wtorek, 20 października 2026

Karolina Tuz - Wyłączyłam miasto

Wreszcie, wreszcie, wreszcie! Po wielu latach ukazuje się nowa płyta Karoliny Tuz. Genialne „Pola lawendowe” ukazały się w 2009 roku. A teraz w moim odtwarzaczu kręci się gorący jeszcze krążek „Wyłączyłam miasto”. Już mogę powiedzieć, że dla mnie to płyta roku na naszym polskim podwórku. Od pierwszych nut muzyka zachwyca. „Padało” to chyba mój ulubiony utwór, taki trochę soulowy. Następne piosenki również porywają. Każda w innym stylu, ale wszystkie podlane lekkim sosem bluesowym. Z tego, co słyszałem, inspiracje muzyków są dość ambitne: Snarky Puppy, Lizz Wright, Pat Metheny. Dodam, że brzmienie również jest fantastyczne.

Bardzo lubię, gdy muzyka czy poezja zaskakuje - i tu właśnie aranżacje są dużą siłą tego albumu, a teksty (kilku autorów) rozbudzają wyobraźnię, koją, dodają nadziei, pozwalają się uśmiechnąć.

Karolina i grający na flecie Włodzimierz są małżeństwem z wykształceniem muzycznym, są nauczycielami muzyki, mają własne studio domowe, w którym płyta została nagrana, a Karolina jest autorką muzyki i producentką. Płyta jest dopieszczona pod każdym względem. Wiele detali może umknąć przy powierzchownym słuchaniu tego eklektycznego dzieła. Nawiasem mówiąc, chętnie bym posłuchał instrumentalnych wersji piosenek, z rozbudowanymi solówkami. Cóż tu się dzieje: bas i kontrabas z perkusją to mocny szkielet, do którego przylegają: flet, gitary, akordeon (proszę zwrócić uwagę na piosenkę „Słońce i planeta”), syntezatory, ukulele, kalimba i wszędzie fenomenalne chórki. Gdzieniegdzie osobiście dałbym jeszcze dęciaki. Na „Krześle” usiadłem ze śmiechu, ale i z zadumy – najpierw spokojnie i lekko, potem ciężko i dynamicznie, z wokalizami niczym z Adiemusa Karla Jenkinsa; „pleców uraz”, „śmierci sęk”, no i ta „drewniana łąka”... same smaczki. „Jest mi dobrze tu” to udany duet z Krzysztofem Napiórkowskim. Ciekawa szata graficzna digipacku i czcionka w książeczce uzupełniają kunszt całości tegoż wydawnictwa.

Państwo Tuzowie, pytani w wywiadach, czy zawsze się śmieją i nigdy nie kłócą, odpowiadają twierdząco, co też da się odczuć na płycie: odpoczynek, pokój, poczucie humoru, stabilność, jedność – te wartości nie musiały być sztucznie pompowane, płyta emanuje naturalnością.

Zatem, parafrazując ostatnią piosenkę - „trzeba iść” do sklepu po płytę i wtedy „wreszcie poczujesz”.

Wspomnę też, że jestem szczęśliwym posiadaczem białego kruka, jakim jest 26-minutowa płytka „Sól” wydana chyba w 2008 roku przez Kościół Zielonoświątkowy w Szprotawie, z tekstami z Biblii. Na niej usłyszymy piękne dźwięki slide guitar, przeszkadzajki, gitarę akustyczną, klawisze, flety, akordeon i oczywiście imponujący (już wtedy) śpiew Karoliny.

https://www.karolinatuz.pl/



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz