wtorek, 17 marca 2026

Czy wystarczy być dobrym człowiekiem?



Temat dobroci ludzkiej to wynik moich rozmów, obserwacji, poszukiwań literackich i sieciowych. Mówi się powszechnie: Jestem dobrym człowiekiem, więc pójdę do nieba... Nie czynię zła, bo poniosę tego konsekwencje, no i przecież karma wraca... Ty masz swoją wiarę, ja mam swoją, ale czcimy tego samego Boga... Bądźmy dla siebie tolerancyjni... Myślę, że ważne, gdy się staram, w razie czego jest jeszcze czyściec... Do piekła trafią tylko ci najgorsi... A tak w ogóle wszyscy będą kiedyś w lepszym miejscu, bo gorzej chyba być nie może niż tutaj...

Dostałem ostatnio w prezencie książkę episkopalnego duchownego Richarda Hollowaya: „Krótka historia religii”. Autor spogląda z góry na całą historię, jakby kierował dronem na osi czasu i przestrzeni, pokazując nam najważniejsze i kluczowe elementy wielu religii, które próbują wyjaśnić sens życia, cierpienia i śmierci. Nie jest to zbiór suchych faktów i dat. Książkę czyta się jak powieść, narrator z wielkim szacunkiem i bez cienia kpiny zarysowuje w miarę neutralnie panoramę ludzkich wierzeń. Ląduje co jakiś czas i przygląda się z bliska codzienności Abrahama, lub przysłuchuje się śpiewom mędrców Rygwedy.

Chciałbym przytoczyć wiele fragmentów, które dały mi wiele do myślenia. Następnie, jako że codziennie przez moje uszy przetaczają się kilogramy muzyki – temat jednego Boga, dobrego dla wszystkich, ludzkiego pragnienia pokoju i wzajemnego poszanowania postaram się pokrótce pokazać w niektórych piosenkach powstałych według modły Bahaistów: „chociaż wszystkie religie spoglądają na Boga pod różnym kątem, to jednak jest to cały czas ten sam Bóg, może wtedy zacząć jednoczyć ludzi zamiast ich dzielić”. Na końcu spróbuję podzielić się refleksją. Jak czytamy w książce - upaniszady - spisywane do 300 r. p.n.e. w przeciwieństwie do brahmanów (egzegeza rytuałów, tego co zewnętrzne) – skupiają się na filozoficznych i teologicznych aspektach hinduizmu, na treściach i głębinach wiary; podobnie chciałbym zająć się tym, co dla duszy każdego człowieka jest najważniejsze i najgłębsze z punktu widzenia Stwórcy Wszechświata. Tekst podzieliłem na trzy części:

A - Dobro w religiach - książka
B - Dobry Bóg dla wszystkich ludzi - muzyka
C - Doskonałe jest wrogiem dobrego - refleksja

______________________________________________

A. DOBRO W RELIGIACH - KSIĄŻKA

1. Hinduizm, Buddyzm, Dżinizm

Tekst z około XIV w. p.n.e. z Rygwedy – pisma wciągnięte na listę projektu Unesco „Pamięć Świata”.

Niebyt nie istniał wtedy, ani byt nie istniał,
Nie było też przestworza i nieba u góry,
Przez własną moc to jedno bez tchu oddychało
I nic innego nigdzie poza nim nie było
Bogowie się zjawili, gdy świat się wyłonił,
A więc kto może wiedzieć, skąd wszystko powstało?
I jak się zrodziła ta wysnowa bytów,
Czy ktoś ją zdziałał, czy też nikt nie zdziałał —
Ten, co na ziemię patrzy z najwyższego nieba,
Ten może wie o tym, a może też nie wie?

***
Siddharta Gautama (566 r. p.n.e.) Studiował Wedy i zastanawiając się na ludzkim cierpieniem i śmiercią nie mógł pogodzić się z ideą reinkarnacji i innymi praktykami hinduizmu. I tak narodził się Buddyzm.

Czując jednak odrazę do samego pożądania, Siddharta odczuwał jednocześnie głębokie współczucie dla tych, których ono dręczyło. To właśnie wtedy postanowił im pomóc. Chciał znaleźć sposób wyzwolenia ich z oków pożądania, żeby nie musieli się odradzać w tym pełnym bólu świecie. Dążył do Przebudzenia, które wyzwoliłoby go z cyklu ponownych narodzin. A potem chciał poprowadzić innych odkrytą przez siebie ścieżką. Podjąwszy takie postanowienie, Siddharta uniósł się z łoża. Pożegnawszy szeptem żonę i syna, przywołał Czandakę i obaj pomknęli w noc w rydwanie ciągniętym przez rumaka Kantakę. Gdy dotarli na skraj lasu, Siddharta zsiadł z rydwanu i mieczem obciął swoje długie, czarne włosy. Dał je Czandace i przykazał mu, żeby zawiózł je z powrotem do pałacu na dowód tego, że rozpoczął nowe życie. Potem zmienił swoje kosztowne szaty na łachmany włóczęgi i ruszył w drogę jako bezdomny wędrowiec. Książę Siddharta Gautama miał dwadzieścia dziewięć lat, gdy stał się żebrakiem. Chwila ta znana jest jako Wielkie Wyrzeczenie.

***
Siddharta, nazwany wówczas Buddą zasłynął z tego przemówienia:

„Trzeba unikać dwóch skrajności, o asceci. Jedną jest życie w przyjemnościach i żądzy, upadlające i nieprzynoszące żadnej korzyści. Druga to życie polegające na torturowaniu samego siebie; jest ono pełne cierpienia i bólu... i nie przynosi żadnej korzyści. Unikając tych dwóch skrajności, wstępujemy na Środkową Drogę, prowadzącą nas ku Przebudzeniu”. Drogowskazami prowadzącymi ku Środkowej Drodze były Cztery Szlachetne Prawdy. Całe życie przepełnione jest cierpieniem. Przyczyną cierpienia jest pożądanie. Pożądanie można wyeliminować. A drogą pozwalającą je wyeliminować jest Ośmioraka Ścieżka.

***
A oto lista Buddy, na której znalazło się to, co jest niezbędne do wyeliminowania pożądania powodującego cierpienie: właściwe rozumienie, właściwe postanowienie, właściwa mowa, właściwe działanie, właściwe zarobkowanie, właściwy wysiłek, właściwa uwaga, właściwe skupienie. Właściwe rozumienie i właściwe postanowienie to znalezienie Środkowej Drogi i podążanie nią. Właściwa mowa to powstrzymywanie się od kłamstwa i obmowy oraz od grubiańskiego języka. Jeszcze ważniejsze jest powstrzymywanie się od złodziejstwa, zabijania, od karygodnych czynów i działań zarobkowych, mogących przynieść szkodę innym.

***
Mahawirę łączy z Buddą coś więcej niż geografia i chronologia. On również był księciem. A także, podobnie jak Budda, miał obsesję na punkcie cierpienia i jego przyczyn. On też porzucił uprzywilejowane życie w poszukiwaniu oświecenia, i zgadzał się z Buddą, że pożądanie niesie za sobą cierpienie. Ludzie są nieszczęśliwi, bo pożądają tego, czego nie mają. (…) Mahawira powiadał, że uwolnienie się z cyklu ponownych narodzin można osiągnąć jedynie, unikając zła i czyniąc dobro. Tak jak Budda, również on był zwolennikiem tworzenia list. Jest autorem pięciu dżinijskich przykazań. Nie zabijaj i nie zadawaj cierpienia istotom żywym. Nie kradnij. Nie kłam. Nie pożądaj niepotrzebnych ci rzeczy. Na pierwszy rzut oka nie widać w tych zasadach niczego odkrywczego. W wielu innych systemach istnieją takie same listy. Ale dżinizm wyróżnia powaga, z jaką traktuje on pierwsze przykazanie Mahawiry: nie zabijaj istot żywych i nie zadawaj im cierpienia. Ahinsa, czyli powstrzymywanie się od przemocy to jego kluczowa nauka. Absolutna i powszechna. Tylko całkowite powstrzymywanie się od przemocy może doprowadzić szukających zbawienia do zmiany karmy, która przykuwa ich do koła ponownych narodzin.

***
Tak jak złe czyny, również złe idee mogą obciążyć dusze. Historia potwierdza oczywiście, że spory w kwestii idei, włączając w to idee religijne, są jedną z najpoważniejszych przyczyn przemocy pośród ludzi. Dla wyznawców dżinizmu doktryna ahinsy o niestosowaniu przemocy dotyczy zarówno ludzkich idei, jak i ludzkiego ciała. Zasada: nie krzywdzić i nie stosować przemocy odnosi się nawet do życia umysłowego. Szanują odmienne sposoby postrzegania i przeżywania rzeczywistości, uznając, że nikt nigdy nie miał jej całościowego oglądu. Nazywają tę doktrynę anekantawada. Aby ją zilustrować, opowiadają historię o sześciu ślepcach, którzy mieli opisać słonia, dotykając różnych części jego ciała. Człowiek, który dotknął nogi słonia, stwierdził, że słoń podobny jest kolumnie. Ten, który dotknął ogona, porównał słonia do liny. Ten zaś, który dotknął trąby, uznał, że słoń jest jak gałąź drzewa. Człowiek macający ucho zwierzęcia porównał go do wachlarza. Ten, który gładził jego brzuch, powiedział, że słoń jest jak mur. „Słoń jest wielką piszczałką!”, zakrzyknął na to ten, który badał słoniowy kieł. Ich nauczyciel potwierdził, że wszyscy mieli słuszność w swych opisach słonia, ale każdy z nich pochwycił tylko jego część, a nie całość. Morał z tej historii jest taki, że ludzie są ograniczeni w swoim pojmowaniu rzeczywistości.
Nawet jeśli nie są na nią całkowicie ślepi, to postrzegają ją tylko z jednej perspektywy. Nie ma problemu, dopóki nie twierdzą, że ich wizja jest jedyną słuszną wizją i nie zmuszają innych do przyjęcia swojego światopoglądu. Dla dżinistów ograniczenie wiedzy to konsekwencja nierzeczywistości, w której jesteśmy uwięzieni na naszym padole łez. Jedynie oświeceni zdobywają doskonałą wiedzę. I cokolwiek byśmy nie myśleli o innych aspektach dżinizmu, jego zachęta do duchowego umiaru jest czymś rzadkim w religii. Religie lubią sądzić o sobie, że są alfą i omegą.

2. Izrael

Był to nowy sposób myślenia o bogach. Powszechnie uważano, że każde plemię ma swych własnych bogów. Pogląd, że jeden bóg sprawuje kontrolę nad ludzkim przeznaczeniem, a może nawet nad całą historią, był nowy i przerażający. Gdy Mojżesz spytał o imię tego, który doń przemawiał, otrzymał odpowiedź jeszcze bardziej niepokojącą. Brzmiała ona: „Jestem, który jestem”. Trudno było zrozumieć, co to właściwie oznaczało, ale odpowiedź sugerowała, że głos stanowił źródło wszelkiego życia, energii i znaczenia tego wszystkiego, co istnieje. A ci, do których mówił, czuli, że angażowanie się w to wszystko może być dla nich niebezpieczne.
Głos nie pozostawiał im miejsca na jakiekolwiek obiekcje. Pojawiał się znikąd w ich umysłach jak idea, od której nie ma ucieczki. Mówił im, że może być tylko jeden bóg, że tylko jeden bóg może być. Wszyscy pozostali bogowie to wymysły ludzkie, stworzone przez ludzką wyobraźnię albo uformowane ludzkimi dłońmi. Ci tak zwani bogowie byli kłamstwem. A kłamstwo niszczyło ludzki umysł i należało je odrzucić. Był tylko jeden prawdziwy Bóg: który wybrał dzieci Izraela, by głosiły tę prawdę światu. Nic dziwnego, że ci, którzy otrzymali to przesłanie, bali się. Świat roił się od bogów i tłumów ich fanatycznych wyznawców oraz interesów, które prowadzili w służbie tychże bogów. Znieważanie wiary było czymś złym, ale czymś jeszcze gorszym było to, że takie działania zagrażały ich działalności zarobkowej.

***
Większość z tych przykazań mogła dotyczyć każdej społeczności, która chciała funkcjonować razem, jako całość. Nie zabijać. Nie kraść. Nie cudzołożyć. Nie kłamać. Wolny dzień dla pracujących. Wszelkie tego typu racjonalne rozwiązania. Pierwsze Przykazanie też było zrozumiałe. Bóg, który wywiódł ich z Egiptu, był ich jedynym bogiem i nie wolno im było mieć innych bogów. Zgadzali się z tym. Powinieneś wspierać swoją drużynę. Izraelitów zaskoczyła jednak treść Drugiego Przykazania. Zakazywało im ono robienia wizerunków, nie tylko Boga, ale czegokolwiek. Żadnych obrazów! Żadnej sztuki!

***
Mniej więcej czterysta lat po Śmierci Dawida, kiedy Izraelici przebywali na wygnaniu w Babilonie i rozpaczali, wspominając ukochaną Jerozolimę, jeden z wygnańców przyniósł im posłanie od Boga. Nazywał się Ezechiel. Na początku beształ ich, wypominając grzechy przeszłości. Bóg nie wyzwolił ich z egipskiej niewoli po to, żeby skończyli tak jak wszystkie inne narody. Inne narody chciały być bogate, chciały zwyciężać i pysznić się swymi sukcesami. I posługiwały się swymi bogami, by cel ten osiągnąć. Religia była dla nich częścią polityki. Ale Bóg Izraela nie był bóstwem, którego politycy mogli używać w walkach o władzę.

***
Nawet dobrym ludziom przydarzają się złe rzeczy. Ostatnia księga w Biblii Chrześcijańskiej podzieliła te złe rzeczy i przypisała je Czterem Jeźdźcom Apokalipsy: Wojna, Głód, Choroba i Śmierć. Jeźdźcy ci galopują poprzez dzieje od ich początków i nie ma żadnych oznak, żeby kiedykolwiek mieli zwolnić. Każdemu trudno jest się z nimi mierzyć, ale stanowią szczególny problem dla ludzi religijnych. Jeśli nie wierzysz w Boga, jeśli istnienie nie ma dla ciebie żadnego ostatecznego sensu, wówczas cierpienie jest tylko niemiłą rzeczywistością, z którą musisz się jakoś zmierzyć. Ale jeśli wierzysz w Boga, pojawiają się w tym miejscu trudne i niewygodne pytania. Dlaczego Bóg dopuszcza do istnienia takiego bólu i cierpienia na świecie? I dlaczego dzieje się często tak, że dobrzy cierpią, a źli unikają przykrości? Wszystkie religie mają własne odpowiedzi na te pytania. We wczesnym judaizmie odpowiedź na nie brzmiała następująco: jeśli Izrael cierpi, to dlatego, że jest karany za swoje grzechy.

3. Zaratustra, Konfucjusz i Lao Tsy

Monoteizm robi wprawdzie porządek z milionami rywalizujących ze sobą bogów, ale przyczynia się zarazem do powstania innych problemów. Jak już widzieliśmy, problemem Izraela było cierpienie. Dlaczego to, że Bóg wybrał właśnie ich, przyniosło im bezustanny ból i cierpienie? Problem Zaratustry był głębszy i miał bardziej uniwersalny charakter. Ci, którzy cierpią, pytają, dlaczego złe rzeczy przytrafiają się dobrym ludziom. Zaratustra chciał pójść dalej, i zrozumieć przede wszystkim, jak to się stało, że dobro i zło pojawiły się na tym świecie. Dla ludzi życie było walką o przetrwanie. Walką nie tylko z żywiołami, ale również z innymi ludźmi, z których wielu było złych i obojętnych na ból, jaki sprawiali swym bliźnim. Skąd brało się całe to zło? I czy ci, którzy je znoszą, zostaną w jakikolwiek sposób wynagrodzeni, tych zaś, którzy je powodują, kiedykolwiek spotka za to jakaś kara? Takie właśnie pytania zrodziły się w umyśle zadowolonego z życia kapłana starej politeistycznej religii perskiej.

***
Podstawowa idea Konfucjusza jest przeciwieństwem twardego indywidualizmu albo kultu samotników, którzy stają do walki ze społeczeństwem i jego restrykcjami. Od chwili narodzin tkwimy w sieci najrozmaitszych relacji, jak uczył Konfucjusz, i nie możemy bez nich przeżyć. To, co dobre dla społeczności, jest również dobre dla jednostki, nawet jeśli czasem oznacza to konieczność rezygnacji z własnych pragnień. Życie jest pełne najrozmaitszych uwarunkowań. Społeczeństwo to ciało. Wszyscy jesteśmy częściami tego ciała. Poszczególne części nie mogą przetrwać samodzielnie. Spoiwem łączącym wszystko w jedną całość jest współczucie. Współczucie oznacza wspólne cierpienie. Współczujący ludzie starają się wczuć w doświadczenia innych, żeby spojrzeć na rzeczy z ich punktu widzenia. To właśnie u Konfucjusza spotykamy jedną z pierwszych wzmianek o czymś, co znane jest jako złota reguła etyczna. Spotkać ją można zarówno w wersji pozytywnej, jak i negatywnej: „traktuj innych tak, jak ty byś chciał być traktowany”; albo: „nie czyń innym tego, czego nie chcesz, by czynili tobie”. Słowem używanym przez Konfucjusza dla oddania ducha zrozumienia i sympatii w stosunku do innych było ren (cnota humanitaryzmu).

***
Laozi dostrzegł, że w naturze wszystko ma swoje uzupełniające całość przeciwieństwo. Nazwał owe przeciwieństwa yang i yin. Każde yin ma swoje yang, każde yang swoje yin. Aby ułatwić zrozumienie tego rozróżnienia, taoiści rysowali koło podzielone falistą linią na dwie równe części — jedną białą, drugą — czarną. Każdą z nich ma pośrodku kropkę koloru swego przeciwieństwa - na czarnej części jest biała kropka, a na białej — czarna. Podpowiada to nam, żebyśmy znajdowali samych siebie w naszych przeciwieństwach: białe w czarnym, czarne w białym, żeńskie w męskim, męskie w żeńskim, przyjaciela we wrogu, wroga w przyjacielu, Moją religię w twojej, a twoją w mojej. Trochę przypomina to ideę Konfucjusza - wyobrażanie sobie samych siebie na miejscu innych. Ale Laozi nadaje całej sprawie bardziej radosny wymiar. Nie chce, byśmy tolerowali inność. Chce, byśmy się nią upajali. Świat jest orkiestrą złożoną z setek różnych instrumentów współpracujących ze sobą, żeby powstała piękna muzyka. Równowaga, synchronizacja i harmonia. Oto trzy cechy tao.
Laozi zauważył, że ludzie tracą równowagę również dlatego, że chcą rządzić innymi ludźmi. Zamiast pozwolić im żyć własnym życiem, cały czas mieszają się w ich sprawy. Najbardziej ekstremalnym przykładem są tu osoby, które uważają, że ich sposób postępowania jest jedynie słuszny - od wstawiania naczyń do zmywarki po rządzenie państwem. Tacy ludzie żyją w stanie ciągłego rozdrażnienia, bo rzeczywistość nie dostosowuje się do wzorca, który chcieliby jej narzucić. Laozi mówi im: więcej luzu, uczcie się sztuki życia od roślin. Rośliny nie potrzebują wskazówek, jak mają rosnąć. Po prostu działają w zgodzie ze swą naturą. Dlaczego ludzie nie mogą postępować tak samo? Dlaczego nie mogą przestać się wtrącać w nie swoje sprawy? Dlaczego nie pozwalają, by sprawy toczyły się własnym trybem? Laozi określał swoje podejście do życia mianem wuwei, działaniem poprzez niedziałanie. To tyle, co pozwalać, żeby rzeczy same się działy. Nie akceptował praw i regulacji ani sposobu, w jaki nałogowi organizatorzy upychają wszystkich w wyznaczonym przez siebie miejscu w kole życia, zamiast celebrować to, co ich różni.
Ktoś, kto przyjmuje taką postawę życiową, określany jest mianem anarchisty — to kolejne greckie słowo, oznaczające kogoś, kto jest przeciw rządowi. Taoistom nie tyle chodzi przy tym o absolutną opozycję przeciw rządowi, co raczej o równowagę i zachowanie właściwych proporcji w rządzeniu. To kwestia nieufności w stosunku do dominującej roli prawodawców w społeczeństwie i nieakceptowania sposobu, w jaki próbują ukształtować wszystkich na to samo kopyto. W opozycji do anarchisty stoi legalista, ktoś, kto wierzy, że prawo to jedyny sposób sprawowania kontroli nad ludzką naturą. Coś staje się problemem dla społeczności? Zdelegalizować! Zakazać! To zwykła śpiewka legalistów.

W przeciwieństwie do Konfucjusza, który chce kontrolować ludzką naturę z pożytkiem dla społeczeństwa jako całości, Laozi pragnie dać jednostce tyle wolności, ile jest w społeczeństwie możliwe. Kontrastowe światopoglądy, yin i yang, każdy ze swoimi zaletami. Ale legaliści, jako że są wielkimi organizatorami historii, rzadko pozwalają sobie na chwilę wytchnienia i zwykle biorą górę w kwestiach religijnych oraz społecznych, narzucając swą wolę innym. A jeśli będą musieli, będą nawet toczyć wojnę, żeby tę wolę przeforsować. Laozi nienawidził wojny, niszczycielki ludzkiej harmonii. Być może, gdyby ludzie go słuchali, więcej byłoby na tym świecie radości, a mniej wojen.

4. Islam

Mahomet należał do tej specjalnej grupy ludzi, którzy swym wzrokiem nieustannie prześwietlają świat lub wręcz sięgają w zaświaty, by szukać sensu i celu istnienia. Którzy są oburzeni ohydą i nieprawością w ludzkiej społeczności. Szanując sposób, w jaki religią łączy ludzi z duchową, nadzmysłową rzeczywistością, wiedzą również, z jaką łatwością możni tego świata manipulują religią dla własnych celów, wbrew dobru ludzi, którym ma ona nieść pomoc.

***
Podział w islamie spowodował powstanie dwóch grup, które stały się później znane jako sunnici i szyici. Sunnici stanowili liczniejszą grupę. Szyici byli schizmatykami, którzy odcięli się i ustanowili własne wyznanie. Sunnici to ludzie, którzy stosują się do oryginalnej sunny Proroka. Szyici (nazwa ta znaczy tyle co stronnicy Alego) uważali, że następcą Proroka powinien być imam, czyli potomek Mahometa. Fakt, że w obu tych grupach powstały kolejne liczne schizmy jest świadectwem tego, jak kruche są religie, w szczególności wtedy, gdy dochodzi do sporów o władzę.
Walki o przywództwo we wspólnotach religijnych to przykłady ludzkiej słabości, wyrażającej się w dążeniu do narzucania swej woli innym. Uwydatniają one ziemski aspekt religii. Są jej ponurym przejawem, ale też nie da się ich uniknąć. Z drugiej strony religia objawiona ma nas przenieść prosto do boskiego umysłu i niebiańskiego życia. Niepokój wzbudzać więc musi odkrycie, że ta sama dążność do podziału istnieje również na tamtym świecie. A życie po śmierci jest bardzo podobne do życia przed Śmiercią. Pamiętajmy, że według Koranu ukazuje on nam to, co czeka nas w zaświatach po śmierci — gdy skończy się nasza ziemska wędrówka. Dwie z tych wizji sprawiają, że z przejęcia możemy przełknąć ślinę.

5. Chrześcijaństwo – tradycje i reformacje

Nawrócony to kolejna postać w dramacie religii. Konwersja, czyli zmiana wyznania, nawrócenie, oznacza obrócenie się i spojrzenie w odwrotnym kierunku. Większość ludzi z latami zmienia przekonania. Zwykle jest to jednak stopniowy, powolny proces. Konwersja religijna rzadko wygląda w ten sposób. Nawrócić można się w mgnieniu oka. To gwałtowny zwrot o 180 stopni. Bywa tak nagły, że nawróceni określają to potem jako ponowne narodziny. Analogia do narodzin jest jak najbardziej uzasadniona, bo przypomina nam, że potrzeba czasu, by dziecko przyszło na świat, niezależnie od tego, ile trwa sam poród. W tym samym sensie moment nawrócenia może być nagły, ale często stanowi punkt kulminacyjny procesu trwającego latami. Konwertyci to żyjące w niezgodzie ze sobą dusze, walczące przeciw czemuś, co pociąga ich wbrew nim samym. Jeśli dadzą za wygraną, przez całe życie będą podążać w kierunku, w którym wcale nie chcą iść. Walczą zatem, czasem wręcz dosłownie, przeciw temu, czemu pragną się podporządkować.

***
Religia doskonale potrafi modyfikować swoje co bardziej ekstremalne nauki. Widzieliśmy już uczonych muzułmańskich, wskazujących, że doktryna predestynacji w Koranie była niezgodna z miłosierdziem Allaha. Podobnie stało się z Kościołem katolickim i z piekłem. Czy nie istniała jakaś pośrednia droga dla tych, którzy ani nie byli wystarczająco dobrzy, by po śmierci pójść do nieba, ani wystarczająco źli, by trafić do piekła? Czyż nie byłoby wspaniale, gdybyśmy założyli jakiś ośrodek treningowy, w którym można by poprowadzić intensywne przygotowania dla grzeszników do egzaminu poprawkowego do nieba? Pomysł zatwierdzono i w dwunastym wieku oficjalnie ustanowiono takie miejsce. Nazwano je czyśćcem.(…)
Utworzenie czyśćca było aktem miłosierdzia, który zmniejszył nieco strach przed umieraniem. Ale Kościół miał sposoby by skorumpować nawet swoją własną dobroć. Tak właśnie stało się w tym przypadku. Zamienił czyściec w prawdziwą maszynkę do robienia pieniędzy, na tyle szokującą, że doprowadziła do rozłamu w Kościele katolickim.

***
Luter dostrzegł, że można w inny sposób rozumieć relacje człowieka z Bogiem. Dotychczas religia budziła w ludziach lęk, że Bóg chce ich dostać w swe ręce. Mieli zdać egzamin, do którego pytań nigdy nie widzieli na oczy. To dlatego religie tak ostro ze sobą rywalizowały. Tylko one znały treść pytań egzaminacyjnych. Tylko one mogły przygotować cię do testu, na który zapisano cię w chwili twych narodzin, gdy nie miałeś jeszcze pojęcia o niczym. Ale Luter dostrzegł inny sposób postrzegania Boga. Zobaczył miłość, miłość, która ofiarowywała się światu bez żadnych warunków i żądań. Jeśli to była prawda, ludzie mogli żyć wolni i szczęśliwi, bez spoglądania ze strachem za siebie, czy nie ma tam mściwego boga, który za chwilę dostanie ich w swoje ręce.
Żeby zrozumieć radykalizm przekonania Lutra, musimy sobie przypomnieć, jak tradycyjnie funkcjonowały religie. Były między nimi różnice, ale to, co je łączyło, można ująć jednym słowem: „żądania”. Religie miały zbawić mężczyzn i kobiety od strasznego losu. Ale by zostać zbawionym, trzeba było wierzyć w określone doktryny i wykonywać określone zadania. Religia była czymś, co Rzymianie określali mianem quid pro quo, czyli coś za coś. Uwierz w to, zrób to, a rezultat będzie taki, a nie inny. Czasem żądania były negatywne. Nie wierz w to! Nie rób tego! Jeśli zaakceptowałeś ideę wymagającego boga, na której wszystko się opierało, brzmiało to całkiem rozsądnie. Religia była transakcją, układem, polisą ubezpieczeniową. Był nią też z pewnością odpust. Kup go, a zabezpieczysz swoją przyszłość. Nie dotyczyło to tylko religii - na takich zasadach opierało się wiele relacji międzyludzkich. Aby coś zarobić, musiałeś najpierw zainwestować. Był to po prostu biznes.
Jezus postrzegał relacje ludzi z Bogiem zupełnie inaczej. Ale to, co mówił, było tak zagadkowe, że przywódcy Kościoła nigdy nie próbowali postępować w zgodzie z jego słowami.

6. Sikhizm i Bahaizm

Sikhizm w przeciwieństwie do chrześcijaństwa i islamu nie jest religią misyjną. Przypomina judaizm w tym, że stanowi źródło tożsamości zarówno narodowej, jak i religijnej. I chociaż z radością przyjmuje nowo nawróconych, nie szuka ich na krańcach świata. To dlatego, że w odróżnieniu od wyznawców religii, które postrzegają siebie jako jedyne źródło zbawienia, sikhowie uważają, że jest wiele dróg prowadzących do Boga. Uwidacznia się w tym wielkoduszność charakterystyczna dla indyjskiej duchowości, w odróżnieniu od nietolerancji cechującej zwykle chrześcijaństwo na Zachodzie.

***
Zdaniem bahaistów wszystkie religie światowe rozumieją część tajemnicy Boga, wszystkie powinny być zatem darzone szacunkiem. Ich wizje Boga są prawdziwe. Ale żadna z nich nie ma jego pełnego obrazu. Nawet bahaizm. Jest on po prostu najbardziej aktualną wersją jego wizerunku. I ma w sobie piękno prostoty. Uznaje, że istnieje wiele religii, ale wszystkie mówią o tym samym Bogu. W tym sensie wszystkie są jedną wielką religią. Łączy je obiekt obserwacji, a nie punkt widzenia. Religie zapominają o tym. Mylą to, co obserwują, z tym, kto obserwuje. To wciąż ta sama przypowieść o słoniu i ślepcach, postrzegających go odmiennie. Słoń jest jeden, ale istnieją różne punkty, z których się go widzi.
Jaki jest zatem punkt widzenia bahaizmu? Stwierdzenie, że istnieje jeden Bóg, to nie żadna rewelacja. Ale bahaiści podkreślają, że ludzkość też jest jedna. Jedność rasy ludzkiej to dla nas tak samo ważna lekcja, jak jedność Boga. I ma to bardzo poważne praktyczne implikacje. Dramat religii uważających, że ostatnie słowo w kwestii Boga należy do nich, polega na tym, że dzielą ludzkość na walczące ze sobą frakcje. Religia staje się wtedy największym wrogiem ludzkości. Ale gdy taka religia uświadomi sobie, że chociaż wszystkie religie spoglądają na Boga pod różnym kątem, to jednak jest to cały czas ten sam Bóg, może wtedy zacząć jednoczyć ludzi zamiast ich dzielić. To dlatego bahaiści odgrywali główną rolę w ruchu jednoczącym światowe religie w nową formę globalnego ekumenizmu zwaną Parlamentem Religii Świata. Po raz pierwszy zgromadzenie to miało miejsce w Chicago w 1893 roku. Kolejne odbyło się sto lat później, w 1993 roku. Ostatnie spotkanie odbyło się w Salt Lake City w październiku 2015 roku. Parlament stanowi sygnał, że w dzisiejszych czasach niektóre religie chcą skończyć z latami podziałów. Daje też nadzieję na początek nowej ery przyjaźni i wspólnych dyskusji.

Bahaiści są świadectwem jedności Boga i jedności ludzkości. Cechuje ich prosty i charakterystyczny sposób praktyki duchowej. Nie mają wyspecjalizowanego stanu kapłańskiego. Nie ma też wśród nich doktrynalnej jedności. Praktykują wiarę głównie we własnych domach i mieszkaniach. Ale jej ceremoniały przypominają o tym, że korzenie bahaizmu tkwią w islamie. Po rytualnym obmyciu rąk i twarzy bahaiści modlą się z twarzą skierowaną w określonym kierunku. Nie ku Mekce, ale ku mauzoleum ich proroka Baha Allaha w Izraelu. Modlitwa jest prosta: „Daję świadectwo, o mój Boże, że stworzyłeś mnie, abym Cię znał i wielbił... Nie ma innego Boga poza Tobą, Pomocą w Niebezpieczeństwie...”.
Bahaizm jest ilustracją nowego trendu religijnego: odwrotu od dawnych podziałów ku nowej formie jedności. Nie takiej, która polega na scalaniu różnych systemów w nową instytucję. Ale na odkrywaniu jedności już istniejącej: jedności wszystkich ludzi.

7. Skrajny fundamentalizm i ortodoksja

Historia uczy nas, że ludzie lubią nienawidzić innych, a nienawidzimy najczęściej tych, którzy mają odmienne od nas poglądy. Rasy, klasy, kolor skóry, orientacja seksualna, polityka, a nawet kolor włosów mogą nas pobudzić do podłych zachowań. Oczywiście może je spowodować również religia. To prawda. Nienawiść religijna jest najprawdopodobniej najbardziej zabójczą postacią tej choroby, bo ludzka niechęć zyskuje w niej boskie usprawiedliwienie. Zdarza się, że nienawidzisz ludzi, bo nie zgadzasz się z ich zdaniem. Ale twierdzenie, że to Bóg ich nienawidzi i chce ich śmierci, to już coś zupełnie innego. Warto zwrócić uwagę, jak bardzo niebezpieczne dla relacji międzyludzkich mogą być ugruntowane przekonania religijne.

***
Władza jest najbardziej uzależniającym narkotykiem, a ludzie zdolni są niemal do wszystkiego, by ją przejąć i utrzymać. Ale strony w sporach o przywództwo religijne zawsze zachowują ostrożność i przysłaniają swoje ambicje świętymi sukniami. Nigdy nie mówi się otwarcie o zwykłej polityce. Rzecz dotyczy zawsze posłuszeństwa Bogu. Widzieliśmy już, jak wyglądały walki między szyitami i sunnitami w islamie. Szyici uzasadniali swoje dążenie do władzy teorią, związaną z pochodzeniem od Proroka. Podobnie argumentował papież. Chodzi o sukcesję.

***
Dla takiego zamkniętego umysłu jedyny cel życiowy stanowi narzucenie swoich poglądów wszystkim innym. Ten rodzaj przekonania co do słuszności własnych poglądów nosi nazwę ortodoksji, od greckiego słowa oznaczającego prawdziwą albo słuszną wiarę. Ktoś taki jak prezydent Kennedy, który sprzeciwiał się ortodoksyjnym poglądom na broń jądrową, był heretykiem, którego zdanie było herezją. Słowo heretyk również pochodzi ze starożytnej greki — oznaczało dawniej kogoś, kto sprzeciwia się powszechnie przyjętym poglądom. Ortodoksje i herezje dotyczą całego ludzkiego życia, ale mają szczególne znaczenie w religii. Obserwacja tego, jak funkcjonują, pomoże zrozumieć, dlaczego w obrębie poszczególnych religii panuje ciągła, czasem bardzo gwałtowna niezgoda.
Właściwie wszystkie religie rozpoczęły się od herezji. Prorok reaguje na wewnętrzny głos, który podważa powszechnie panującą opinię, w taki sposób, jak Abraham szydził z bogów w sklepie swojego ojca. Potem najczęściej następuje podział — heretyk odchodzi i staje się założycielem nowej religii albo jej konkurencyjnej odnogi. Czasem heretycy wygrywają spór i ich idee stają się nową ortodoksją. Albo też ortodoksi pozostają głusi na argumenty i nowa inspiracja szuka sobie miejsca gdzie indziej. Czasem zamknięte umysły otwierają się na tyle, by wchłonąć nowe idee.
Żydzi opanowali cały ten proces lepiej niż wyznawcy innych monoteistycznych religii. Od początku spory i niezgoda zajmowały bardzo ważne miejsce w ich życiu. Oczywiście we wszystkich religiach pojawiają się spory, ale większość z nich kończy dyskusję tak szybko, jak to jest możliwe, i ustala wytyczne, które każdy musi zaakceptować albo opuścić wspólnotę. Lubią porządek. Religia żydowska nigdy taka nie była. Uznawała, że w religii nie ma kwestii, o których nie można dyskutować. Uważała, że lepiej było rozwijać się w sporach, niż zamknąć swoje poglądy w metalowych kasetkach na cztery spusty, a klucz wyrzucić. W sercu świętej księgi judaizmu znajdziemy heretyka zwanego Hiobem, występującego we własnej sprawie przeciw ówczesnej ortodoksji.

***
Jeśli odwaga zdobycia wiedzy o tym, jak działa natura, stanowiła jeden z impulsów oświecenia, to innym był wstręt do wieków religijnej przemocy. Zabobony były wystarczająco złe. Ale wojny były gorsze. Myśliciele oświeceniowi dostrzegali, jak bardzo religie zawsze spierały się ze sobą. Każda uważała, że jest w posiadaniu prawdy objawionej przez Boga, a każda inna się myli. A gdy jakaś religia przejęła kontrolę nad danym krajem, usiłowała zmusić wszystkich, by tańczyli tak, jak im zagrała. Było to wystarczająco złe. Ale jeszcze gorsza sytuacja zdarzała się, jeśli w kraju funkcjonowały dwie religie, współzawodniczące ze sobą. Skakały sobie do gardeł cały czas, tak jak się to działo w Europie od czasów reformacji. Kiedy jednak tych religii było trzydzieści, wydawało się, że wszystkie żyją ze sobą w pokoju!
Oświecenie wyciągnęło stąd dwa wnioski. Pierwszy z nich brzmiał, że im więcej religii jest w jakimś społeczeństwie, tym jest ono bezpieczniejsze dla każdego. A zatem najlepszą gwarancją pokoju byłby zakaz dyskryminacji i praktykowanie tolerancji.

***
Ze wszystkich przejawów wyższości, które zrodziły się z ludzkiej próżności, wyższość religijna jest najtrudniejsza do zniesienia.

8. Ateizm i humanizm

Jeśli twoim zdaniem Bóg nie bawi się w faworyzowanie jednych kosztem drugich, jak jakiś chory umysłowo tyran, masz tylko dwie możliwości wytłumaczenia tego dylematu. Jedna z nich, która wydaje się oczywista, to ta, że Boga nie ma. To, co nazywamy Bogiem, jest ludzkim wymysłem, mającym między innymi usprawiedliwić upodobanie do przemocy i nienawiść wobec obcych. Pozbycie się Boga nie rozwiązuje problemu przemocy, ale usuwa jeden z pretekstów do niej. Ale jeśli nie chcesz opuścić Boga, musisz się poważnie zastanowić. Musisz zadać sobie pytanie, co wydaje się bardziej prawdopodobne: czy to, że Bóg jest jakimś morderczym maniakiem, jakiego często robi z niego religia? Czy może to, że religia źle pojmuje Boga i myli własne okrucieństwo z jego wolą? Jeśli zdecydujesz, że bardziej prawdopodobne jest to, że religia nie rozumie Boga niż to, że Bóg jest potworem, jakiego robią z niego czasem jego kaznodzieje, to masz problem. Okazuje się bowiem, że religia może być większym wrogiem Boga niż ateizm. Ateizm twierdzi, że Bóg nie istnieje. Jeśli Bóg istnieje, to pewnie bardziej bawi go, niż gniewa, tupet ateistów. Ateista i tak wkrótce się przekona, jak jest w rzeczywistości! Ale jeśli Bóg nie jest potworem, to raczej nie bawią go nauczyciele religii, którzy robią z niego monstrum. Dochodzimy więc do wniosku, że chociaż religie twierdzą, iż odsłaniają światu prawdziwą naturę Boga, w rzeczywistości spędzają większość czasu, ukrywając go w gęstej mgle własnego okrucieństwa.
W Piśmie Świętym można się natknąć na koncepcję, że religia jest najzagorzalszym przeciwnikiem Boga. Znajdziemy ją w słowach Jezusa, który zauważył, jak łatwo jest użyć religii nie tylko dla uzasadnienia czynienia zła, ale również jako wymówki dla nieczynienia dobra. Złą religią była ta, która skłoniła kapłana i lewitę do przejścia na drugą stronę drogi, bo człowiek, który padł ofiarą napaści złodziei, nie był jednym z nich!
A zatem tak — religia przyczyniała się i wciąż się przyczynia do okrutnej przemocy. I po raz drugi tak —używała Boga do usprawiedliwiania takich działań. Jeśli więc uważamy Boga za pełnego miłości twórcę wszechświata, to albo on nie istnieje, albo religia go nie pojmuje. Tak czy owak, religia powinna budzić w nas czujność. Nie oznacza to, że należy ją całkiem porzucić. Możemy zdecydować, by przy niej pozostać, ale uczynić to z pokorą, uznając zarówno zło, które czyniła, jak i dobro. To zależy od nas samych.

***
Zbyt wcześnie jest, by przewidzieć, czy humanizm tego rodzaju przeżyje i rozwinie się, czy też może przygaśnie i odejdzie w niebyt. Świeckie religie próbowały swych sił wcześniej, ale po krótkim czasie znikały z powierzchni ziemi. Krytycy twierdzą zawsze, że takie religie są jak picie bezalkoholowego piwa albo bezkofeinowej kawy. Jaki jest ich cel?
Wszystko to dowodzi zarówno siły przyciągania religii, jak i trudności, z jakimi boryka się świecki umysł kobiet i mężczyzn w jej przypadku. Świeccy humaniści mogą podziwiać jej osiągnięcia, ale nie akceptują nadnaturalnych wierzeń, na których ona bazuje. Są podejrzliwi wobec takich form autorytetu, który jakoby nie podlega ludzkiej rewizji. Widzą powolność, z jaką religia dostosowuje się do pozytywnych zmian w ludzkim zachowaniu i ociąganie, z jakim akceptuje konsekwencje nowej wiedzy. Religia niechętnie poznaje nowe — woli się kurczowo trzymać tego, co stare.

_________________________________________________________________

B. DOBRY BÓG DLA WSZYSTKICH LUDZI - MUZYKA

1. Alpha Blondy – God is One

Niezależnie jaką religie wyznajesz – Bóg jest jeden.

„Some call him Allah
Some call him Adonaï
Some call him Jehovah
JÉSUS, Yahweh, Buddha, Krishna
But He's one, yes He's ONE
Like a tree with many branches
Many in ONE…
Alleluja God is Great
Alleluja God is ONE”

2. Dżem – Sobie potrzebni

"Wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga" to fragment tekstu tej piosenki. Utwór podkreśla jedność ludzi, wskazując, że wszyscy jesteśmy równi, potrzebujemy siebie nawzajem jak chleb i woda. Piosenka niesie uniwersalne przesłanie o braterstwie i wzajemnej potrzebie istnienia.

3. Bob Marley – One Love

Przypomnienie o wspólnych korzeniach wiary i miłości w obliczu podziałów świata.

"One love, one heart
Let's get together and feel all right."

4. John Lennon – Imagine


Uważany za hymn pokoju, nadziei i uniwersalnego braterstwa.

„Imagine there's no heaven
It's easy if you try
No hell below us
Above us only sky”

5. U2 – One

Tematycznie utwór dotyka kwestii podziałów i pojednania — zarówno w relacjach osobistych, jak i społecznych — a jego powstanie towarzyszyło przemianom w Niemczech po upadku muru berlińskiego. Wiele interpretacji widzi w nim duchową jedność ludzi mimo różnic.

„One love, one blood
One life, you got to do what you should
One life, with each other
Sisters, brothers

One life but we're not the same
We get to carry each other, carry each other.”

6. Depeche Mode - People Are People

Tekst utworu porusza problem nietolerancji i uprzedzeń religijnych, nawołując do empatii i równego traktowania ludzi.

„People are people, so why should it be
You and I should get along so awfully?

So we're different colours and we're different creeds
And different people have different needs
It's obvious you hate me, though I've done nothing wrong
I've never even met you, so what could I have done?

I can't understand
What makes a man
Hate another man
Help me under stand”

7. The Youngbloods - Get Together

Niesie przesłanie pokoju, miłości i jedności, streszczone w refrenie: “Come on people now, smile on your brother, everybody get together, try to love one another right now”. Tekst odzwierciedla duchowość i idealizm ery hippisowskiej, stając się jednym z najbardziej rozpoznawalnych protest songów swojej epoki.

8. We Are the World

To charytatywny singiel z 1985 roku napisany przez Michaela Jacksona i Lionela Richiego, nagrany przez supergrupę USA for Africa w celu wsparcia głodujących w Afryce. Utwór stał się hymnem jedności, wzywającym do zbiorowej odpowiedzialności i pomocy potrzebującym.

„There comes a time
When we heed a certain call
When the world must come together as one
There are people dying
Oh, and it's time to lend a hand to life
The greatest gift of all
We can't go on
Pretending day by day
That someone, somewhere will soon make a change
We are all a part of God's great big family
And the truth, you know, love is all we need”

9. Matisyahu - One Day

Żydowski artysta reggae. Wizja dnia, gdy ludzie będą żyć w pokoju i jedności.

10. Timmy Thomas - Why Can't We Live Together

Pytanie o sens podziałów rasowych i religijnych.

11. George Harrison - My Sweet Lord

W tekście pojawiają się:

Hallelujah (tradycja judeochrześcijańska) i Hare Krishna (hinduizm). Harrison chciał pokazać, że różne religie szukają tego samego Boga.

12. Jordi Savall - Jerusalem: La Ville des Deux Paix

Wielkie dzieło Savalla ma bardzo konkretną ideę: pokazanie historii Jerozolimy jako miasta spotkania trzech religii – judaizmu, chrześcijaństwa i islamu – oraz dramatu konfliktów, które przez wieki się tam rozgrywały. Savall podkreślał w wywiadach, że projekt miał być muzycznym apelem o pokój i dialog religii. Mówił: Jerozolima jest duchowym centrum świata, religie powinny łączyć ludzi, a nie dzielić, muzyka może być językiem pojednania. Według Savalla historia Jerozolimy ujawnia paradoks: miasto święte dla wszystkich, a jednocześnie miasto niekończących się konfliktów.

13. Nemrud - At the End of the Day

„(…) Tyle dobra jest w najgorszym z nas / I tyle zła w najlepszym z nas / Musisz odkryć swoją nienawiść / Odrzucić swoje ograniczenia” – usłyszymy na najnowszej, świetnej płycie Nemrud - progresywnej kapeli z Turcji. Lider tak opowiada o niej: „(…) W swojej istocie, album „At the End of the Day” ma poprowadzić słuchaczy przez szeroki łuk emocjonalny, odzwierciedlający zarówno kruchość, jak i odporność ludzkiego doświadczenia. Nie chcieliśmy, aby album po prostu opisywał ciemność; chcieliśmy, aby poruszał się przez nią, pozwalając każdemu słuchaczowi skonfrontować się z własnymi pytaniami, wątpliwościami i refleksjami. Podróż rozpoczyna się od poczucia wewnętrznego konfliktu, poczucia stania na progu, gdzie coś się zmienia, zarówno osobiście, jak i zbiorowo. W miarę rozwoju albumu muzyka prowadzi słuchacza przez napięcie, niepewność i chwile emocjonalnej turbulencji. Te fragmenty mają być chwilami niepokojące, ponieważ odzwierciedlają świat, w którym żyjemy. Ale im dalej podróżujesz, tym bardziej poszerza się perspektywa. Muzyka stopniowo otwiera się na szersze, bardziej kontemplacyjne przestrzenie, gdzie rezygnacja przeradza się w akceptację, a akceptacja w cichą formę nadziei. Gdy ostatnie nuty ucichną, naszym zamiarem jest, aby słuchacz poczuł poczucie uwolnienia, niekoniecznie rozwiązania, ale głębszego zrozumienia własnego krajobrazu emocjonalnego. Dzięki temu album jest mniej nastawiony na udzielanie odpowiedzi, a bardziej na oferowanie przejścia: podróży od zgiełku zewnętrznego świata do wewnętrznej ciszy, gdzie mogą zacząć kształtować się jasność i znaczenie”.

14. Rebekka Bakken - Nord

W ostatnim czasie ogromne wrażenie zrobiła na mnie ta płyta Rebekki (ur. 1970r.). Norweska piosenkarka interpretuje kilka hymnów luterańskich bardzo jasno wyrażających ideę sola gratia i solus Christus, ale pojawia się też utwór z tekstem mistyczki sufickiej z VII w. Rabii al-Basri. Treść tej modlitwy jest niezwykła: „nie chcę Cię kochać dla nagrody w niebie, nie chcę Cię kochać ze strachu przed piekłem, chcę Cię kochać tylko dlatego, że jesteś Bogiem”. Rebekka wychowana była przez matkę, która była teologiem, a jako dziecko nie lubiła chodzenia do kościoła, ale te melodie zostały w jej pamięci i po latach wróciły jako inspiracja muzyczna. Sama nie jest chrześcijanką, a wywiadach mówi o duchowości, tęsknocie za sensem życia, inspiracji naturą.

_________________________________________________________________

C. DOSKONAŁE JEST WROGIEM DOBREGO - REFLEKSJA

Czytaliśmy w książce, że Budda odkrył Środkową Drogę – ani życie w luksusie, ani umartwianie się nie jest rozwiązaniem, a raczej skupienie się na dobroci względem innych. Mahawira nakazywał: unikaj zła i czyń dobro: nie kłam, nie kradnij, nie pożądaj, a szczególnie – nie zabijaj. Stwierdził też, że ludzie są ograniczeni w swoim pojmowaniu rzeczywistości, jak ślepcy opisujący słonia. Obserwowaliśmy, że często religia stawała się częścią polityki, a fundamentalizm prowadził do przemocy i wojen. U Konfucjusza spotykamy jedną z pierwszych wzmianek o czymś, co znane jest jako złota reguła etyczna: traktuj innych tak, jak ty byś chciał być traktowany. Lao Tsy ten temat rozwinął. Mahomet odrzucił politeizm i nawoływał do pomocy ubogim, sierotom i wdowom. Zresztą wszystkie te religie w jakimś stopniu po omacku zahaczają o nauki Jezusa.
Wsłuchiwaliśmy się w piękną muzykę i choć Alpha Blondy uważa, że Krishna i Jezus to ten sam Bóg, a Rebekka Bakken łączy Islam z tradycją protestancką; to są to artyści, którzy na swój sposób szukają Boga Jedynego, może wkrótce Go znajdą, w każdym razie wszelkie poszukiwania są dobre, pod warunkiem, że nie zatrzymają się na płyciznach.

Dobrzy ludzie szczerze czynią dobro, a dobro jest zawsze dobrem i prawda jest prawdą. To nie ulega wątpliwości. Wszystkie religie mają w swoich korzeniach takie wartości jak miłość, pokój, szacunek, współczucie. Większość religii (pomijając skrajności) to reakcja na zło, krzywdę, wojny, cierpienie, ale też próba wyjaśnienia tego, co po śmierci. Ekumenia chce połączyć różne wyznania na zasadzie wspólnego mianownika. Ateizm i humanizm to też ruchy, które pragną żyć w pokoju, z dala od wojen religijnych, w duchu tolerancji i miłości bliźniego. Jest wiele piękna w tej różnorodności, a szczerość, prostota, miłość wielu ludzi, a także ich osiągnięcia – są godne docenienia, pochwały i obdarzenia sympatią.

1. Idea Stwórcy

Jednak…! Jeżeli chodzi o idee Stwórcy co do stworzenia, to sprawa ma się zupełnie inaczej. Jak mawiał Voltaire – Doskonałe jest wrogiem dobrego. Zło na ziemi zaczęło się od pierwszego grzechu. Cała ludzkość z tego powodu została skazana na potępiający wyrok śmierci i piekło, z chwilowym zawieszeniem na te 70-80 lat ziemskiego życia. Mało tego - wszyscy rodzimy się pod panowaniem grzechu, bez możliwości wyjścia z tego impasu. Grzech to po prostu nietrafienie do celu, którym jest bliska i czysta relacja z Bogiem przez Jezusa Chrystusa. Jest ona celem i motywem stworzenia. Stwórca jest właścicielem ziemi. Czasem jesteśmy tego świadomi, a często nie.

2. Wiara, chrzest, uczniostwo

Jak naprawić to, co przed wiekami runęło? Rozwiązanie jest i proste i trudne. Proste, ponieważ jest sprawiedliwe, uniwersalne i osiągalne dla każdego człowieka, a nawet specjalnie skrojone na miarę jego duszy. Inkarnacja Bożego Syna, Jego ofiara i śmierć za grzechy ludzkości oraz Jego zmartwychwstanie to otwarcie darmowej drogi do pojednania z Bogiem. Skuteczna recepta streszcza się w trzech słowach: wiara, chrzest i uczniostwo. „Kto uwierzy i ochrzci się, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony” Mk 16,16.

Skoro to takie proste, to dlaczego takie trudne?
Człowiek zmysłowy nie przyjmuje spraw Ducha Bożego. Są one dla niego głupstwem, nie jest w stanie ich pojąć, gdyż trzeba je duchowo rozsądzać” 1 Kor. 2,14.
Trudne, bo skupiamy się na doczesności, bo z natury lubimy INNYCH bogów (idee, filozofie, ego, idole, kapłani, guru, hobby, płaska ziemia itp), bo jesteśmy dumni, bo wolimy po swojemu (bądź wola moja), bo mamy apetyt na własną chwałę, bo - jak pokazały to powyższe opowieści o religiach - mamy problem z pożądaniem, bo jesteśmy na usługach Bożego przeciwnika, bo jesteśmy nieskorzy do ukorzenia się przed Jedynym. Tymczasem Stwórca mówi o Chrystusie: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!” Mat 17,5. I TYLKO Jego, ponieważ „nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni” Dz 4,12. Dotyczy to wszystkich ludzi w historii, niezależnie od kultury, urodzenia, gustu itp.

Zatem bycie dobrym człowiekiem nie wystarcza, a nawet jest to pewnego rodzaju pułapka. Myślimy, że nie jesteśmy aż tak źli, jak ci drudzy. Spokojnie dajemy radę bez Kościoła i Boga. Nasze promieniowanie dobrem, uprzejmością, filantropia, bezinteresowność są już na tym poziomie, że zdecydowanie idziemy w dobrą stronę, jesteśmy po stronie dobra, a nie zła. Jednak Pismo jest jednoznaczne: „Głupi rzekł w sercu swoim: Nie ma Boga. Są znieprawieni, popełniają ohydne czyny; nie ma nikogo, kto by dobrze czynił. Bóg spogląda z niebios na ludzi, aby zobaczyć, czy jest kto rozumny, który szuka Boga. Wszyscy odstąpili, wspólnie się splugawili, nie ma, kto by dobrze czynił, nie ma ani jednego” Ps 53,2-4.

A niektórzy nawet myślą, że spędzając mnóstwo czasu na sprawach kościelnych, hołdując chrześcijańskim wartościom, angażując się w służbę biednym i potrzebującym – myślą, że z pewnością wypracowali w ten sposób swoje zbawienie. Jest to przeważnie gorliwość nierozsądna, próbująca ustanowić własną sprawiedliwość (Rz.10,2-3). Tymczasem apostoł Paweł mówi do wierzących w Efezie: „Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę, i to nie jest z was, jest to dar Boga. Nie z uczynków, aby nikt się nie chlubił” Ef 2,8-9. A Rzymianom przypomina wielką prawdę, że nie ma w nas nic, nawet źdźbła dobroci, które mogłoby podobać się Bogu: „Wszyscy bowiem zgrzeszyli i są pozbawieni chwały Boga; a zostają usprawiedliwieni darmo, z jego łaski, przez odkupienie, które jest w Jezusie Chrystusie” Rz 3,23-24.

Tylko Bóg jest tak naprawdę dobry (Łk 18,19). Doskonale dobry. Każdy człowiek jest Bożym dziełem, ma w sobie jakby cząstkę Boga, ale nikt z nas nie jest dobry i nie jest dzieckiem Bożym (jak chciałoby wielu artystów) dopóki nie narodzi się z góry, z Ducha Świętego. „Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w jego imię, którzy narodzili się nie z krwi ani z cielesnej woli, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga” J 1,12-13.
Rodzinna relacja – oto Boży cel.
Podporządkowanie Bogu-Ojcu jest niezwykle ekscytujące. Poznanie i poznawanie Boga jest najwspanialszą częścią ludzkiego żywota i największą radością jaka może nas spotkać, choć wśród prześladowań, cierpienia i często trudnych doświadczeń. Poznawanie innych duchowości natomiast, to fascynacja zaledwie namiastką Prawdy, podróbką, lub oszustwem i jest tak samo niebezpieczne jak ignorancja tego tematu.

3. Bądź w gronie niewielu, a nie wielu.

Wchodźcie przez ciasną bramę. Szeroka bowiem jest brama i przestronna droga, która prowadzi na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia - i niewielu jest tych, którzy ją znajdują” Mat 7,13-14.

Dlaczego tylko niewielu znajduje tą ścieżkę życia? W powszechnym mniemaniu chrześcijaństwo ewangeliczne przeważnie ma niską ocenę i wartość; jest mało atrakcyjne. Często mylone jest z sektami typu Świadkowie Jehowy. Często mówi się dość pogardliwie o zborach protestanckich. Dlaczego? „Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą” 1 Kor 1,18. Wydaje się też, że jest dość duża „konkurencja” w tym temacie. Dlaczego? „Powstanie też wielu fałszywych proroków i wielu zwiodą” Mat 24,11. Jezus mawiał o fałszywych przewodnikach duchowych: „Zostawcie ich! Ślepi są przewodnikami ślepych, a jeśli ślepy prowadzi ślepego, obaj w dół wpadną” Mat 15,14. Często też liberalne chrześcijaństwo trzyma się swojego status quo i zatrzymuje się na drogowskazach. Piękno przyrody, piękno ludzkich dzieł, piękno uczuć, piękno sakramentów. Czy warto więc szukać czegoś głębszego? Koniecznie! A.W. Tozer ujął to tak: „W czasach ciemności zalegającej nad całym światem pojawia się pewien promyk nadziei – w zamkniętym kręgu konserwatywnego chrześcijaństwa można znaleźć coraz więcej ludzi, których życie religijne cechuje rosnący głód poznania samego Boga. Spragnieni są prawd duchowych. Nie dadzą się zwieść samymi słowami i nie zadowoli ich prawidłowa ‘interpretacja’ prawd. Pragną Boga i nie zaznają spokoju dopóki nie napiją się z głębi Strumienia Wody Żywej”. C.S. Lewis dodaje: „Jeśli znajduję w sobie pragnienie, którego nie może zaspokoić żadne doświadczenie tego świata, najbardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem jest to, że zostałem stworzony dla innego świata”.

4. Wezwanie

Bóg wprawdzie puszczał płazem czasy niewiedzy, teraz jednak wzywa wszędzie wszystkich ludzi, aby się opamiętali, gdyż wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z martwych” Dz 17,30-31.

Już zostało niewiele czasu, a wszystko jest już przygotowane: „Królestwo Niebios przypomina pewnego króla, który przygotowywał wesele swemu synowi. (…)Powiedzcie zaproszonym – polecił – że pierwsze danie gotowe, mięso czeka na przyrządzenie, wszystko już dopięte. Przyjdźcie na wesele” Mat 22,2-4. Czy nie brzmi to atrakcyjnie? Jednak, jak czytamy dalej, wielu odrzuciło zaproszenie, a niektórzy przyszli gardząc Gospodarzem. „Wtedy Pan powiedział do sługi: Wyjdź na drogi i między opłotki i przymuszaj (przekonuj) do wejścia, aby mój dom się zapełnił” Łk 14,23. Każdego dnia możesz otworzyć i poczytać np. Ewangelię Jana, Duch Święty jeszcze dzisiaj może cię dotknąć potężną mocą, choć nie musi to być spektakularne: „Królestwo Boże nie przychodzi w sposób dostrzegalny” Łk 17,20.
Z wiarą i respektem podchodź do jedynej natchnionej księgi świata, tak, jak to zrobili Berejczycy: „Ci byli szlachetniejsi od tych w Tesalonice, gdyż przyjęli słowo Boże z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy tak się sprawy mają” Dz 17,11.

Podczas, gdy większość ludzi i religii na świecie oznajmia: ja cię do niczego nie zmuszam, więc ty też nic mi nie wciskaj - każdy ma prawo wierzyć w to, co chce – chrześcijaństwo widzi tragedię społeczeństw i jednostek, i woła, błaga, wzywa: Ratujcie się! Wejdźcie na tą arkę zbawienia, bo nie uciekniecie w inny sposób przed potopem potępienia!
Tak więc w miejsce Chrystusa sprawujemy poselstwo, tak jakby Bóg upominał was przez nas. W miejsce Chrystusa prosimy (błagamy, wzywamy): Pojednajcie się z Bogiem” 2Kor 5,20.

Zakończę końcowymi słowami książki:
„Zauważyliśmy już, religia jest kowadłem, na którym zużyło się wiele młotów. Być może przeżyje też świecki humanizm. I choć dziś w wielu miejscach chyli się ku upadkowi, wciąż jest największym spektaklem na ziemi, odbywającym się w jakimś miejscu modlitwy po sąsiedzku. Tylko od ciebie zależy, czy kupisz bilet”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz