wtorek, 1 maja 2018

A myśmy się spodziewali, że…


Każdy człowiek rodzi się z buntem przeciw Bogu. Gdy się nawraca, jest duchowym niemowlakiem. Nawracamy się z różnych powodów. Jedni dzięki „pieśniom żałobnym”, inni słuchając „gry na flecie” (Łk 7,32). Jedni przestraszeni Bożym gniewem i wizją piekła, inni zachwyceni potęgą Bożej miłości. Gdy oddajemy życie Bogu, myślimy, że On jest taki i taki oraz spodziewamy się, że uczyni to i tamto. Sami staliśmy się w stu procentach Jego dziećmi, ale wyglądamy jak zgniłe nasionko pod ziemią.  A tam wiadomo – ciemności nieziemskie. Poza tym proces gnicia to nic przyjemnego – smród, odpychająca brzydota, dziwaczność, śmieszność, ból. Prawdziwe chrześcijaństwo to proces wzrostu przez podlewanie, ciągłe osobiste poznawanie Stwórcy przez nieustanną relację i Słowo Boże, to także uświęcenie, bez którego nikt nie ujrzy Nieba. Uświęcenie nie jest dodatkiem dającym prawo do premii lub bonusu. Uświęcenie jest warunkiem i normą. „Wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa” Flp 3,8. To, czego człowiek spodziewa się na początku drogi zawsze okazuje się później zupełnie czymś innym. „Bo myśli moje, to nie myśli wasze, a drogi wasze, to nie drogi moje” Iz 55,8. Tomek Żółtko śpiewał kiedyś : „Zmuszasz mnie by innym być, czasem czołgać się zamiast iść, nagroda to czy kara jest?” Niezależnie od tego kto jaki miał początek, musi zostać ukrzyżowany z Chrystusem, zrezygnować ze swoich wyobrażeń i scenariuszy, uprzedzeń i założeń. Świadomość początkującego chrześcijanina czasem przypomina pewną świeżo nawróconą i uzdrowioną przez Smitha Wigglethwortha kobietę, która w swojej prostocie zapytała kaznodzieję: „Panie Smith, czy ja teraz będę mogła dalej palić papierosy?” On odparł: „Będzie pani mogła palić, ile pani zechce …. o ile Duch Święty pani pozwoli”. Zatem zmieniamy się, zmieniają się nasze poglądy, zgłębiając Biblię odkrywamy, że nasze poznanie Chrystusa było powierzchowne. „Im dłużej studiujemy przypowieści Jezusa, które wydawały się proste, gdy je czytaliśmy, tym bardziej złożone się stają. Kto chce brodzić w płytkiej interpretacji, wkrótce wejdzie w głąb i albo nauczy się pływać, albo zostanie zmuszony do pospiesznego powrotu.” (Pawson)
„Bracia, ja o sobie samym nie myślę, że pochwyciłem, ale jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, i zdążając do tego, co przede mną, zmierzam do celu, do nagrody w górze, do której zostałem powołany przez Boga w Chrystusie Jezusie. Ilu nas tedy jest doskonałych, wszyscy tak myślmy; a jeśli o czymś inaczej myślicie, i to wam Bóg objawi”  Flp 3,13
Młodego chrześcijanina często nękają pytania: Czy On mnie kocha? Czy On się na mnie gniewa? A gdy już dojdzie do tego, że kocha i Jego gniew nie ciąży na nim, przychodzą inne myśli. A co z tymi, którzy Go nie znają? Czy to On posyła do piekła?  Co z Salomonem, co z  Hitlerem (no bo przecież nie znamy ostatniej sekundy jego życia)?  Nasze doświadczenia, poszukiwania, rozmowy, rozważania każą nam zadać najważniejsze pytanie:

W jakiego ja Boga wierzę i kim On właściwie jest? (Łk 8,25)

I tu zaczyna się podział Kościoła na 30 tys. denominacji, bo każdy inaczej rozumie to i tamto. Nie jest moim zamiarem wymienianie doktryn Biblijnych i określenie tej jedynie jedynej prawdziwie prawdziwej prawdy. Wiele nieporozumień dotyczy drobiazgów i tak naprawdę część denominacji to ten sam Duch i nauka, tylko nazwa inna. Trzeba też wziąć pod uwagę, że "jest zło większe od braku jedności, a jest nim jedność w błędzie". (Jan Wierszyłowski)

 „Jeden wierzy, że może jeść wszystko, słaby zaś jarzynę jada.” Rz 14,2. Kłócimy się więc o gust, upodobania, przyzwyczajenia, tradycje, krytykujemy i gardzimy słabym poznaniem innych początkujących, błądzących lub zagubionych. „Nie znają Chrystusa ci, co sądzą żywych i umarłych, … ci co grzebią się w cudzych wstydach, … ci co szyld cenią wyżej niż Niebo” (Żółtko). C. S. Lewis napisał: „Bywali już wcześniej ludzie, których tak bardzo pochłaniało krzewienie chrześcijaństwa, że nigdy nie poświęcali choćby jednej myśli osobie Chrystusa”. Kochamy etykietki, forsujemy swoje racje, a w rzeczywistości chodzi o relację. Relację z Nim. A większość sporów dotyczy „jarzyn”. Na przykład nie ma nic szkodliwego w tradycji chodzenia do kościoła w soboty - zaliczyłbym to do „jarzyn”, natomiast gdy ktoś uzależnia od tego swoje lub, co gorsza, zbawienie innych ludzi – to już jest to trujące.
Ale również licytujemy się, czy nasz Bóg jest Bogiem sądu, czy bardziej miłości, bo przecież „miłosierdzie góruje nad sądem”. Stworzył człowieka na swój obraz, a potem posyła go do piekła? Czy w takiego Boga wierzę? A może w takiego, który tylko straszy piekłem, a na końcu i tak przymknie oko na nasze niedociągnięcia i piekło okaże się puste? To są ważne pytania.
Zatem czy słynny „list miłosny od Boga Ojca” dotyczy wszystkich ludzi? Tak. List ten różnymi fragmentami Pisma Św. opisuje Stwórcę w formie Jego własnych wypowiedzi skierowanych do każdego człowieka. W Duchu Biblijnym pokazuje wielkość, charakter i miłość Boga. Na końcu listu jest pytanie, które nie pozostawia wątpliwości, że nikt nie rodzi się uczniem Chrystusa: „Ale czy Ty chcesz być Moim dzieckiem?”. Historia narodu żydowskiego oraz cały Nowy Testament jest głoszeniem możliwości ratunku i wezwaniem do nawrócenia. Jest taka szansa, taka wąska brama, jedyna opcja i jedyna droga, aby człowiek był zbawiony od swoich grzechów i otrzymał dar życia wiecznego. Jest nią uwierzenie i wejście na drogę uczniostwa. W tym momencie może ktoś powie: a myśmy się spodziewali, że już jesteśmy chrześcijanami, skoro wierzymy i zaliczamy takie i takie sakramenty, że Bóg nas stworzył na Swój obraz, więc w Swojej niezwykłej dobroci i miłości, ma Swoje sposoby, aby Swoim miłosiernym sercem doprowadzić każdego do zbawienia.

Tylko niektórzy

Dobroć Boga owszem jest potężna, ale prowadzi do…  o p a m i ę t a n i a  (nie do zbawienia) – w pierwszej kolejności do opamiętania (Rz 2,4). Nigdy nie możemy lekceważyć Biblijnej kolejności. Najpierw człowiek się rodzi, a potem umiera. Właściwa kolejność. Posłanie, zwiastowanie, słuchanie, wiara zbawcza lub potępienie. Opamiętanie, nawrócenie, chrzest, uczniostwo. Cała Biblia przesiąknięta jest schematem przestróg: nawoływanie - nieposłuszeństwo – konsekwencje. Historia Noego jest przywołana jako przykład, że tak będzie przy końcu świata – niewielu ocalało przez wodę (1Pt 3,20). „Wiara nie jest rzeczą wszystkich” – mówi apostoł Paweł w drugim liście do Tasaloniczan. Zaś w liście do Rzymian: „Skoro już jestem apostołem pogan, służbę moją chlubnie wykonuję; może w ten sposób pobudzę do zawiści rodaków moich i zbawię niektórych z nich.” Rz 11,13 Wielki apostoł Paweł, człowiek o niezwykłej charyzmie, mądrości, doświadczeniu; człowiek, przez którego Bóg czynił potężne dzieła – ten mąż Boży był świadomy, że niewielu ludzi chce zgodzić się (bez negocjacji) na Boże warunki. Wiedział, że nawrócą się tylko niektórzy, choć oczywiście nie zmniejszyło to jego zaangażowania. „Dla słabych stałem się słabym, aby słabych pozyskać; dla wszystkich stałem się wszystkim, żeby tak czy owak  n i e k t ó r y c h  zbawić.” 1Kor 9,22. Jezus zapytany: czy tylko niewielu będzie zbawionych, odpowiedział: „Starajcie się wejść przez wąską bramę, gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, ale nie będą mogli.” Łk 13,24. Mateusz uzupełnia, że niewielu taką wąską bramę znajduje (7,14). Jan – umiłowany uczeń - który opierał głowę na jego piersi, który wiedział o Jezusie więcej niż ktokolwiek inny – gdy zobaczył Go w majestacie Swojej chwały, Jego twarz jaśniejącą jak słońce w pełnym swoim blasku i ostry obosieczny miecz wychodzący z Jego ust– przestraszony padł do Jego stóp jakby martwy (Obj 1,17). Jan wiedział, że Słowo Boże jest całkowicie poważne, święte, niepodważalne, niezachwiane. (Jego nieznajomość nie zwalnia od konsekwencji.) Lecz wiedział też, że ludzie kochają ciemność, nie chcą przyjąć Światła. Na tym polega sąd. „Dobroć, cierpliwość i pobłażliwość Boża świecą na ludzkość jak słońce, po to, by nas rozmiękczyć i stopić, ale zamiast tego czynią ludzi zatwardziałymi. Słońce potrafi obie rzeczy – topić masło i utwardzić glinę” (Martyn Lloyd Jones). Można by tak mówić o głupich pannach, o zmarnowanych talentach, o zasianych ziarnach, które w większości nie przyjęły się, o niewyłupionym oku, o siedmiu demonach w powierzchownie nawróconym, o zakryciu przed mądrymi, o płaczu i zgrzytaniu zębami… Jezus nie machnie ręką na to co mówił, nie przymknie oka, nie stwierdzi: a niech tam. Sąd jest częścią Ewangelii. Nie ma wątpliwości, że każdy kto liczy na zbawienie, bo żyje zgodnie ze swoim sumieniem, w zgodzie z posiadanym światłem, polegając na tym, że był dobry - nie ujrzy zbawienia. Gdyby tak było, nie trzeba by było wysyłać misjonarzy i ewangelistów. Ich praca byłaby śmieszna i zbędna i wówczas trzeba by ją inaczej nazwać np. caritas. Charles R. Swindoll mówi:

>>Ewangelia jest ofiarowana wszystkim, „lecz nie wszyscy usłuchali
ewangelii” Rz  
10,16, nie wszyscy przyjmą ewangelię. Jeżeli dzielisz się dobrą nowiną o Chrystusie to spotykasz ludzi, którzy nie odpowiadają na to pozytywnie. Izajasz mówi: „któż uwierzył w to, co od nas usłyszał”? Prawdą jest, że ewangelia nie będzie przyjęta przez wszystkich. Większość nigdy nie uwierzy Prawdzie. Prawda zawsze będzie zaakceptowana przez mniejszość, przez „resztkę”. Nigdy o tym nie zapominaj. Ci, którzy wierzą w Prawdę zawsze będą w mniejszości.<< (Pełnia życia)
Przekierowana odpowiedź

Wróćmy na chwilę do pytania: czy tylko niewielu? Jezus przekierował odpowiedź z ogólnej na personalną. Nie odpowiedział im: tak, tylko niewielu; albo: nie, zbawię wszystkich. Chciał raczej powiedzieć: nie uzależniajcie swojego zbawienia od ilości ludzi, nie porównujcie się do innych, skupcie się na swoim własnym życiu, starajcie się (napierajcie, zawalczcie, usiłujcie), aby wejść przez ciasną bramę, zawężajcie swoje ziemskie zainteresowania, poglądy, wyobrażenia, bo z nimi się nie zmieścicie. Nie muszę wiedzieć: czy wielu?, ale nie mogę zatwardzić serca, gdy On coś mówi do mnie. Muszę podjąć decyzję: albo idę za Nim, albo nie. Nie muszę wiedzieć też co z tymi, którzy nie słyszeli ewangelii, albo umarli przed narodzeniem Chrystusa, albo z małymi dziećmi. A czy nie do nich należy Królestwo Niebieskie? Wszelkie odpowiedzi mogą się okazać tylko spekulacjami, a moja wiara będzie się chwiać zależnie od zmieniających się modnych idei religijnych, lub może być wypaczona przez nacisk na tylko jeden atrybut Boży . Można wspomnieć, że w Starym Testamencie żyli też ludzie, którzy mieli Ducha Chrystusowego i wiarę abrahamową. A jeżeli niechrześcijanie nie dostaną się do nieba, to nie ze względu na to, że nie usłyszeli Ewangelii, ale dlatego, że urodzili się w grzechu. „Nie ma w nikim innym zbawienia. Nie ma bowiem pod niebem żadnego innego imienia danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni.” Dz 4,12. Zatem przekierowując odpowiedzi na te pytania o ilość, zacytuję Leonarda Ravenhilla: „Nie obchodzi mnie to, jak bardzo pokręcone jest twoje życie w tej chwili – nie jest za późno, aby prosić o przebaczenie.” A więc, tak: jesteśmy przeciwnikami Boga (Rz 3,10-23; Mat 4,10) i tak: jesteśmy chomikami ze znakomitego tekstu Bartosza Sokoła „Bóg kocha Boga” z roku 2013 i tak: jesteśmy pająkami ze słynnego kazania Jonathana Edwardsa - „Grzesznicy w rękach rozgniewanego Boga” z 1734 roku. Gdy Edwards głosił to kazanie – ludzie spadali ze swoich siedzeń i chwytali się filarów, które podtrzymywały galerię, płacząc z rozpaczy. On zaś nie mówił: „Och, przyjaciele, proszę wybaczcie mi. Nie chciałem was w ten sposób zakłopotać, Bóg was wszystkich kocha, nie musicie nic robić, On już wszystko zrobił”. „Co mamy robić?” (Dz 2,37) – mądrze zapytali prawdziwie przejęci swoją „pająkowatością” słuchacze apostoła Piotra. „Najlepszym sprawdzianem jakości naszego zwiastowania jest to, czy stawia ono słuchaczy przed sądem.” (Oswald Chambers). Gdy pająki i chomiki upadną do nóg Zbawiciela, wówczas i tylko wtedy odnajdą swe właściwe, pełne wielkiej godności miejsce istoty stworzonej na podobieństwo Stwórcy.

A więc Bóg sądu, czy miłości?

Owszem cały opis Ojcowskiej miłości jest piękny, ale dotyczy tych, którzy są w Chrystusie. Owszem jesteśmy stworzeni na obraz Boży, ale nie poznamy Go jeżeli nie zostaniemy ożywieni przez Ducha Świętego. Podobieństwo do Boga rodzi tęsknotę, wyczuwamy swoje pochodzenie, ale stworzenie na obraz Boga nie znaczy, że nasza dusza nie jest skażona. Owszem On nie dołamie trzciny, ale raczej wskaże słabemu, upokorzonemu lub złamanemu człowiekowi ratunek. Zrozumienie przesłania Ewangelii nie wymaga ukończenia studiów wyższych, jest na tyle proste, żeby to „głupstwo o krzyżu” dotarło do każdego człowieka. A nawet więcej: Bóg daje się odnaleźć "niemowlętom", a przed mądrymi, roztropnymi oraz pragmatycznymi intelektualistami ukrywa się. Każdy ma szansę odpowiedzieć na wezwanie Nieba. Brak odzewu nie świadczy o pechu, a nawrócenie o losowym szczęściu. Wybranie Boże nie wyklucza odpowiedzialności każdego człowieka za swoją duszę. Bóg się nie zmienia, to człowiek musi się zmienić.

„Człowiek odrzuca Boże zwierzchnictwo nad sobą. Uważa się za osobę
autonomiczną. Dar Jezusa to najwspanialsza oferta dla człowieka, to zbawienne światło w ciemnej nocy. Skutki odrzucenia Bożej oferty to destrukcja samego siebie i otoczenia. Czasem szybka, czasem powolna. Ale nieubłaganie degenerująca życie jak złośliwy rak.”  Jan Wierszyłowski  –  „Dlaczego Jezus, a nie na przykład Budda?”
Ojciec kocha Syna, a dzieci Boże współdziedziczą z Chrystusem. Czy to nie wspaniałe? Już sama wizja braku cierpienia w niebiańskiej wieczności powinna rzucić nas na kolana przed Chrystusem i poddanie swojego życia pod Jego władzę. Ojciec przyjmie każdego marnotrawnego, który wcześniej upokorzony wejrzał w siebie i opamiętał się. Nie potępi go, da mu nową szatę, wyprawi ucztę, będą się radować i gra muzyka. Chce obdarzyć każdego wszelkim duchowym błogosławieństwem Niebios i to robi, bo jest dobry dla złych i niewdzięcznych. Uzdrawia, obdarowuje, posyła Swoje Słowo. Niestety ludzie reagują jak trędowaci z Ewangelii Łukasza 17,12-19. Ostatnio natknąłem się na historię Kimberly Henderson, która zareagowała na Słowo Boże z Księgi Izajasza i postanowiła nie dokonywać aborcji. Stała się słynna na cały świat, ale Bogu za Jego dobroć chwały nie oddała, nie przyszła do Niego, żyje po swojemu.

W jakiego Boga wierzę, sądu czy miłości? Odpowiedź przekierowana: Czy twój dzisiejszy pogląd jest kategoryczny? Czy otrzymałeś Ducha Świętego? Czy słyszysz głos Ducha Świętego?
Jeżeli będziemy wierzyć tylko w Boga miłości – konsekwencją będzie wywyższenie człowieka, humanizm, Nowy Światowy Porządek. Jeżeli skupimy się na Bogu sądu, będziemy żyć w ciągłym strachu, a w kościołach będzie panował legalizm. Istotą bałwochwalstwa jest, gdy tworzymy sobie namiastkę Boga według naszych wyobrażeń, ukształtowanych przez urodzenie, tradycję, okoliczności.

Jako podsumowanie, chciałbym przytoczyć słowa pastora, kaznodziei, pisarza Aidena Wilsona Tozera. Pięknie tą prawdę ujął w książce uchodzącej za klasykę chrześcijańskiej literatury - „Poznanie Świętego”: „Wszystkie Boże czyny harmonizują ze wszystkimi Bożymi atrybutami. Żaden atrybut nie jest sprzeczny z jakimkolwiek innym atrybutem, lecz wobec nieskończoności Boga, wszystkie pozostają ze sobą w harmonii i współzależności. Przedstawianie Boga w dwóch osobnych ujęciach: Jego sprawiedliwości i Jego miłosierdzia, jest fałszywe i niezgodne z prawdą. Wyobrażając sobie, że w Bogu górę bierze raz jeden, raz drugi atrybut, stwarzamy wizję Boga niepewnego, sfrustrowanego i emocjonalnie niezrównoważonego, słowem Boga nie mającego nic wspólnego z prawdziwym Bogiem. To co powstaje, jest jedynie dopasowanym do naszego rozumu wizerunkiem Boga.”

Więc o co chodzi?

A myśmy się spodziewali... czegoś innego, a myśmy myśleli..., że Chrystus zrobi to i tamto. A myśmy znali Chrystusa jako Chrystusa pop-kultury, Chrystusa miłosiernego, Chrystusa apokalipsy, Chrystusa eucharystycznego itp itd. "I nawet jeśli w ten sposób poznaliśmy Chrystusa, to znamy Go teraz inaczej" (2Kor 5,16) Teraz znamy Go jako objawionego w Swoim Słowie, przez Ducha Świętego. "Tak więc kto jest w Chrystusie" - kontynuuje Paweł - "nowym jest stworzeniem. Stare przeminęło - i nastało nowe." (2Kor 5,17) Nastało nowe i nie widzimy już Chrystusa wykreowanego przez nasze lub innych pragnienia, marzenia, tęsknoty. Nie widzimy już Chrystusa na obrazkach, w filmach, na krzyżykach. Więc o co chodzi w dojrzałym chrześcijaństwie? "Chodzi o to, abyśmy już nie byli dziećmi, rzucanymi przez fale i unoszonymi przez każdy powiew nauki będący w rzeczy samej wyrazem ludzkiego oszustwa i sprytu w posługiwaniu się zwodniczymi metodami." Ef 4,14 Chodzi o chodzenie w pewności zbawienia i wolności Ducha Świętego.


środa, 7 marca 2018

Wieczerza Pańska a Eucharystia


„Dlaczego ufam Kościołowi? Biblijny podręcznik obrony wiary.” To tytuł książki Marka Piotrowskiego, który napisał ją w dużej mierze jako polemikę z protestantami (w ogólnym tego słowa znaczeniu).  Bardziej technokratycznie niż filozoficznie uporządkowane i opisane są tu najważniejsze tematy dotyczące Kościoła Rzymskokatolickiego. Jest wielce imponujący wkład pracy autora, jego pomysłowość, logika, próby obalenia stereotypowego myślenia, reakcja na slogany, wiedza teologiczna i historyczna oraz trafność cytatów z wielu rozmaitych źródeł. Bardzo podoba mi się podejście autora do swojej wiary – nie opiera się na wizjach, doznaniach, emocjach, czy przeżyciach; w przeciwieństwie np. do takiej wypowiedzi Ulfa Ekmana:
 „Stając się katolikiem, poczułem, że to nie na mnie opiera się Kościół, ale że to ja opieram się na Kościele. Doświadczam tej sakramentalności i jest to naprawdę wspaniałe odkrycie i doświadczenie. Ponadto sakramenty, a w szczególności Eucharystia i idea rzeczywistej obecności, całkiem realnej obecności, to coś wspaniałego. Trzeba to odkryć. Ja to odbieram jako cud, coś zdumiewającego. Coś, co daje siły i rodzi głęboki szacunek dla Pana Boga. I bardzo to cenię.”

Temat Eucharystii w książce jest omówiony z każdej strony, podparty
patrystyką, współczesnymi pisarzami, Katechizmem Kościoła Katolickiego i Pismem Świętym. Rozpatrzone są wszelkie wątpliwości i zarzuty. (Książka powstała między innymi w oparciu o dyskusje internetowe autora.) Treść jest jednak tendencyjna i jakby związana umową lojalnościową z KK– podane przykłady i cytaty (przyznam, że głęboko wyszukane) są w taki sposób przywołane, aby pokrywały się z nauką Kościoła Katolickiego. Można by powiedzieć, że książka jest objaśnieniem i komentarzem Katechizmu KK. Cała praca robi oczywiście ogromne wrażenie rzetelności, naukowości, fachowości i profesjonalizmu.
Nie chcę wchodzić w polemikę z panem Markiem, spróbuję jedynie wyrazić kilka swoich refleksji, które nasunęły mi się czytając rozdział na temat Eucharystii.

Mój syn będąc w tym miesiącu na Malcie, burzył się w swoim duchu na widok państwa oddanego bałwochwalstwu (podobnie jak apostoł Paweł w Atenach). W 17. rozdziale Dziejów Apostolskich czytamy: „Rozprawiał więc [Paweł] w synagodze z Żydami i z pobożnymi,  a na rynku każdego dnia z tymi, którzy się tam przypadkiem znaleźli.” To jego [Pawła] wzburzenie wywołało rozmowy,  rozważania, dyskusje; obudziło konieczność pokazania, uświadomienia, udowodnienia prawdy i głoszenia dobrej nowiny o Panu Jezusie Chrystusie. Stąd, widząc tego typu książki na naszym rynku księgarskim chciałbym w jakiś sposób zareagować.

Z książki:
„Jeżeli jednak Kościół myli się co do Eucharystii, to jesteśmy bałwochwalcami. Jeśli protestanci mają rację, to my, katolicy, od niemal 2000 lat oszukujemy w haniebny sposób miliardy ludzi. Jeśli zaś prawdą jest to, co głosi na ten temat Kościół, wówczas miliony protestantów od 500 lat pozbawiają się największej Łaski, jakiej może doświadczyć człowiek jednoczący się z Bogiem i braćmi jednocześnie, w sposób symbolizujący Kościół, który żywi się Ciałem Jezusa i staje się Ciałem Jezusa. Przypomnijmy Mt 26, 26-28 oraz Jan 6. Jak widać sprawa jest poważna – zależy od niej życie wieczne i trwanie w Chrystusie.”
Temat delikatny, dotykający najczulszych strun duszy wielu katolików. Zacznę więc od tego, że szanuję katolików i doceniam ich prace na przestrzeni wszystkich wieków. Doceniam ich działalność charytatywną, kulturalną, naukową, oświatową, medyczną itp. Nie ma sensu licytować się czy taka lub taka religia przyniosła więcej korzyści dla społeczeństwa, a z innej to było więcej szkody niż pożytku. Ale złem jest, gdy w imię źle pojętej miłości nie mówimy prawdy.


JAKI KOŚCIÓŁ?

„Dlaczego ufam Kościołowi? Biblijny podręcznik obrony wiary.” Ten tytuł idealnie pasuje do książki, którą sam chętnie bym napisał. Z tą różnicą, że słowo Kościół dla mnie oznaczałoby Ciało Chrystusa, czyli ludzi dotkniętych, wybranych i powołanych przez samego Boga Ojca jeszcze przed założeniem świata (Ef 1,4-7). Kościół założony przez Pana Jezusa, którego On sam jest głową, a którego członkami są tylko i wyłącznie narodzeni z Ducha Świętego zielonoświątkowcy. Oczywiście to ostatnie to żart – z tego zdania wykreślamy słowo  „zielonoświątkowcy” i zastępujemy je słowem „ludzie”.  W moim rozumieniu Kościoła, nie chodzi o żadną denominację, o żadną etykietkę, o żadną ludzką przynależność. W Kościele Jezusa Chrystusa może być i katolik i protestant, ale jest też tak, że wielu katolików i wielu protestantów nie należy do takiego Kościoła. Kościół jest Oblubienicą, a nie matką. Ekklesia (gr.) - społeczność, zgromadzenie tego ludu, który odpowiedział na Boże wezwanie.
A tak poza tym: nigdy bym nie napisał książki o takim samym tytule, zakładając, że słowo Kościół oznaczałoby daną denominację, w której jestem.


DWA RÓŻNE TEMATY

Należy rozróżnić wydarzenia podczas ostatniej wieczerzy (Łk 22), czy też wspólnotowe spożywanie wieczerzy od wydarzeń, podczas których Pan Jezus nakłania do jedzenia i picia jego ciała i krwi, czyli od duchowego karmienia się Chrystusem każdego dnia (J6). Oto te fragmenty:
Łk 22,19-20: Następnie wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał mówiąc: To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę! Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc: Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana. 
Jan 6, 54-56: Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim.

Z książki:
„Jezus ustanowił Eucharystię podczas ostatniej wieczerzy,  Łk 22,19-20, a ze spożywaniem jej wiążą się wielkie obietnice:  J 6,54-56”
Kościół Katolicki twierdzi, że silnik jest samochodem. Pokazuje nam tłoki, cylindry, pompę, chłodnicę i mówi, że to samochód. Jest oczywiście jakaś zależność i powiązanie między silnikiem a samochodem, ale bez silnika samochód nie pojedzie. Tak samo ostatnia wieczerza (Łk 22, Mat 26, lub Mk 14)jest oddzielnym wydarzeniem (od jedzenia chleba/ciała z Jana 6), na którym Jezus błogosławi swojego Ojca i ustanawia, ustala, ma takie życzenie, żeby podobną wieczerzę chrześcijanie organizowali na pamiątkę. Czyli nie uczestniczymy w pamiątce wieczerzy, tylko w wieczerzy na pamiątkę; nie uczestniczymy w dziękczynieniu (eucharystia), ale z wdzięcznością spożywamy chleb i pijemy wino; nie uczestniczymy w przemianie, bo sami jako przemienieni przez jego krew możemy godnie w tej wieczerzy brać udział; nie uczestniczymy w ofierze, bo ona raz na zawsze została złożona za nasze grzechy. Poza tym Jan jako jedyny ewangelista nie napisał nic o ustanowieniu wieczerzy, nie ma więc żadnej rozsądnej podstawy biblijnej ani pozabiblijnej, aby łączyć słowa z szóstego rozdziału ewangelii Jana z ostatnią wieczerzą. Ewentualnie, gdyby wypowiedzi Jezusa o jedzeniu jego ciała z Jana 6 nastąpiłyby po wieczerzy – wówczas można by się zastanowić nad logiką i sensem eucharystii. Jednak były to zupełnie inne wydarzenia, a słowa Pańskie dotyczyły innego tematu, choć w jakimś sensie powiązanego z wieczerzą (samochód może ruszyć dzięki silnikowi, a dzięki wierze możemy przystępować do wieczerzy). Dwa kompletnie różne konteksty. W J6 Piotr zrozumiał (i nie tylko Piotr), że życie wieczne można było otrzymać przez uwierzenie w Chrystusa, a nie przez spożywanie Jego ciała: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Bożym. J6,68-69

Z książki:
Zarzut: „Tu nie chodziło o Ciało i Krew Jezusa tylko o Słowo Boże lub wiarę. W Piśmie czytamy: Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa które Ja wam powiedziałem są duchem i są życiem (J 6,63)”
W naszej książce pan Marek odpowiada na powyższy zarzut:
„Hipoteza jakoby spożywanie ciała i krwi Jezusa oznaczało słuchanie Ewangelii nie wytrzymuje konfrontacji z Pismem Świętym. Nijak z tą hipotezą nie da się uzgodnić choćby następujących fragmentów: Łk 22,19-20 – Fragment ten założywszy, że chodzi o Słowo Boże musiałby brzmieć „Następnie wziął Biblię, odmówiwszy dziękczynienie, otworzył, podał , mówiąc To jest Ciało moje, które za was będzie czytane ….”itd.
Rozdzielając te dwa wydarzenia, tematy – właśnie wniosek autora nie wytrzymuje konfrontacji z Pismem Świętym.


NIEKOSEKWENCJE

Z książki:
„Jeżeli jednak Kościół myli się co do Eucharystii, to jesteśmy bałwochwalcami.”
– Tak panie Marku, Kościół Katolicki myli się co do eucharystii. Chleb i wino są ani mniej ani więcej jak symbolem ciała i krwi naszego Pana Jezusa i dlatego powinny być spożywane „godnie" (1Kor  11), jednak podczas i po wieczerzy są zwykłym chlebem i winem i mają być spożywane zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Wezwanie do oddawania czci chlebowi i winu znieważa Boga i nie jest niczym innym jak bałwochwalstwem.
Jeżeli wykładnia tych słów („Kto spożywa ciało moje i pije krew moją…”) przyjęta w kościele rzymskokatolickim byłaby prawdziwa, to nikt, kto nie przyjmuje eucharystii, nie mógłby być zbawiony, jak również całe jego życie duchowe byłoby uzależnione od regularnego przyjmowania eucharystii. Taka myśl jest absurdem i jest sprzeczna z wieloma jednoznacznymi wypowiedziami Biblii, a też KK zaprzecza sam sobie w idei kręgów przynależności do Kościoła, czy też nazywając protestantów braćmi odłączonymi, a o niewierzących mówi :
 „Ci bowiem, którzy bez własnej winy nie znając Ewangelii Chrystusowej i Kościoła Chrystusowego, szczerym sercem jednak szukają Boga i wolę Jego przez nakaz sumienia poznaną starają się pod wpływem łaski pełnić czynem, mogą osiągnąć wieczne zbawienie” KKK 847.
Inny przykład: 1Kor 11,25: "Kielich ten jest nowym przymierzem we krwi mojej". Jeżeli chleb (opłatek) jest prawdziwym ciałem Jezusa, to czy kielich jako naczynie, literalnie jest przymierzem?

Kolejną niekonsekwencją jest bezkrwawa ofiara ciała Chrystusa przed ukrzyżowaniem. Przede wszystkim tego ciała już nie ma. Zostało przemienione w uwielbione. Więc o jakie ciało chodzi?

Z książki:
„W przypadku Eucharystii owo budowanie pokrewieństwa widać jeszcze wyraźniej. Jezus ukształtował swe ciało z ciała kobiety, członkini ludzkiej społeczności – zaś my, karmieni Jego Ciałem i Krwią, które staje się częścią naszego ciała – składamy się po części z Ciała i Krwi Boga, stając się Jego krewnymi”
Budowanie pokrewieństwa…, Jezus ukształtował swe ciało…, stajemy się Jego krewnymi… ? Przekombinowana teoria. Biblia mów jasno:  „Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego, którzy narodzili się nie z krwi ani z cielesnej woli, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga.” J. 1,12 Stajemy się dziećmi Bożymi przez zbawczą wiarę.

Z książki:
„W żadnym wypadku Kościół nie naucza o przemianie FIZYCZNEJ lecz MISTYCZNEJ. Jest to obecność realna, rzeczywista i cielesna, nie mniej nie oznacza to, że następuje jakaś fizyczna przemiana chleba w Ciało czy wina w krew.”
Faktycznie, trzeba uważać i sprawdzać jakich sloganów używamy, aby wykazać błąd. Choć w tym wypadku to nic nie zmienia. Obecność cielesna, ale nie fizyczna?! Już nie zabobon, ale jeszcze nie magia? Albo może: już nie metafizyka, ale jeszcze nie antropofagia? Już nie mistyka, ale jeszcze nie mistyfikacja? Następuje jakiś niezidentyfikowany, nieokreślony cud, który trudno sklasyfikować, który nie mieści się w normach Biblii, ani w żadnych ludzkich lub nieludzkich normach. W przeciwieństwie do cudów, które znamy z Nowego Testamentu. Pastor Dariusz Suszek, były ksiądz, stwierdza: „Cud przeistoczenia nie istnieje w Biblii ani w historii ojców kościoła, jest raczej owocem średniowiecznej filozoficzno- spekulacyjnej myśli i należy do kategorii cudów mniemanych.” Możemy dodać, że wcześniej wierzono już w podobne historie z jedzeniem bóstwa:
„Jedzenie boga" występowało w bardzo wielu wcześniejszych wierzeniach przedchrześcijańskich (np. mitraizm, mandeizm, orfizm, misteria eleuzyjskie, w Egipcie kapłani piekli specjalne ciastka, które po poświęceniu miały się przemienić w ciało Ozyrysa). Idea jej to spożywanie boga. W komunii greckich misteriów z Eleuzys występowało nawet spożycie boga pod dwoma postaciami: poświęconej mąki i boskiego napoju, podobnie w mitraizmie, gdzie występował sakrament ciasta i napoju "Haoma". Tak samo podobna była Eucharystia morderczych Azteków (czyniono zaczyn z ciasta mający być wyrazem bóstwa, który następnie wierni spożywali). Teofagia występowała również u Germanów, Skandynawów i Saracenów”  - Mariusz Agnosiewicz, Redaktor naczelny Racjonalisty
Zatem "cud" ten nie jest ani wyjątkowy, ani niepowtarzalny, ani oryginalny, ani jedyny w swoim rodzaju.
Bóg nie mieszka w rzeczach, nie mieszka w przedmiotach, nie mieszka w budynkach, nie mieszka w zwierzętach i roślinach, nie mieszka też w chlebie i winie. Bóg mieszka w ludziach wierzących. Ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga 1Kor 6,19

Zastanawiam się czy przeciętny katolik, spożywając opłatek, wierzy, że Jezus w nim mieszka teraz bardziej niż przedtem? Czy ta wiara góruje nad wiarą w zmartwychwstanie? Czy może chodzi o przypieczętowanie takiej wiary tą drugą wiarą. Jedyną pieczęcią o jakiej mówi Nowy Testament jest chrzest Duchem Świętym obiecany nawróconym ludziom - po uwierzeniu, po otrzymaniu zbawczej wiary (i nie ma on nic wspólnego z tzw. bierzmowaniem). Biblijne chrześcijaństwo tym odróżnia się od wszelkich religii, systemów, filozofii, że tu zbawienie jest dziełem Boga, natomiast w innych chodzi o ludzkie starania, uczynki, osiągnięcia, sakramenty. Najważniejszy list w NT - list do Rzymian - w którym zawarte jest nauczanie głównych chrześcijańskich doktryn; w przepiękny sposób pokazuje usprawiedliwienie tylko z wiary, życie wiarą, życie w zwycięstwie nad grzechem. List ten jest kamieniem węgielnym prawd wiary, jest konstytucją chrześcijaństwa. W liście tym nie ma ŻADNEJ wzmianki o eucharystii.


Zwróćmy jeszcze uwagę na poniższe porównanie symboliki:

1. Jezus mówi: zburzcie tą świątynię
2. Jezus mówi: to jest ciało moje


1. Jezus wskazuje na siebie, a oni myśleli, że chodzi o budynek
2. Jezus wskazuje na siebie, a oni myśleli, że chodzi o chleb


PRAWO I GRZECH

Słowa Jezusa z kazania na górze, dzisiaj mogłyby brzmieć tak: „Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz spożywał przemienione moje ciało i pił przemienioną moją krew. A ja wam powiadam: Uwierzcie we mnie, w moją śmierć za grzech świata, która się dokonała raz na zawsze,  a ja wam przebaczę i oczyszczę was. I chodźcie za mną, słuchajcie mojego głosu i mnie naśladujcie. To właśnie znaczy jeść ciało i pić krew.” To jest istotą i głównym zamierzeniem Boga Ojca. Tak samo jak wtedy faryzeusze stworzyli własne wyobrażenie Prawa Mojżeszowego, własną interpretację, własną tradycję, tak samo po Chrystusie ludzie zaczęli stopniowo odbiegać od nauki apostołów, zaczęli interpretować Pismo na potrzeby swoich nauk i z wieku na wiek wprowadzać co raz bardziej odstępcze dogmaty. Zbrodnia pociąga zbrodnię. Przypomina to „Makbeta” Szekspira. Cechy dramatu szekspirowskiego oraz postać głównego bohatera idealnie pasują do specyfiki i działań Kościoła Rzymskokatolickiego.
„Prawo wkroczyło, by pomnożyć upadek” Rz. 5.20 Podobnie szósty i siódmy rozdział Listu do Rzymian mówi o pewnej walce dwóch przeciwieństw: prawo i grzech. Gdy prawo mówi, żeby danej rzeczy nie robić, pobudza w grzesznym człowieku myśl o tej właśnie zakazanej rzeczy. Wyobraźnia pracuje i pcha nas do tego konkretnego działania. Jeśli prawo nie zabraniałoby robienia tego, nikt by tego nie robił. Prawo pobudza, ujawnia, uzewnętrznia grzech. Pokazuje, że nie możemy inaczej. Kiedy pisałem ten artykuł, odwiedził mnie mój ośmioletni bratanek. Wiedział, że u mnie w pokoju ma zakaz dotykania głośników – ale właśnie te głośniki kusiły go, więc palcem dotknął kopułki i niestety zniszczył głośnik. 
Kilka innych przykładów:

Adam i Ewa
Prawo: I dał Pan Bóg człowiekowi taki rozkaz: Z każdego drzewa tego ogrodu możesz jeść, ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz. Rodz 2,16
Grzech: A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla zdobycia mądrości, zerwała z niego owoc i jadła. Dała też mężowi swemu, który był z nią, i on też jadł. Rodz 3,6
Salomon
Prawomożesz ustanowić nad sobą króla, którego Pan, twój Bóg, wybierze. (…)Tylko niech nie trzyma sobie wiele koni i niech nie prowadzi ludu z powrotem do Egiptu, aby mnożyć sobie konie, gdyż Pan powiedział do was: Nie wracajcie już nigdy na tę drogę. Niech też nie bierze sobie wiele żon, aby nie odstąpiło jego serce. Także srebra i złota niech wiele nie gromadzi. Powt Prawa 17,15 
Grzech: Salomon miał cztery tysiące stajni dla koni.  Sprowadzano też dla Salomona konie z Egiptu i ze wszystkich krajów. 2Kron 9 Miał on siedemset żon prawowitych i trzysta nałożnic, a te jego kobiety omamiły jego serce.  Gdy się zaś Salomon zestarzał, jego żony odwróciły jego serce do innych bogów, tak że jego serce nie było szczere wobec Pana, Boga jego 1Król 11,3  Doprowadził też król do tego, że srebra i złota było w Jeruzalemie jak kamieni 2Kron 1,15
Eucharystia
Prawo: Duch ożywia. Ciało nic nie pomaga. Słowa, które powiedziałem do was, są duchem i żywotem. Jan 6,63 Innymi słowy: Dosłowne, fizyczne ciało na nic się nie przyda.
Grzech: „Kto zaprzecza temu, że w sakramencie świętej eucharystii zawarty jest cały Chrystus prawdziwie, rzeczywiście i w swojej istocie, to jest jego ciało, krew, dusza i jednocześnie jego boska natura, i twierdzi, że jego obecność jest symboliczna albo jest tylko działającą mocą, niech będzie wyłączony/przeklęty". (Sobór w Trydencie, 1551)
Ofiara
Prawo:  wszedł raz na zawsze do świątyni nie z krwią kozłów i cielców, ale z własną krwią swoją, dokonawszy wiecznego odkupienia. Hebr 9,12  Wykonało się! Jan 19,30
Grzech: z książki:  „Ofiara nie osiągnie swojego kresu. (…) Dla wyrażenia, odnowienia, odświeżenia i umocnienia naszego pokrewieństwa z Bogiem – na każdej Mszy św. jest składana ta sama Ofiara.” „A skoro w tej Boskiej ofierze, dokonującej się we Mszy świętej, jest obecny i w sposób bezkrwawy ofiarowany ten sam Chrystus, który na ołtarzu krzyża ofiarował samego siebie w sposób krwawy, ofiara ta jest naprawdę przebłagalna" [KKK #1367]
Celibat
Prawo: Biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony 1Tym 3,2
Grzech: Obowiązek celibatu (Kodeks Prawa Kanonicznego)


HISTORIA

Z książki:
„Nieprawdą jest jakoby Eucharystia nie była czymś integralnym w chrześcijaństwie pierwszych wieków. Oczywiście istniały spory na ten temat, jednak bez większego znaczenia. Najlepszym dowodem na to jest fakt, przytaczany często przez nieświadomych jako oskarżenie, że dogmat o transsubstancjacji sformułowano dopiero 1215r. (Niezorientowanym wyjaśniam – dogmat ogłasza się wówczas, gdy w danej materii następują duże i trudne do rozstrzygnięcia spory doktrynalne. Dopóki takich poważnych sporów nie ma , nie ma powodu do ogłaszania dogmatów)”
W pierwszych wiekach chrześcijaństwa nie było mowy o transubstancjacji. „Spory dotyczące tego, co dzieje się z chlebem i winem w czasie Eucharystii – czyli rozumienia sakramentalnej  obecności Chrystusa w postaciach eucharystycznych rozpoczęły się stosunkowo późno, w czasach renesansu karolińskiego w IX i X wieku.” (Wikipedia) I nie były to spory bez znaczenia.
„Otóż doktryna o ofierze eucharystycznej kształtowała się przez długie wieki. Warto przypomnieć, że we wczesnym okresie chrześcijaństwa, aż do połowy II stulecia, zgromadzenia wiernych cechowała prostota, a głównymi elementami zgromadzeń były modlitwy, pieśni, czytanie hebrajskich pism (później również pism apostolskich) oraz kazanie (por. 1Kor 14.26). Wspomniane więc w Dziejach Apostolskich łamanie chleba nie należy wiązać z Wieczerzą Pańską, lecz z wieczornymi posiłkami wspólnoty (tzw. agapa). Początkowo bowiem Wieczerzę Pańską obchodzono raz w roku, w czasie święta Paschy (1Kor 5.7-8). Dopiero w drugiej połowie II stulecia na wskutek nacisków biskupa Aniceta (162 r.) i Wiktora I(190 r.) chrześcijanie zachodniej części Imperium Rzymskiego odcięli się od daty biblijnej Paschy i ustalili rzymską Wielkanoc na pierwszą niedzielę po czternastym dniu nisan. Dodajmy, że w tym czasie nie było jeszcze kapłanów, ofiar, kościołów i ołtarzy. Pojawiły się natomiast pierwsze sygnały dotyczące eucharystii, która początkowo wyrażała się jedynie w dziękczynieniu (gr. eucharystia = dziękczynienie) wiernych za dary – za ciało i krew Chrystusa. Dopiero w III stuleciu Cyprian z Kartaginy (200-258) połączył Wieczerzę Pańską z ofiarą złożoną przez kapłana, czyli z bezkrwawym powtórzeniem ofiary Jezusa na Golgocie, i wprowadził zamiast chleba małe okrągłe opłatki, które otrzymały nazwę hostii (z łac. jagnię ofiarne). Dodajmy, że nie wszystkim się to spodobało. Stanowiska tego bowiem nie podzielali Justyn, Ireneusz i wielu innych, dla których Wieczerza Pańska stanowiła jedynie ofiarę dziękczynną wiernych, nie zaś powtórzenie ofiary Chrystusa. Mimo to, już pod koniec IV wieku, przyjęło się określenie ,,msza” (łac. missa), które dopiero później nabrało charakteru ofiary mszalnej, podczas której kapłan dokonywał rzekomego ,,przemienienia” chleba i wina w ciało i krew Chrystusa. Przypomnijmy, że ta nowa forma kultu, która rozwinęła się na przełomie III i IV wieku (w 394 r. wprowadzono codzienną celebrację mszy), znalazła początkowo zwolenników jedynie w Kościele zachodnim.” Oficjalna strona Mesjańskich Zborów Bożych
Anna Szuba pisze: „Szkoła aleksandryjska, antiocheńska, filozofia platońska i nauki Arystotelesa, miały więc swój udział w próbie zrozumienia i wytłumaczenia, co Jezus miał na myśli, mówiąc: To jest Ciało moje, to jest Krew moja, to czyńcie na moją pamiątkę. Taka różnorodność w tłumaczeniu czegoś oczywistego dla pierwszych uczniów, musiała spowodować konflikt. Wydaje mi się, że właściwy spór o obecność Chrystusa w postaciach eucharystycznych rozpoczął się w IX i Xw. Paschazjusz Radbertus, napisał w latach 831–833 rozprawę „O ciele i krwi Pańskiej.” 
Wówczas jego pomysł przemienienia zawarty w tym dziele został odrzucony i uznany jako heretycki. Pojawiające się mistyczne idee o przeistoczeniu negowali: mnich Ratramnus z Korbei (zm868) i teolog Berengariusz z Tours (zm. 1088). I dopiero
„przeistoczenie jako dogmat zostało podane przez papieża Innocentego III na IV Soborze Laterańskim w 1215 r. Natomiast Sobór Trydencki (1545–1563) potwierdził naukę o przeistoczeniu. W 1380r., w odpowiedzi na ogłoszenie dogmatu o transsubstancjacji, wydano dzieło „O Eucharystii.” Autorem tego dzieła był Jan Wiklif (angielski teolog i reformator Kościoła, profesor teologii Uniwersytetu w Oksfordzie i duchowny katolicki). Opierając się na Biblii, wykazał błędy w rozumieniu i interpretacji wersetów biblijnych dotyczących Wieczerzy Pańskiej.” Anna Szuba – „Doktryna o Jezusie Eucharystycznym w nauczaniu i praktyce Kościoła Rzymskokatolickiego w świetle nauczania Biblii”
Jan Wiklif we wspomnianym dziele mówi: „Nie macie żadnych uprawniających do tego mocy, ani słów zostawionych wam na ziemi, dzięki którym moglibyście to wykonać, ale pozorujecie tą umiejętność swoimi obłudnymi błędami, których niektórzy z was nie rozumieją” Ten traktat, czy też rozprawka teologiczna bardzo szczegółowo i rzetelnie omawia temat eucharystii, skutecznie odpierając ideę transsubstancjacji. Gorąco zachęcam do zapoznania się z treścią tej książeczki.



PATRYSTYKA

Ponad wszelką wątpliwość Św. Augustyn nie wierzył w przemienienie. Natomiast na pewno został przemieniony ponadnaturalną mocą Bożą w nowego człowieka. I o takie przemienienie chodzi w chrześcijaństwie. Prawdziwy chrześcijanin to taki, który jest przemieniony mocą Bożą i otrzymał dar życia wiecznego. Tego nie dokona żaden człowiek, żadna ceremonia. 
Na potrzeby tego artykułu kupiłem książkę z rozważaniami, traktatami Augustyna na temat Ewangelii Jana napisane około 413 roku. Książka została współcześnie opatrzona zupełnie nietrafionym tytułem: „Znak jedności tajemnica eucharystii”. Oto świadectwa Augustyna z Hippony (cytaty ze wspomnianej książki) oraz Tertuliana i Justyna na temat chleba i wina.

Augustyn
„Powiedzieli więc do Niego: Co mamy czynić, żebyśmy czynili dzieła Boga?”. Powiedział im bowiem wcześniej: „Zabiegajcie o pokarm, który nie przemija, ale który pozostaje na życie wieczne”. „Co więc mamy czynić?” – mówią – zachowując jakie przykazania zdołamy wypełnić to polecenie? „Jezus odpowiedział i rzekł im: to jest dziełem Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał” (J 6,28-29). To znaczy więc spożywać „pokarm, który nie ginie, ale który pozostaje na życie wieczne”. Czemu przygotowujesz zęby i żołądek? Wierz! I wtedy spożyłeś.
 „Jezus zaś im powiedział: Ja jestem chlebem życia, kto do mnie przychodzi, nie będzie głodny, a kto wierzy we mnie, nie będzie nigdy pragnął” (J 6,35). „Kto do Mnie przychodzi”, jest tym samym co: „kto wierzy we Mnie”. Tak samo słowa:” „nie będzie głodny”, należy rozumieć w sensie, że: „nie będzie pragnął”. Obie te wypowiedzi wskazują na wieczne nasycenie, gdzie nie ma żadnego niedostatku. Pragniecie chleba z nieba, macie go przed sobą, a nie spożywacie. „Lecz powiedziałem wam, że zobaczyliście Mnie, a nie uwierzyliście” (J 6,36).
Mając więc dać Ducha Świętego Pan powiedział, że jest chlebem, który zstąpił z nieba, zachęcając, abyśmy w Niego wierzyli. Wierzyć w Niego oznacza spożywać chleb żywy. Kto wierzy, spożywa; w sposób niewidzialny się nasyca, ponieważ w sposób niewidzialny się odradza. Jest wewnątrz niemowlęciem, jest w środku kimś nowym. Tam, gdzie się odnawia, tam się nasyca. (…)Chodzi o człowieka, który spożywa wewnątrz, nie zewnętrznie, który spożywa w sercu, a nie który przyciska pokarm zębami.
„Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba”. Dlatego żywy, że zstąpił z nieba. Z nieba zstąpiła także manna, ale manna była cieniem, a tu jest prawda. „Jeśli ktoś będzie spożywał z tego chleba, będzie żył na wieki: a chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata” (J 6,51). Jak ciało może pojąć to, że chleb nazwał ciałem? Nazwane jest ciałem to, czego ciało nie pojmuje: i tym bardziej ciało tego nie pojmuje, że nazwane jest ciałem. Byli tym przerażeni, mówili, że to dla nich za dużo, uważali, że to jest niemożliwe. „Moje ciało – mówi – jest dla życia świata”. Wierzący rozumieją ciało Chrystusa, jeśli nie zaniedbują bycia ciałem Chrystusa. Niech się staną ciałem Chrystusa, jeśli chcą żyć z ducha Chrystusa. Przecież tylko ciało Chrystusa żyje duchem Chrystusa.
Chcesz więc i ty żyć duchem Chrystusa? Bądź w ciele Chrystusa! Czy bowiem moje ciało żyje twoim duchem? Moje żyje moim duchem, a twoje twoim. Nie może więc ciało Chrystusa żyć inaczej niż duchem Chrystusa. Dlatego apostoł Paweł wyjaśniając nam, czym jest ten chleb, mówi: „My liczni jesteśmy jednym chlebem, jednym ciałem” (1 Kor 10,17). O, sakramencie pobożności! O, znaku jedności! O, węźle miłości! Kto chce żyć, ma skąd czerpać życie, ma źródło życia. Niech przystąpi, niech uwierzy i włączy się w ciało, aby zostać ożywionym.
To więc oznacza spożywać ten pokarm i pić ten napój: trwać w Chrystusie i mieć w sobie Chrystusa na trwałe.
Oni uważali, że miał rozdać swoje ciało, a On powiedział, że ma wstąpić do nieba, oczywiście w całości. „Gdy zobaczycie Syna człowieczego wstępującego tam, gdzie był wcześniej”, to albo zobaczycie, że nie rozdaje swojego ciała w taki sposób, jak wy myślicie, albo zrozumiecie wtedy, że Jego łaski nie spożywa się kęsami.
Tertullian:
Ponieważ również Słowo stało się ciałem, powinniśmy pragnąć Go, żeby mieć żywot i pożerać uchem, i przeżuwać Go zrozumieniem i trawić Go przez wiarę ("O Zmartwychwstaniu" XXXVII).
Justyn:
Jest już przecież jasne, że w tym proroctwie chodzi o chleb, który nasz Chrystus dał nam do jedzenia na pamiątkę tego, że przyjął On ciało ze względu na tych, którzy w Niego uwierzą, bowiem w Nim właśnie miał cierpieć; i kielich, który nam dał do picia, składając dziękczynienie, na pamiątkę swojej krwi –  Dialog z Żydem Tryfonem
Po zakończeniu modlitw przekazujemy sobie nawzajem pocałunek pokoju. Z kolei bracia przynoszą przewodniczącemu chleb i kielich napełniony wodą zmieszaną z winem. Przewodniczący bierze je, wielbi Ojca wszechrzeczy przez imię Syna i Ducha Świętego oraz składa długie dziękczynienie (po grecku: eucharistian) za dary, jakich nam Bóg raczył udzielić. Modlitwy oraz dziękczynienie przewodniczącego kończy cały lud odpowiadając: Amen. Gdy przewodniczący zakończył dziękczynienie i cały lud odpowiedział, wtedy tak zwani u nas diakoni rozdzielają obecnym Eucharystię, czyli Chleb, oraz Wino z wodą, nad którymi odprawiano modlitwy dziękczynne, a nieobecnym zanoszą ją do domów.
Ciekawe, że ten sam fragment Apologii św. Justyna na potwierdzenie swojej tezy cytuje Marek Piotrowski. 


PODSUMOWANIE


Z książki:

„Nauka o misterium transsubstancjacji (choć nie nazwa „transsubstancjacja”!) powstała nie tyle w czasach, co w czasie Ostatniej Wieczerzy”, w chwili kiedy Jezus powiedział To jest ciało moje, które za was będzie wydane (Łk 22,19). Doprawdy, trudno mi uwierzyć, iż ktoś może kwestionować słowa naszego Pana i to pod zarzutem … niebiblijności!
Cóż, niebiblijność jest niestety mocną stroną tej książki. Trochę kwasu całe ciasto zakwasza, a tu nie jest tylko trochę; zatem nie polecam chleba z tej książki.
Mamy więc smutny obraz nadużywania Pisma Świętego, nadużywania Bożego Słowa do własnych idei, do  ludzkich celów. Arogancka pewność siebie, "skrajny system ułatwień uwalniający chrześcijan od pokuty, posłuszeństwa i niesienia krzyża" (Tozer). Utylitarna zupa z politycznej kałuży przyprawiona pieprzem mistycyzmu, zwietrzałą solą i koperkiem gnozy. Zaznaczam, że cały czas mówię o instytucji, o systemie, o rzymskiej machinie, która ograbia ludzi z bezpośredniej relacji z Jezusem. O cyrkonii imitującej diament. Książka jest tylko pretekstem.

Natomiast jest wielu szczerze wierzących, wspaniałych, szlachetnych katolików, którzy kochają Pana Jezusa Chrystusa. Tym chcę powiedzieć: stańcie się Berejczykami (Dz 17,10-11)! Codziennie badajcie Pisma, czy tak się rzeczy mają. Poszukajcie wspólnoty, kościoła, zboru ze zdrową nauką, zdrowym, pełnowartościowym pokarmem (nic nie jest odjęte z Biblii, ani nic nie jest do niej dodane), pełną Ewangelią gdzie będziecie mogli wzrastać, duchowo spożywając ciało Chrystusa i pijąc Jego krew. W Biblii mamy wyraźnie nakreślony obraz nowotestamentowego modelu Kościoła i nie jest to Kościół Rzymskokatolicki, ani nie są to – modne ostatnio – tzw. Kościoły domowe. Nie zginiesz, gdy opuścisz „Rzym”, nie zdradzisz Boga, a wręcz przeciwnie – jeżeli zaufasz Bożemu Słowu – będziesz żył w świetle. Spotkanie z Jezusem to coś zupełnie wyjątkowego, realnego, wzniosłego, potężnego, pięknego; to nie skostniała religia, ani sentymentalne odczucia. „Bo jeśli ktoś uwierzył w Chrystusa, jest zupełnie nową istotą. To, co było kiedyś, minęło. Teraz nastało coś zupełnie nowego.” (2 Kor 5,17; przekład Słowo Życia).

Artykuł na pewno nie jest wyczerpujący, zawarłem tu tylko kilka spostrzeżeń, na które ostatnio się natknąłem. Napisałem go z własnej ciekawości i miłości do katolików. Gdy poznałem Chrystusa, dane mi było widzieć jasno niebiblijność  KRK. Gdy ktoś ma do czynienia z prawdziwymi banknotami, np. pracownik Narodowego Banku Polskiego, w jednym momencie pozna fałszywkę.  Nie musi zajmować się sposobami podrabiania pieniędzy, lepiej zrobi jak pozna szczegółowo budowę, elementy charakterystyczne i metody produkcji oryginału. Dlatego działanie chrześcijanina nie jest działaniem antykatolickim, lecz pro biblijnym, jest związane z ciągłym zachwytem i poznawaniem i głoszeniem Pana Jezusa Chrystusa.

Książka Marka Piotrowskiego jest nieobiektywną polemiką z chrześcijaństwem ewangelicznym. Brak w niej stwierdzeń typu: „nie ma wystarczającego potwierdzenia w Piśmie Św. na taki czy inny dogmat katolicki”.  Choć taką obiektywną wątpliwość wyraża np. biskup Kazimierz Romaniuk w książce „Sakramentologia Biblijna”: „Danych Biblii na temat Eucharystii jest, jak widać, stosunkowo dużo. […] Lecz mimo tego ilościowo – jakościowego bogactwa tekstów nowotestamentalnych dwa działy teologii Eucharystii są udokumentowane słabo. Chodzi o zagadnienie przeistoczenia i realnej obecności Jezusa w Najświętszym Sakramencie poza sprawowaniem świętej Ofiary. Niedomogi te dawały o sobie znać już niejeden raz w postaci różnych dewiacji nauki o Eucharystii” 
Oczywiście duży plus dla pana Marka za wyprowadzanie z błędnego potocznego myślenia w niektórych tematach. Bardzo mądrze jest np. wytłumaczone – dlaczego warto naśladować Marię, lub czym się różni zastępstwo od następstwa, jednak cała książka, jak już wspomniałem jest lojalnym, rozwiniętym komentarzem  Katechizmu Kościoła Katolickiego. Wielka gorliwość, ale oparta na niewłaściwym poznaniu (Rz 10,2). Wiele by można pisać o każdym rozdziale. Niestety autor w bardzo wielu kwestiach nie trzyma się Słowa Bożego i wykazuje się niezrozumieniem, lub niedoczytaniem w tematach chrześcijaństwa ewangelicznego. Dość wspomnieć np. zagadnienie sola scriptura. 13. stron niepotrzebnych przemyśleń opartych na niezrozumieniu istoty (np. dziecinnie śmieszny wniosek z książki: „aby zasada sola scriptura mogła działać, niezbędne byłoby ciągłe objawianie, w sposób nieomylny, każdemu czytającemu właściwej interpretacji Biblii.”, albo kompletnie nielogiczna treść podrozdziału: "zasady sola scriptura nie ma w Biblii"). Przeciętny katolik weźmie to oczywiście za dobrą monetę i nie będzie wnikał czy to prawda. Również tytuł i podtytuł  książki są mylące, ponieważ nie jest to obrona wiary chrześcijańskiej przed ateizmem, a raczej walka KRK z biblijnym chrześcijaństwem. Moim zdaniem książka powinna być zatytułowana: „Dlaczego ufam Kościołowi Katolickiemu ? – Katolicki podręcznik obrony wiary przed wiarą ewangeliczną według KKK”
Na koniec, chciałbym, aby osoby czytające ten artykuł - tu powtórzę za panem Markiem -„zachwyciły się tym, czym ja – żelazną logiką Ewangelii, jej cudowną konsekwencją i spójnością”

_________________________________________________________________________________

Książki, które pomogą zrozumieć błędy doktryny i dogmatów Kościoła Rzymskokatolickiego.



A inne religie - Werner Gitt /pdf
Być katolikiem - Tony Coffey
Co Biblia mówi o … - Jerry Dean
Czy jesteśmy razem? Katolicyzm okiem protestanta - R.C. Sproul
Czym jest Wieczerza Pańska? - R.C. Sproul /pdf
Daleko od Rzymu, blisko Boga - Richard Bennet /pdf
Doktryna o Jezusie Eucharystycznym - Anna Szuba / pdf
Ewangelia według Rzymu - James G. McCarthy /pdf
Ja też jestem katolikiem – Wolfgang Büchne /pdf
Jaka jest różnica? - Fritz Ridenour
Jakie są różnice - Rzymskokatolicyzm a Chrześcijaństwo Ewangeliczne - Tomasz Kmiecik
Jak zerwać więzy religijne - Han Bouman
Jedyny Zbawiciel - Louis Vogel /pdf
Kobieta jadąca na bestii - Dave Hunt
Kontrowersja Rzymskokatolicka - James R. White
Kościół dogmatów i tradycji - Jan Grodzicki
Kult maryjny w Kościele rzymskokatolickim - Robert Kałamański /pdf
Najczęstsze pytania o protestantyzm - Mateusz Wichary
Namiestnicy Chrystusa – Peter de Rosa
O Eucharystii - Jan Wiklif /pdf
Od religijnego dogmatu do wiary biblijnej - Ks. Louis Vogel
Oto wielka tajemnica wiary - Kościół a Biblia - Grzegorz Nowak
Pielgrzymka z Rzymu - Bartholomew Brewer
Pięćdziesiąt lat w Kościele Rzymskim - Chiniquy
Rzymski Katolicyzm - Piotr Słomski

Sędziowie myśli z dziejów inkwizycji - Piotr Setkowicz /pdf
Wiara wyzwolona z więzów – David Gooding
Wiara, władza, pycha - Dr Hans Heinz
Wyjdź z niego ludu mój - Peter Whyte
Z ciemności do światłości - Frank Joan Testa

Zrozumieć Rzymski Katolicyzm - Rick Jones




poniedziałek, 29 stycznia 2018

Umiłowani oddzieleni

Do wszystkich przez Boga UMIŁOWANYCH, powołanych świętych, którzy mieszkają w Rzymie: Łaska wam i pokój od Boga, Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa! Rz. 1,7

U m i ł o w a n i, ukochani (agapetos) – takim przymiotnikiem odczasownikowym Paweł nazywa powołanych w Jezusie Chrystusie. To tak samo jak Bóg Ojciec określał Swojego Syna. Wszyscy nadawcy listów Nowego Testamentu: Piotr, Paweł, Jakub, Jan, Juda, autor listu do Hebrajczyków, używali tego słowa, a także Łukasz w Dziejach, Mateusz, Łukasz, Marek, Jan w Ewangeliach. Słowo to dotyczy przede wszystkim Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale też tych, którzy są w Nim, czyli zbory i poszczególni wierzący. Piotr w drugim swoim liście nazywa też tak Pawła. Bóg Ojciec powołał, wybrał i oddzielił nas – jest to niezwykle potężne i absolutnie konieczne rozróżnienie między ludźmi ze świata, a wierzącymi.

“Pan robi różnicę między Egipcjanami a Izraelitami.” Wyj. 11,7 
“Dostrzeżecie różnicę między sprawiedliwym a bezbożnym, między tym, kto Bogu służy, a tym, kto mu nie służy.” Mal. 3,18

Czy można być w połowie chrześcijaninem? Czy można być w połowie ateistą? Są ludzie, którzy narodzili się na nowo i popełniają błędy i są też ludzie którzy fascynują się chrześcijaństwem, ale nigdy nie narodzili się na nowo. Miłość jest jak śmierć. Trup nie może być nawet w jednym procencie żywy. Umarli niech grzebią umarłych. Bóg jest Bogiem żywych. Augustyn z Hippony  tak o tym pisał:
„Nie posłał bowiem Bóg swojego Syna na świat, aby świat sądził, ale aby świat został przez Niego zbawiony” (J. 3,17). A zatem w tym zakresie, w jakim to zależy od Niego jako lekarza, przyszedł uzdrowić chorego. Sam się uśmierca człowiek, który nie chce zachować zaleceń lekarza. Zbawiciel przyszedł na świat: dlaczego nazywany jest Zbawicielem świata, jeśli nie dlatego, że przyszedł by świat zbawić, a nie by świat sądzić? Nie chcesz być przez Niego zbawiony? Na podstawie twojej decyzji będziesz sądzony. Czemu mówię: „będziesz sądzony”? Zobacz, co powiedział: „Kto w Niego wierzy, nie będzie sądzony, a kto nie wierzy – spodziewasz się, że powie: „będzie sądzony”? – „już – mówi – został osądzony”. Jeszcze nie ukazał się sędzia, a już dokonał się sąd. „Wie bowiem Pan, którzy są Jego” (2 Tm 2,19): wie, kto wytrwa aż do otrzymania korony, a kto wytrwa aż do wrzucenia w płomienie; zna pszenicę na swoim polu, zna plewa; zna rośliny uprawne, zna chwast. Już został osądzony ten, który nie wierzy. Dlaczego jest osądzony? „Ponieważ nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego” (J 3,18).”
Syn Boży jest Tym umiłowanym, ale jest nim również narodzony z Ducha Świętego chrześcijanin. Boże umiłowanie swojego dziecka jest jednocześnie oddzieleniem, rozróżnieniem, jest szczególną troską („kto was dotyka, dotyka źrenicy mojego oka.” Zach. 2,12). Jezus ostrzega: „Kto natomiast zrazi, zgorszy (doprowadzi do upadku, zwątpienia, załamania) jednego z tych małych, wierzących we Mnie, korzystniej byłoby dla niego, aby mu u szyi zawieszono ośli kamień młyński i utopiono w głębi morza.” Mat. 18,6
Zanim oddałem życie Bogu ciekawiły mnie i intrygowały początki listów apostolskich. Niewiele rozumiałem z tego, co czytałem w Biblii (prawie nic), ale pamiętam to uczucie ożywienia, gdy zatrzymywałem się przy słowach: łaska miłosierdzie i pokój od Boga Ojca…; zawsze dziękuję mojemu Bogu za was…; nieustannie wspominam was w modlitwach…; za was bracia należy zawsze dziękować Bogu…; łaska i pokój niech się wam rozmnożą przez poznanie Boga i Pana naszego, Jezusa Chrystusa. W wyobraźni pojawiał mi się utopijny, nierealny, baśniowy, piękny świat. Myślałem, że to tylko wizja poety. W styczniu kilkanaście lat temu stałem się częścią tej rzeczywistości. Raz na zawsze. Umiłowany na wieki. Dziękuję Ci Boże Ojcze przez Pana Jezusa Chrystusa.


Czy Bóg jest niesprawiedliwy, że umiłował tylko wybranych, a nad niewierzącymi ciąży Jego gniew? Jest sprawiedliwy, ale ludzie nie rozumieją Jego sprawiedliwości i ustanawiają swoją. (Rz.10,3) Każdy rodzi się z buntem przeciw Bogu i musi się nawrócić. Jest to powinność każdego człowieka, ale ludzie umiłowali bunt. Gdy rodzisz się Polakiem musisz przestrzegać polskiego prawa i tak samo, gdy rodzisz się w tym Wszechświecie – musisz przestrzegać prawa Stwórcy. A ludzie  pytają: czemu mam ulegać akurat chrześcijańskiemu Bogu? „Jezus rzekł im w odpowiedzi: Nie szemrajcie między sobą! Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym.” (J. 6,44) Jeżeli więc nie rozumiesz Bożej sprawiedliwości, Augustyn odpowiada:  „Nikt nie przychodzi, jeśli nie jest pociągnięty. Nie chciej osądzać, jeśli nie chcesz zbłądzić, kogo pociąga a kogo nie pociąga, dlaczego jednego pociąga a drugiego nie. Po prostu przyjmij i zrozum: jeszcze nie jesteś pociągnięty? To módl się, abyś został pociągnięty.” Módl się, abyś został pociągnięty, szukaj prawdy, bo ona nie jest łatwo dostępna, a już wkrótce „zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych ludzi od drugich” (Mat. 25,32)

piątek, 29 grudnia 2017

Nie, bo nie, czyli Niebo – nie.


Kiedy możemy spotkać się z odpowiedzią „nie, bo nie”? Gdy na przykład dziecko na prośbę rodziców nie chce posprzątać swojego pokoju. Odpowiedź taka wiąże się z buntem, brakiem kultury, uprzedzeniami, pogardą, ignorancją, a te najczęściej wynikają z braku wiedzy, mądrości, wychowania.
Chciałbym się przyjrzeć moim trzem ulubionym fragmentom z Dziejów Apostolskich. Są to wypowiedzi Piotra, Szczepana i Pawła, które współcześnie mogą być posądzone o tzw. „mowę nienawiści”.







Piotr. Kontekst Dz. 3,1-26 oraz 4,1-12

Bóg Abrahama i Bóg Izaaka i Bóg Jakuba — Bóg naszych ojców, obdarzył chwałą Sługę swego, Jezusa, którego wy wydaliście i zaparliście się przed Piłatem, który uznał, że należało Go uwolnić; wy jednak zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, i wyprosiliście sobie, aby wam ułaskawiono człowieka, (który był) mordercą; zabiliście natomiast Sprawcę życia, którego Bóg wzbudził z martwych — czego my jesteśmy świadkami. Dz.3,13-15

      Szczepan. Kontekst Dz. 7, 1-60

Ludzie twardego karku, nieobrzezanych serc i uszu, wy zawsze opieracie się Duchowi Świętemu, jak ojcowie wasi, tak i wy! Którego z proroków nie prześladowali wasi ojcowie? Pozabijali też tych, którzy zapowiedzieli przyjście Sprawiedliwego, którego wy teraz staliście się zdrajcami i mordercami, wy, którzy za pośrednictwem aniołów otrzymaliście Prawo, lecz nie dotrzymaliście go. Dz. 7,50-53

    Paweł. Kontekst Dz. 13,4-12 

Saul zaś, albo też Paweł, napełniony Duchem Świętym, wpatrzył się w niego i powiedział: Pełny wszelkiego oszustwa i wszelkiej przewrotności, synu diabelski, nieprzyjacielu wszelkiej sprawiedliwości! Czy nie przestaniesz wykrzywiać prostych dróg Pana?  Oto i teraz ręka Pana na tobie, i będziesz ślepy, i do pewnego czasu nie będziesz oglądał słońca. Natychmiast też ogarnęły go mrok i ciemność, a chodząc wokół, szukał, kto by go poprowadził za rękę. Dz. 13,9-11


Dlaczego takie słowa musiały paść i w jakich okolicznościach zostały wypowiedziane?

Piotr widząc zdziwienie i zachwyt ludu po uzdrowieniu chromego natychmiast wykorzystał okazję, aby skierować ich podziw na moc Bożą, na Chrystusa, którego oni ukrzyżowali. Szczepan został schwytany, gdy czynił znaki i cuda i po usłyszeniu fałszywych zarzutów postawiony przed Wysoką Radę, która wysłuchała jego obrony. Paweł podczas swojej pierwszej podróży misyjnej, kierowany przez Ducha Świętego znalazł się na Cyprze, a tam u prokonsula głosił Słowo i ostro sprzeciwił się fałszywemu prorokowi.
Piotr, Szczepan, Paweł – byli napełnieni Duchem Św., mieli moc, wiarę, łaskę, odwagę, śmiałość. Głosili Prawdę przeciw obłudzie, fałszywym oskarżeniom. Imponujący okazał się ich refleks, natychmiastowe rozpoznanie i natychmiastowe działanie, trafność spostrzeżeń oraz doskonała znajomość historii. Z jednej strony byli to ludzie prości, nieuczeni, ale z drugiej strony uczoność Pawła rzekomo do szaleństwa go prowadziła. Bez Ducha Świętego ich wypowiedzi mogłyby nie zawierać oskarżeń. Takie przemówienie sprowadzałoby się do przekazu: Bóg was kocha, umarł za wszystkich ludzi, jest łaskawy  i wybaczający, a piekło będzie puste. Nie wywołałoby to wówczas żadnego wstrząsu, żadnego oburzenia, żadnego ataku przeciwnika. Jednak ich oskarżenia były właściwą reakcją na fałszywe oskarżenia. Fakt, że miłosierdzie góruje nad sądem, a łaska Boża trwa na wieki, jest niepodważalną częścią Biblijnego nauczania. Ale w oddzieleniu od głoszenia o pokucie, grzechu; bez nauczania, że cały świat tkwi w mocy złego (1Jan 5,19), w zepsuciu, że błądzi, że wszyscy są dziećmi diabła, bez ostrzeżeń i oskarżeń podobnych do tego jakie w 1741 roku wypowiedział Jonathan Edwards:

„Bóg, który cię trzyma nad czeluścią piekła, tak jak trzyma się pająka bądź jakiegoś obrzydliwego robaka nad ogniem, brzydzi się tobą, i jest strasznie rozgniewany: jego gniew wobec ciebie płonie jak ogień. Patrzy na ciebie jak na tego, który nie zasługuje na nic innego, jak tylko na wrzucenie do ognia; On ma zbyt czyste oczy by znieść twój widok, jesteś dziesięć tysięcy razy bardziej obrzydliwy w jego oczach, niż najbardziej znienawidzony jadowity wąż w twoich. Obraziłeś Go nieskończenie bardziej niż zatwardziały buntownik swego księcia; a jednak to nic innego jak tylko jego ręka podtrzymuje ciebie cały czas przed wpadnięciem w ogień. To, że nie poszedłeś do piekła zeszłej nocy nie należy przypisywać niczemu innemu jak tylko temu, że pozwolono ci obudzić się ponownie na tym świecie, po tym jak zamknąłeś oczy do snu. I nie ma żadnego innego powodu, dla którego nie wpadłeś jeszcze do piekła odkąd powstałeś dzisiaj rano, jak tylko ten, że to Boża ręka cię podtrzymuje. Nie ma żadnego innego powodu, dla którego nie zostałeś wrzucony do piekła odkąd usiadłeś tutaj, w domu Bożym, prowokując jego czyste oczy przez swe grzeszne, nieprawe oddawanie mu czci. Zaiste, niczym innym nie można wyjaśnić tego, że w tej chwili nie zostałeś wrzucony do piekła.O grzeszniku! Rozważ straszliwe niebezpieczeństwo, w jakim się znajdujesz: nad wielkim piecem gniewu, szeroką i bezdenną czeluścią, pełną ognia gniewu, nad którą trzyma cię ręka tego Boga, którego gniew jest skierowany przeciwko tobie w takim samym stopniu, jak wobec wielu z tych, którzy są potępieni w piekle. Wisisz na cienkiej nici, zaś płomienie Bożego gniewu płoną wokół niej, mogąc ją w każdej chwili zająć i przepalić. Ty zaś nie jesteś zainteresowany tym, by mieć Obrońcę, czy czegokolwiek, czego mógłbyś się uchwycić by się uratować, by odwrócić płomienie gniewu, nic swojego, niczego co zrobiłeś, ani co możesz zrobić, aby nakłonić Boga by cię choć przez chwilę oszczędził.”

…a więc bez tej rzekomej „mowy nienawiści” takie nauczanie nabiera cech manipulacji i jest falsyfikatem chrześcijaństwa.

Zaślepieni faryzeusze przecedzają komary, a połykają wielbłądy. Kochają swój status quo, a ludzkie tradycje i nauki stawiają wyżej niż Bożą ewangelię. Nie chcą oddzielać swojego życia od wpływu swoich przyzwyczajeń, mediów i liberalnej duchowości (Hebr. 12,14), a ich gorliwość oparta jest na niewłaściwym poznaniu (Rz. 10,2). Ludzie tacy charakteryzują się brakiem wiedzy, brakiem znajomości historii, brakiem logicznego rozumowania, niechęcią do merytorycznej dyskusji, są uczuleni na wszelką argumentację, a to wszystko prowadzi do uprzedzeń, wrogości i nierzadko do morderstw, a w ostateczności do kompromitacji i upadku. Wielokrotnie faryzeusze udowadniali, że kierują się wymyślonymi zasadami ludzkimi i przekręcając Prawo Mojżeszowe naciągali je do swoich własnych idei. Brak rozpoznania Jezusa Chrystusa jako Mesjasza jest wielką kompromitacją Żydów. Współczesny świat niczym nie różni się od tego 2000 lat temu. Mimo bogactw i wartości epoki Oświecenia, mimo rozwoju nauki i technologii, mimo powszechnej dostępności Pisma Świętego, ludzie z transparentami „nie, bo nie” (Niebo – nie) nadal kompromitują się, ludzkość twardego karku nadal opiera się Duchowi Świętemu. Nie ma się więc co dziwić takim wypowiedziom jak grudniowa „rewelacja” posłanki mgr Anny Marii Siarkowskiej: „Dla mnie, jako katolika, radość z reformacji jest tak samo uzasadniona jak radość z rozwodu.” To ta sama pani, która składała życzenia: „Bóg się rodzi! Oddajmy Mu pokłon, niech narodzi się i w naszych sercach”  i ta sama, która twierdzi, że „w polityce powinniśmy się przekonywać argumentami, a nie inwektywami”. Być może Bóg kiedyś narodzi się w jej sercu, być może kiedyś dotrą do niej argumenty apostołów, ale dzisiaj widzimy ją jako nieświadomą rzeczywistości duchowej, nieświadomą wartości reformacji.
Wydawałoby się, że przeciwieństwem braku dyskusji powinna być chęć rozmowy, negocjacje, otwartość na niewygodne argumenty, a idąc dalej - dialog ekumeniczny. Nic bardziej mylnego. W tym wypadku takim przeciwieństwem jest posłuszeństwo Ewangelii. Żydzi w Berei „byli szlachetniejszego usposobienia od tych w Tesalonice; przyjęli oni Słowo z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy tak się rzeczy mają.”  (Dz. 17,12) Ludzie szlachetniejszego usposobienia nie mówią: „nie, bo nie”. Już ich otwartość na zmianę własnych poglądów, chęć do badania, chęć do rozmowy, zaczyna być posłuszeństwem ewangelii.

Czarnoksiężnik Elymas wykrzywiał (strong 1294) proste drogi chrześcijaństwa. Wykrzywiał, czyli odwracał uwagę, zwodził, przewracał. Przekręcone prawo mojżeszowe, pokolenia bez wiary, pokręcone i skomplikowane nauki tzw. wielkich religii chrześcijańskich – wszystko to sprzeciwia się Ewangelii. W ogromnej liczbie to, co chce nazywać się dziś chrześcijaństwem jest zwiedzione. Współczesna kazuistyka w Kościele Rzymskokatolickim dochodzi do mistrzostwa. Teologia łatwego chrześcijaństwa, mnożenie wyjątków, usprawiedliwianie poszczególnych przypadków przez naciąganie i komplikowanie przez tworzenie kolejnych dogmatów, a więc taka teologia granicząca z absurdem paradoksalnie uchodzi za arcydzieło i świętość, z którą nie należy dyskutować. Zatem dlaczego Jezus bardzo często odwoływał się do wypowiedzi uczonych w Piśmie i faryzeuszy? „ Nie tylko dlatego, że Go krytykowali, ale dlatego, że wiedział iż zwykli ludzie byli zależni od nich i ich nauczania. Jedną rzeczą, którą nasz Pan musiał pokazać była pustka w ich nauczaniu, a następnie dać ludziom prawdziwą naukę.” (M. Lloyd-Jones) Apostoł Paweł był wyczulony w szczególny sposób na tym punkcie. Galacjan nazywał głupimi, omamionymi (zaczarowanymi); w Efezie przewidywał, że nawet spomiędzy ich samych powstaną ludzie, mówiący rzeczy przewrotne, aby odciągnąć za sobą uczniów. (Dz.20,30) Natomiast prawdziwe chrześcijaństwo, prawdziwi uczniowie Jezusa powinni być nienagannymi i szczerymi dziećmi Boga bez skazy pośród wykolejonego i wynaturzonego pokolenia, w którym świecą jak światła na świecie. (Flp. 2,15). Współcześnie duch Elymasa atakuje Kościół z zewnątrz i od wewnątrz znacznie bardziej niż 2000 lat temu. W sierpniu tego roku John MacArthur powiedział:

„To dosyć oczywiste dla nas, że mnóstwo ludzi, którzy siedzą w kościołach gdzie są mamieni kłamstwami jest w istocie głupcami, kompletnymi głupcami: ignorantami w sprawie Biblii lub niechętnymi aby skupić się na prawdziwym poznawaniu Słowa. Jeśli nie będzie ruchu powrotu do Słowa Bożego za kazalnicą i w ławkach, mamienie będzie kontynuowane, ponieważ głupota będzie kontynuowana. Kościoły pełne omamionych ludzi są pełne głupich ludzi, którzy ani nie poświęcili wysiłku umysłowego na poznawanie prawdy ani sercem nie zapragnęli posłuszeństwa prawdzie.”

Dlatego takie słowa (Piotra, Szczepana i Pawła) musiały paść. Dlatego chrześcijaństwo musi świecić, musi być solą, musi być czujne, musi też być śmiałe (strong 3954) - A widząc ufną odwagę (śmiałość) Piotra i Jana i pojmując, że to nieuczeni, zwykli ludzie, dziwili się; zaczęli też sobie uświadamiać, że byli z Jezusem. (Dz. 4,13) Śmiałość to pewność, ufność i dojrzałość przed tronem Króla i Pana - Jezusa Chrystusa. Śmiałość to głoszenie ewangelii oraz stanowcza, wyraźna i ostra reakcja na kłamstwa i wykrzywianie ewangelii.
W tym miłość pośród nas została doprowadzona do doskonałości po to, byśmy mieli śmiałość w dniu sądu, gdyż jak On jest, tak i my jesteśmy na tym świecie. 1J 4,17 Ukochani, jeśli serce nas nie oskarża, mamy śmiałość przed Bogiem J 3,21 Nie odrzucajcie więc waszej ufności, która ma wielką zapłatę. Hbr 10,35 Przystąpmy więc z ufnością/śmiałością do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej chwili. Hbr 4,16 Bo ci, którzy mają za sobą dobrą służbę, zyskują sobie dobre pozycję i wiele ufnej śmiałości w wierze, która jest w Chrystusie Jezusie. 1Tm 3,13 Lecz Chrystus jako syn panuje nad swoim domem. Jego domem my jesteśmy, jeśli tylko ufność i chwalebną nadzieję aż do końca niewzruszenie zachowamy. Hbr 3,6  módlcie się i za mnie, aby mi dane było słowo, gdy otworzę moje usta, by z odwagą/śmiałością oznajmić tajemnicę ewangelii Ef. 6,19 A teraz, Panie, spójrz na ich groźby i daj Twoim sługom głosić Twoje Słowo z całą ufną odwagą Dz. 4,29

Zabiliście; zaparliście się; ludzie twardego karku; synu diabelski… Czy rzeczywiście jest to „mowa nienawiści”?

Przecież Piotr, po przemowie pełnej oskarżeń o morderstwo, po przyjacielsku oznajmia: A teraz, bracia, wiem, że w nieświadomości to zrobiliście, podobnie jak wasi przełożeni (Dz. 3,17) a dalej pokazuje im jedyną szansę ratunku, jedyne wyjście z tego bagna niewiedzy, przynosi im nadzieję: Dlatego pokutujcie i nawróćcie się, aby wasze grzechy były zgładzone. W nieświadomości (strong 52), braku wiedzy, braku znajomości faktów, rodzi się postawa: „nie, bo nie, czyli Niebo – nie”. Bóg wprawdzie pomijał czasy tej nieświadomości, teraz jednak nakazuje wszędzie wszystkim ludziom pokutować / zmieniać myślenie Dz. 17,13 Nieświadomość jest mrokiem, w którym tkwi cały świat (1J 5,19) , w nieświadomości ludzie bardziej umiłowali ciemność (J 3,19). Natomiast życie ludzi narodzonych z Ducha Świętego jest życiem jasnym i świadomym, choć nie pozbawionym tendencji wracania do własnych wymiocin. Paweł mówi, że to poganie postępują w próżności swego umysłu, jako ludzie zaćmionego pojmowania (mający przyćmiony umysł), oddaleni od Życia Bożego przez nieświadomość, która jest w nich, przez nieczułość ich serca. (Ef. 4,18-20) Więc źródłem głoszenia ewangelii, źródłem śmiałego  u ś w i a d a m i a n i a  o Prawdzie jest jednocześnie Boża miłość i Boży gniew. Potwierdza to też Szczepan, który naśladując swojego Nauczyciela, chwilę przed śmiercią powiedział bardzo głośno: Panie, nie policz im grzechu tego. (Dz. 7,60) Innymi słowy powiedział: Panie, oni są nieświadomi, proszę Cię niech nie ostoi się ten ich grzech. A więc zaczął od oskarżenia (które w najmniejszym nawet stopniu nie było oszczerstwem, pomówieniem, insynuacją, inwektywą): Ludzie twardego karku, nieobrzezanego serca i uszu! Wy zawsze sprzeciwiacie się Duchowi Świętemu. Jak wasi ojcowie, tak i wy!, a zakończył zostawiając błogosławioną nadzieję.

Podsumowując: Czy np. homoseksualista ma prawo określić nadzieję na zmianę swojego życia jako „mowa nienawiści”? Władza i chwała całego świata należy do ojca kłamstwa (Łk 4,6) więc jako oszukany i żyjący w nieświadomości będzie krytykował tych, którzy go oskarżają. Prześladowania zawsze powstawały z dwóch przyczyn: nienawiści wynikającej z braku wiedzy, oraz z miłości do zła. Zatem „mowa nienawiści” to tak naprawdę oskarżanie tych, którzy oskarżają, aby uwolnić od oskarżeń.
Czy ludzie typu „nie, bo nie” mają szansę na Niebo? Zawsze, gdy tylko przyjmą ewangelię. Zawsze, gdy odwrócą się od religijności i zechcą żyć wiarą. Mają szansę, a nawet pewność zbawienia, gdy staną się uczniami Jezusa, prowadzeni przez Ducha Świętego.

A więc jesteś Berejczykiem, czy kazuistą?


________________________ 
Wikipedia: Mowa nienawiści (ang. hate speech) – negatywne emocjonalnie wypowiedzi, powstałe ze względu na domniemaną lub faktyczną przynależność do grupy, tworzone na podstawie uprzedzeń. Narzędzie rozpowszechniania antyspołecznych uprzedzeń, stereotypów i dyskryminacji ze względu na rozmaite cechy, takie jak: rasa (rasizm), pochodzenie etniczne (ksenofobia), narodowość (szowinizm), płeć (seksizm), tożsamość płciowa (transfobia), orientacja psychoseksualna (homofobia, heterofobia), wiek (ageizm, adultyzm), światopogląd religijny (antysemityzm, chrystianofobia, islamofobia)
Rada Europy definiuje ten termin jako „wszystkie formy ekspresji, które rozpowszechniają, podżegają, wspierają lub usprawiedliwiają nienawiść rasową, religijną, ksenofobię, antysemityzm lub inne formy nienawiści wynikające z nietolerancji, łącznie z nietolerancją wyrażoną za pomocą agresywnego nacjonalizmu i etnocentryzmu, dyskryminacją i wrogością wobec przedstawicieli mniejszości, imigrantów i osób obcego pochodzenia”.
W polskim porządku prawnym termin "mowa nienawiści" dotyczy wyłącznie art. 256 Kodeksu karnego. Penalizuje on znieważanie lub nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym, rasowym, etnicznym lub wyznaniowym. Nie ma w Polsce przepisu szczególnego prawa karnego chroniącego wprost osoby przed nienawiścią z powodu orientacji psychoseksualnej lub tożsamości płciowej. Mowę nienawiści należy rozgraniczyć od podobnych przestępstw, takich jak pochwała wojny napastniczej, znieważenie narodu, znieważenie Prezydenta RP, znieważenie flagi, obraza uczuć religijnych, pochwała pedofilii, pomówienie czy zaprzeczanie zbrodniom komunistycznym lub nazistowskim.
Art. 18 Ustawy o radiofonii i telewizji z 29 grudnia 1992 dotyczy zakazu propagowania przez audycje działań, postaw i poglądów dyskryminujących ze względu na płeć, rasę lub narodowość. Znajduje się tam także zapis, nakazujący poszanowanie przekonań religijnych odbiorców, w szczególności chrześcijańskiego systemu wartości.
Konstytucja Art. 54 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. ochrania wolność słowa. W art. 13 konstytucja zakazuje istnienia partii politycznych oraz innych organizacji, których program jest oparty o metody totalitarne, praktyki działania nazizmu, komunizmu i faszyzmu oraz tych, których program zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową. Art. 35 zapewnia ochronę praw mniejszości narodowych i etnicznych.
Pojęcie „mowa nienawiści” jest również niekiedy krytykowane za brak precyzji. Zdaniem krytyków trudno jest ustalić granicę między krytyką zachowań reprezentowanych przez pewną grupę osób a nawoływaniem do nienawiści. Niektórym osobom stosującym termin „mowa nienawiści” stawia się zarzut, iż pojęcie to stosują głównie opisując działania jednej opcji politycznej (zazwyczaj prawicowej i tradycjonalistycznej, która w sposób wulgarny obraża mniejszości seksualne, ideologiczne i o innej narodowości), nie zwracając jednocześnie uwagi na stosowanie języka odpowiadającego definicji mowy nienawiści przez inną opcję polityczną (przeważnie lewicową). Sam termin mowa nienawiści często jest też wykorzystywane nierzetelnie i instrumentalnie, zwłaszcza przez niektóre środowiska polityków, w taki sposób, że to samo słowo wypowiedziane przez przeciwników politycznych jest piętnowane, a w ustach stronników jest aprobowane jako przejaw elokwencji i oczytania.
______________ 
Najczęściej zarzut „mowy nienawiści” dotyczy ludzi używających poniższych wersetów.

Dlatego wydał ich Bóg na pastwę hańby; bo zarówno ich kobiety zamieniły potrzeby naturalne na nienaturalne, jak i mężczyźni pozostawili naturalną potrzebę kobiety i zapłonęli swoją żądzą płciową względem siebie nawzajem, mężczyźni z mężczyznami popełniając bezwstyd i odbierając na sobie samych zapłatę godną ich zboczenia. Rz.1,26-27 NP.
 Jeżeli mężczyzna obcuje z mężczyzną, tak jak obcuje się z kobietą, obaj dopuszczają się rzeczy obrzydliwej i obaj zostaną ukarani śmiercią: sami ściągnęli na siebie własną krew. 3Mojż. 20,13 (warsz-praska)
Albo czy nie wiecie, że niesprawiedliwi Królestwa Bożego nie odziedziczą? Nie łudźcie się! Ani ludzie nierządni, ani bałwochwalcy ani cudzołożnicy, ani zniewieściali, ani homoseksualiści, ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy Królestwa Bożego nie odziedziczą.  1Kor.6,9-10 NP.
 Wiemy zaś, że Prawo jest dobre, jeśli ktoś je właściwie stosuje, świadomy tego, że Prawo nie jest ustanowione dla sprawiedliwego, lecz dla nieprawych i nieposłusznych, dla bezbożnych i grzesznych, lekceważących Boga i pozbawionych zasad, dla ojcobójców i matkobójców, dla morderców, nierządnych, homoseksualistów, handlarzy ludźmi, dla kłamców, krzywoprzysięzców i dla wszystkiego, co się sprzeciwia zdrowej nauce 1Tym. 1,8-10