sobota, 7 sierpnia 2021

Z deszczu pod rynnę

Wpadła mi w ręce niedawno książka Piotra Augustyniaka (44l.) „Jezus Niechrystus”. Obejrzałem też rozmowę redaktora Artura Nowaka z autorem na kanale YT Sekielski Brothers Studio, nawiasem mówiąc najpopularniejszym filmem na tym kanale jest wywiad z pastorem Lesławem Juszczyszynem (polecam obejrzeć).

 „Polska jest krajem duchowo martwym, naszą duchowość zdeptał i wymazał Kościół. Jeśli wiara to klucz, żeby organizować władzę nad nami to jestem człowiekiem niewierzącym.” – mówi autor. Filozof, były dominikanin, doktor habilitowany nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki, profesor uczelni w Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, wyjaśnia, co rzeczywiście mówił Jezus, a co mu przypisano wiele lat po jego śmierci. Jego zdaniem paradoks polega na tym, że poznanie tej postaci w Kościele jest niezwykle trudne, bo Jezus był antykościelny. Paradoksem jest też, że Kościół obiecuje wolność, jeżeli człowiek wyrzeknie się wolności i obieca mu posłuszeństwo.

Rzeczywiście książka wydaje się być potrzebnym głosem demaskującym powszechny pogląd, że poza Kościołem Rzymskokatolickim jest tylko nihilizm. Ktoś trafnie zauważył, że jądro systemu katolickiego jest ateistyczne i jest on oparty o kulturę, religię i politykę Cesarstwa Rzymskiego. Książka jest więc taką próbą pomocy ludziom, którzy w młodym wieku zostali oszukani, sformatowani przez ten system, żyją w paradygmacie poczucia winy, cierpią na nerwicę eklezjogenną, nie mówiąc już o tych, którzy zostali ciężko skrzywdzeni przez swoich księży, a ci, jako zombie-topielcy już nie potrafią inaczej, nie mają mocy wyjść na wierzch.

Autor obnaża zatem dwulicowość i hipokryzję Kościoła, bo tak też robił historyczny Jezus. On też pokazywał wzorce, łamał stereotypy, dawał wskazówki jak przeżyć to wewnętrzne doświadczenie, które tworzy mnie jako człowieka wolnego. Pokazał, że możemy mieć nowe życie, gdy odnajdziemy w sobie - drzemiącą, ukrytą wielką siłę - wówczas znajdziemy upragniony pokój i ukojenie. „Królestwo Boże jest w was” – dziś oczywiście nie wiadomo co oznacza słowo „Bóg”, a więc mówimy: „Królestwo Życia jest w was”. Przeszłość już cię nie definiuje. Nie musisz się spowiadać, przebaczać, przepraszać, aby być w Królestwie Życia tu i teraz. O tym też śpiewał Lennon w piosence „Imagine” – o życiu bez religii, bez straszenia piekłem i bez zniewolenia warunkującego niebo.

Filozof Piotr pokazuje zatem jak Jezus (nie - Chrystus) może dać wyjście człowiekowi, który tkwi w systemie, lub który już się zbuntował, wyszedł z niego i tkwi w psychicznym dołku.

Jakiego Jezusa pokazuje nam filozof Piotr? Wg niego ostatnie 100 lat badań naukowych nad Biblią dało wiele zrozumienia i wyjścia z impasu jakim jest hierarchiczność i monopol Kościoła Rzymskiego, który przez stulecia „chronił” ludzkość przed Biblią. Wg Piotra i tychże badań uczniowie Jezusa przeżywali jakąś formę zbiorowej iluminacji, że oto On niby zmartwychwstał, i zaczęli przypisywać Mu (w dobrej wierze) wiele rzeczy, słów, których On nie powiedział. Np., że jest Synem Bożym, Mesjaszem, Zbawicielem, że odkupił nas na krzyżu – oni zaczynają w to wierzyć i zaczynają przekazywać następnym pokoleniom słowa, których Jezus w ogóle nie mówił. Słowa, że Jezus idzie do Jerozolimy i musi umrzeć i zmartwychwstać – są jedynie dopisaną do Ewangelii projekcją ich wiary. Geza Vermes – jeden z tych naukowców – idol naszego filozofa Piotra – mówi: „Zauważmy, że słowa „kościół” brakuje u Marka i Łukasza, a nawet u Jana. Pojawia się ono tylko dwukrotnie u Mateusza w (z pewnością nieautentycznych) wypowiedziach Jezusa, podczas gdy u Pawła znajdziemy je setki razy” Dalej Vermes mówi, że sam nie występuje przeciwko idei interpretacji pod warunkiem, że uzna się, iż Chrystus wiary jest interpretacją Jezusa historycznego, a nie, że jest z nim tożsamy.

Podjąłem ten temat ponieważ nie jest on już marginalny, jak to może było 20-40 lat temu. Odsetek odejść z Kościoła Katolickiego w Polsce jest dziś największy w Europie. Dzisiaj wielkie tłumy młodych ludzi, szukając sensu życia, prawdy, własnej tożsamości, Boga, przeżywają podobny scenariusz: słusznie buntują się przeciw religii Rzymskokatolickiej, lecz potem zgubnie przyjmują religię Jezusa Niechrystusa. Obecnie wielką tragedią jest to, że nawet ludzie określający się jako chrześcijanie nie wierzą w zmartwychwstanie. 

Prawdziwe chrześcijaństwo to droga wąska i „niewielu jest tych, którzy ją znajdują” Mat7,14. Natomiast wielu daje się nabrać na drogę samospełnienia i głębokiego duchowego doświadczenia wypływającego z drzemiącej wewnątrz nas rzekomej siły.

Prawdziwe chrześcijaństwo to realne spotkanie z Jezusem Chrystusem. Gdy Go spotkasz nie masz wątpliwości, że zmartwychwstał. Już w czasach Jezusa wielu przekręcało ewangelię, wielu było fałszywych mesjaszów, i tak też jest dzisiaj. Prawdziwy chrześcijanin jednak bez problemu rozpozna zaściankowe myślenie ludzi pokroju filozofa Piotra. Nasz filozof aspiruje do bycia nauczycielem dobrego życia w wolności, lecz tacy ludzie „nie rozumieją ani tego, co mówią, ani tego, przy czym tak stanowczo obstają” 1Tm1,7. Apostoł Paweł dalej w tym liście przyznaje, że dostąpił miłosierdzia od samego Pana Jezusa Chrystusa ponieważ działał w niewierze i bez zrozumienia. Czy Bóg okaże Piotrowi takie miłosierdzie? (Na plus panu Piotrowi można zaliczyć to, że chce aby jego dzieci znały Biblię)

Ważniejsze jednak jest by zadać inne pytanie: Co powiedzieć ludziom poszukującym, chwiejnym,  rozczarowanym religią, może nawet rozczarowanych swoją głęboką religijnością? Co powiedzieć ludziom, którzy kojarzą Boga z religią katolicką? Co powiedzieć księdzu, który jest na rozdrożu, który zawiódł się na ludziach i na sobie samym?

Przede wszystkim nie wchodźcie z deszczu pod rynnę. Szukajcie Jezusa zmartwychwstałego. Jego śmierć była wydarzeniem absolutnie nie mającym sobie równych w historii świata. Dotyczyła także ciebie. A w związku z tym, że On zmartwychwstał – teraz może ci w pełni i praktycznie pomóc.

W drugim liście do Tymoteusza 3,16 Paweł pisze: „Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany”. Uwierz w całe Pismo; już było wielu takich, którzy wyrywali z kontekstu fragmenty do tworzenia własnych religii i filozofii. Nie wierz, że apostołowie projektowali sobie jakieś własne wyobrażenia. Nauka apostolska jest tym samym, co nauki Chrystusa. Paweł dalej – w 1 liście do Tymoteusza (które to listy są wsparciem młodego duszpasterza radami dotyczącymi kierowania lokalną wspólnotą) pisze:  Wiarygodne to Słowo i wszelkiego przyjęcia godne, że Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników, z których ja jestem pierwszy. Ale dlatego dostąpiłem miłosierdzia, aby we mnie pierwszym Chrystus Jezus okazał wszelką cierpliwość dla przykładu tym, którzy mają w Niego uwierzyć, aby mieć życie wieczne.” 15-16. To wspaniałe, oryginalne, pełne optymizmu słowo - mówiące o jedynym ratunku w Chrystusie, o uwolnieniu spod władzy szatana, uwolnieniu z ciężaru grzechu, z ciężaru oddzielenia od Boga, ale też o jedynej drodze do życia wiecznego – dowodzi kontynuowania nauki Chrystusa przez jego uczniów bez dodatkowych projekcji. Pytaj się więc Ducha Świętego o kościół chrześcijański, który opiera się na Biblii – tam znajdziesz zdrowy pokarm duchowy i miejsce swojej służby dla Boga. Nowe Życie to nie przeniesienie się na wyższy poziom moralny, czy intelektualny, to nie przejście ze stanu buntu do stanu ukojenia, nie jest to też znalezienie przystani w wewnętrznej sile. Jest to śmierć własnego ja i oddanie swojego życia w ręce Tego, który cię stworzył.

Wierzę, że dodatkową zachętą i pomocą w poszukiwaniach mogą być słowa pastora Tozera, który sto lat temu zaczął służyć żywemu Bogu, a jego kazania i książki do dziś są zaskakująco aktualne. Proszę przeczytać bardzo wnikliwie:

„Ta ewangelizacja, która rysuje przyjazne podobieństwa między drogami Boga i drogami ludzi jest obca Biblii i okrutna dla dusz swych słuchaczy. Wiara Chrystusa nie idzie równolegle ze światem, ona go przecina. Poprzez przyjście do Chrystusa nie wynosimy swego starego życia na wyższą płaszczyznę; zostawiamy je na krzyżu. Ziarno pszenicy musi spaść na ziemię i obumrzeć.

My, którzy głosimy ewangelię nie możemy myśleć o sobie jako o rzecznikach prasowych wysłanych by ustanowić porozumienie między Chrystusem, a światem. Nie możemy wyobrażać sobie siebie jako upoważnionych do czynienia Chrystusa akceptowalnym dla wielkiego biznesu, prasy, świata sportu lub współczesnej edukacji. Nie jesteśmy dyplomatami, lecz prorokami, a nasze przesłanie to nie kompromis, lecz ultimatum.

Bóg oferuje życie, lecz nie ulepszone stare życie. Życie, które On oferuje, to życie ze śmierci. Ono zawsze znajduje się po drugiej stronie krzyża. Ktokolwiek chciałby je posiąść, musi przejść pod belką. Musi wyprzeć się samego siebie i zgodzić się ze sprawiedliwym Bożym wyrokiem przeciwko niemu.

Co to oznacza dla osoby, potępionego człowieka, który chciałby znaleźć życie w Chrystusie Jezusie? Jak ta teologia może być przełożona na życie? Po prostu musi pokutować i wierzyć. Musi zaprzeć się swoich grzechów, a następnie zaprzeć się siebie. Niech niczego nie zakrywa, niczego nie broni, niczego nie usprawiedliwia. Niech nie próbuje układać się z Bogiem, lecz niech pochyli głowę przed uderzeniem Bożej surowej zapalczywości i uzna siebie za godnego śmierci.

Kiedy już to zrobi, niech wpatruje się z prostym zaufaniem w zmartwychwstałego Zbawiciela, a od Niego przyjdzie życie, odrodzenie, oczyszczenie i moc. Krzyż, który zakończył ziemskie życie Jezusa, teraz kładzie kres grzesznikowi; a moc, która wzbudziła Chrystusa z martwych, teraz wzbudza go do nowego życia wraz z Chrystusem.

Każdemu, kto się temu sprzeciwia lub uważa to jedynie za wąskie i osobiste spojrzenie na prawdę, pozwólcie, że powiem, iż Bóg postawił swoją pieczęć aprobaty na tym poselstwie od czasów Pawła do dzisiaj. Czy wyrażone w tych dokładnie słowach, czy nie, było to treścią całego zwiastowania, które przynosiło życie i moc światu przez wieki. Mistycy, reformatorzy, przebudzeniowcy tutaj kładli nacisk, a znaki, cuda i przemożne działanie Ducha Świętego były świadectwem Bożej aprobaty.

Czy odważymy się my, spadkobiercy takiego dziedzictwa mocy, majstrować przy prawdzie? Czy odważymy się my, z naszymi stępionymi ołówkami, wymazać linie planu lub zmieniać wzór pokazany nam na Górze? Niech Bóg broni. Głośmy stary krzyż, a poznamy starą moc.”

______________

PS. Jeżeli jest w tym artykule trochę drwiny, to z inspiracji Eliasza, który drwił sobie z filozofii, idei i bóstwa czterystu pięćdziesięciu proroków Baala. Sam Bóg wykpił wszystkie bóstwa egipskie – każde odpowiednią plagą – na czele z Amonem Re – ubóstwionym słońcem, panem ładu we wszechświecie, który był bezradny, gdy zapanowały „egipskie ciemności”.

środa, 21 lipca 2021

Czy już jesteś pomidorowy?

Obecnie najpopularniejsze pytanie small talku brzmi: „Jesteś już po, czy jeszcze przed?” Tym samym temat pogody z miejsca pierwszego spadł na drugie. Mam takiego kolegę, który niemal codziennie wszystkich o to pyta. Jest mistrzem apologetyki szczepień. „Czy wiesz co ci grozi?”,  „Pozwól, że ci przedstawię cały plan uzdrowienia społeczeństwa”, „Uratujesz siebie i innych”, „Będziesz mógł latać!”, „Powinieneś posłuchać profesorów i naukowców”, „Przyniosę ci kilka oficjalnych broszur źródłowych”, „Nie słuchaj oszołomów i nie czytaj fake newsów”, „To jest jedyny sposób na normalność”, „Nie mów mi o amantadynie”, „Będziesz strasznie cierpiał”. W ten sposób ewangelizuje otoczenie i mnie również namawia do swojej religii. Kiedy któregoś dnia znowu zaatakował, odpowiedziałem wzburzony: „Męczysz mnie tematem, który dotyczy tylko tego życia. Poświęcasz tak dużo czasu i energii, żeby kogokolwiek przekonać do czegoś, co jest krótkotrwałe. O ileż większy kaliber ma sprawa życia wiecznego. Owszem zdrowie to ważny temat, ale o ileż ważniejsze jest zdrowie duchowe. Czy nie o duszę w pierwszej kolejności powinieneś zadbać? Ile czasu poświęcasz Bogu? Czy znajdzie się choć godzina w roku? Czy kiedykolwiek przeczytałeś choć jedną Ewangelię? Czy rozumiesz, że jesteś w tragicznym położeniu duchowym?” On oniemiał. Czekałem kilkanaście sekund na jego reakcję, ale stał zaskoczony i nic nie powiedział. Zapytałem: „Powiedz przyjacielu, czy nie mam racji?”. Znów milczenie.

Mateusz w swojej Ewangelii przytacza przypowieść o gościach weselnych (22,1-14). Jeden z nich nie ma odpowiedniego ubioru, nie przygotował się, nie uszanował gospodarza, który go zaprosił. Nie uszanował potężnego króla, który już wcześniej rozgniewał się na tych, którzy mieli być głównymi gośćmi na weselu królewskiego syna, ale „zlekceważyli zaproszenie i odeszli, jeden na swoje pole, drugi do swojego handlu, a pozostali schwytali jego sługi, znieważyli lub pozabijali.” Religijni ludzie zazwyczaj zajmują się swoimi sprawami, a nie królewskimi; natomiast radykalne chrześcijaństwo jest przez nich spychane na margines. Gdy król zapytał gościa: „Przyjacielu, jak tu wszedłeś nie mając weselnej szaty? Ten oniemiał”. Słowo „oniemiał” z greckiego znaczy również: zamykać usta, uciszać, nakładać kaganiec.

Niestety większość ludzi temat swojej duszy traktuje jako poboczny. Mój kolega mawia: „ Większość tego co zrobiłem w życiu była dobra. Bóg przecież nie jest aż taki zły, żeby posłać mnie do piekła, poza tym chodzę w niedzielę do kościoła”. Oto klasyczny przykład tragicznie błędnego myślenia. Naturalny człowiek nie ma ani skrawka szaty, która sprawiłaby, żeby był godzien Królestwa. Tylko przez Jezusa Chrystusa można być zaakceptowanym przez Boga. Powierzchowne, liberalne chrześcijaństwo jest zazwyczaj mylone z prawdziwym chrześcijaństwem. A są to przeciwieństwa. Jak pisze A.W. Tozer:  „Rasa Adama jest skazana na śmierć. Nie ma żadnego złagodzenia ani ucieczki. Bóg nie może zaaprobować żadnego z owoców grzechu, jakkolwiek niewinne mogą się wydawać lub piękne w oczach ludzi. Bóg ratuje osobę poprzez jej likwidację, a następnie wzbudzenie jej do nowości życia. Ta ewangelizacja, która rysuje przyjazne podobieństwa między drogami Boga i drogami ludzi jest obca Biblii i okrutna dla dusz swych słuchaczy. Wiara Chrystusa nie idzie równolegle ze światem, ona go przecina. Poprzez przyjście do Chrystusa nie wynosimy swego starego życia na wyższą płaszczyznę; zostawiamy je na krzyżu. Ziarno pszenicy musi spaść na ziemię i obumrzeć.”

Nie było w historii prawdopodobnie klęski, która dotyczyłaby całego zamieszkałego świata. Były miejscowe wojny, zarazy, kataklizmy, ale SARS-CoV-2 opanował dziś już wszystkie narody. I to samo dzieje się z Ewangelią: „A ta ewangelia Królestwa będzie głoszona po całym zamieszkałym świecie na świadectwo wszystkim narodom — i wtedy nadejdzie koniec.” Mat24,14. Jezus jeszcze dzisiaj mówi swoim uczniom: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony.” Mk16,15-16. To już ostatnie chwile, kiedy jeszcze możesz zdecydować komu chcesz służyć.

Jezus kończy naszą przypowieść słowami: „Wielu bowiem jest zaproszonych, ale niewielu wybranych.” Oby mój kolega kiedyś bezpowrotnie nie oniemiał. Oby znalazł się w gronie wybranych. Oby nawrócił się, oddał całe swoje życie Chrystusowi, ochrzcił się i zaczął Mu służyć. Człowiek trzymając życie w swoich rękach sam sobie zakłada kaganiec, sam siebie skazuje na potępienie. A dobry Bóg wciąż zaprasza: „Pierwsze danie gotowe, mięso czeka na przyrządzenie, wszystko już dopięte. Przyjdźcie!”

Na koniec wyraźnie chcę zaznaczyć, że w żaden sposób nie wyrażam tu swojej opinii nt. szczepień. Tytuł jest tylko prowokacją, a moja refleksja dotyczy zupełnie innych kwestii.

 

poniedziałek, 5 kwietnia 2021

Nie ma w was miejsca dla Słowa

Jest taki stan buntu, który gdy zostanie skonfrontowany z prawdą, ma szansę na odwrót. 

Taką szansę dawał Jezus faryzeuszom, mówiąc: „i nie ma w was miejsca dla Jego Słowa, stąd wy nie wierzycie Temu, którego On posłał.” (J5,38) Niestety ich bunt był jak skała.

O co chodzi Jezusowi, gdy dzisiaj mówi: nie ma w was miejsca dla Słowa?

Czy jesteśmy tak zabiegani, skupieni na swoich sprawach, że nie mamy czasu na czytanie Biblii? Czy może nie rozumiemy Słowa, jest ono dla nas za trudne, uważamy, że Pismo Święte jest dla ludzi bardziej inteligentnych niż my. A może całymi latami robimy karierę i Jezus musi nas upomnieć? Czy też jesteśmy schorowani, przybici, w depresji, roztargnieni, smutni, obciążeni, zniewoleni? Czy może mamy mnóstwo obowiązków wynikających z naszej wiary i jak Marta krzątamy się wokół rozmaitych posług (Łk10,40)?

Odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi: Nie. Nie o to chodzi. 

Jezus wypowiada to zdanie do ludzi ustabilizowanych religijnie, do ludzi pewnych, że ich wiara jest jedynie właściwa. Do ludzi, którzy myślą, że tradycja ich religii trwa od pokoleń i nie ma takiej siły, która mogłaby zmienić ich nastawienie. I wreszcie do ludzi, którzy urodzili się w chrześcijańskiej rodzinie, chodzili na szkółkę niedzielną, a dziś są ewangelicznymi hejterami, popularnymi teologami lub charyzmatycznymi duchownymi, po części ignorującymi zdrową naukę apostolską.

Jeżeli opieramy się, zatwardzimy swoje serca, jak Izrael w czasie buntu na pustyni (Hbr3,8-10) i nie odpowiemy pozytywnie na Jego wezwanie, będzie to wstrętne w Bożych oczach, chociaż byśmy byli niezwykle zaangażowani w Jego sprawy. Będziemy wówczas przyrównani do człowieka głupiego, który zbudował swój dom na piasku (Mat7,26). Słyszymy Słowo, ale robimy swoje. Nasza wiara ciągle będzie się chwiać lub sypać, wody doświadczeń zawsze będą niszczyć to, co zbudowaliśmy, nie będziemy sobie radzić z przeciwnościami, a fale lęku co jakiś czas będą doprowadzać nas do frustracji.

Lecz, jak już wspomniałem, jest taki stan buntu, który gdy zostanie skonfrontowany z prawdą, ma jeszcze szansę na odwrót. Stan, w którym człowiek mówi: Nie chcę. Lecz potem odczuwa żal, opamięta się, zmieni zdanie i idzie tam gdzie został posłany. (Mat21,29)

Wyraźnie trzeba powiedzieć, że możemy być zabiegani, nierozumiejący, przybici, a jednak może być w nas jednocześnie miejsce dla Słowa. Czyli przeciwieństwem miejsca dla Słowa nie jest ciężkie, puste lub wypełnione po brzegi życie człowieka, lecz jego upór. Przekład Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej mówi: „I nie macie jego słowa trwającego w was, bo temu, którego on posłał, nie wierzycie.” Jeżeli żywe Słowo w nas trwa, wierzymy Jemu i poddajemy się Jemu, zmieniamy nasze poglądy i postępowanie dzięki duchowej elastyczności naszego umysłu i serca.

Zatem komu lub czemu chcesz ufać i być uległy? Swoim przyzwyczajeniom i postanowieniom, utwierdzonym poglądom, sławnym i wielkim ludziom, wzniosłym i wielowiekowym tradycjom, przebudzeniowym ruchom religijnym? Jezus jest Słowem, a Słowo jest Chrystusowe. Czy jest więc dzisiaj w tobie miejsce dla całego Słowa i każdego Słowa, które wychodzi z ust Bożych?

sobota, 3 kwietnia 2021

Chrzest jak ślub

Jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest” Ef 4:5

Tylko jeden chrzest zachowuje ważność w Bożych oczach, chociażby ktoś był chrzczony w różnych religiach X razy. Chodzi o chrzest przez zanurzenie, który następuje po nawróceniu. Żaden inny chrzest nawet nie jest zbliżony do tego biblijnego. Przesłanie Ewangelii od czasów Chrystusa nierozerwalnie wiąże się z chrztem. Zarówno poganie jak i Żydzi, którzy mogliby przecież tłumaczyć swoje przywiązanie do Kościoła obrzezaniem, muszą się ochrzcić, jeżeli przeżyli duchowe narodzenie. Tak też działo się przez pierwsze wieki Kościoła. Chrzest nie ma żadnej mocy, jest znakiem, że już coś się stało oraz znakiem, że od tego momentu coś nowego zacznie się dziać. Zatem chrzest wskazuje i poświadcza. Tylko i aż.

Chrzest jest jak ślub – pragnienie, poszukiwanie, wybranie i zakochanie, postanowienie, narzeczeństwo, a potem poświadczenie tego przez publiczny ślub, który oznacza, że nie jesteś już kawalerem/panną i już nim/nią nie będziesz. To niedoskonałe porównanie trzeba uzupełnić o pokutę, opamiętanie i przemianę myślenia poprzedzającą nawrócenie. Sam ślub nie powoduje zmiany w sercu - to co istotne, stało się już wcześniej. Ślub bez miłości lub ślub małych dzieci nie ma sensu i ważności; chyba że chodzi o kasę. :- ) Nie trzeba dodawać, że życie na kocią łapę w żadnym wypadku nie czyni zakochanych małżeństwem. No a co z nawróconym łotrem na krzyżu? Wyjątek potwierdzający regułę? Tak. Ten przykład potwierdza, że żaden uczynek, ani sakrament, ani człowiek, ani idea nie mogą zbawić ludzkiej duszy. Twórcą nowego życia jest Duch Święty. Łotr umarł, bez wątpienia zbawiony, choć bez chrztu. W jego przypadku oczywistym i pewnym jest, że gdyby w jakiś sposób przeżył, zostałby ochrzczony.

Zbawienie to najważniejszy temat w historii ludzkości. Dar życia wiecznego, Dom w Niebie, ratunek przed Bożym gniewem i potępieniem można otrzymać nawracając się do Boga i stając się uczniem Chrystusa Pana, którego śmierć, pogrzeb, i zmartwychwstanie ilustruje chrzest. W momencie ślubu małżonkowie stają się jednym ciałem aż do śmierci, a chrzest przyłącza tego, który uwierzył, do ciała Chrystusa na wieki.

niedziela, 31 stycznia 2021

Uważajcie więc!

Przeczytałem właśnie książkę Robertsa Liardona „Boży generałowie – przebudzeniowcy”. Przyglądamy się w niej niezwykłym Bożym poruszeniom w Anglii i Ameryce od VIII do XX wieku, być może zapoczątkowanym przez 100-letnie modlitwy z inicjatywy hrabiego Zinzendorfa. Na tle ciekawej historii powstawania Stanów Zjednoczonych Ameryki poznajemy pierwszych metodystycznych pięćdziesiątników na 100 lat przed powstaniem ruchu zielonoświątkowego, oglądamy pracę Dwighta Moodiego, którego odwiedza prezydent Lincoln, poznajemy „Boży karabin maszynowy”, którym to przydomkiem nazwano Billy Grahama z powodu szybkiego stylu przemawiania i niewyczerpanej energii. Na 440 stronach książki obserwujemy jak Bóg pięknie używa oddanych Mu ludzi, widzimy także ich choroby, słabości, błędy, ale też podziwiamy akty odwagi, wytrwałość i braterstwo.

 Z największym zainteresowaniem wczytałem się w  biografię Jonathana Edwardsa (1703-1758). Jego słynne przebudzeniowe kazanie („Grzesznicy w rękach rozgniewanego Boga”  mówiące o tym, że ludzie zasługują na to, by ich wrzucić do piekła) wywołało efekt w jednym tylko miejscu, na wyjeździe w obcym mu mieście. Odczytał je wówczas bez emocji i gestykulacji, a nawróciło się mnóstwo ludzi. To wtedy „po całym domu rozległ się wielki jęk i płacz. Co mam zrobić, aby być zbawionym? Ach, idę do piekła. Ach, co mam zrobić dla Chrystusa?” Mało kto wie, że wcześniej mówił to samo kazanie w swoim zborze i tylko parę osób ledwo mu powiedziało: dobre kazanie, pastorze. I tyle, bez raczej żadnych zmian żyć. I mało kto też wie, że w większości Edwards głosił miłość i dobroć Chrystusa i zachęcał do miłości do Niego i poznania Jego mocy. Więc to kazanie jest prawdą, ale też jest prawdą , że na różnych ludzi ‘działa’ różny przekaz (wiatr wieje tam gdzie chce) – najgorsze jednak jest to, że większość ludzi nie odpowiada na żaden przekaz – tak jak w Łk 7,32 – “Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie płakali.” Ponad wszystko uważam, że Ewangelia powinna być wezwaniem do opamiętania, nawrócenia, zmiany kierunku życia i konkretnym uświadomieniem co to znaczy być uczniem Chrystusa. Podzielam zdanie mojego ulubionego Tozera (1897- 1963):

 “ ‘Ktoś przypominający Syna Człowieczego... Z Jego ust wychodził
ostry, obosieczny miecz’
(Obj 1:13.16)

Chrześcijańskie przesłanie przestało być stanowczym oświadczeniem, a zamiast tego stało się propozycją. Rzadko się zdarza, by ktokolwiek usłyszał w słowach wypowiedzianych przez Jezusa władczy ton.
Wyolbrzymiono zachęcający element poselstwa chrześcijańskiego w sposób zupełnie nieproporcjonalny wobec częstotliwości jego występowania w całym Piśmie Świętym. Chrystus niosący Światło, przyjmujący postawę obronną z twarzą wyrażającą słabość i błaganie, zajął miejsce prawdziwego Syna Człowieczego, którego zobaczył Jan - Jego oczy są jak płomień ognia, Jego nogi jak błyszczący mosiądz, a Jego głos jak szum wielu wód. Tylko Duch Święty może objawić naszego Pana takim, jakim jest naprawdę, i On nie maluje Go farbą olejną. Objawia Chrystusa naszemu ludzkiemu duchowi, a nie naszym fizycznym oczom.
Czasy obecne pełne są napięć, a ludzie są nakłaniani do poddania się temu czy innemu panu. Lecz wszystko, co nie dorasta do całkowitego oddania się Chrystusowi, jest nieodpowiednie i prowadzi do niepowodzenia oraz porażki.
Panie, pomóż mi ujrzeć Ciebie takim, jakim jesteś naprawdę: potężnym, sprawiedliwym, prawym i świętym.”

A.W. Tozer – „Poranki z Bogiem – 366 codziennych rozważań biblijnych” (rozważanie z 21 stycznia)

 

Chrześcijańskie przesłanie nie może być propozycją i zachęceniem. Przypomina mi się serial dokumentalny „W poszukiwaniu Boga”, w którym Morgan Freeman – podobno chrześcijanin – jeździ po świecie i rozmawia z przedstawicielami rozmaitych religii, podróżując do najważniejszych miejsc kultu, m.in. Ściany Płaczu w Jerozolimie, Drzewa Bodhi w Indiach, świątyni Majów w Gwatemali czy egipskich piramid. Goszczony w Kościele Zielonoświątkowym rozmawiał z wierzącą dziewczyną, która opowiadała mu trochę o darach duchowych i gdy powiedziała, że Duch Święty przez nią przemawia, odpowiedział: „poznałem wiele różnych religii i wierzeń i wiem jedno, jeśli ktoś w coś wierzy, to jest to prawdą.” Pokusa liberalizmu niestety wydaje się nie do pokonania w dzisiejszym chrześcijaństwie. Co na to apostoł Paweł?

Zmierzam do tytułowego „uważajcie więc!”. Paweł z Barnabą „dotarli do Antiochii Pizydyjskiej, a w dzień szabatu weszli do synagogi i usiedli. Po odczytaniu Prawa i Proroków przełożeni synagogi posłali do nich z prośbą: Mężowie bracia, jeśli macie jakieś słowo zachęty dla ludu, to mówcie. Wtedy Paweł wstał, dał im ręką znak i powiedział: Mężowie Izraelici i wy, którzy boicie się Boga, słuchajcie.” Dz 13,14-17 Od tego miejsca Paweł przedstawia krótką historię Izraela, którą przecież słuchacze dobrze znają, następnie płynnie przechodzi do wielkiego tematu zbawienia: „Niech więc będzie wam wiadomo, mężowie bracia, że przez niego zwiastuje się wam przebaczenie grzechów, i przez niego każdy, kto uwierzy, jest usprawiedliwiony we wszystkim, w czym nie mogliście być usprawiedliwieni przez Prawo Mojżesza.” (38-39). I od razu tych miłych, religijnych ludzi Paweł przestrzega: Uważajcie więc, aby nie spotkało was to, co zostało powiedziane u Proroków: Patrzcie, szydercy, dziwcie się i przepadnijcie, bo ja za waszych dni dokonuję dzieła, w które nie uwierzycie, choćby wam ktoś o nim opowiedział.” (40). Zwróćmy uwagę, że apostoł przemawia do fachowców od prawa Mojżeszowego. Wygląda na to, że Paweł chce uczyć księdza pacierza, lub poucza piekarza, aby w odpowiednim momencie wyjął chleb z pieca, bo potem może być już za późno. Jak się czujemy, gdy wiemy dokładnie co mamy robić, a ktoś krzyczy nam nad głową: uważaj łajzo, żebyś nie nawalił, bo będzie po tobie? Czy Paweł chciał ich obrazić? Czy zaleźli mu za skórę? Może chciał się zemścić? Może miał do nich jakieś uprzedzenia lub po prostu nie lubił ich, bo pogardzał taką konserwą? A może widział ich jak krzyżowali Jezusa? Nic z tych rzeczy. Apostoł przemawiał w proroczym Duchu Chrystusowym. W następny szabat głosili im te same słowa, a „kiedy Żydzi zobaczyli tłumy, pełni zazdrości sprzeciwiali się słowom Pawła, występując przeciwko nim i bluźniąc” (45), „podburzali pobożne i poważane kobiety oraz znaczących obywateli miasta, wzniecili prześladowanie Pawła i Barnaby i wypędzili ich ze swoich granic” (50). Ludzka natura często podobna jest do świni depczącej perły. Ludzie religijni wiedzą co mają robić, od pokoleń przyzwyczajeni do najważniejszych w życiu wartości, utwierdzeni w chrześcijańskich poglądach, może nawet kochający Stwórcę, lecz…


Pewni siebie, że nie są aż tacy i tacy,
Pół kieszeni zostawiając na tacy,
Swoje sumienie podają Bogu na tacy.

Gdyby dzisiaj Paweł głosił usprawiedliwienie w Chrystusie w tradycyjnych kościołach, z jaką reakcją by się spotkał? Czy przywódcy religijni byliby pełni oburzenia i zazdrości z powodu coraz większej liczby konwertytów? Czy podburzaliby polityków, aby wypędzili Pawła z miasta? A  w kościołach ewangelicznych, gdy przemawia Duch Chrystusowy, czy niektórzy nie wstają i nie wychodzą, nie mogąc znieść podważania ich wiedzy, religijności, zaangażowania? Tak jest. Tak się dzieję.

***

Na szczęście ci, którzy byli przygotowani na przyjęcie życia wiecznego uwierzyli (13,48). „Wielu Żydów oraz pobożnych prozelitów poszło za Pawłem i Barnabą, którzy rozmawiali z nimi i przekonywali ich, aby trwali w Bożej łasce.” (13,43) I dzięki Bogu „uczniowie byli pełni radości i Ducha Świętego” (13,52). Jest taki typ ludzi, który poszukuje prawdy. A „Bóg spogląda z niebios na ludzi, aby zobaczyć, czy jest kto rozumny, który szuka Boga.” Ps 53,3 Chrystus w pierwszej kolejności wybrał sobie tych, którzy pasjonowali się proroctwami o Mesjaszu, wgłębiali się w Pisma, żeby zrozumieć sens życia, wierzyli w Boga jako Stwórcę, czcili Go, modlili się do Niego, rozmyślali o Nim. Jan, Andrzej, Szymon, Filip, Natanael. Cechowali się pracowitością, szczerością, uczciwością. Regularnie uczestniczyli w liturgiach synagogalnych. Fascynowali się i rozmawiali ze sobą o swoich odkryciach wyczytanych u Proroków, w Psalmach, lub w Torze. A gdy Jan Chrzciciel powiedział: Oto Baranek Boży – od razu wiedzieli, że to jest to i bez zwłoki i mimo pozornego odepchnięcia przez Jezusa, poszli za Nim (J1).

Przyjrzyjmy się jeszcze na chwilę postaci Korneliusza (Dz 10). Człowiek pobożny, bogobojny, wspierał Żydów, nieustannie modlił się do Boga. Pewnego popołudnia posłaniec Boży mu powiedział: „Twoje modlitwy oraz twoje datki sprawiły, że Bóg zwrócił na ciebie uwagę.". A i ewangelicznie wierzący apostoł Piotr miał widzenie o Korneliuszu i tak się oto spotkali. Korneliusz pokłonił się, a nawet upadł do stóp Piotra, lecz ten podniósł go mówiąc: wstań człowieku, ja też przecież jestem człowiekiem (10,26). Znamy dalej historię; Korneliusz nawrócił się, ochrzcił i od tego momentu stał się uczniem Chrystusa.

Żyjąc w naszym specyficznym religijnie kraju, nasuwa się pytanie: czy przeciętny katolik może narodzić się z Ducha Świętego? Owszem. Jedyne czego mu brakuje, to osobistego spotkania z Jezusem. Jeżeli jest on typem Korneliusza, jeżeli czci i uwielbia Boga z głębi swojego serca, jeżeli jest typem poszukującym, jeżeli jego działania wynikające z wiary w Boga są podstawą jego życia, to prędzej czy później, w taki, czy inny sposób, przez posłańca, lub bez, Chrystus mu się objawi. To nic, że do tej pory klękał przed papieżem, że odmawiał różaniec, że ochrzcił swoje dzieci. Za chwilę wszystko stanie się nowe. „W każdym narodzie Miły Bogu jest ten, kto Go szanuje i postępuje sprawiedliwie” (Dz 10,35) - powiedział Piotr do Korneliusza i innych, po czym „Duch Święty zstąpił na wszystkich słuchających” (10,44). Tak. Każdy taki człowiek ma możliwość narodzenia się na nowo i pójścia za Słowem Bożym.

 ***

Podsumowanie tego rozważania jest krótkie.

Bóg szuka takich ludzi, którzy, gdy usłyszą „uważajcie więc!” nie zareagują oburzeniem, lecz zreflektują się, że ich dotychczasowy sposób życia i myślenia musi ulec zmianie.

sobota, 19 grudnia 2020

Radość Pana jest waszą siłą

Co oznacza ten tak często przywoływany werset, drukowany na pocztówkach, obrazach, podkładkach, magnesach, kubkach? Czy chodzi o radość Bożą z człowieka, czy raczej radość człowieka z Boga? Czy chodzi o siłę do działania, czy też stabilność i pokój wewnętrzny?

Zdanie to brzmi motywująco, zachęcająco, budująco; wydaje się podnosić na duchu, wprowadzać pokój do serca. Jeżeli ktoś wiesza sobie na ścianie jakiś cytat, to znaczy, że identyfikuje się z nim, że w jakiś sposób tekst ten wiąże się z jego osobistym przeżyciem. Myślę jednak, że zbyt często kupujemy kubek z ulubionym wersetem ze względu na jego miłą treść, ignorując  głębię przesłania.

Nehemiasz, jak wiemy, odbudował mury Jerozolimy w V wieku przed Chrystusem. Ale zanim się to stało, był pogrążony w wielkim smutku, z powodu zniszczonych murów. Odbudowa stała się jego życiową misją.  Jesteście świadomi — powiedziałem — niedoli, w jakiej się znajdujemy. Oto Jerozolima leży w gruzach. Nie ma bram, bo strawił je ogień. Chodźmy! Odbudujmy mur Jerozolimy! Nie żyjmy już w pohańbieniu! Następnie opowiedziałem im o dowodach troski mojego Boga oraz o tym, co powiedział mi król. Wtedy odpowiedzieli: Dobrze! Powstańmy i budujmy! Wezbrała w nich siła i przyłożyli ręce do dobrego dzieła.” Neh2,17.  Lud pod przywództwem Nehamiasza zabrał się do roboty. Wypełnili wolę Nehemiasza, a tym samym Bożą wolę. Po odbudowie zebrali się uroczyście, aby odczytać Księgę Prawa Mojżesza, a lud płakał. Wówczas z ust Nehamiasza i Ezdrasza oraz lewitów padły tytułowe słowa. Nehemiasz zdawał się mówić: „Poznaliście wolę Bożą, poznaliście Boże oczekiwania, dowiedzieliście z czego jest zadowolony, co napawa Go wielką radością. Dowiedzieliście się, że Pan spodziewał się od was tej odbudowy. On się wielce ucieszył. Niech Jego radość stanie się waszą siłą, niech wypełnianie Bożej woli będzie motywowane tym, że na końcu waszego trudu i znoju zobaczycie uśmiech na Ojcowskim obliczu. Przez wasze posłuszeństwo sprawiajcie radość Bogu i z tego będziecie czerpać siłę do wykonania Jego woli. Wiecie już teraz jakie są Jego oczekiwania, co Go zadowala – i wypełniliście to, więc cieszcie się, świętujcie razem z Nim.”

Alternatywny tytuł tego artykułu mógłby brzmieć „Oczekiwania Ojca”. Apostoł Paweł – duchowy ojciec Tesaloniczan – oczekiwał, że jego praca w tamtej społeczności nie pójdzie na marne. Gdy tylko dowiedział się, że jego dzieci trwają w wierze, aż podskoczył z radości i krzyknął – teraz żyję! (Tes 3,8)

Bo któż jest naszą nadzieją albo radością, albo koroną chwały przed obliczem Pana naszego Jezusa Chrystusa w chwili jego przyjścia? Czy nie wy? Zaiste, wy jesteście chwałą naszą i radością. 1Tes.2,19

Korona, wieniec w sensie zwieńczenia sukcesem owocnej pracy świadczy o głębokiej radości, satysfakcji, pewnego rodzaju dumy, jaka przepełnia apostoła widzącego rozwój zboru, który założył; świadczy o głębokiej radości  duchowego ojca widzącego ciągły wzrost wiary swoich dzieci. To, co zasiał spodziewał się, że wzrośnie mimo przeszkód i przeciwności. Paweł drżał i modlił się o nich dzień i noc. Niecierpliwie spodziewał się dobrych wieści, a niepokój spowodowany brakiem informacji spędzał mu sen z powiek.

Podobne oczekiwania miał Paweł do umiłowanych Filipian. „Przeto, bracia moi umiłowani i pożądani, radości i korono moja, trwajcie w Panu, umiłowani.” Flp.4,1

Ostatnio od mojego syna usłyszałem pytanie: jakie są twoje oczekiwania wobec mnie? Wierzący rodzic oczekuje, spodziewa się, że jego dzieci będą trwać, gdy dorosną, gdy założą swoje rodziny, gdy opuszczą dom, miasto, kraj. W słowie „trwać” zawiera się modlitwa, czytanie Słowa, zaangażowanie w służbę, i wszystko to, co sprawia chrześcijańskim rodzicom radość.

Obejrzałem niedawno film z lat 80tych: „Za następną górą” (Beyond the NextMountain) to niesamowita, prawdziwa  i wzruszająca historia życia Rochunga Pudaite, młodego chłopca mieszkającego w północno-wschodnich dżunglach Indii. Jego ojciec poruszony Ewangelią, którą głosił im angielski misjonarz nawrócił się i bardzo pragnął, aby jego syn wyruszył do cywilizowanej części Indii, żeby zdobyć wykształcenie i przetłumaczyć Biblię na ich dialekt. Bóg poprowadził, pełnego zapału dla Boga i miłości do ojca, 12-letniego Rochongę do wioski, w której uczył się angielskiego, a już po paru latach w Ameryce studiował hebrajski i grekę. Potem razem z żoną założyli mnóstwo szkół i ośrodków medycznych oraz przetłumaczyli Biblię na wiele języków i rozsyłali ją po całym świecie. Ojciec oczywiście był szczęśliwy i dumny z syna, choć historia ta mogła potoczyć się inaczej. Gdy Rochunga ledwo poznał angielski zaczął zajmować się handlem papierosami i innymi towarami. Ojciec jednak stanowczo przypomniał mu, że ma przecież inną misję. Chłopak zmagał się z tym jakiś czas, bo handel  sprawiał mu dużo przyjemności. W końcu postanowił żyć dla Chrystusa na 100%.

Ludzie, którzy spełniają w życiu zalecenia Słowa Bożego, ci, którzy wiedzą, co sprawia Panu radość i czynią to, wiedzą też, że usłyszą w końcu takie słowa: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego." Mat25,23

Ta Nehemiaszowa radość Pana daje siłę Kościołowi do rzetelnego, mądrego i konkretnego przygotowania się na wielkie, wspaniałe wesele. "Cieszmy się i radujmy, i oddajmy mu chwałę, bo nadeszło wesele Baranka, a jego małżonka się przygotowała." Obj 19,7

poniedziałek, 9 listopada 2020

Lepiej by mu było, gdyby się nie urodził

(O wyborze Judasza)

Dzisiejsi protestujący uważają, że lepiej by było, aby człowiek, który ma jakieś wady ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia albo nieuleczalnej choroby w ogóle się nie urodził. Aborcja byłaby dla niego lepsza, niż gdyby całe życie miał cierpieć; a też lepsza dla jego bliskich, którzy skazani byliby na brak wygody i nieustanne poświęcenie. A gdyby tak lekarze mogli przewidzieć tępotę duchową i odrzucenie miłości Boga już na etapie płodu…? Taki lekarz wówczas poinformowałby matkę, że jej płód, jak dorośnie, w okrutny sposób zdradzi Kościół i Chrystusa i może być zagrożeniem dla jej życia. Matka z bólem serca prawdopodobnie dokonałaby aborcji. To będzie dla niego lepsze - stwierdziłaby -  dostanie się do wieczności i na pewno nie będzie cierpieć wiecznych mąk, bo nie zdąży uczynić nic złego ani dobrego. 

Słowa Jezusa o Judaszu z Mat 26,24: „Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim napisano, lecz biada temu człowiekowi, który Go wydaje. Lepiej by mu było, gdyby się ten człowiek nie urodził.” nie zostawiają cienia wątpliwości, że ten „syn zatracenia” podjął złą decyzję, dokonał złego wyboru. Ale też słowa te nie świadczą o nietrafionym wyborze Jezusa. Jezus wybrał dwunastu i mówi: "Ja znam tych, których wybrałem" J13,18 . Tylko Bóg wie co dobrego, a co złego uczynią, więc Jego wybór jest niezależny od ich uczynków. Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus nie ujawnia oficjalnie zdrajcy, zna jego serce, ale daje mu szansę na zmianę aż do końca.

A i dzisiaj w społecznościach wywołanych, wybranych z tego świata, w kościołach są ludzie, których życie, uczynki, słowa i muzyka mogą być identyczne jak prawdziwie wierzących, lecz pocałunkiem uwielbienia zdradzają Kościół. Ich główną motywacją nie jest przynoszenie Bogu chwały. Są złodziejami i zdrajcami, choć pewnie nikt by ich tak nie nazwał. Jak ich poznać? Prawdę o Judaszu Jezus wyjawił uczniowi, który go szczególnie miłował. Bliskie, codzienne przebywanie z Jezusem daje możliwość jaśniejszego widzenia rzeczywistości, rozróżniania duchów, rozpoznawania i przekazywania Bożych prawd w Duchu Świętym. Być może tacy uczniowie, którzy są blisko Jezusa będą posądzani o bezduszność, o osłabianie zapału dzisiejszych bojowników modlitwy, i w ogóle o osłabianie zapału całego ludu, tak jak to było w przypadku Jeremiasza, którego za to wrzucili do cysterny (Jer 38,1-6); lecz ich rola w pracy dla Królestwa Bożego jest nieoceniona.

Może rzeczywiście lepiej by było, gdyby wielu złych ludzi się nie urodziło. Ale w żadnym wypadku nie możemy o tym decydować. Możemy zaś zdecydować o przemianie swojego serca, możemy przyjąć twardą i trudną naukę Mistrza wiedząc, że tylko u Niego są słowa życia (J6,60), możemy przyjąć Jego surowe, bolesne pouczenie, aby potem wydać błogi owoc sprawiedliwości (Hbr12,11).