niedziela, 4 stycznia 2026

Członkostwo - cały czas źle to rozumieliśmy

Książka Jonathana Leemana „Członkostwo w kościele – skąd ludzie mają wiedzieć kto reprezentuje Jezusa?” to bardzo ważna pozycja na rynku literatury chrześcijańskiej. Z jednej strony przywykliśmy w naszym kraju do anonimowości w kościele rzymskokatolickim (choć większość ewangelicznych chrześcijan w Polsce, nie z własnej woli, jest formalnie jego członkami – oficjalna apostazja wymaga oficjalnych dokumentów, choć w tym wypadku nie jest to nikomu potrzebne), a z drugiej strony widzimy aktywne i zorganizowane zbory Świadków Jehowy. A z trzeciej strony – w kościołach protestanckich powiew demokratycznej wolności i rozwój mediów społecznościowych rozwiał chęć identyfikowania się z lokalną wspólnotą. I jak tu ma wykonywać swoją pracę słowo: „Żelazo ostrzy się żelazem, a zachowanie swojego bliźniego wygładza człowiek” (Przyp 27,17). Powróćmy do nauki apostolskiej! – zdaje się wołać autor na kartach książki. Już same tytuły rozdziałów zmuszają do refleksji i zmiany nastawienia. „Cały czas źle to rozumieliśmy”, „Sprawa poważniejsza niż nam się wydaje”, „Jakie są standardy członkostwa”, „Czy członkostwo wszędzie musi wyglądać tak samo?”, „W jaki sposób członkostwo definiuje miłość”… itd.

Zdarzają się wyjątki, kiedy brak członkostwa jest zrozumiały (chwilowo). Na przykład silny strach i opór przed związaniem się z jakąś grupą ludzi z powodu wcześniejszych zranień i nieszczęśliwych doświadczeń w jakiejś sekcie. Albo ktoś przeprowadza się do innego kraju, w którym nie może znaleźć zdrowej społeczności, a jego rodzima się rozpadła. W takich lub podobnych przypadkach nie sądzimy z pozoru, ale wykażemy się troską, delikatnością, wyrozumiałością, cierpliwością i mądrością. Lecz generalnie, chrześcijaństwo to zbory Boże. Bóg przemawia do każdej wspólnoty inaczej, widzimy to w listach do zborów w Księdze Objawienia. Chodząc do kościoła raz tu, raz tam, mijamy się z Bożym przesłaniem dla nas, karmimy się pokarmem przeznaczonym nie dla nas. Przylgnijmy więc do jednej wspólnoty całym sercem. Nawet gdy ktoś z powodu pracy, w zborze jest tylko raz w roku – nie powinien się zrzekać członkostwa, chyba że je przenosi do miasta, w którym pracuje, lub się przeprowadził – to już są indywidualne ustalenia rodzinne. Podobnie student zmieniający miasto na pięć lat – albo zostaje członkiem w nowym mieście, albo w poprzednim. Sławny piosenkarz chrześcijański nie rezygnuje ze swojego zboru (żeby niby nie promować tylko jednej denominacji, bo to rzekomo skłóca fanów – ostatnio taką wypowiedź gdzieś słyszałem), tym bardziej osoby nie chodzące do zboru z powodu ciężkiej choroby – trzymają się swojej wspólnoty, bo wiedzą, że lokalny zbór walczy o nich w modlitwie i opiekuje się nimi.

Chrześcijanin, który oczekuje na przyjście Chrystusa, przez członkostwo dowodzi, że chodzi w pewności zbawienia i miłuje braci; ewangeliczny lokalny zbór Pański oparty na Biblii uznaje członkostwo jako obowiązek i nie ma to nic wspólnego z legalizmem.

Poniżej kilka fragmentów z książki Leemana.
***

Niestety w trakcie tego procesu nabraliśmy tendencji — szczególnie od czasów drugiego wielkiego przebudzenia z XIX w. — do przedkładania roli charyzmatycznych przywódców i nadzwyczajnych ruchów ewangelicznych ponad formalne urzędy kościoła i zwykłe środki łaski. „Szybkie i łatwe” pokonało „sprawdzone i przetestowane”. Gwałtownemu wzrostowi liczebnemu nie towarzyszył równie szybki wzrost w łasce. Jako klucz do sukcesu zaczęto postrzegać konkretne wyniki, a nie formalne struktury. Po drodze wielu z nas dorastało w cieniu ewangelizacyjnego hasła „Nie proszę cię, abyś przyłączył się do kościoła, ale abyś zaakceptował Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela”.
Nie dziwi zatem, że po kilku następujących po sobie tego typu ruchach ewangelicznych „bycie zbawionym” przestało mieć jakikolwiek związek z przyłączeniem się do kościoła. Również obecnie mamy do czynienia z ruchami ewangelicznymi, które usunęły członkostwo w kościele z pola widzenia.
***

Tak naprawdę to nie chcesz czytać książki o członkostwie w kościele. Rozumiem. Może ktoś ci tę książkę podarował. Może zastanawiasz się, czy byłaby przydatna dla innych. Uczciwie mówiąc, temat członkostwa w kościele nie wydaje się szczególnie interesujący. Stajesz się chrześcijaninem i przyłączasz się do kościoła. To w zasadzie wszystko, prawda?
***

Może zaczęliśmy tak rozumieć kościół lokalny ze względu na protestancki nacisk na miejsce głoszenia i sprawowania obrzędów. Może daliśmy się ogłupić myśleniu obecnemu w zachodnich demokracjach, które postrzegają kościoły jako stowarzyszenia wolontariuszy. A może to stuletnia już praktyka bycia konsumentami. Nie wiem. Poniżej jednak przedstawiam niektóre symptomy naszego błędnego myślenia:

- Chrześcijanie mogą sądzić, że nie ma nic złego w przychodzeniu na stałe do jednego kościoła bez konieczności przyłączenia się do niego.
- Chrześcijanie myślą o ochrzczeniu się, jednak bez przyłączania się do kościoła.
- Chrześcijanie przystępują do Wieczerzy Pańskiej bez przyłączania się do zboru.
- Chrześcijanie postrzegają Wieczerzę Pańską jako prywatne, mistyczne doświadczenie wierzących, a nie jako czynność przeznaczoną dla członków Kościoła, którzy zostali włączeni w jedno ciało.
- Chrześcijanie nie integrują swojego codziennego życia z życiem innych świętych.
- Chrześcijanie zakładają, że mogą mieć nawyk nieuczęszczania na nabożeństwa, nie chodzić kilka niedziel z rzędu, miesiąc czy nawet dłużej.
- Chrześcijanie podejmują ważne życiowe decyzje (przeprowadzka, przyjęcie awansu, wybór małżonka itd.) bez rozważania ich skutków dla relacji w kościele lub bez konsultowania ich z pastorami czy innymi członkami społeczności.
- Chrześcijanie kupują domy lub wynajmują mieszkania, nie biorąc pod uwagę, jak odległość czy koszty wpłyną na ich możliwość służenia w kościele.
- Chrześcijanie nie uświadamiają sobie, że są częściowo odpowiedzialni zarówno za duchowy, jak i materialny dobrobyt innych członków kościoła, nawet tych, których nie znają. Gdy ktoś płacze, to w samotności. Gdy ktoś się cieszy, cieszy się w samotności.

Podstawowa choroba, która stoi za tymi symptomami, choroba, która — muszę przyznać - płynie także w mojej krwi, to choroba żywiąca się założeniem, że mamy autorytet, aby wieść nasze chrześcijańskie życie w całkowitej niezależności. Dopasowujemy puzzle z napisem „kościół”, kiedy chcemy i gdzie chcemy.
***

Bycie chrześcijaninem jest jednoznaczne z przynależnością do kościoła. Nikt nie zostaje zbawiony, aby później samotnie błąkać się to tu, to tam, i zastanawiać, czy dołączyć do kościoła czy nie. Ludzie pokutują, a następnie zostają ochrzczeni we wspólnotę kościoła. To działa automatycznie, tak jak bycie adoptowanym oznacza, że natychmiast zasiada się do stołu ze swoimi braćmi i siostrami.
Koncepcja członkostwa w kościele przewija się we wszystkim, co czytamy i słyszymy (…): Barnaba i Paweł przebywali razem w zborze (Dz 11:26); targnął się król Herod na niektórych członków zboru i począł ich gnębić (Dz 12:1); zgromadzili zbór (Dz 14:27). Bycie członkiem kościoła oznacza bycie osobą, która wraz z innymi stanowi kościół.
***

- ciało kościoła oficjalnie uznaje wyznanie wiary i chrzest danej osoby za wiarygodne,
- ciało kościoła obiecuje sprawować nadzór nad uczniostwem tej osoby;
- osoba ta formalnie poddaje swoje uczniostwo pod autorytet i na służbę kościoła i jego przywódców.

Ciało kościoła mówi osobie: „Uznajemy za ważne twoje wyznanie wiary, chrzest i bycie uczniem Chrystusa. Dlatego publicznie potwierdzamy twoją przynależność do Chrystusa i nadzór naszej wspólnoty”. Osoba mówi kościołowi: „Uznając was za wierny, głoszący ewangelię kościół, poddaję moją obecność i uczniostwo waszej miłości i nadzorowi”.
W pewien sposób przypomina to nieco „Tak, chcę”, wyznawane podczas ceremonii ślubnej, dlatego niektórzy mówią o przymierzu z kościołem lokalnym.
***

Czy zaczynasz Już rozumieć, dlaczego nieustannie powtarzam, że nie ma drugiej takiej rzeczy na świecie jak kościół lokalny i jego członkowie? Nasze relacje w kościele lokalnym okażą się w ostateczności silniejsze niż więzy fizycznego ciała, bezpieczniejsze niż objęcie ojca, bardziej jednoczące niż miłość braterska, bardziej wytrzymałe niż kamienny dom, bardziej święte niż kapłaństwo - i długo tak jeszcze moglibyśmy wymieniać.
To właśnie przygotował dla nas Jezus w chwale i to właśnie zaczynamy wcielać w życie już dzisiaj.
***

DWANAŚCIE POWODÓW, DLA KTÓRYCH CZŁONKOSTWO JEST WAŻNE

1. Jest biblijne. Jezus ustanowił kościół lokalny l wszyscy apostołowie służyli przez kościół lokalny. Życie chrześcijańskie w Nowym Testamencie to życie kościoła. Chrześcijanie dzisiaj powinni oczekiwać i pragnąć tego samego.

2. Kościół to jego członkowie. Być kościołem w Nowym Testamencie to być jednym z jego członków (zob. Dzieje Apostolskie). Chcesz być częścią Kościoła, ponieważ właśnie po Kościół przyszedł Jezus, aby go uratować i pojednać ze sobą.

3. To niezbędny warunek Wieczerzy Pańskiej. Wieczerza Pańska stanowi posiłek zgromadzonego kościoła, czyli jego członków (zob. 1Kor 11:20-33). A ty chcesz przystępować do Wieczerzy Pańskiej. To sztandar, który sprawia, że drużyna kościoła jest widoczna dla świata.

4. W ten sposób oficjalnie reprezentujesz Jezusa. Członkostwo jest potwierdzeniem twojego obywatelstwa w Królestwie, paszportem pozwalającym ci na reprezentowanie Jezusa wobec narodów. Chcesz, aby twoje przedstawicielstwo było umocowane. A w związku z tym...

5. W ten sposób deklarujesz, gdzie ślubowałeś swoją najwyższą lojalność. Twoje członkostwo w społeczności, które staje się widoczne, gdy wznosisz sztandar Wieczerzy Pańskiej, to publiczne świadectwo tego, że twoja najwyższa lojalność została oddana Jezusowi. Mogą nadejść próby i prześladowania, ale twoje jedyne słowa to „Jestem chrześcijaninem”.

6. W ten sposób realizujesz biblijne obrazy i ich doświadczasz. To w obrębie struktur odpowiedzialności kościoła lokalnego chrześcijanie żyją i doświadczają połączenia z ciałem Jezusa, duchowej pełni Jego świątyni, a także bezpieczeństwa, intymności i współodpowiedzialności Jego rodziny.

7. W ten sposób służysz innym chrześcijanom. Członkostwo pomaga ci poznać, wobec których chrześcijan na ziemi jesteś szczególnie odpowiedzialny, których masz kochać, ostrzegać, zachęcać i którym służyć. Pozwala ci wypełnić biblijny nakaz, aby brać odpowiedzialność za ciało Chrystusa (np. Ef 4:11-16.25—32).

8. W ten sposób podążasz za przywódcami chrześcijańskimi. Członkostwo pomaga ci poznać, których przywódców chrześcijańskich na ziemi jesteś powołany naśladować i którym jesteś winien posłuszeństwo. Pozwala ci też na wypełnienie biblijnej odpowiedzialności wobec nich (zob. Hbr 13:7.17).

9. Pomaga chrześcijańskim przywódcom wypełniać ich zadania. Członkostwo pomaga przywódcom chrześcijańskim poznać, za których chrześcijan na ziemi są odpowiedzialni (Dz 20:28; 1P 5:2).

10. Pozwala stosować dyscyplinę kościelną. Daje biblijną płaszczyznę do egzekwowania dyscypliny kościelnej z odpowiedzialnością, mądrością i miłością (1Kor 5).

11. Nadaje strukturę twojemu chrześcijańskiemu życiu. Umieszcza wezwanie skierowane do indywidualnego chrześcijanina, aby być posłusznym Jezusowi i Go naśladować, w rzeczywistych okolicznościach, w których faktycznie sprawowany jest nad nami autorytet (zob. J 14:15; 1J 2:19, 4:20-21). To Boży program uczniowski.

12. Powołuje świadków i świadczy narodom. Członkostwo sprawia, że niezwykłe panowanie Chrystusa staje się widoczne dla świata (zob. Mt 5:13; J 13:34-35; Ef 3:10; 1P 2:9-12) W granicach zakreślonych dla członkostwa w kościele zbiera się społeczność, która zaprasza narody do udziału w czymś lepszym. To Boży program ewangelizacyjny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz