Moje refleksje
...Biblijne
sobota, 31 października 2026
Tak sobie myślę…
„Tak sobie myślę o tym łotrze. Myślę sobie, czy na pewno to milczenie Jezusa wobec niego oznacza odrzucenie. Czy to, że Jezus zwrócił się do tego po prawej, tego dobrego, obiecał mu raj… czy to znaczy, że temu, któremu nic nie powiedział, miał do zakomunikowania jakąś złą nowinę?
A może raczej to było milczenie szacunku, milczenie zgody na tego człowieka takim, jakim był - na jego bunt, na jego konsekwencje aż do śmierci - on się nie będzie nikomu podlizywał, zbyt cenił sobie własną godność. To może był jego sposób na poradzenie sobie z umieraniem. I może Jezus patrząc na niego i milcząc, mówił mu: rozumiem cię, i szanuję twoją postawę, twój wybór.
I tak sobie myślę, że kiedy już wszyscy trzej znaleźli się po drugiej stronie, poza granicą życia i śmierci, że Jezus wziął za ręce obydwu swoich towarzyszy, nie tylko tego dobrego, i obydwu zaprowadził do raju. I tak sobie myślę, że ten zły wtedy już wcale się nie opierał.
Zły łotr do końca życia chciał pozostać sam, nie chciał się nikomu powierzyć, nikomu zaufać, wobec nikogo zaryzykować bliskość, okazanie słabości.
Jezus się na to zgodził. Mógł się na to zgodzić. Nie narzucać. Także nam, kiedy tacy jesteśmy, kiedy próbujemy do końca po swojemu, do końca, mówiąc: dam sobie radę, nie potrzebuję cię.
Tu się zgadza, tu na ziemi, Bóg się na to zgadza, ale ani ten zły łotr, ani Piłat, ani Herod, ani wysoka rada, ani ten bezimienny tłum Rzymian i Żydów, w jednym Jezusowi nie mogli przeszkodzić, w tym by ich, a w nich także nas, aby ich kochał. I w tym by im, a w nich także nam, tej miłości, najpóźniej, po naszej śmierci nie okazał.
Łotr mógł dostać już tutaj, ale nie chciał brać. Tak samo było z pozostałymi: z Herodem, z Piłatem, kapłanami. Tak jest tutaj, tutaj można od Boga nie brać, ale to nie znaczy, że Jezus nie mógł im, a w nich nam wszystkim tego, co najważniejsze, swojej miłości, swojego zbawienia, to znaczy ratunku, ofiarować tam”.
***
Jakże miło robi się na sercu, gdy słyszy się takie słowa. Wypowiedział je pewien znany przeor. Niestety takie nauczanie jest antybiblijne, czyli antychrystusowe. Nauka ta zahacza o uniwersalizm soteriologiczny. Biblia często przestrzega przed fałszywą nauką, innym Jezusem, inną ewangelią. A to jest właśnie inna ewangelia. Brzmi optymistycznie, wychwala miłosierdzie Boga, Jego wyrozumiałość i wielką miłość; nic przy tym nie mówiąc o odpowiedzialności człowieka, o konieczności nowego narodzenia i życiu w Duchu Świętym. Uniwersalizm prowadzi do duchowego lenistwa, relatywizmu moralnego, lekceważenia słów Boga.
Nauka przeora to myślenie życzeniowe (ang. wishful thinking, potocznie chciejstwo) czyli błąd poznawczy i mechanizm psychologiczny, w którym człowiek kształtuje swoje przekonania, decyzje oraz oceny sytuacji pod wpływem własnych pragnień, marzeń lub oczekiwań, a nie twardych dowodów i faktów.
W Ewangeliach Jezus wielokrotnie ostrzega przed „gehenną”, „ogniem niegasnącym” oraz „ciemnością na zewnątrz”. W Ewangelii wg św. Mateusza (Mt 25, 46) pada kluczowe zdanie: „I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego”. I jeszcze: „Wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli” (Łk 13, 24). „Nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych” (Łk 13, 27-28). Nauka apostolska radykalnie wyklucza czyściec i uniwersalizm.
Tak sobie myślę, że może kiedyś przeor Jacek doświadczy metanoi, zmiany myślenia, nawróci się i ochrzci (Mk 16,16), zostanie ochrzczony Duchem Św., stanie się uczniem Chrystusa i otrzyma dar życia wiecznego. Chciałbym.Tak sobie myślę… myślę o ludziach, w których jest jeszcze tchnienie, o ludziach mi współczesnych… może odpowiedzą na piękno Ewangelii, na ogromną, niezgłębioną miłość Chrystusa… wtedy będą już za życia pewni swojej wieczności, już za życia osadzeni w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie (Ef 2, 5-6).
„Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne, kto natomiast odmawia Synowi posłuszeństwa, nie zobaczy życia, lecz ciąży na nim Boży gniew” (J 3,36).
Tak sobie myślę, że może w przeszłości było, a w przyszłości będzie wielu, którzy dostąpili i dostąpią zbawienia… tak sobie mogę myśleć, ale nie mogę tak sobie myśleć, że bez wiary można podobać się Bogu (Hebr 11,6), że ci, którzy zapierają się Pana nie sprowadzają na siebie nieszczęścia (2Pt 2,1), że wrogowie krzyża Chrystusa (Flp 3,18-19) będą zaprowadzeni przez Niego do raju.
Chrystus kocha każdego bezgranicznie, każdego rozumie, i to nie ulega wątpliwości, „On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi” (Mt 5,45); „On bowiem jest dobry dla niewdzięcznych i złych” (Łk 6,35). On rozumie motywacje, dramatyczną przeszłość, depresje, cierpienie i dlatego właśnie przyszedł, i dlatego ustanowił Kościół, który jest szpitalem dla dusz. Każdy ma więc szansę skorzystać, czerpać, pić; każdy ma w sobie cząstkę Boga i pustkę na kształt Chrystusa, każdy ma sumienie. Judasz miał mnóstwo sygnałów miłości, miał Chrystusa jakby ‘pod ręką’. Porównajmy sobie koniec życia Judasza i Piotra, albo Saula i Dawida. Albo współcześnie: zbrodniarz wojenny Hermann Göring kontra seryjny morderca Jeffrey Dahmer. Pierwszy do końca bronił reżimu Hitlera i swojego „honoru”. Drugi przyznał się do winy, wyraził skruchę i przeszedł głęboką przemianę duchową – uwierzył, że Chrystus przebaczył mu wszystko, oddał mu swoje życie, ochrzcił się i jest teraz ze swoim Panem. A przecież w obliczu chęci zemsty rodzin zamordowanych i hejtu opinii publicznej mógł usprawiedliwiać się chorobą psychiczną, mógł faktycznie zwariować, mógł popaść w depresję, lub popełnić samobójstwo. Determinizm nie znosi odpowiedzialności za dokonywane wybory, jednak w wymiarze soteriologicznym ostateczne zmazanie winy dokonuje się poprzez krew Chrystusa. Tu i teraz, a nie tam i potem: „postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd...” (Hebr 9,27), „A prócz tego wszystkiego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że ci, którzy chcieliby stąd przejść do was, nie mogą, ani stamtąd do nas się przedostać” (Łk 16,26).
Pół biedy, gdy „taksobiemyślenie” nachodzi młodych wierzących, z czasem Bóg wyprostuje im drogę (Flp 3,15). Problem w tym, że mówi to ktoś, kto uważa się za eksperta od spraw ducha, za nauczyciela i wykładowcę Bożych zasad (1Tm 1,7). Taka nauka prowadzi na manowce prostych ludzi szukających Prawdy. To już nie jest drobnostka, to - nomen omen - kardynalny błąd. Słowo Boże nie podlega dowolnemu wykładowi ani „taksobiemyśleniu” (2Pt 1,20-21). Posłuszeństwo Słowu jest fundamentem.
„Posłuszeństwo lepsze jest niż ofiara, a uważne słuchanie lepsze niż tłuszcz barani. Gdyż nieposłuszeństwo jest takim samym grzechem, jak czary, a krnąbrność, jak bałwochwalstwo i oddawanie czci obrazom” (1Sm 15, 22-23). Czary to zaklinanie rzeczywistości, to dostęp do mocy poza obszarem wyznaczonym przez Boga.
Tak sobie myślę… kto dzisiaj chciałby trzymać się ściśle Słowa…
„Lecz kto zachowuje jego słowo, w nim prawdziwie wypełniła się miłość Boga. Po tym poznajemy, że w nim jesteśmy” (1J 2,5).
wtorek, 20 października 2026
Karolina Tuz - Wyłączyłam miasto
Bardzo lubię, gdy muzyka czy poezja zaskakuje - i tu właśnie aranżacje są dużą siłą tego albumu, a teksty (kilku autorów) rozbudzają wyobraźnię, koją, dodają nadziei, pozwalają się uśmiechnąć.
Karolina i grający na flecie Włodzimierz są małżeństwem z wykształceniem muzycznym, są nauczycielami muzyki, mają własne studio domowe, w którym płyta została nagrana, a Karolina jest autorką muzyki i producentką. Płyta jest dopieszczona pod każdym względem. Wiele detali może umknąć przy powierzchownym słuchaniu tego eklektycznego dzieła. Nawiasem mówiąc, chętnie bym posłuchał instrumentalnych wersji piosenek, z rozbudowanymi solówkami. Cóż tu się dzieje: bas i kontrabas z perkusją to mocny szkielet, do którego przylegają: flet, gitary, akordeon (proszę zwrócić uwagę na piosenkę „Słońce i planeta”), syntezatory, ukulele, kalimba i wszędzie fenomenalne chórki. Gdzieniegdzie osobiście dałbym jeszcze dęciaki. Na „Krześle” usiadłem ze śmiechu, ale i z zadumy – najpierw spokojnie i lekko, potem ciężko i dynamicznie, z wokalizami niczym z Adiemusa Karla Jenkinsa; „pleców uraz”, „śmierci sęk”, no i ta „drewniana łąka”... same smaczki. „Jest mi dobrze tu” to udany duet z Krzysztofem Napiórkowskim. Ciekawa szata graficzna digipacku i czcionka w książeczce uzupełniają kunszt całości tegoż wydawnictwa.
Państwo Tuzowie, pytani w wywiadach, czy zawsze się śmieją i nigdy nie kłócą, odpowiadają twierdząco, co też da się odczuć na płycie: odpoczynek, pokój, poczucie humoru, stabilność, jedność – te wartości nie musiały być sztucznie pompowane, płyta emanuje naturalnością.
Zatem, parafrazując ostatnią piosenkę - „trzeba iść” do sklepu po płytę i wtedy „wreszcie poczujesz”.
Wspomnę też, że jestem szczęśliwym posiadaczem białego kruka, jakim jest 26-minutowa płytka „Sól” wydana chyba w 2008 roku przez Kościół Zielonoświątkowy w Szprotawie, z tekstami z Biblii. Na niej usłyszymy piękne dźwięki slide guitar, przeszkadzajki, gitarę akustyczną, klawisze, flety, akordeon i oczywiście imponujący (już wtedy) śpiew Karoliny.
https://www.karolinatuz.pl/
Koncert Quidam
Quidam + Colin Bass (Camel) + Emilia Nazaruk. 35-lecie twórczości. Flet, klawisze, gitara, bas, perkusja, trzy wokale. Przepiękny wieczór w gdańskim Parlamencie 15,10.2026r. Sanktuarium z 1996 roku na sam początek, potem Emilia opowiedziała jak spotkała Boga. Colin śpiewał: "Don't hold it back, take the chance you missed. Don't hold it back, fill the emptiness. Soon the time to say farewell, will come with no return. Older now but wiser from lessons we have learned". Czy momentami nie słychać było Latimera?
czwartek, 15 października 2026
Tylko to Imię zbawia
W Psalmach zadziwiająco często pojawia się słowo „imię” – w stu pięćdziesięciu Psalmach ponad sto razy (w Piśmie Świętym około 800). W Biblijnym rozumieniu imię to coś więcej niż określenie, którym kogoś nazywamy. Wiąże się z tym, kim dana osoba jest, jaka jest jej natura, charakter i reputacja. Kilka przykładów z Psalmów:
„ Oni w Twoim imieniu rozkochani…” 5,12; „Panie, nasz władco, jak wspaniałe jest Twe imię na tej ziemi!” 8,10; „Mocą Twego imienia gnieciemy przeciwników”44,6; „Zarówno Twe imię, Boże, jak i Twoja chwała sięgają krańców ziemi” 48,11; „Okryj ich twarze hańbą, niech szukają twojego imienia” 83,17; „Oddajcie Panu chwałę godną Jego imienia!” 96,8.
Człowiek znający imię Boże wyraźnie jest oddzielony od pozostałych. Król Dawid w 9 Psalmie mówi: „Ci, którzy znają Twoje imię, ufają Tobie”.
Biblia, zarówno Stary, jak i Nowy Testament, pokazuje, że ludzie różnią się nie tylko poglądami, lecz przede wszystkim stosunkiem do Boga, Jego Słowa i Jego działania. Pismo Święte wielokrotnie przedstawia dwa sposoby życia: zaufanie Bogu albo odrzucenie Go. Poznanie Jego imienia lub pozostanie na poziomie instytucjonalnej religii. W Starym Testamencie widzimy wyraźny podział na lud Boży i resztę świata („Dokonam rozróżnienia pomiędzy ludem moim i twoim” 2Moj 8,23). Zbawienie w imieniu Jezusa to także podział osobistego życia na dwa etapy. W Nowym Testamencie wielokrotnie apostołowie zwracają się do uczniów: kiedyś było tak i tak, a teraz jesteście tacy i tacy.
„Lecz Bogu niech będą dzięki, że wy, którzy byliście sługami grzechu, przyjęliście ze szczerego serca zarys tej nauki, której zostaliście przekazani (…) Gdy bowiem byliście sługami grzechu, byliście dalecy od sprawiedliwości”. Rz 6,17 i 22
„Byliście w tamtym czasie bez Chrystusa, obcy względem społeczności Izraela i obcy przymierzom obietnicy, niemający nadziei i bez Boga na świecie. Lecz teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa”. Ef 2,12-13
„Byliście bowiem niegdyś ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu”. Ef 5,8
„I was, którzy kiedyś byliście obcymi i wrogami umysłem w niegodziwych uczynkach, teraz pojednał; w jego doczesnym ciele przez śmierć, aby was przedstawić jako świętych, nieskalanych i nienagannych przed swoim obliczem”. Kol 1,21-22
„Wraz z nim zostaliście pogrzebani w chrzcie, w którym też zostaliście wespół wzbudzeni przez wiarę w moc Boga…”. Kol 2,12
Zatem „Kto uwierzy i ochrzci się, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony” Mk 16,16. Chrzest również udzielany jest w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, i wbrew obiegowej, opacznej opinii, następuje w wieku świadomym – oddziela stare życie od nowego.
Zbawienie w imieniu Jezusa to przylgnięcie do Niego całym sercem, naśladowanie Go, przejęcie się i bojaźń oraz radość i pewność życia wiecznego. Zbawienie to osobiste spotkanie z Chrystusem, z Jego Słowem oraz stała relacja, skutkująca wzrostem wiary. Zbawienie to zmiana myślenia.
To prawda, że ludzie zmieniają swoje życia. Ostatnio słyszałem jak słynny raper mówił, że kiedyś był na egotripingu, a teraz dojrzał i zaczął być altruistą. Ludzie mogą wyjść z depresji, wygrać z rakiem, zostać uwolnieni z demonicznych wpływów, mogą osiągać sukcesy w wielu pięknych dziedzinach, mogą uczestniczyć w wielu obrzędach, sakramentach czy rytuałach, mogą też doskonalić swoją osobowość, uczyć się od najlepszych mistrzów, kapłanów, rabinów czy guru… To wszystko w żadnym wypadku nie daje wyjścia z ciemności duchowej. Dar życia wiecznego, zbawienie od grzechu, potępienia, gniewu i sądu Bożego jest tylko w imieniu Jezus, ponieważ „nie ma w nikim innym zbawienia; gdyż nie dano ludziom żadnego innego imienia pod niebem, w którym moglibyśmy być zbawieni” Dz 4,12.
poniedziałek, 7 września 2026
Morsefest 2026
https://www.youtube.com/watch?v=wPW1S58z1Gc
Poznaliśmy tam kilku wspaniałych ludzi, w tym Polaków, więc kilka książek „Testimony – inspirująca, duchowa podróż muzyka prog-rockowego” trafiło w dobre ręce. (Kto jeszcze by chciał – zapraszam do kontaktu). Cieszę się też ze spotkania z Rossem Jenningsem założycielem Haken, jego solowy występ był supportem NMB. Zapytałem czy czytał „Testimony” – odparł, że oczywiście. Drugim supportem był brytyjski I Am The Manic Whale.
Wielkie podziękowania dla Agaty i Davida za gościnność!!!
niedziela, 5 lipca 2026
Refleksja pokoncertowo-książkowa (Neal Morse w Gdańsku)
Z takimi ludźmi można konie kraść!
To niezwykłe, że premiera autobiografii Neala Morse’a i jego koncert w Gdańsku doszły do skutku. Miałem to szczęście i zaszczyt organizacji jego koncertu w Gdańsku 16.06.2026 r. Przyłożyłem też rękę do polskiej wersji jego autobiografii ("Testimony - inspirująca, duchowa podróż muzyka prog-rockowego”). Myślałem, że książka ukaże się już 10 lat temu, ale nie było to takie proste. Dopiero w ostatnim roku ruszyły intensywne prace i jako Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE wydaliśmy kolejną pozycję w czerwcu tego roku – „Testimony – inspirująca, duchowa podróż muzyka prog-rockowego”. Szymon Matusiak (tłumacz, kaznodzieja, muzyk, kompozytor, były Świadek Jehowy) przełożył książkę na język polski, wielką pracę nad tekstem wykonała Ania Biernacka, a my z Tomkiem Biernackim nanosiliśmy drobne poprawki. Pod koniec mój nealocentryzm dał się nam wszystkim we znaki, odczuwaliśmy dość mocne zmęczenie tematem, ale trzeba było wytrwać do końca i warto było. Cały ten czas i pracę powierzaliśmy Bogu i Jemu oddajemy chwałę za to, że wszystko się udało. A mogło się nie udać – drukarnia mogła nie dotrzymać terminu, Neal mógł do Gdańska nie dolecieć, na koncert mogła przyjść tylko garstka ludzi, itd. W tym koktajlu koncertowo-książkowym najbardziej zachwycony byłem współpracą z Tomkiem i Anią. Terminowość, fachowość, uprzejmość, szybka wymiana informacji, chęć służenia jedni drugim, zaangażowanie, komfort i przyjemność pracy. Z takimi ludźmi można konie kraść! Równie wielką radość miałem, gdy poprosiłem mojego Emanuela o nagłaśnianie koncertu – zgodził się bez wahania i nawet wziął urlop na ten dzień, a moja Jaśmina specjalnie przyjechała z Poznania na dwa dni organizując sobie pracę zdalną i w ten sposób bardzo pomogła przy sprzedaży książek i płyt (była niezła kolejka). Nie muszę dodawać, że nagłośnienie i obsługa stoiska były perfekcyjne.
Piosenka The River zaśpiewana na koniec koncertu i na początek nabożeństwa następnego dnia mówi o spotkaniu z Bogiem nad rzeką; mówiłem o tym na koncercie, że mamy niedaleko rzekę, mamy też tu szczególne miejsce spotkania z Bogiem i każdej niedzieli wsłuchujemy się w Głos Żywego Boga. Podobno Sandra pracuje nad tym, żebyśmy mogli śpiewać tę piosenkę w naszym języku. Już dawno wiedziałem, że w duecie z Nealem idealnie zaśpiewa ten utwór Noemi Kolesnyk. Świetnie wypadli akompaniując – Krzysiek Załuski na perkusji i Andrzej Kolesnyk na basie (Andrzej poświęcił się, mimo, że nie miał wolnego czasu).
Bardzo się cieszę też z supportu Neala, czyli występu Andrzeja i Aleny Pleskacewicz. Usłyszeliśmy dwie piosenki – jedną autorską Aleny, a druga to „Creed” (często określany też jako „Credo”) to jeden z najbardziej ikonicznych utworów amerykańskiego muzyka i wokalisty chrześcijańskiego Richa Mullinsa. Piosenka pochodzi z 1993 roku i jest grana na cymbałach, a takim instrumentem dysponuje Alena. Zamówiłem sobie ten utwór u nich i moim zdaniem wyszedł fenomenalnie.
Teksty piosenek Neala i ich tłumaczenie to owoc całonocnej pracy Gosi i Piotra Domańskich z Belgii (byli tu z nami na Nealu 12 lat temu), którzy też pomagali w organizacji koncertów i w pracy nad książką, a super-profesjonalne wyświetlanie to zasługa Agaty Maciołowskiej.
Bardzo sobie też cenię kontakt i absolutnie fantastyczną : ) współpracę wydawniczo-dystrybutorską z Tadeuszem Adamczakiem (sklep.af.com.pl).
W organizacji koncertu i wydaniu książki, poza wymienionymi powyżej, chciałbym podziękować wielu ludziom, którzy kupili Blu-Ray/DVD z występem Neala sprzed 12 lat – cały dochód przeznaczony został na powyższe cele; a także takim osobom jak (kolejność przypadkowa):
Iza Mazur, red. Artur Chachlowski, Piotr Lemański, Gabrysia i Marian Biernaccy, Aniela Irzabek, Jacek Słaby, Mariusz Danielak, Łukasz Zwoliński, Tomasz Zalewski, Zdzisław Flaszyński.
A przede wszystkim dziękuję Osobie Pana Jezusa Chrystusa – to wszystko było dzięki Niemu i dla Niego.
wywiad z Nealem Morsemponiedziałek, 11 maja 2026
Joel Ross – Gospel Music
Joela poznałem w tym roku. Najpierw z płyt, potem na koncercie w Gdańsku 9.05.2026r. ze swoim kwintetem (z przeciekawym supportem - Royber Trio Mikołaja Trzaski) i nawet chwilkę udało mi się z chłopakiem (ur. 1995r.) pogadać. Syn baptystycznego dyrygenta chóru oraz dziecko słynnego Blue Note’u. Wibrafonista nagrał 5 albumów jako lider i w wielu brał udział jako muzyk sesyjny.
Warto w tym momencie przytoczyć krótką historię Blue Note Records. Wytwórnia została założona w 1939 roku w New York City przez dwóch niemieckich emigrantów żydowskiego pochodzenia: Alfreda Liona i Francisa Wolffa. Obaj uciekli z nazistowskich Niemiec przed wojną.
W historii Blue Note Records są właściwie dwa różne światy. Jeden pachnie dymem klubowym, nowojorskim asfaltem i nocnymi sesjami nagraniowymi Rudy’ego Van Geldera. Drugi – współczesny – jest bardziej globalny, świadomy wizerunku, cyfrowy i stylistycznie otwarty. A jednak oba światy łączy to samo: poszukiwanie emocji, indywidualnego głosu i pewnej duchowej intensywności.
W latach 60. i 70. Wayne Shorter, Herbie Hancock, Lee Morgan czy Andrew Hill tworzyli muzykę gęstą, nieprzewidywalną, czasem surową. Jazz był wtedy czymś więcej niż estetyką — był językiem miasta, polityki, napięć rasowych i artystycznej wolności. W tle znajdował się Nowy Jork epoki kryzysów, zadymionych klubów i środowiska artystycznego żyjącego właściwie nocą.
Współczesne Blue Note reprezentują m.in. Robert Glasper, Immanuel Wilkins, Ambrose Akinmusire czy właśnie Joel Ross. Ich muzyka nadal bywa ambitna, ale znacznie częściej przenika się z hip-hopem, elektroniką, neo-soulem i współczesnym R&B. Dzisiejszy jazz Blue Note nie walczy już o obecność w kulturze — raczej próbuje odnaleźć się w świecie nadmiaru bodźców i streamingu.
Różni się także sam styl bycia muzyków. Artyści dawnych dekad często wyglądali elegancko, ale naturalnie: garnitury, cienkie krawaty, długie płaszcze, papieros w dłoni. Był w tym pewien chłód i dystans. Współcześni muzycy Blue Note są bliżsi kulturze streetwearu i artystycznej indywidualności — szerokie fasony, sneakersy, wpływy mody afroamerykańskiej i estetyki alternatywnej. Dawny jazzman chciał wyglądać profesjonalnie; współczesny często chce wyglądać autentycznie.
Ciekawe są też różnice duchowe. W jazzie lat 60. chrześcijaństwo i duchowość często miały charakter mistyczny lub symboliczny. John Coltrane — choć nie był artystą Blue Note (jedynie znakomita płyta „Blue Train” pochodzi spod szyldu BNR) — ogromnie wpłynął na całe środowisko, wprowadzając do jazzu język modlitwy, transcendencji i poszukiwania Boga. Wielu muzyków łączyło chrześcijaństwo z filozofią Wschodu, islamem albo afrykańską duchowością.
Współcześni artyści Blue Note częściej mówią o wierze bardziej osobiście i społecznie — jako o źródle tożsamości, nadziei czy refleksji nad wspólnotą i o potrzebie nowego narodzenia. U Immanuela Wilkinsa słychać wpływ muzyki kościelnej i gospel, ale podany w nowoczesnym, często bardzo emocjonalnym języku.
Paradoksalnie jednak oba okresy łączy podobna idea: jazz Blue Note pozostaje muzyką ludzi szukających czegoś głębszego niż rozrywka. Niezależnie od tego, czy słuchamy chłodnego tonu Wayne’a Shortera, czy współczesnych medytacyjnych kompozycji Joela Rossa, wciąż słychać próbę opowiedzenia świata bardziej intuicyjnie, duchowo i osobiście niż pozwala na to większość współczesnej muzyki popularnej.
W latach 60. i 70. wielu afroamerykańskich muzyków jazzowych wychowywało się w kulturze protestanckiej — baptystycznej, metodystycznej albo ogólnie związanej z gospel. Nawet jeśli później odchodzili od praktyk religijnych, język chrześcijański pozostawał ważny muzycznie i kulturowo. Problem w tym, że środowisko jazzowe tamtej epoki było jednocześnie mocno związane z poszukiwaniami duchowymi poza klasycznym chrześcijaństwem, muzycy raczej sięgali po hinduizm, buddyzm, islam i wschodni mistycyzm.
Współczesna scena Blue Note wygląda trochę inaczej. Wielu młodszych muzyków — szczególnie związanych z gospel, neo-soulem i sceną nowojorską — otwarcie mówi o chrześcijańskich korzeniach. Dotyczy to np. środowisk, z których wywodzą się Robert Glasper czy Immanuel Wilkins. W ich muzyce często słychać wpływ kościoła afroamerykańskiego: harmonii gospel, emocjonalności nabożeństw, chóralności czy idei wspólnoty.
Poza Joelem Rossem i Immanuelem Wilkinsem warto wymienić takich artystów jak:
Robert Glasper - dorastał w środowisku kościelnym, jego matka była związana z gospel. Glasper wielokrotnie mówił o wpływie muzyki kościelnej na swoją harmonię, rytm i sposób grania. Nie jest artystą „religijnym”, ale gospelowe DNA jest u niego bardzo silne.
Gregory Porter - mocno związany z chrześcijańskim wychowaniem i tematami duchowymi. W jego twórczości często pojawiają się motywy przebaczenia, nadziei, godności i miłości bliźniego.
José James - nie jest kojarzony bezpośrednio z chrześcijaństwem, ale wielokrotnie mówił o duchowym wymiarze muzyki i wpływie gospel/soulu.
Kandace Springs - wyraźnie wyrasta z tradycji gospel, soulu i muzyki kościelnej amerykańskiego Południa.
Charles Lloyd - choć starszego pokolenia, nadal związany ze współczesnym Blue Note. Bardzo duchowy artysta; jego język religijny bywa chrześcijański, ale też szeroko mistyczny.
Terrace Martin - mocno nasiąknięty tradycją gospel i kościelnej muzyki Los Angeles, nawet jeśli działa bardziej na styku jazzu, hip-hopu i R&B.
Brian Blade - jest bardzo związany ze współczesnym światem Blue Note Records. Syn baptystycznego pastora, lider Brian Blade Fellowship, często wypowiada się o wpływie kościoła na jego muzykę i oczywiście na życie. W wywiadach często mówi o łasce, wdzięczności, duchowym wymiarze improwizacji, muzyce jako formie służby i wspólnoty.
Chwilę po koncercie Joela, byłem w jego garderobie z prośbą o autograf. Zapytałem chłopaków czy są 'born-again christians', odpowiedzieli: Yes. Na jednym z ostatnich wpisów na swoim facebooku Joel zamieszcza fragment hymnu autorstwa angielskiego pastora Edwarda Mote (1797–1874), oraz znamienny werset z Ewangelii Mateusza o konsekwencjach budowania na piasku i trwałości budowli na skale.
„My hope is built on nothing less
than Jesus’ blood and righteousness;
I dare not trust the sweetest frame,
but wholly lean on Jesus’ name.
On Christ, the solid rock, I stand;
all other ground is sinking sand,
all other ground is sinking Sand”.
“Everyone then who hears these words of mine and does them will be like a wise man who built his house on the rock. And the rain fell, and the floods came, and the winds blew and beat on that house, but it did not fall, because it had been founded on the rock. And everyone who hears these words of mine and does not do them will be like a foolish man who built his house on the sand. And the rain fell, and the floods came, and the winds blew and beat against that house, and it fell, and great was the fall of it.” Matthew 7:24.















