (zob. Hbr 13:7.17).
9. Pomaga chrześcijańskim przywódcom wypełniać ich zadania. Członkostwo pomaga przywódcom chrześcijańskim poznać, za których chrześcijan na ziemi są odpowiedzialni (Dz 20:28; 1P 5:2).
10. Pozwala stosować dyscyplinę kościelną. Daje biblijną płaszczyznę do egzekwowania dyscypliny kościelnej z odpowiedzialnością, mądrością i miłością (1Kor 5).
11. Nadaje strukturę twojemu chrześcijańskiemu życiu. Umieszcza wezwanie skierowane do indywidualnego chrześcijanina, aby być posłusznym Jezusowi i Go naśladować, w rzeczywistych okolicznościach, w których faktycznie sprawowany jest nad nami autorytet (zob. J 14:15; 1J 2:19, 4:20-21). To Boży program uczniowski.
12. Powołuje świadków i świadczy narodom. Członkostwo sprawia, że niezwykłe panowanie Chrystusa staje się widoczne dla świata (zob. Mt 5:13; J 13:34-35; Ef 3:10; 1P 2:9-12) W granicach zakreślonych dla członkostwa w kościele zbiera się społeczność, która zaprasza narody do udziału w czymś lepszym. To Boży program ewangelizacyjny.
***
***
***
Sonda o członkostwie
Kilku osobom w różnym wieku zadałem pytania: Jak myślisz, czy członkostwo we wspólnocie chrześcijańskiej to przesada, zbędna formalność, ograniczenie wolności? Czy jest to obowiązek, czy opcja? Czy biblijny wymóg, czy raczej tradycja ludzka? Skąd się biorą alergie na członkostwo i czy są szkodliwe?***
Joanna: Już w czasach apostołów mamy dobry wzór, gdzie chrześcijanie wiernie gromadzili się na lokalnych zgromadzeniach, co więcej, „mieli wszystko wspólne”, bo u „tych wszystkich wierzących było jedno serce i jedna dusza” - niesamowity przykład jedności. Myślę, że członkostwo we wspólnocie chrześcijańskiej jest dobrowolne, niemniej, w moim rozumieniu i dla mnie, to jedyna opcja, bo jeśli przyłączam się do zboru w oparciu o wiarę w Jezusa, który przecież sam ustanowił Kościół, w dodatku przystaję do społeczności, w której jest zdrowe nauczanie, prawidłowe prowadzenie zboru przez pastora i jego pomocników, gdzie są ludzie drodzy mi jak bracia i siostry, to nie ma pytania czy zostać członkiem zboru, ja chcę nim być! Ja chcę mieć z nimi jedno serce! Bo utożsamiam się z tym zborem, z poglądami, nauką i wszelkimi działaniami, czuję się w nim jak w rodzinie - w radościach i w smutkach, w trudnych i radosnych sytuacjach, one stają się też moimi. Kiedy jestem członkiem, nie jestem anonimowa, ponadto angażuję się, a angażując się w rodzimym zborze mam wpływ na to jaki ten zbór jest - to trochę tak jak w rodzinie z domownikami. Wydaje mi się, choć to tylko przypuszczenie, że brak członkostwa może prowadzić do luźnego, lekkiego traktowania danej społeczności i np: skakania z kwiatka na kwiatek – dziś jestem tu, jutro pójdę tam, a potem się zobaczy – tak postępujący nie budują niczego, nie angażują się i nie są częścią i co smutne, biorą, a nic nie dają, czy to jest prawdziwe chrześcijaństwo?
Wreszcie za czasów apostolskich chrześcijanie spotykali się po domach i były zakładane zbory, poszczególni wierzący byli członkami danej lokalnej społeczności i "budowali jeden drugiego" (1Tes 5,11). Reasumując, powtórzę: dla mnie nie ma pytania czy być członkiem - to obowiązek, ja dla siebie nie widzę innej opcji :)
***
Andrzej: WSPÓLNOTA dla mnie to rodzina na dobre i na złe. Nie wyobrażam sobie rodziny, gdzie stosunek małżonków jest luźny, tzn. nieformalny i każdy żyje jak uważa sam za stosowne – czyli, tak, jak chce! Odnoszę to również do wspólnoty zborowej braci i sióstr. Jak można uczestniczyć w życiu zboru będąc formalnie poza ZBOREM ? Jest to niemożliwe. Mamy jeden cel, jesteśmy przecież jedno w CHRYSTUSIE i dzięki temu we WSPÓLNOCIE. Inną kwestią jest nasza współodpowiedzialność...Będąc we wspólnocie, jesteśmy z nią na dobre i na złe.
Odpowiadając dokładnie na pytania zadane w ankiecie, uważam, że członkostwo we wspólnocie chrześcijańskiej to nie przesada, nie jest to zbędna formalność, ani ograniczenie wolności - to obowiązek ewangelicznie wierzącego chrześcijanina. Alergie na członkostwo we wspólnocie biorą się z powodu braku odpowiedzialności, zarozumialstwa i zadufania w sobie, czyli cech charakteru, które nie prowadzą do pokoju Bożego.
***
Barbara i Tomasz: Członkostwo we wspólnocie chrześcijańskiej, lub prościej bycie członkiem kościoła, jest istotne, a nawet konieczne dla każdego, kto poważnie traktuje naukę płynącą z tekstów biblijnych. Oczywiście, bycie członkiem musi mieć charakter dobrowolny. Członkostwa we wspólnocie nie należy mylić z formalnościami podobnymi do tych wynikających np. z przynależności państwowej. Musimy także pamiętać o tym, że wszędzie tam gdzie mamy do czynienia z działaniami ludzkimi, w naturalny sposób pojawia się sformalizowane i zorganizowanie działanie wprowadzające pewien ład i porządek, co samo w sobie jest dobre. W przypadku kościoła mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko instytucją czy stowarzyszeniem.
Bycie członkiem wspólnoty chrześcijańskiej, to jest bycie jej częścią, należy traktować jako biblijny wymóg wynikający z nauk samego Jezusa, jak i późniejszych zaleceń i nakazów apostolskich. Przynależności do kościoła nie należy traktować jako tradycję ludzką. Analiza tekstów biblijnych wyraźnie wskazuje, że członkostwo ma charakter imperatywu. O ile to możliwe w danym rejonie geograficznym, każda osoba przyznająca się do chrześcijaństwa powinna w naturalny sposób poszukiwać wspólnoty, do której mogłaby się przyłączyć.
Przysłowiowe „alergie” na członkostwo mają tyle przyczyn ilu jest ludzi. Z pewnością jedną z nich jest chęć posiadania tzw. „wentyla bezpieczeństwa”, czyli możliwości łatwego wycofania się i nieponoszenia konsekwencji za swoje działania.
Czy alergie na członkostwo są szkodliwe? No cóż. Historia kościoła i praktyka życia codziennego wyraźnie wskazują, że tak. Wystarczy wspomnieć chociażby zamęt doktrynalny wprowadzany przez osoby stroniące od kościoła i funkcjonujące jako tak zwane „wolne elektrony”.
Generalnie, postawione pytania zmuszają do głębszej refleksji. Przedstawione tu stanowisko tylko w niewielkim stopniu prezentuje nasze opinie w tych sprawach.
Może kiedyś spotkamy się na kawie i porozmawiamy o tym nieco dłużej.
***
Tymek: Myślę, że członkostwo we wspólnocie chrześcijańskiej nie jest przesadą, zbędną formalnością czy ograniczeniem wolności. Uważam, że jest to coś wartościowego, tak samo jak w przypadku rodziny biologicznej, którą mamy tutaj na Ziemi. Wiadomo, że można przez życie podążać w pojedynkę, ale o ile prościej jest przechodzić przez wszelkie sytuacje z kochającymi nas ludźmi. Ponadto w zdrowej wspólnocie chrześcijańskiej z reguły wszyscy opieramy nasze życie na tym samym fundamencie, co czyni ludzi w niej zżytych i zgodnych. Członkostwo pomaga nam nie schodzić z kursu ustawionego na spotkanie z Panem. Czasami bracia i siostry mogą nas w miłości napomnieć, a dzięki temu zapobiec jakimś przykrym sytuacją w przyszłości. Kiedy napotykamy jakieś przeszkody możemy zwrócić się do doświadczonych starszych zboru o pomoc, natomiast starsze osoby mogą czuć się komfortowo prosząc o jakąś przysługę młodszych ludzi, co czyni z nas zjednoczoną, kochającą wielką rodzinę. Nie ogranicza nas to w żaden sposób, nadal jesteśmy akceptowani i kochani tacy jacy jesteśmy, możemy się czuć po prostu jak w domu, możemy służyć pomocą, gdy pojawi się potrzeba, ale możemy też z niej sami skorzystać. Jeśli chodzi o samą formalność przynależności do jakiejś wspólnoty chrześcijańskiej uważam, że nie jest to obowiązkiem, chociaż ułatwia to wiele spraw organizacyjnych i pomaga utrzymać porządek w „organizacji” jaką jest w tym przypadku zbór. Sądzę, że przynależność do wspólnoty wierzących jest czymś obowiązkowym jeśli chcemy żyć zgodnie z zamysłem Pisma Świętego. W Dziejach Apostolskich pod koniec drugiego rozdziału mamy opisane życie w kościele. Myślę, że nie bez powodu zostało to tam przedstawione;) Ukazuje to wprost, że wspólnota jest czymś dobrym i ważnym dla Boga, nie patrzę jednak, na formalną przynależność jako na obowiązek, choć jak już wspomniałem wcześniej, ułatwia parę kwestii. Alergie na członkostwo, które są niestety dość często spotykane, według mnie wynikają głównie z raniących doświadczeń z przeszłości oraz kontrowersyjnych treści związanych ze wspólnotami chrześcijańskimi w internecie. Odstrasza to poszukujących ludzi i czasem nie zdobywają się na to, aby przyjść i zobaczyć osobiście jak wyglądają zebrania zdrowych wspólnot. Powoduje to myślenie w sposób stereotypowy i zniechęcający. Negatywnie nastawione osoby mogą źle wpływać na prawdziwy, Jezusowy obraz kościoła rozpowszechniając swoje poglądy o wspólnotach.
***
Krzysztof: Dla mnie bycie członkiem zboru to forma przynależności do konkretnej grupy ludzi z Kościoła Jezusa Chrystusa. Tworzę z nimi społeczność dzięki czemu mogę się uczyć, wzrastać, służyć, odbierać, dawać. Nie umiem sobie teraz wyobrazić by nie przynależeć do żadnego ze Zboru, być outsiderem. Każdy coś wnosi do społeczności, pozytywnego bądź nie. Niechęć by przynależeć gdziekolwiek to chęć nieponoszenia odpowiedzialności.
Biblia też naucza, że „lepiej dwóm niż jednemu, bo gdy jeden upadnie drugi go podniesie” Kzn 4;9-12
i jest to jak najbardziej pozytywny aspekt, również w wymiarze duchowym. Pewnie ludzie nie chcą nigdzie przynależeć z powodu większej potrzeby bycia niezależnym, wyjątkowym; czy tworzą mniejsze grupy, bo uważają, że wiedzą jak mają kroczyć z Bogiem i nie potrzebują kościoła do tego. Z doświadczenia wiem, że będąc z dala od mojego Zboru-Kościoła brakowało mi wspólnej modlitwy, śpiewu, nabożeństwa, obecności po prostu braci i sióstr, których znam, z którymi dzielę czas. Kiedyś byłem takim outsiderem i nie było to dobre, bo nie byłem z nikim związany, nie ponosiłem odpowiedzialności za nikogo, czy za nic, tym samym nic nie otrzymywałem, bo nic nie dawałem. Byłem sam. A co siejesz to i żąć będziesz. Nowy Testament zachęca byśmy byli członkami: 1Kor 12,12-31. Taka jest Boża wola względem Bożych dzieci.
***
Gabriel: Dużo pytań w tej sondzie zostało postawionych, postaram się, choć krótko, odpowiedzieć na wszystkie.
1. Nie uważam członkostwa w zborze za przesadę, zbędną formalność, czy ograniczenie wolności.
2. Nie traktuję członkostwa jako przymusu czy obowiązku, rozumiem je jako odpowiedzialną decyzję przyłączenia się do lokalnego zboru, z którym utożsamiam się oraz traktuję go jako swój duchowy dom i rodzinę.
3. Dostrzegam w Słowie Bożym m.in. fragmenty mówiące o:
- podziale na postronnych i tych należących do zboru (Dz.5,13)
- liczbie przyłączanych do zboru nowo nawróconych (Dz.2,41)
- listach w zborze, na które były wpisywane konkretne, spełniające kryteria osoby (1Tym.5,9;11)
Widzę biblijne podstawy na członkostwo w zborze, nie formalne, ale rzeczywiste bycie częścią ciała, którego głową jest Chrystus.
4. Z pewnością jest wiele źródeł pochodzenia alergii na członkostwo - różnie rozumiana wolność, chęć niezależności, niechęć do instytucji i formalizmu, czy własne doświadczenia i złe modele członkostwa, wzorowane na niechrześcijańskich wartościach i tradycjach.
Każda alergia, szczególnie nieleczona, może prowadzić do wielu poważnych konsekwencji. Podobnie z alergią na członkostwo w zborze, może być groźna dla chrześcijanina i dla zboru.
***
Sandra: Członkostwo w zborze, to rzeczywiście trudny temat. Będąc dość świeżo po chrzcie nie rozumiałam potrzeby podpisywania „jakichś papierów” – w tamtym zborze weszło to akurat dopiero jakiś czas od mojego chrztu i właściwie dopełniłam tego tylko dlatego, że nagle się okazało, że nie mogę służyć w żaden sposób, jeśli tego nie podpiszę.
Po latach uważam, że to dobre, żeby w zborze to było dopełnione ze względu na wymóg polskiego prawa oraz wewnętrznego prawa kościelnego. Czy jest to przesada? Nie sądzę, myślę, że jest to potrzeba uporządkowania przynależności, a w związku z tym także i przywilejów oraz dyscypliny.
Znajduję w Biblii fragmenty świadczące o tym, żeby napominać zborowników (np. Mt 18, fragment z Dziejów o Ananiaszu i Safirze, listy Pawła), są też fragmenty o tym, by się szczególnie troszczyć o pewne grupy ludzi w zborze np. wdowy (jak pisze Paweł do Tymoteusza). Określenie członkostwa to porządkuje.
Zdarzają się również sytuacje, kiedy człowiek już dawno nie będący w danym zborze robi coś złego/naucza dziwnych rzeczy - często wtedy pierwsze zarzuty kierowane są w stronę wspólnoty – wtedy, mając uporządkowane sprawy członkostwa, społeczność jest chroniona przed oskarżeniami, bo może wykazać, że taki ktoś od danego czasu nie jest już członkiem tego Kościoła.
Skąd biorą się alergie dotyczące tego tematu? Możliwe, że z nauczania w różnych społecznościach, że nie jest to potrzebne. Członkostwo to też branie na siebie odpowiedzialności za swój zbór i też za swoje zachowanie/bycie świadectwem w i poza zborem - a to może być niewygodne.






