czwartek, 4 kwietnia 2019

Kto zabił Whitney Houston?


Niedawno skorzystałem z darmowego miesiąca w Netflixie i chciałbym podzielić się kilkoma refleksjami z kilku obejrzanych filmów. Będę zdradzał ich treść i zakończenia, więc osoby, które chcą sobie obejrzeć dany film nie powinny czytać tego artykułu. A może powinny…?


Tajemna moc nieprawości już działa 2Tes. 2,7

Zacznę od trzy-sezonowego (być może niedługo cztero-) serialu „Greenleaf”. Posilę się zręcznym streszczeniem pana Łukasza Adamskiego pt: „Gdy umiera wiara, potrzebna jest łaska”.  „Serial bardzo interesująco pokazuje funkcjonowanie amerykańskich protestanckich megakościołów, które szczególnie na południu USA są wszechmocnymi przedsiębiorstwami, wpływającymi na polityczne i społeczne życie lokalnych społeczności. Współprodukowany przez czarnoskórą królową amerykańskiej telewizji Oprah Winfrey (gra w produkcji epizodyczną rolę) serial Netflixa opowiada o dynastii Greenleaf, której przewodzą patriarcha rodu Bishop James i jego kostyczna żona Mae. Imperium zwane Kalwarią jest prowadzone twardą ręką z pomocą licznego potomstwa. Po tajemniczej śmierci córki Faith do Kalwarii powraca „marnotrawna córka” Grace, która powoli odkrywa rodzinne sekrety, nieraz dalekie od nauk głoszonych przez charyzmatycznego pastora.”
W filmie przewijają się wątki molestowania seksualnego, zabójstwa, homoseksualizmu, związków przed i poza ślubnych. Pani Łaska Zielonyliść (Grace Greenleaf vel Dżi Dżi) wraca do rodziny po 20-tu latach i znowu z pasją głosi kazania, choć czasem odczuwa brak powołania. W międzyczasie sypia z dwoma facetami, ale niestety nie może zdecydować się na stały związek. Biskup - jej ojciec (choć na końcu okaże się, że kto inny był jej ojcem) pod urokiem pięknej i młodej wierzącej bizneswoman daje się wciągnąć w handel bitcoinami. Zainwestował wszystkie pieniądze z rodzinnego konta, chciał bowiem pomnożyć majątek, by ratować trudną sytuację firmy… ups …! przepraszam – zboru, który popadł w kłopoty podatkowe. Nad wszystkim czuwa FBI, konfiskując wszystkie kościelne komputery. Dwie nastoletnie wnuczki biskupa przestają być już przyjaciółkami. Jedna sypia z gwiazdą chrześcijańskiego R’n’B, który ją lekceważy i notorycznie bije, a druga przestaje chodzić do kościoła i oskarża Boga za cierpienie. Mamy też gościa, który z drugą córką bierze rozwód, bo jednak jego skłonności homoseksualne wzięły górę, choć myślał, że po urodzeniu dziecka będzie inaczej. Związał się więc z prawnikiem kościoła, który jest synem dawnego kochanka żony biskupa. Ojciec tego prawnika nie akceptuje swojego syna za orientację i w związku z tym cały spadek zapisał swojej nieślubnej córce – Grace. Natomiast była żona (Deborah Joy Winans) zaczęła sypiać ze swoim producentem muzycznym, który potem ją zdradza. W konkurencyjnym zborze, na drugim końcu miasta pastor grywa w pokera i z tego między innymi utrzymuje swój kościół - Victory. Te dwa zbory nie lubią się raczej. Niedoceniony syn biskupa Kalwarii zmienia członkowstwo i przechodzi do Zwycięstwa. Tam rozwija skrzydła jako kaznodzieja. W kościołach mamy chrzty dzieci i dorosłych – co kto woli.
Ale UWAGA! Wszystko się dobrze kończy! Cała afroamerykańska rodzina zebrała się przy wielkim stole, do stołu podają biali. Były mąż córki postanowił wziąć ślub z prawnikiem, biskup przekazuje prowadzenie kościoła kobietom. Chyba. Wszyscy się uśmiechają. Czekamy na sezon czwarty.

Każdy odcinek okraszony jest znakomitą, poruszającą (bez ironii) muzyką.
Doskonałe wokale, profesjonalni instrumentaliści, biblijne teksty. W każdym odcinku inny zespół gra podczas nabożeństwa. Warta polecenia jest ścieżka dźwiękowa do filmu, szczególnie do sezonu 1. Zastanawiam się co w filmie robi Deborah Joy – ze słynnej chrześcijańskiej rodziny muzycznej Winans. Prywatnie mam prawie każdą płytę CeCe i jej brata BeBe. Co robią tam inni muzycy gospel uwielbiający Jezusa Chrystusa? Co na soundtracku robi genialna Mavis Staples. Czy zostali wmanewrowani? Chciałoby się powiedzieć: słuchajcie ich, ale nie naśladujcie ich życia.

Tak na marginesie. Przypomina mi się rozwód i powtórne małżeństwo chrześcijańskiej artystki Amy Grant. 20 lat temu wydarzenia te wywołały ogromne oburzenie w ewangelicznych kręgach. W polskich zborach również toczyły się zaawansowane dyskusje na temat bulwersującego grzechu piosenkarki. Potępiano ją i odsądzano od czci i wiary. Nie znając okoliczności wstrzymuję się od oceny tej sytuacji, pragnę tylko zauważyć, że dzisiaj rozwody w ewangelicznych kręgach nie robią na nikim wrażenia. Nie są sensacją. Stały się normą. Od tamtego czasu chrześcijaństwo odczuło „ulgę” i przypadek Amy otworzył puszkę Pandory rozwodów i powtórnych związków.

Wracając do naszego serialu, chciałbym zadać kolejne pytanie: Czy Greenleaf to coś w rodzaju naszego polskiego Kleru w reż. Wojtka Smarzowskiego? Kler pokazuje brudy i przyczyny tych brudów w kościele katolickim, nie sili się na rozwiązania, a tym bardziej nie mówi: taki właśnie ma być kościół. Film ujawnia ludzki dramat. Chciałoby się obejrzeć taki protestancki Kler. Ale nie słyszałem o takim. Natomiast po obejrzeniu Greenleaf widz nabiera refleksji typu: No cóż, takie jest życie. Na drodze do osobistego szczęścia często upadamy, ale podnosimy się i idziemy dalej. Czy tak wyglądają kościoły gospelowe, ewangeliczne w Ameryce? W każdym odcinku można usłyszeć słowa: Biblia, Słowo Boże, Alleluja, Praise God, worship Jesus. Widzimy służbę pomocy biednym, szkółki dla dzieci, opiekę nad starszymi, modlitwę, ewangelizacje. Więc w przeciwieństwie do Kleru odnosimy wrażenie, że tak jest dobrze, tak ma być. Tak wygląda chrześcijaństwo.
To złudzenie naprawdę działa! Grzech jest tylko innym punktem widzenia. Takie „chrześcijaństwo” jest udziałem milionów ludzi na całym świecie. Jakże się temu dziwić skoro producentem jest pani Oprah Winfrey. A któż to taki?

Jak długo wy wpływowi, będziecie deptać mą godność? Jak długo hołdować próżności i wymyślać kłamstwa? Ps 4,3

Najbardziej wpływowa gwiazda show-biznesu wg magazynu "Forbes" (2005);
Najbogatsza kobieta show-biznesu wg magazynu "Forbes" (2007);
Najbardziej wpływowa gwiazda show-biznesu wg magazynu "Forbes" (2008);
Najlepiej zarabiająca "czarna" gwiazda" wg strony bet.com,  oraz 1 miejsce - 100 Najbardziej wpływowych kobiet w przemyśle rozrywkowym wg magazynu "The Hollywood Reporter";
Najhojniejsza gwiazda wg stowarzyszenia "The Giving Back Found";
Najlepiej opłacana gwiazda na świecie wg magazynu "Forbes" (2009);
Najbardziej wpływowa gwiazda show-biznesu wg magazynu "Forbes" (2012 oraz 2013); 
Została przez magazyn „Life” zaliczona obok Jezusa i Newtona do setki osób, które wywarły największy wpływ na dzieje ludzkości. Jest też jedyną osobą na świecie, która wydaje poświęcony sobie magazyn (na okładce zawsze jest jej zdjęcie, a w środku troszkę informacji z życia Oprah oraz artykuły w stylu :”Oprah radzi jak odnieść sukces” czy „To co najważniejsze wg Oprah).
Z okazji 19. rocznicy emitowania na antenie The Oprah Winfrey Show, showmenka podarowała każdemu gościowi na widowni samochód - pontiaca G6, wartego około dwudziestu ośmiu tysięcy dolarów. Samochód otrzymało dwieście siedemdziesiąt sześć osób.
A więc miliony, dziesiątki milionów, setki milionów ludzi jest pod wpływem sławnej chrześcijanki (?). Dodajmy do tego fakt, że kazanie, które zmieniło jej spojrzenie na własne życie nosi tytuł „Power of I’m”. Wygłosił je wiecznie uśmiechnięty pastor Joel Osteen. To również wpływowy człowiek – zamiana krzyża na globus jednoznacznie określa cel korporacji Osteenów. Zatem wszystko jest możliwe dla wierzącego… uniwersalisty Joela.  Słusznie jego biblijny imiennik określał takich jak on: Wy zabraliście moje srebro i złoto, a moje cenne klejnoty wnieśliście do swoich świątyń. Synów Judy i synów Jeruzalemu sprzedaliście Grekom, aby ich oddalić od ich ojczyzny. Jl 4,5. Innymi słowy, wielkie zwiedzenie za ogromną kasę. Również Oprah, tak jak jej biblijna imienniczka (jakakolwiek jest przyczyna zamienionych literek) również nigdy nie wybrała kultu prawdziwego Boga Jahwe.

Wyszli spośród nas, ale nie byli z nas. Gdyby bowiem byli z nas, zostaliby z nami. 1J 2,19

Być może do rozwoju tego wielkiego liberalizmu i oszustwa przyczynił się niejaki Carlton Pearson, który jako znany kaznodzieja w pewnym momencie swojego życia stwierdził, że miłosierny Bóg nie może posyłać ludzi do piekła. Czyli piekła nie ma.
W 2004 roku jego zwierzchnicy powiedzieli mu wyraźnie: To jest herezja! Film o jego przemianie również można obejrzeć na platformie Netflix (Come Sunday). Kościoły lub raczej organizacje, w których udzielał się lub założył po 2004 roku to: The Higher Dimensions Worship Center (Centrum Uwielbienia w Wyższym Wymiarze?), All Souls Unitarian Church (Kościół Unitarny Wszystkich Dusz), The Christ Universal Temple (Uniwersalistyczna Świątynia Chrystusa), New Dimensions (Nowe Wymiary). Jego nauczanie jest antytrynitarne (no „a God”; no „the God”, only God), pełne teologicznych nadużyć i skoncentrowane na człowieku.
Oprócz filmu o sobie, Pearson promuje obecnie film z 2018 roku „The Heretic”. Film o podróży Roba Bella (to ten, który napisał słynną, kontrowersyjną książkę „Love Wins”) od bycia pastorem w megachurchu do duchowego guru. 
Film nie stara się przedstawić krytyki Bella, a raczej pochwałę jego służby; a nazwanie go heretykiem, to dla niego zaszczyt i pozytywny znak nowego spojrzenia na znaczenie tego słowa. Autorka Elizabeth Gilbert (znana z bestsellerowej książki i filmu pt „Jedz, módl się, kochaj”) określa Bella jako „gangstera Boga”, „duchowego Jesse Jamesa” i kogoś „kwestionującego status quo, zakorzenione w konserwatywnych ideałach”. Bell ucieleśnia najgorsze tendencje amerykańskiego ahistorycznego ewangelikalizmu. Mówi, że chrześcijaństwo jest skończone, jeśli kościoły „nie mówią o naszym związku z ziemią”, „nie mają dużego, szerokiego, otwartego podejścia do nauki” i nie opowiadają się za sprawami kobiet i Społecznością LGBTQ.
Zainteresowanie jego nauczaniem, poglądami, organizacją, rośnie zastraszająco szybko. 
Mit idealnego chrześcijaństwa w USA świetnie burzy kolejna produkcja Netflixa "Najbardziej znienawidzona kobieta Ameryki". Nie tyle zainteresował mnie temat zakazu modlitwy w szkołach w latach 60-tych, co reakcje społeczeństwa na działania Madalyn Murray O'Hair. Ludzie przebierali się za Jezusa (białe szaty, długie włosy) i strzelali do niej. Mamy zatem do czynienia z ideologią, a nie z naśladowaniem Chrystusa; z ludzkim interesem, a nie z uczniostwem.

Wydawajcie owoce godne upamiętania. Łk 3,8

Dochodzimy wreszcie do naszej Whitney. Jej najbliższy przyjaciel, wspomniany już przeze mnie, Bebe Winans napisał książkę: „Whitney, którą znałem”. Opisuje w niej swoją relację z gwiazdą oraz przedstawia kulisy matni wampirów biznesu muzycznego. W końcowym rozdziale „Do młodych i pełnych nadziei” nie mówi nic o potrzebie narodzenia z Ducha Św., o naśladowaniu Chrystusa. A w zamian serwuje nam szereg słabych uwag o tym jak wielki wpływ mają środki masowego przekazu, o tym, żeby się nie spieszyć i być ostrożnymi, żeby nie dać się oszukać, o dokonywaniu właściwych wyborów i jeszcze kilka innych banałów, o których nasza Whitney oczywiście wiedziała, bo w rzeczy samej każdy o tym wie. Jak spędzała wolny czas wiedząc o tym wszystkim? Jej przyjaciel wymienia: kino, galerie, samochody, gry, zabawy. Ani słowa o jakiejkolwiek aktywności chrześcijańskiej. W czasach apostolskich na pewno zostałaby ostrzeżona, zawstydzona, lub wykluczona za chodzenie w nierównym jarzmie, palenie (odpalała jednego od drugiego), picie, umiłowanie świata rozrywkowego. A cóż zrobił dzisiejszy amerykański Kościół? Podobno modlił się. Sama Whitney twierdziła, że w walce z nałogiem pomagała jej modlitwa…
Jeden z rozdziałów zatytułowany jest „Nie wińcie Bobby’ego”. Dlaczego mamy nie winić jej męża? Człowiek niewierzący, pijak, niespełniony gwiazdor pełen chorobliwej zazdrości. Faktycznie – to także ofiara babilońskiego systemu show-biznesu. Biedak. Nic nie mógł zrobić.
BeBe wspomina, że Imię Jezus często było na jej ustach. Na koncertach opowiadała o Jego miłości i o swojej miłości do Niego. Chrystus był najważniejszy w jej życiu. Nie chcę tego kwestionować. Zastanawiam się tylko do jakiego kościoła chodziła, lub też – jaki kościół był z nią? Jaką miłością otaczała ją rodzina oraz bracia i siostry w kościele? C.S. Lewis pisze: „Nasza miłość bliźniego musi być prawdziwą i doskonałą miłością – głęboko świadomą grzechów, pomimo których kochamy grzesznika, nie zaś zwykłą tolerancją lub pobłażliwością, która parodiuje miłość, tak jak nonszalancja parodiuje wesołość.” (Brzemię chwały)
Pastor, a też muzyk i wokalista gospel, Marvin Winans udzielał ślubu Whitney, i odprawiał nabożeństwo pogrzebowe. Szkoda, że nie miał na nią takiego wpływu, żebyśmy mogli być świadkami jej przemienionego życia.
Warty uwagi jest film Kevina Macdonalda z 2018 roku pt „Whitney”.
Film świetnie zmontowany, szczery do bólu, nigdzie nie publikowane ujęcia zza kulis, szokujące wypowiedzi, ukrywane fakty. Jej bracia bez wyrzutów stwierdzają, że to oni wciągnęli ją w narkotyki. Prezes wytwórni bez mrugnięcia okiem twierdzi, że nic nie wiedział o uzależnieniu artystki. Ponad 20-letnia przyjaźń z lesbijką Robyn ukazana jest jako co najmniej kontrowersyjna. W filmie widzimy solo młodziutkiej Whitney podczas występu z chórem kościelnym, kierowanym przez jej mamę. Mamę, która miała romans z pastorem i mamę, która, z powodu tras koncertowych, niewiele czasu mogła poświęcić córce. A córka często pod opieką ciotek, była molestowana przez jedną z nich. Dodajmy, że dokumentalne zdjęcia przeplatane są niezwykłą muzyką, fragmentami przepięknych popisów wokalnych tak hojnie obdarowanej przez Stwórcę artystki, co w efekcie wykręca wnętrzności; a ostatnia scena nie pozostawia nikogo bez wilgotnych oczu.

Taka sól nadaje się już tylko do wyrzucenia! Łk 14,35

Kolejny film obejrzany na Netflixie to: „Sam Cooke umiera dwa razy”. Czarnoskóry piosenkarz soulowy, tworzył w latach 50tych i 60tych ubiegłego stulecia. Osiągnął ogromny sukces komercyjny, był politycznie zaangażowany w walkę z rasizmem. Został zamordowany w dość niejasnych okolicznościach. Miał 33 lata. Tata Sama Cooke’a – pastor baptystyczny – powiedział na początku jego kariery:  „możesz zdobyć cały świat, ale na duszy poniesiesz szkodę.” I tak się zaczęło dziać od momentu, gdy zrezygnował z tworzenia i śpiewania dla Boga, a swój talent oddał w ręce świata rozrywki. Swoją piękną piosenkę z lat młodości „Mój Bóg jest cudowny” przekształcił później na „Ona jest kochana” (He's So Wonderful - She's lovable).

Wspomnę jeszcze o moim ulubionym perkusiście. Vinnie Colaiuta. Na Święta dostałem w prezencie najnowszą płytę z jego udziałem. W niezwykły, niemal cudowny sposób ściągnął go do swojego projektu Krzysztof Herdzin. Jeden z najlepszych perkusistów świata słynie z tego, że jest ewangelicznym chrześcijaninem (Drummers for Jesus). W książeczce do płyty czytamy, że podczas nagrań nasz mistrz palił jak smok. Szkoda, że ta sól chrześcijaństwa jest tak zbrudzona i zmieszana ze światem, że nie spełnia swojej pierwotnej roli. Bądźcie więc jak dobra sól – czysta i cenna. Bo jeśli okażecie się tak niemądrzy, by zmieszać się ze światem, to stracicie swą czystość i charakter, tak samo jak sól, która została zanieczyszczona szlamem i odpadami! Taka sól nie nadaje się nawet jako nawóz. Nie jest nawet dobra do dezynfekcji latryny. Taka sól nadaje się już tylko do wyrzucenia! Nowy Przekład Dynamiczny, Łk 14, 34-35. 
W komentarzu NPD czytamy: „Jedyną opcją, w której sól może „stracić” swoje walory jest zmieszanie się z innym związkiem chemicznym lub z innym produktem, który tak „rozcieńczy” jej stężenie, iż jej walory przestaną być widoczne. Sól ma bogate własności: smakowe, dezynfekcyjne i użyźniające glebę. Ona oddziałuje jednak nie przez wchodzenie w reakcje z czymkolwiek, ale jedynie przez swoją obecność. Tak samo ma być z uczniami Jezusa. Jeśli są czyści, jeśli prowadzą uświęcone życie, to sama ich obecność w świecie będzie oddziaływać na ten świat. Jednak ich dramatem staje się sytuacja, w której zamiast oddziaływać na świat sami podlegają wpływowi świata upodabniając się do niego. To są właśnie ci, którzy mieniąc się „chrześcijanami” stracili rozum i przestali się kierować Bożym sposobem myślenia.”

Nie ufajcie ludziom i ich wpływom. Nie ufajcie zwykłym śmiertelnikom, którzy nie są w stanie poratować nikogo.  Ps 146,3

Gdybym miał napisać książkę do młodych ludzi, albo gdyby BeBe Winans pozwolił mi napisać ostatni rozdział swojej książki, na pewno chciałbym im przekazać, żeby całkowicie oddzielali swoje życie od trendów tego świata, bo w każdej dziedzinie w tym życiu rządzi byt o wiele inteligentniejszy niż człowiek i tylko Chrystus jest ratunkiem i pewnym zabezpieczeniem przed jego wpływem, a bez uświęcenia/oddzielenia nikt Boga nie zobaczy (Hbr 12,14). Jest to trudna droga, a i trudne czasy nastały. Jest to droga, którą naprawdę  n i e w i e l u  znajduje. (Mat 7,14). Ale jest.  Zrezygnuj więc dzisiaj z człowiekocentrycznej ideologii, nie daj się nabrać i przestań się brudzić. Cały świat jest i będzie przesiąknięty plugastwem, ale ty wyjdź z tego i przyłącz się do zdrowego kościoła. Kto czyni nieprawość, niech nadal czyni nieprawość, a kto brudny, niech nadal się brudzi, lecz kto sprawiedliwy, niech nadal czyni sprawiedliwość, a kto święty, niech nadal się uświęca. Obj 22,11. Jeżeli już trochę jesteście w kościele i nie macie w nim żadnego zadania, to zmieńcie to. Biorąc bowiem pod uwagę czas, powinniście być nauczycielami, tymczasem znowu jest wam potrzebny ktoś, kto by was uczył początkowych elementów nauki Boga; potrzebujecie mleka, a nie pokarmu stałego. Hebr 5,12. 
Wiele sobie obiecywałem po książce BeBe Winansa, niestety zawiodłem się.

Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce. 2Tym 4,3

Wątpię, żeby czwarty sezon sagi rodu Greenleaf zaczął promować biblijne wzorce. Nie chcę prorokować co stanie się z Joelem Osteenem. Nie zamierzam się też domyślać, czy Whitney jest w niebie, wszak imię Jezus było na jej ustach na każdym koncercie. Tak samo nie wnikam, czy Ananiasz i Safira tam są. Ale zamierzam odpowiedzieć na pytanie tytułowe: Kto zabił Whitney Houston? Zrobiło to letnie, liberalne chrześcijaństwo. Liberalni wierzący. Dlaczego? Dlatego, że poznawszy Boga, nie oddali Mu chwały jako Bogu, ani nie podziękowali, lecz znikczemnieli w swoich zamysłach, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności. Rz 1,21
W latach 80-tych XX w. Dave Hunt napisał książkę pt: „Zwiedzione chrześcijaństwo”. Od sześciu lat Dave już nie żyje, a stopień zwiedzenia, kombinacje mutacji fałszu i zepsucia osiągają być może już swoje apogeum. Fałszywa nauka ewoluuje i zatacza coraz szersze kręgi. Wielu sławnych ludzi wykorzystuje swoje powiązania z kościołami charyzmatycznymi i mieszając rozmaite idee (to już nie tylko wschodni mistycyzm i New Age) z chrześcijaństwem tworzą podwaliny pod arenę działań antychrysta. Dzisiaj Dave musiałby napisać książkę trzy razy grubszą.
Również w latach 80-tych pastor Ben Patterson zauważył: „Ostatnio chrześcijanie ewangelikalni, dzięki rozmaitym poradnikom, nauczaniu o pozytywnym myśleniu i ewangeliom sukcesu, przeliberalizowali liberałów”. Dzisiaj spłycone mielizny powierzchownego chrześcijaństwa zaskakują nawet przeliberalizowanych liberałów.
Trzeba tu koniecznie przywołać Ruch Nowoapostolski, Nową Reformację Apostolską, Ruch Wiary, służbę Sozo, Kościół Bethel, oraz nazwiska: Peter C. Wagner, Kenneth Copeland, Rick Joyner, Mike Bickle. Ci nauczyciele i wielu im podobnych święcą triumfy ignorując zdrową naukę. Muzyka ich piosenek rzeczywiście łechce ucho i nie ma w tym nic złego, ale "melodia" ich nauki przyciąga wielu szczerych chrześcijan prowadząc na bezdroża.
Jest to naturalna kolej rzeczy. Wszystko jest przepowiedziane. Tak było za dni Noego, przed potopem i tak samo jest teraz – tuż przed powtórnym przyjściem Jezusa Chrystusa.

Aby nas szatan nie podszedł; jego zamysły bowiem są nam dobrze znane. 2Kor 2,11
 
 
Jak się ustrzec zwiedzenia? Chłonąc Słowo Boże, trwając w modlitwie i napełniając się Duchem Świętym. Mateusz, Łukasz, Marek, Jan, Paweł, Piotr, Juda, Jakub – każdy z nich był znakomitym ekspertem w wykrywaniu i zwalczaniu fałszywych nauk i nauczycieli. Byli szczególnie wyczuleni na odstępstwa od ewangelii. Reagowali natychmiast i z poczuciem walki najwyższej wagi na wszelkie przekręcanie lub deprecjonowanie najważniejszych i błogosławionych doktryn o zbawieniu z łaski przez wiarę, czy o zmartwychwstaniu, czy o Trójcy. A więc cały Nowy Testament przesiąknięty jest ostrzeżeniami przed zwiedzeniem. Każdy autor Nowego Testamentu co najmniej raz użył słowa fałsz/fałszywy. Wszystkie 27 ksiąg zawiera szereg opisów, proroctw, wskazówek, przestróg, które mogą zapewnić wierzącym całkowite zabezpieczenie przed wpływem pozornej pobożności oraz idei z piekła rodem.

I powstanie wielu fałszywych proroków, i zwiodą wielu. Mat 24,11

Właściwa doktryna ma dla wierzącego kolosalne znaczenie. List do Kolosan 2,8 mówi: Uważajcie, żeby was ktoś nie wpędził w niewolę filozofią i mrzonkami, opartymi na ludzkiej tradycji, na żywiołach świata, a nie na Chrystusie. Skąd się wzięło tak dużo denominacji, tak wiele podróbek Jednego Kościoła? Czy słyszał ktoś, żeby istniała jakaś podróbka np. Kościoła Rzymskokatolickiego? Podrabia się to, co ma wartość, co jest diamentem. Nikt nie podrabia cyrkonii. Kościół Jezusa Chrystusa jest jeden i składa się z ludzi narodzonych z Ducha Świętego i nie ma w nim żadnego innego człowieka. Natomiast jest wiele, bardzo wiele kościołów niby opartych na Biblii, niby ewangelicznie wierzących, niby obdarowanych duchowo, lecz są zaledwie łudząco podobne. Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą znaki i cuda, aby o ile można, zwieść wybranych. Mk 13,22

Trwali oni w nauce apostołów, w społeczności, w łamaniu chleba i w modlitwach. Dz 2,42

Wyobraźmy sobie co by było, gdyby zamienić priorytety. Np. nauka apostolska byłaby tylko dodatkiem do całonocnych spotkań modlitewnych, uwielbieniowych koncertów, lub do modlitwy o uzdrowienie. Albo, gdy zamiast nauki apostolskiej na pierwszym miejscu byłaby miłość wzajemna, relacje, szacunek i tolerancja. Albo, gdyby wieczerzę tak uwznioślić, żeby stała się wyznacznikiem zbawienia. Cokolwiek detronizuje naukę apostolską nie powinno zasługiwać na uwagę wierzących ludzi. A jednak to wszystko się dzieje na naszych oczach i nie musimy sobie tego wyobrażać.

Między wami będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzać będą po kryjomu zgubne herezje i zapierać się Władcy, który ich wykupił. Sprowadzają oni na samych siebie rychłą zgubę. Pt 2,1

Bardzo mi imponuje apostoł Paweł, gdy mówi do Galacjan: dziwię się, że tak łatwo dajecie się odwieść do innej ewangelii. Ale innej nie ma. Dwa razy powtarza: Niech będzie przeklęty kto zwiastuje coś odmiennego. Paweł był gotów zerwać świetne relacje z Piotrem, który był jednym z filarów Kościoła, aby tylko nie ucierpiało dobro Ewangelii, dobro tej jedynej dobrej nowiny (Gal 2). Piotr postąpił obłudnie, ze strachu przyłączając się do chrześcijan judaizujących. Nie była to sprawa błaha. Piotr nie postąpił zgodnie z prawdą Ewangelii. Dlatego reakcja Pawła była natychmiastowa, ostra i publiczna. Ta głęboka troska o teologię, o zdrową naukę, o respektowanie jej w życiu powinna charakteryzować każdego chrześcijanina, a przynajmniej każdy powinien o tym się uczyć, aby mieć wyćwiczone władze poznawcze do rozróżniania dobrego i złego (Hebr 5,14).
Umiłowani, nie każdemu duchowi wierzcie, lecz badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków wyszło na ten świat. 1J 4,1

A Duch wyraźnie mówi, że w późniejszych czasach odstąpią niektórzy od wiary chwytając się duchów zwodniczych i demonicznych nauk. 1Tym 2,4

To właśnie teraz są te czasy. Ludzie, którzy byli pełni Ducha kiedyś, w pewnym momencie zaczynają błądzić i pociągać za sobą tłumy. Ich ego z powodu wcześniejszych duchowych sukcesów nie przeszło próby sławy, ponieważ nie zostało umartwione. Urozmaicenie takich ‘zrzutów’ jest tak wielkie, że każdy może sobie znaleźć coś religijnego dla siebie i nazwane to będzie chrześcijaństwem. Ze względu na swoją płytkość i powierzchowność oraz pozory pobożności są duże szanse ujednolicenia wszystkich takich ruchów i połączenia w jedną światową religię z ubóstwionym człowiekiem na tronie. A. W. Tozer kiedyś napisał: „Ja” to jeden z najuciążliwszych chwastów w ogrodzie życia, nie do wyplenienia ludzkimi środkami. Już jesteśmy pewni, żeśmy się go pozbyli, gdy oto wyrasta gdzieś nagle, krzepkie jak zawsze, by zakłócać nam spokój i zatruwać owoc naszego życia.”

My wiemy, że z Boga jesteśmy, a cały świat tkwi w złem. 1J 5,19

Kończąc, chcę zadać pytanie: Jakim ma być Kościół, żeby nie ginęły kolejne Whitney. Jej córka również nie doświadczyła wsparcia Kościoła. 4 lata temu przedawkowała i zmarła. W letnim kościele ludzie będą ginąć przede wszystkim duchowo, a wartości nabierać będzie liczba człowieka (Obj 13,18), lecz w Kościele Jezusa Chrystusa niech każdy bada swoje serce, czy się nie wynosi lub czy się nie użala nad sobą. Tozer ujmuje to tak: „Zwycięski chrześcijanin ani siebie nie wywyższa, ani nie upadla. Jego zainteresowania przesunęły się – z siebie samego na Chrystusa. Nie obchodzi już go, kim sam jest czy też nie jest. Wierzy, że został ukrzyżowany z Chrystusem, i nie ma zamiaru takiego człowieka ani chwalić, ani ganić.”

środa, 27 lutego 2019

Lekcje z prób i doświadczeń na podstawie listu Jakuba



List Jakuba, z powodzeniem może służyć za przewodnik chrześcijańskiego życia, chociażby nawet inne księgi Biblii w jakiś sposób zaginęły. Brat przyrodni Pana Jezusa nie lubi teorii – podejrzewam, że gdyby dziś wstąpił do przeciętnego zboru w Ameryce i widząc letniość, martwą religijność, chwiejność, rozgoryczenie oraz słuchając pustych chrześcijańskich sloganów, przeklinania, wymądrzania się – w jego sercu zawrzałoby, uniósłby się wewnętrznie, padłby na kolana i błagał Boga o miłosierdzie, a następnie zacząłby całkowicie reformować nauczanie. Być może zacząłby od… najwyższej radości (gr. haras)!

Za najwyższą radość…

…uważajcie, bracia moi, gdy spadają na was różnorodne próby. Jakub adresuje swój list do umiłowanych, drogich, najmilszych i kochanych braci w Chrystusie, nawróconych Żydów, którzy emigrowali z powodu prześladowań. Chce im przekazać w jaki sposób stać ludźmi dojrzałymi, cierpliwymi i wytrwałymi. W związku z tym, że chrześcijanie przechodzą próby, testy; że spadają one na nich z góry, często nieoczekiwanie, często są niezasłużone i wydają się niesprawiedliwe, poniżające, są bardzo przykre i bolesne - w swojej mądrości i autorytecie Jakub stwierdza, że tak ma być, że wszystko jest prawidłowo, że ten gorący piec doświadczeń jest niezbędny do dalszego wzrostu duchowego. Właściwa reakcja na doświadczenia ma kluczowe znaczenie w życiu wierzących i powinna stać się niezachwianym nawykiem. Jakub kładzie ogromny nacisk na to, aby każdy uczeń Chrystusa mógł głęboko zrozumieć nieprzypadkowość takiego ognia. Aby mógł wyciągać wnioski, modlić się, pytać o Bożą wolę.
Św. Jan Chryzostom (IV wiek po Chrystusie) tak pisze na ten temat:
Nadejdzie czas spokoju, jeśli tylko w czasie udręki nie zapomnimy o składaniu dziękowań Bogu. Wrzuceni do pieca trzej młodzieńcy nie przestraszyli się płomieni i nie pozbyli się bogobojności; objęci ogniem, wznosili święte modlitwy z większą serdecznością niż ci, którzy bezpiecznie siedzieli w pałacu. Płomień był dla nich ścianą, ogień ich odzieżą, a piec źródłem. Związani byli, gdy wrzucono ich do pieca, a wyszli uwolnieni z więzów. Ogień objął ciała śmiertelne, ale je nie tknął, jakby były nieśmiertelnymi; nie rozpoznał natury, ale uszanował pobożność. Tyran związał nogi, a nogi obezwładniły siłę ognia. O cudowne zdarzenie! Uwięzionych uwolnił ogień, a uwolnieni uwięzili płomienie. Pobożność młodzieńców zmieniła naturę rzeczy, a właściwie, nie zmieniła natury, ale, co jest bardziej zadziwiające, zmieniła jej istotę. (Pobożność) nie tyle zgasiła płomień, ale pozostawiwszy go odebrała mu jego moc.” („Mowy do Antiocheńczyków o posągach”).
Tertulian (II wiek po Chrystusie) zaś powiedział:
„Niewinność najlepiej wypróbowuje się przez nieprawość”.
A Robert Johnstone (XX wiek po Chrystusie) podsumowuje sens karania:
 „Zróżnicowana dyscyplina Boża ma na celu rodzić doskonale zrównoważoną całościowość charakteru. Istnieją zaś pewne elementy składowe świętego charakteru, które uzyskać można wyłącznie w trudnościach. Piękna łaska rezygnacji i współczucia nie może wyrastać na innej glebie aniżeli na tej, którą zaorał lemiesz cierpienia, którą zroszono deszczem łez.”

W naturalny sposób cieszymy się z podwyżki, nowego samochodu, czy zwycięstwa w zawodach. Próba musi stać się dla nas, w pewnym sensie, jeszcze większą radością. Pojawienie się bólu lub przeciwności niech nie wprowadza nas w stan ciągłego karmienia frustracji i skrupulatnego podlewania rozpaczy, lecz zjedzmy ten popiół w milczeniu i z godnością. Niech to będzie naszym całkowicie świadomym postanowieniem, że będziemy traktować takie ciężkie chwile jako pożyteczne i oceniajmy je jako najwyższą wartość i czystą radość. Nie jako zaburzenie, ale jako niezbędny element naszego nowego życia. Apostoł Piotr także to potwierdza: Przestańcie się dziwić … nie spotyka was nic niezwykłego. (4,12) Oczywiście w tym wszystkim nie chodzi o domaganie się prób, samobiczowanie, ascetyzm, „im bardziej boli, tym lepiej”. Fałsz tych skrajnych postaw możemy obserwować od początku powstania Kościoła po dziś dzień. Nie chodzi też o radość w sensie wesołości. Bo wiemy, że żadne karanie, dyscyplinowanie, doświadczanie nie jest przyjemne (Hebr. 12,11) i nikomu nie jest do śmiechu w takiej sytuacji. Ale mamy tu do czynienia z wewnętrzną radością, która oddaje chwałę Bogu; z radością, która uczy się ufać Jezusowi; z radością, która jest decyzją.

Jeśli komu brak mądrości…

niech prosi. Niektórzy wiedzą jak się zachować podczas prób, niektórzy proszą o mądrość. Ale wielu jest niestety takich, którzy nie wiedzą i nie proszą. Pozwalają, aby stara natura spontanicznie reagowała na trudności. Pytają się Boga: „czemu mnie to spotkało?” Proszą o natychmiastową ulgę, a jednocześnie wątpią, że Bóg jest dobry. Czują, że Bóg ma z nimi coś do załatwienia, ale nie chcą Mu ulec. Wyłudzając współczucie, znieczulają serca na głos Boży. Zazdroszczą i nie mogą nic osiągnąć. Modlitewne zaklęcia, terapeuci, izolacja, panika. Proszą, ale źle proszą. Sami nie wiedzą, czego chcą. Tacy nie otrzymają nic od Boga. A jednak, Bóg cierpliwie czeka, nie mówi: „już za długo to trwa – nie nadajesz się”. Niektórzy w końcu usłyszą pytanie: W co jeszcze można was bić, gdy nadal trwacie w odstępstwie? Cała głowa chora i całe serce słabe. Od stóp do głów nic na nim zdrowego: tylko guzy i sińce, i świeże rany; nie opatrzone ani nie przewiązane, ani nie zmiękczone oliwą. Iz 1,5-6 Wówczas zareagują, zaczną myśleć, uniżą się. Zwrócą się do Słowa, a Bóg zbliży się do nich. Pomyślą o Abrahamie, rozważą jaki koniec zgotował Bóg Hiobowi. Stwierdzą: Dobrze mi, żem został upokorzony, abym się nauczył ustaw twoich Ps. 119,71. Zanim zostałem upokorzony, błądziłem, Ale teraz strzegę twego słowa. Ps 119,67. Zauważą, że: Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do dyscyplinowania w sprawiedliwości, 2Tym 3,16.
Jesteśmy karani, dyscyplinowani, przychodzą na nas nagle ciężkie doświadczenia. Cierpienie jest wpisane w chrześcijaństwo. Cierpimy, albo z własnej głupoty i z powodu grzechu, albo spada na nas niezawinione hiobowe doświadczenie. W tym miejscu trzeba zauważyć, że niezależnie od tego jakie jest źródło doświadczeń, Jakub cały czas zwraca się do swoich adresatów, jako do kochanych braci, którzy narodzili się do nowego życia przez Ducha Świętego. Ich grzechy zostały przybite do krzyża, otrzymali dar życia wiecznego. Ofiara za grzech została złożona, kara została poniesiona, winy przebaczone. Żadna nałożona na nas kara nie byłaby w stanie zmyć brudu naszych grzechów. Wszelkie karanie, o którym czytamy w Biblii to dyscyplinowanie (paideia), wychowywanie, korygowanie, edukacja, kształcenie. Ja tych, których kocham, poprawiam i wychowuję Obj. 3,19.

Cierpi kto między wami?

…niech się modli. Niech nawiąże głębszy kontakt z Bogiem. Niech rozmawia i wylewa przed Nim swoje serce. Niech poświęca Mu czas. Nie może być nic ważniejszego w chwili próby od modlitwy. Duchowni, lekarze, psycholodzy, terapeuci, rodzice, nauczyciele, przyjaciele  - nikt nie może zająć miejsca, które należy się naszemu Zbawicielowi. To On w pierwszej kolejności żarliwie pragnie ducha, któremu dał w nas mieszkanie. Cierpienie jest bardzo dobrą okazją do rozpoczęcia regularnej modlitwy indywidualnej i w grupach modlitewnych.

Korona, którą jest życie.

Największym i najważniejszym celem prób i doświadczeń musi być złamanie i pokora owocująca pogłębioną relacją ze Zbawicielem. O to właśnie chodzi Bogu, który stworzył cały świat – żeby Jego stworzenie miało z Nim żywą, przyjacielską, serdeczną społeczność. Dlatego testy wiary musi przejść każdy. Jakub w swoim liście podejmuje tematy niestałości w postępowaniu, szybkiego przemijania (trawa, mgła), gani brak reakcji na Słowo, snobizm, ujarzmia język, promuje wiarę w działaniu i modlitwę, zachęca do wytrwałości w oczekiwaniu na przyjście Chrystusa. Być może prześladowania i trudności jakie przechodzili adresaci listu, wymusiły na nich koncentrację na przesłaniu listu Jakuba, skłoniły ich do refleksji, do działania, otworzyły drzwi ich serc. Być może brat Pański, pisząc wówczas ten list, spodziewał się dużej skuteczności swojego przekazu; spodziewał się, że przyniesie on większy owoc właśnie podczas prób, niż w przypadku na przykład dobrobytu i powodzenia tychże hebrajczyków żyjących w diasporze. Wszak Boża wola jest ważniejsza od ludzkiego zdrowia. Ale także i zdrowie możemy dostać od Boga jak sugeruje Autor pod koniec swojego listu. Jeżeli złamani i zmęczeni swoim grzechem w pokorze wrócimy do naszego Pana, wówczas modlitwa podźwignie chorego.
Jakub był znakomitym znawcą przyrody, obserwatorem życia fauny i flory. W swoim liście nawiązuje do natury aż 30 razy. Przenosi procesy w niej zachodzące do życia wierzącego człowieka. Podobnym przesłaniem podzieliła się kiedyś Maria Konopnicka (XIX wiek po Chrystusie). Czy ktoś pamięta bajkę „Jak to ze lnem było”? Osobiście bardzo przeżyłem tą historię w dzieciństwie. Oto mały spojler:
 Kazałeś go topić? Dobrześ uczynił, bo jego łodyżki w wodzie odmięknąć muszą. Kazałeś go z wody precz cisnąć? Dobrześ uczynił, bo go trzeba suszyć. Po moknięciu owym kazałeś go kijami z paździerzy obić? Dobrześ uczynił, bo tę złą paździerz obić trzeba z łodygi, żeby ją uprawić. Kazałeś je zaś powtórnie kijami obijać? I toś dobrze uczynił, bo do trzeciej skóry len obić trzeba i kijem go wyłamać, żeby do włókna się dostać.”
Ileż trzeba przejść, żeby był z tego pożytek… Więc aby dostać koronę życia – nie ma innego wyjścia. Życie wieczne już za bardzo niedługo stanie się udziałem każdego wierzącego, który przeszedł testy wiary. Sam Jakub odszedł do wieczności prawdopodobnie ponad dziesięć lat po napisaniu słów: W górę serca! przyjście Pana jest bliskie i, jeśli wierzyć historykom, został zamęczony na śmierć z powodu tego jak radykalnym i sprawiedliwym był człowiekiem.

Podsumowanie

Jakub długo nie wierzył Jezusowi, choć wiele lat mieszkali pod wspólnym dachem, a przynajmniej bardzo blisko. Przebywanie w otoczeniu Jezusa nie uczyniło go człowiekiem wierzącym, ale wszystko, co słyszał od Niego wydało wielki owoc w późniejszym życiu. Nawrócił się po osobistym spotkaniu ze Zmartwychwstałym Zbawicielem. Był potem przywódcą kilkutysięcznego zboru w Jerozolimie. Kazanie Jezusa na górze ponad 30 razy przewija się w liście przyrodniego brata Pańskiego. Podobnie jak jego Mistrz, został niesprawiedliwie oskarżony przez arcykapłanów. Umarł ukamienowany w 62 roku. W 2002 roku znaleziono kamienną skrzynkę, w której być może spoczywały kiedyś kości Jakuba Sprawiedliwego. Znajduje się na niej napis w języku aramejskim: Jaakow bar Josef ahui dUeszua - "Jakub, syn Józefa, brat Jezusa". Nie ma stuprocentowej pewności, czy był on bratem przyrodnim Jezusa, ale na pewno Jakub pozostawia nam w spadku cztery lekcje. Lekcję radości, lekcję mądrości, lekcję modlitwy oraz lekcję nadziei życia wiecznego. Lekcje te doprowadzają do umocnienia wytrwałości, ponieważ to właśnie przez wytrwałość dochodzi się do dojrzałości życia według ducha, czyli do takiego stanu, w którym człowiek w piękny sposób odzwierciedla charakter Chrystusa, nie wykazując w tym żadnych braków. Jk. 1,3,-4 NPD
Nie będę się rozpisywał, na temat niezdanych egzaminów z prób. Sam wielu nie zdałem. Wciąż się ucząc wiem, że Bóg jest cierpliwy, a Jego miłosierdzie przezwycięża sąd.
Lekcje z cierpienia obszernie (420 stron) opisuje Lynn Gardner w bardzo ciekawej książce pt: „Gdzie jest Bóg, gdy cierpimy?”. Niewłaściwe sposoby reagowania na doświadczenia, anty-przykłady do naśladowania wśród wierzących i niewierzących, opisane są w rozdziale „Postawy cierpiących wobec Boga”

niedziela, 13 stycznia 2019

Duchowe Nowe Życie


Oto kilka tytułów postów, które wyświetlają się, gdy w popularną wyszukiwarkę wpiszemy hasło „nowe życie”:
Roman Kluska: Ja już mam nowe życie, w nowym świecie - RMF24.pl / Nowe życie Violetty-serial / Nieśmiertelny II: Nowe życie / Zaczynam NOWE ŻYCIE! – rzuciłem pracę! / Rekolekcje dały mi Nowe Życie!  / Nowe życie Tildy Bengtsson / Jak wyjść z długów i zacząć nowe życie? / Moja droga do uzdrowienia – 7 zmian, które dały mi nowe życie / Zacząć nowe życie... - forum Bezpłatne Porady Psychologiczne / Uwielbiam zaczynać nowe życia. / Szansa na nowe życie dla mam / bieg po nowe życie - wiadomości, informacje - PoradnikZdrowie.pl / Schudłem i zacząłem nowe życie - Choroby - Polki.pl / Dalia zbiera na nowe życie - RatujemyZwierzaki.pl / Nowe życie starego laptopa, czyli wymieniamy baterię / Nowe życie starych butów  / Nie kocham swojego męża, wybieram nowe życie. / Biznes, który daje nowe życie. / Dziecko - twoje nowe życie. Co zyskasz dzięki macierzyństwu / 8 lat z bulimią. Historia dziewczyny, która wygrała nowe życie ...

Oczywiście żadne z tych „nowych żyć” nie ma nic wspólnego z nowym życiem, które pochodzi od Boga. I oczywiście nie ma nic złego w nazwaniu „nowym życiem” okresu, gdy ktoś rzucił palenie, lub przestał pić po terapii odwykowej. Niejako Bóg również i w tym dopomaga, „On bowiem jest dobry dla niewdzięcznych i złych” (Łk 6,35), lecz duchowe nowe życie to duchowa przemiana. Człowiek, który narodził się na nowo, jest w stu procentach innym człowiekiem niż był do tej pory. Stał się Bożym dzieckiem. Otrzymał dar życia wiecznego. Druga śmierć go nie dosięgnie. „Błogosławiony i święty ten, który ma udział w pierwszym zmartwychwstaniu; nad nimi druga śmierć nie ma mocy” (Obj 20,6) Prawdziwe jest powiedzenie: „Kto rodzi się dwa razy, umiera jeden raz; kto rodzi się jeden raz, umiera dwa razy”.  „Tak więc,  jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe.” (2Kor 5,17). Nowy człowiek posiada nowe serce, nowe sumienie, nowe cele oraz nowego władcę - Pana panów i Króla królów. Być może do tej pory fascynował się Chrystusem, ale teraz jest Jego sługą i przyjacielem, w życiu doczesnym i przez całą wieczność.
Spotykamy ludzi, którzy są bardzo religijni, którzy nie dopuszczają do siebie myśli, że mogliby nie być chrześcijanami. Ich fascynacja kościołem, świętymi ludźmi, czy nawet Jezusem, ich chrześcijańskie poglądy, zaangażowanie - to wszystko wytworzyło w nich odporność na bezpośrednią, żywą relację z Jezusem, nie posiadają wrażliwości na głos Słowa Bożego. W ich życiu nigdy nie powstało nic duchowo nowego.
Ostatnio moja mama opowiadała mi o synu swojej koleżanki, który przez czterdzieści lat swojego życia nie pracował, był posępny i smutny, zrezygnowany, nie posiadał żadnej pasji, ani w ogóle sensu życia. I oto nagle poznał dziewczynę. Zaczął się uśmiechać, chętnie wszystkim pomaga, nabrał motywacji do pracy, jest całkowicie odmieniony - można by powiedzieć – otrzymał nowe życie. Ale nic bardziej mylnego. On jest ciągle tym samym naturalnym człowiekiem. I jeżeli nic duchowo się nie zmieni, po śmierci znajdzie się w piekle.
Słyszałem też o miejscowościach we Włoszech, gdzie ludzie są pełni pokoju i żyją najdłużej na świecie.  Nie ma nic złego w dbaniu o zdrowie, czy znalezieniu odpowiedniego partnera, ale trzeba zrozumieć kaliber ważności. Duchowe Nowe Życie rozciąga się na wieczność. A czym jest wieczność w porównaniu nawet z tym najdłuższym i najzdrowszym i najszczęśliwszym życiem tu na ziemi? Czy nie rozsądniej jest zadbać najpierw o najważniejsze ? Apostołowie nie mieli łatwego i długiego życia, ale mieli zapewnioną wieczność, bo któregoś dnia otrzymali nowe życie.

W którym momencie zaczyna się to nowe życie?

Nowe życie niektórzy otrzymują, bo wytrwale szukają, niektórzy w desperacji zaczynają się modlić, niektórzy pozytywnie odpowiedzieli na Słowo, które przeczytali lub usłyszeli, niektórzy szczęśliwie urodzili się w rodzinach, gdzie Słowo Boże było na pierwszym miejscu, niektórzy w religijnej gorliwości zwalczali wszelki rodzaj innowierców i w pewnym momencie usłyszeli : „czemu Mnie prześladujesz?” W każdym przypadku Duch Święty daje przekonanie.
Jak to się zaczyna? „Bojaźń Pana jest początkiem poznania; głupcy gardzą mądrością i karnością.”(Prz 1,7) Zazwyczaj zaczyna się od bojaźni, może przerażenia, być może od wstrząsu, a przynajmniej od głębokiego wejrzenia w siebie. A na pewno Nowe Życie nigdy nie rozpocznie się bez pokory.  „Bóg się pysznym przeciwstawia, a pokornym łaskę daje” (Jak 4,6). O jaką pokorę chodzi? Świetnie ujął to Gordon Keddie w książce „Praktyczny chrześcijanin”:


„Pokora ducha, to nie jakieś chorobliwe poczucie bezużyteczności i bezwartościowości, ale głęboka świadomość majestatu Boga, chwalebnej wystarczalności odkupiającej miłości Jezusa Chrystusa i głębokie poczucie gotowości, aby zostać poprowadzonym przez zamieszkującego mnie Ducha Bożego w zwykłym posłuszeństwie Słowu Bożemu.”

Cechą charakterystyczną człowieka, w którym coś duchowego się rodzi, który jest już „ubrany” w pokorę i bojaźń, jest postawa otwartości na działanie Ducha Świętego, otwartości na to, że już „nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”, że mogę się mylić w moich dotychczasowych poglądach, że mogę zrezygnować z dotychczasowych autorytetów, że pragnę nowego sumienia i nowego serca, chcę być gotowy na wskazówki, a nawet się ich domagam. Jestem na tyle poruszony, że nie chcę wracać do starego sposobu życia. Prawda do mnie przemówiła – więc co mam robić? Tak reagowały tłumy, na przemówienia Jana Chrzciciela i apostoła Piotra.
Łk3, 7-14: „Mówił więc do tłumów, które przychodziły, aby się dać ochrzcić przez niego: Plemię żmijowe, któż wam poddał myśl, aby uciekać przed przyszłym gniewem? Wydawajcie więc owoce godne opamiętania. A nie próbujcie wmawiać w siebie: Ojca mamy Abrahama; powiadam wam bowiem, że Bóg może z tych kamieni wzbudzić dzieci Abrahamowi. A już i siekiera do korzenia drzew jest przyłożona; wszelkie więc drzewo, które nie wydaje owocu dobrego, zostaje wycięte i w ogień wrzucone.”
„I pytały go tłumy: Cóż więc mamy czynić?
„Przychodzili też celnicy, by dać się ochrzcić, i mówili do niego: Nauczycielu, co mamy czynić?”
„Pytali go też żołnierze, mówiąc: A my co mamy czynić?
Dz 16,30: "Stróż więzienny Zażądał wtedy światła, wbiegł do środka i drżąc cały, przypadł do nóg Pawła i Sylasa i wyprowadziwszy ich na zewnątrz, rzekł: Panowie, co mam czynić, abym był zbawiony?"
Dz 2,37: „A gdy to usłyszeli, byli poruszeni do głębi i rzekli do Piotra i pozostałych apostołów: Co mamy czynić, mężowie bracia?

I do dziś dnia aktualna jest odpowiedź Piotra:
 „Opamiętajcie się (zmieńcie myślenie, pokutujcie) i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego. Obietnica ta bowiem odnosi się do was i do dzieci waszych oraz do wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan, Bóg nasz, powoła. Wielu też innymi słowy składał świadectwo i napominał ich, mówiąc: Ratujcie się spośród tego pokolenia przewrotnego. Ci więc, którzy przyjęli słowo jego, zostali ochrzczeni i pozyskanych zostało owego dnia około trzech tysięcy dusz. I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach.” (Dz 2, 37-42)

Żeby lepiej zrozumieć czym jest a czym nie jest  Nowe Życie, chciałbym przytoczyć jeden rozdział z bardzo ciekawej książki Johna D. Gillespiego pt: „Nowe życie Boże w duszy człowieka” /kliknij/



poniedziałek, 22 października 2018

Udręki


Cierpienie i udręka spotyka każdego prawdziwego chrześcijanina. Apostołowie w swoich listach piszą, że nie ma się co dziwić. Poniżej fragmenty listu Piotra i różne wypowiedzi.



***



A skoro sam Chrystus - pomimo swej świętości - doświadczył w ludzkiej naturze cierpienia, to uzbrójcie się w myśl, że wy również będziecie doznawać różnego rodzaju cierpień w czasie, gdy nadal jeszcze funkcjonujecie w obecnej naturze. Udręki te biorą się z faktu, że chociaż macie w sercach pragnienie, by do końca swych dni pełnić wolę Bożą, to jednak wasza grzeszna natura nadal zwodzi was różnorodnymi pożądaniami. Jednak nie poddawajcie się jej! Zbyt wiele czasu już zmarnowaliście na realizowanie swych iście pogańskich pragnień, gdy żyliście w rozwiązłości i rozpuście, folgując swym pożądliwościom w orgiach, pijatykach i w niegodziwym bałwochwalstwie. Nie dziwcie się też, że ci wszyscy, z którymi kiedyś razem to czyniliście, a którzy nadal w tym tkwią, zaskoczeni są waszą odmianą. Widzą wyraźnie, że wam nie jest już z nimi po drodze i więcej już nie garniecie się do nich, by wspólnie dalej nurzać się w tych obrzydliwościach. Dlatego rzucają na was swoje oszczerstwa. 1 Pt 4,1-4 NPD

***

Umiłowani! Raz jeszcze podkreślam: nie czujcie się zaskoczeni intensywnością udręk i cierpień, których wielu z was doświadcza. Nie przydarza się wam nic niezwykłego! Raczej rozumiejcie, że dzięki tym doświadczeniom wasza wytrwałość ma szansę prawdziwie się umocnić. Jeśli zaś na tym świecie -współuczestnicząc w cierpieniach podobnych do Chrystusowych - potraficie zachować w swych sercach Bożą radość, to przecież znacznie większe szczęście i wesele spotka was wówczas, gdy On ponownie objawi się w chwale. 1 Pt 4,12-13 NPD

***
Dobrze, że od czasu do czasu napotykamy na sprzeciw i że jesteśmy złośliwie i niezasłużenie osądzani, kiedy nasze działania i intencje są dobre. - Tomas A Kempis

***
Wątpię , aby Bóg mógł używać kogoś, zanim głęboko go nie zrani. - A.W. Tozer

***
Kiedykolwiek szatan uderza w wierzących, 8 razy na 10 robi to, posługując się innymi wierzącymi - Jay C. Globmaster


poniedziałek, 10 września 2018

Wejście do Innego Świata



Kim jest uczeń Chrystusa? Jest to człowiek, który narodził się z Ducha Świętego, który kocha i naśladuje Jezusa. Jest po drugiej stronie; wszedł do Innego Świata; nie jest częściowo tu, a częściowo tam. Pracownik, który nie ma umowy o pracę, a wykonuje pewne czynności, które w danej pracy się wykonuje, nawet jeśli jest to na terenie tego pracodawcy – nie pracuje dla niego. A człowiek, który  ma umowę, a nie wykonuje czynności wymaganych przez pracodawcę, też nie jest jego pracownikiem. Mamy w naszym kraju ludzi, którzy cenią sobie wartości chrześcijańskie, często są w kościele, może nawet bronią wszelkiej sprawy dotyczącej ich denominacji; ale nie są oni uczniami Chrystusa. Prawdziwe chrześcijaństwo to Inny Świat,  to uczniostwo, to trwanie w żywym Słowie. „Jeśli będziecie we mnie trwać, to i ja będę trwał w was, a wtedy wydacie obfity owoc. Beze mnie zaś, nie będziecie w stanie wydać duchowego owocu, który tylko ja mogę zrodzić. Każdy więc, kto nie trwa we mnie, to znaczy nie trwa w moim Słowie, zostanie odcięty i odrzucony, niczym bezużyteczny pęd winorośli, który wraz z suchymi gałęziami usuwany jest na zewnątrz winnicy. Tam zaś zostanie zgarnięty i wrzucony w ogień, by płonąć. Jeśli jednak będziecie trwać we mnie, a dokładnie: jeśli moje Słowo będzie trwało w was, to proście o cokolwiek zgodnego z wolą Ojca, a to wam się stanie. W jeden bowiem tylko sposób możecie oddać Ojcu należną Mu cześć i chwałę: jeśli prawdziwie staniecie się moimi uczniami i wydacie tego obfity owoc.” J 15,4 (NPD) Chrześcijaństwo to uczniostwo z Jezusem, do którego Bóg zaprasza każdego. Ale czy każdy tego chce?
Lepiej żyć po swojemu, niż angażować się połowicznie w taką szkołę. Lepiej przemyśleć, przekalkulować, poczytać, rozważyć i poczekać z pójściem za Jezusem, niż zrobić to pod wpływem emocji, lub powierzchownie, lub z jakichś egoistycznych pobudek. Jezus o tym mówił. W ewangelii Łukasza czytamy: „A szły za nim liczne tłumy, i obróciwszy się, rzekł do nich: Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim. Kto nie dźwiga krzyża swojego, a idzie za mną, nie może być uczniem moim. Któż bowiem z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie najpierw i nie obliczy kosztów, czy ma na wykończenie? Aby gdy już położy fundament, a nie może dokończyć, wszyscy, którzy by to widzieli, nie zaczęli naśmiewać się z niego, mówiąc: ten człowiek zaczął budować, a nie mógł dokończyć.” Łk 14,25
Nie wiem, czy powyższe informacje są dla ciebie zachęcające, czy pobudzają do wiary, ale wiem, że Jezus jest wspaniałym Nauczycielem, doskonale ocenia problemy i możliwości ucznia, staje się jego niezawodnym Przyjacielem, a przede wszystkim w Nim jest ratunek przed wiecznym piekłem. I choć proces uczenia się jest trudny - obfituje w niezwykłe błogosławieństwa.
Co jest dla ciebie ważniejsze: pozbycie się swoich problemów, czy chęć „zapisania” się do szkoły Chrystusa? Gdzie skarb twój, tam serce. Koncentrując uwagę na sobie możesz cały świat pozyskać i odnieść wiele sukcesów, ale na duszy poniesiesz straszliwą szkodę. Wszyscy ludzie, którzy nie są w Tej Szkole, w Tym Innym Świecie – służą szatanowi. Nie istnieje trzecia opcja. Przyjdź i zaufaj Nauczycielowi i Lekarzowi, Mistrzowi i Królowi, Temu, który Cię stworzył.

Poniżej kilka fragmentów kilku książek, w których mowa jest o uczniostwie jako dojrzałości, o uczniostwie przejawiającym się w miłości do rodziny i przyjaciół, o uczniostwie, które jest praktycznym życiem w bliskości i posłuszeństwie Panu Jezusowi. Już same tytuły tych książek potwierdzają Biblijną tezę, że ani nazywanie siebie chrześcijaninem, ani wiedza teologiczna nie czynią z nikogo ucznia Chrystusa.




Nikt nie rodzi się uczniem Chrystusa – Walter A. Henrichsen

Istnieje wiele podręczników, technik i metod, z których korzystać można w procesie wychowywania uczniów. Należy je wyraźnie odróżnić od zasad, które odznaczają się uniwersalnym odniesieniem. Tak, na przykład, Jezus powiedział do Żydów, którzy uwierzyli w Niego: „...Jeżeli wytrwacie W Słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie” (J 8:31). Jedną z zasad ucznia jest „trwanie w Słowie”. Wszelkie zaś kursy biblijne, czy dostępne zbiory wersetów do zapamiętywania, to tylko metody mogące ułatwić owo „trwanie w Słowie”. Początkujący uczeń będzie nieraz oczekiwał od ciebie -swego wychowawcy pomocy w znalezieniu najlepszych metod, nigdy jednak nie powinny one stać się najważniejszym celem procesu przygotowania uczniów.

Człowieka można poznać poznając jego Boga. Ale poznanie Boga przez człowieka, to coś zupełnie innego. Oto Bóg, Stwórca nieba i ziemi, powiada: „Jestem Bogiem Abrahama". Niewiarygodne! Stwórca daje się poznać przez Swoje stworzenie. „Jeśli chcecie wiedzieć, jaki jestem -mówi -spójrzcie na Abrahama”. Czy przez ciebie także dostrzec można żywego Boga? Czy Bóg może powiedzieć do ciebie, czytelnika tej książki: „Jeśli chcesz wiedzieć jaki jestem, spojrzyj tylko na siebie?”

Powiedzieliśmy sobie, że w procesie wychowywania uczniów powinniśmy skupiać uwagę na:

1. Zasadach raczej, niż metodach
2. Zaspokajaniu ludzkich potrzeb raczej, niż na rozwijaniu i ćwiczeniu nowych technik
3. Doskonaleniu procesów myślowych raczej, niż praktycznych umiejętności
4. Wpajaniu zaufania do Boga raczej, niż nauce teorii o Bogu.

W tym momencie łatwo już można dostrzec, że powyższe propozycje stanowią cztery aspekty tej samej prawdy, jakby cztery ścianki diamentu. Drogocenny kamień, który oglądamy, to przekonanie i wizja celu.
Ktoś powiedział, że chrześcijaństwo, to w 90% walka o przetrwanie. Być może jest tak naprawdę, być może nie. Jeśli jednak twoim celem, jako chrześcijanina jest, samo przetrwanie, to jesteś skazany na niepowodzenie. Jesteś jak bokser, który wchodzi na ring, umiejąc jedynie się bronić. Nie jest on w stanie zwyciężyć. Potrzebna jest do tego także umiejętność atakowania. Dla chrześcijanina atak jest symbolem planu, celu działania.


Radykalni uczniowie – John R.W. Stott


Kościół bez wątpienia doświadcza niezwykłego wzrostu w wielu częściach świata. Dane statystyczne są w tej dziedzinie wręcz zadziwiające i nie byłoby przesady w stwierdzeniu, że nastąpiła eksplozja wzrostu. Na przykład liczebność Kościoła w Chinach wzrosła od połowy XX wieku co najmniej stokrotnie. Obecnie w każdą niedzielę na nabożeństwach gromadzi się w tym kraju więcej wierzących niż łącznie we wszystkich kościołach w Europie Zachodniej.
Nie należy jednak popadać w przesadny triumfalizm, gdyż często mamy do czynienia ze wzrostem pozbawionym głębi.
Powierzchowność uczniostwa jest troską powszechną i przywódcy zborów często ubolewają nad tą sytuacją. Pewien lider z Azji Południowej napisał do mnie niedawno, że choć w jego kraju Kościół wzrasta liczebnie, „olbrzymi problem stanowi brak pobożności i spójności charakteru”. Podobnie wyraził się także przywódca z Afryki  twierdząc, że dobrze wie o gwałtownym wzroście Kościoła w Afryce, jednak „wzrost ten jest w znacznej mierze liczebny, a Kościołowi brakuje mocnych biblijnych i teologicznych fundamentów”.
Jeszcze bardziej uderzające słowa padły w kwietniu 2006 roku w Los Angeles z ust Cao Shengije, ówczesnej prezes Chińskiej Rady Chrześcijańskiej: „Niektórzy twierdzą, że Kościół radzi sobie dobrze, jeśli liczby rosną. Chcemy, aby każdego dnia ludzie przyłączali się do Kościoła. Ale nie zależy nam jedynie na liczbach, lecz na tym, aby wraz ze wzrostem liczebnym następowało utwierdzenie wiary Kościoła.”
Już powyższe trzy cytaty przywódców z krajów rozwijających się wystarczą, aby wykazać, że „wzrost bez głębi”, czyli statystyczne powiększanie się Kościoła, któremu nie towarzyszy rozwój uczniostwa, nie jest zarzutem wysuwanym w ich stronę przez resztę globu, ale osobistym przekonaniem liderów chrześcijańskich w tychże krajach.
Powaga problemu jest tym większa, że taka sytuacja nie podoba się Bogu. I twierdzę tak z całym przekonaniem, gdyż apostołowie, których pisma znalazły się Nowym Testamencie, karcili czytelników swych listów za brak dojrzałości i apelowali, aby wzrastali oni w wierze.



Uczniostwo według planu Mistrza – Win Arn & Charles Arn

Gdy celem pierwszych chrześcijan jak nakazał Chrystus było czynienie uczniami, pierwotny Kościół rozwijał się niezwykle szybko. Czynnikiem tego rozwoju był społeczny system wzajemnego włączania do wspólnoty członków rodzin, przyjaciół i sympatyków. Chrystus często nakazywał nowonarodzonym, aby wrócili do swoich domów (rodzin i przyjaciół) i przekazali im dobrą nowinę. Znany biblista Michael Green w swojej książce (Ewangelizacja w pierwotnym Kościele) mówi, że „Kościół Nowego Testamentu pod względem religijnym popierał strategię rozwoju opartą na domownikach”. Łukasz opowiada, jak owi domownicy reagowali na ewangelię, na skutek czego „Pan dołączał do nich codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia" (Dz 2,47). Dlaczego rodzina i przyjaciele byli tak podatni na ewangelię? Z dwóch powodów: po pierwsze troska i miłość, charakteryzujące rodzinną społeczność, decydowały o poziomie zaufania, przyjaznej postawie i ogólnym zainteresowaniu. W rodzinie uważnie przysłuchiwano się i odnoszono się z szacunkiem do trosk i przekonań każdej osoby. Po drugie, bliski kontakt z wierzącą osobą przekonywał o prawdziwej zmianie jej życia i realnej miłości Mistrza. Zmiana sposobu życia danej osoby ma wielki wpływ na jej rodzinę i przyjaciół.
Pierwsi chrześcijanie wiedzieli, że gdy poselstwo o Bożej miłości będzie zwiastowane i demonstrowane przez tych, których słuchacze znają i którym ufają, przeszkody nieufności i podejrzliwości zostaną stopniowo wyeliminowane, a podatność na przyjęcie dobrej nowiny niezwykle wzrośnie. Dlatego członkowie pierwotnego Kościoła naśladowali Chrystusa w zjednywaniu nowych uczniów, stąd dobra nowina o Bożej miłości w naturalny sposób szybko rozpowszechniała się wśród domowników i przyjaciół.

Jaki procent zapytanych dało poniższe odpowiedzi na pytanie o poznanie Chrystusa i przynależność do kościoła? Oto ich zestawienie:

Szczególna potrzeba                     1-2%
Po prostu przyszedłem                  2-3 %
Pastor                                         5-6%
Odwiedziny                                  1-2%
Szkoła niedzielna                          4-5%
Nabożeństwo ewangelizacyjne       0,5%
Program kościelny                        2-3%
Przyjaciel lub krewny                  75-90%


Prawdziwe uczniostwo – Oswald Chambers


Szlachetne uczucie, pod wpływem którego możemy twierdzić, że wierzymy w daną rzecz, sprawdza się tylko wtedy, gdy sami żyjemy duchem tej rzeczy.
Nie mam prawa mówić, że, wierzę w Boga, jeśli mego życia nie otwieram przed Jego wszechwidzącym okiem.
Nie mam prawa mówić, że wierzę, iż Jezus jest Synem Bożym, jeśli w swoim życiu nie poddaję się odwiecznemu Duchowi, który wolny od wszelkiego samolubstwa objawił się w Jezusie.
Nie mam prawa mówić, że wierzę w Boże przebaczenie, jeśli we własnym sercu pielęgnuję postawę braku przebaczenia. Boże przebaczenie jest próbą, dzięki której sam jestem oceniany.

Wiara jest całkowitym powierzeniem się Bogu. Oznacza, że pewne rzeczy przyjmujemy jako coś nieuchronnego, odcinając się przy tym od możliwości odwrotu. Porzucenie wiary jest jak utrata bliskiej osoby (por. 2Sm 12, 21-23).
Wiara to rezygnacja z wszelkich roszczeń do zasług. Dlatego tak trudno jest uwierzyć.
Wierzący to ten, którego całe istnienie opiera się na dokonanym dziele odkupienia.
Łatwiej być wiernym własnym przekonaniom, aniżeli Jezusowi Chrystusowi. Jeśli bowiem chcemy okazać Mu wierność, nasze przekonania będą musiały ulec przemianie.
Popełniamy błąd, gdy usiłujemy nauczać o krzyżu, pod czas gdy odmawiamy czynienia tego, o czym mówił nam Jezus, tj. Jego wywyższania. „A gdy Ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę” (J 12,32).

Nie zostaliśmy posłani, by specjalizować się w doktrynie, lecz by wywyższać Jezusa, który sam dokona dzieła zbawienia i uświęcenia dusz. Gdy zamieniamy się w handlarzy doktryną, wtedy brakuje poznania Bożej mocy. Dajemy jedynie poznać żarliwość swojego wołania.
Bóg zna sposoby podważania ludzkich doktryn, które są Mu przeszkodą, by dosięgnąć duszy człowieka.
Doktryna nigdy nie jest przewodnikiem do chrześcijańskiego doświadczenia; doktryna jest ukazaniem doświadczenia chrześcijańskiego. Im bardziej oddalamy się od Jezusa, tym bardziej dogmatyczni stajemy się w swych religijnych przekonaniach. Natomiast im bardziej żyjemy z Jezusem, tym mniejsze mamy o czymś przeświadczenie, a bardziej wierzymy Jemu.
Nie możesz zrozumieć Jezusa Chrystusa, dopóki nie przyjmiesz tego, co objawia o Nim Nowy Testament. Musisz być po Jego stronie, zanim będziesz mógł Go zrozumieć.
Bacz, abyś nie przychodził do Jezusa pełen uprzedzeń. Przyjdź polegając na Duchu Świętym. On mnie uwielbi, powiedział Jezus (J 16,13-14).

Przyznaj, że Jezus Chrystus jest tą osobą, o której mówi Nowy Testament, a twoją powinnością jest uznanie za prawdę tego, co o sobie powiedział.
Najbardziej wyraźną kwestią w Nowym Testamencie jest fakt nadania naszemu Panu wszelkiej władzy. Współcześnie istnieje tendencja do nadawania pierwszeństwa prawdzie, doktrynie, a nie Jezusowi Chrystusowi.
Prawda to osoba, nie twierdzenie. Jeśli bez zastrzeżeń ufam logicznej wierze, stanę się niewierny Panu Jezusowi. Najbardziej fundamentalne herezje rozdzierające Kościół Chrystusowy zbudowano na tym, czego może dokonać Jezus, zamiast na Nim samym. Następstwem jest zawsze ruina duchowego doświadczenia.

Niebezpieczeństwo kryjące się w ruchach pietystycznych polega na tym, że wmawia się nam, co powinniśmy czuć. Nie przybliżamy się jednak do Boga, ponieważ pozostajemy beznadziejnie uzależnieni od pobożnej postawy. W
rezultacie to, co widzimy, nie jest nowotestamentową pieczęcią Ducha Świętego, lecz mieszaniną nieposłusznego intelektu z udawanym, kurczowym i pobożnym trzymaniem się Jezusa.
Ilekroć ruch uświęceniowy podnosi głowę i zaczyna być świadomy własnej świętości, tylekroć grozi mu stanie się wysłannikiem diabła, choć rozpoczynał akcentując zaniedbaną prawdę.

Jeśli zwiastujesz świętość, uświęcenie, Boże uzdrowienie lub powtórne przyjście Pana, okazuje się, że schodzisz na manowce, ponieważ decentralizujesz prawdę. Musimy skupić wzrok na Jezusie Chrystusie, nie na tym, co On czyni. Jam jest Prawda (por. J 14,6).
Jeśli chcę poznać, kim jest Jezus, muszę okazywać Mu posłuszeństwo. Jednak większość z nas nie zna Jezusa, ponieważ nie mamy najmniejszego zamiaru być Mu posłuszni.


Droga do uczniostwa – Bert Clendennen

Jezus powiedział, że uczeń ma wydawać owoce. Owoc jest produktem życia, uczynki są mechaniczne. Możesz powiesić pomarańcz na dębie, ale ona nie urośnie, tylko umrze.
Obecnie w kościele widzimy wiele takich pomarańczy na dębach. Mamy wyuczonego Chrystusa, wyuczone tańce i wyuczone języki. Każdego z przeciętną inteligencją można nauczyć, jak powiedzieć kilka słów na językach, ale to nie znaczy, że ten ktoś otrzymał Ducha Świętego. Duch Święty jest życiem. Języki nie dają nam Ducha Świętego, ale Duch Święty daje języki. Cudem nie jest to, że powiem kilka słów w językach. Cudem jest to, że Wszechmocny Bóg daje mi coś do powiedzenia. Kościół stał się tak mechaniczny, że nawet bezbożnicy mogą to robić. Ludzie przychodzą do kościoła w niedzielę, by się dobrze bawić, a w poniedziałek żyją jak diabeł. Bóg chce objawiać Swoją moc w tym pokoleniu, ale by tak mogło być, musi zacząć od nas. Jeżeli pozwolimy, by proces uświęcenia odbywał się w naszym życiu, to będziemy wydawać owoc sprawiedliwości. Kiedy człowiek rodzi się na nowo, zaczyna się historia doświadczeń i on staje się produktem życia wiecznego. Chrześcijaństwo, to przekazywanie życia, wiecznego życia, które nie może być zniszczone. Wtedy kościół jest tak wieczny, jak wieczny jest Bóg.
Kiedy Mao Tse Tong przejął władzę w Chinach, było tam zaledwie jeden milion protestanckich wierzących. Mao i jego komunizm zamordowali przywódców, skonfiskowali ich majątki i rozproszyli tą trzodę po całych Chinach. Kiedy Mao poszedł do piekła, w Chinach było między 50 a 100 milionów narodzonych na nowo wierzących. To znaczy, że kiedy Mao umarł, w Chinach było 50 do 100 razy więcej wierzących, niż kiedy objął władzę. Kościół w Chinach był bez struktur i spotykali się po domach. Nie mogli mieć kampanii ewangelizacyjnych i dlatego te tłumy nie nawróciły się w kościołach, ale zostali zbawieni poprzez życie, które rodzi życie, jeden na jednego. Jestem narodzony na nowo, spotykam ciebie i zbawiam. Prawie 100 milionów ludzi zostało zbawionych w Chinach, bez audycji radiowych i telewizyjnych. Ci chińscy uczniowie byli tysiąc razy efektywniejsi, niż my w wolnym świecie. Dlaczego? Bo oni byli żywi. To nie była gra, ani rytuał. Oni znali Jezusa i On nimi kierował. To nie była widowiskowość, ale oni wydawali owoc sprawiedliwości. Owoc sprawiedliwości można ocenić tylko w następnym pokoleniu. Ludzie po narodzeniu nie są od razu doskonali. Uświęcenie w niektórych działa wolniej, niż w innych. Kiedy czytamy Nowy Testament, aż trudno uwierzyć, że chrześcijanie w Koryncie i w Efezie należą do tej samej rodziny. A jednak Paweł jednych i drugich nazywa świętymi. Jedni interesują się tylko sprawami niebiańskimi, a drudzy sprzeczają się, który kaznodzieja lepiej im się podoba. W Koryncie człowiek zajmuje cały obraz, a w Efezie liczy się tylko „nowy człowiek”, czyli Jezus Chrystus. Jednak oni należą do tej samej rodziny. Po prostu łaska Boża zdziałała więcej w jednych, niż w drugich. Są w Kościele tacy, którzy nie doszli tak daleko, jak inni, ale nie można ich wyrzucać, jeżeli rzeczywiście narodzili się na nowo. Owoc będzie poznany dopiero w drugiej generacji. Wtedy będzie widać, jakiego rodzaju nawróconych produkujemy. Owocem dzisiejszego głoszenia będzie Kościół jutra. Obserwowałem to już przez ponad dekadę. Kościół jest taki, jakich nawróconych produkuje. Mamy nawróconych bez pragnienia duchowego. Nie można już prowadzić nabożeństwa przebudzeniowego przez więcej, niż 3 dni, bo przestaną przychodzić. W większości nie można już uzyskać takiego owocu ze spotkania modlitewnego, jak kiedyś.

Najbardziej niepopularną osobą w kościele jest Bóg. Jeżeli ogłosisz, że przyjeżdża znany zespół muzyczny, przyjdą tłumy. Jeżeli ogłosisz, że będzie serwowane jedzenie, przyjdzie tylu, że nie będziesz ich mógł nakarmić. Ale ogłoś, że w piątek będzie spotkanie modlitewne, a będziesz najbardziej samotnym człowiekiem w kościele!



Klejnoty obietnic Bożych  – Charles Spurgeon

„Jeśli  przykazań moich przestrzegać będziecie, trwać będziecie w miłości mojej.” J 15,10
Tych dwóch rzeczy nie można rozdzielić trwania w posłuszeństwie i trwania w miłości Jezusa. Tylko życie pod panowaniem Chrystusa może udowodnić, że jesteśmy tymi, w których Pan ma upodobanie. Musimy przestrzegać Jego przykazań, jeśli chcemy rozkoszować się Jego miłością. Jeśli żyjemy w grzechu, nie możemy żyć w miłości Chrystusa. Bez świętości, która podoba się Bogu, nie jesteśmy w stanie zadowolić Pana Jezusa. Ten, kogo świętość nic nie obchodzi, nie wie nic o miłości Jezusa.

Świadoma radość, wypływająca z miłości naszego Pana, jest delikatną sprawą. Jest o wiele wrażliwsza na grzech i świętość niż słupek rtęci na zimno i ciepło. Kiedy mamy wrażliwe serce i dbamy o to, żeby nasze myśli, słowa oraz życie oddawały cześć naszemu Panu, Jezusowi, wtedy otrzymujemy niezliczone dowody Jego miłości. Jeśli pragniemy trwać w takim szczęściu, musimy trwać w świętości. Pan Jezus nie ukryje swojego oblicza przed nami, jeśli my nie ukryjemy naszej twarzy przed Nim. To grzech sprawia, że chmura zasłania nasze Słońce. Jeśli będziemy z czujnością posłuszni i całkowicie oddani, będziemy chodzić w światłości, jak Bóg jest w światłości (1 J 1,7) i będziemy trwać w miłości Jezusa tak pewnie, jak On trwa w miłości Ojca. Oto wspaniała obietnica z poważnym „jeśli”. Panie, pozwól mi mieć to „jeśli” w moim ręku, bo ono jak klucz otwiera tę szkatułkę.

czwartek, 6 września 2018

Sukces to łaska Boża ze mną


Zastanawiając się co jest moim sukcesem w życiu pomyślałem o mojej trójce wierzących dzieci, z których jestem bardzo dumny. Nie wiem czy to mój sukces, czy zapracowałem na to, czy to moja zasługa, że trwają w Chrystusie, że podejmują mądre decyzje, że jesteśmy dla siebie przyjaciółmi… Na pewno jest to dla mnie niezwykłe, zaskakujące i fenomenalne. Myślę, że mogę za Pawłem powtórzyć: Pracowałem więcej od nich wszystkich – od wielu ludzi z mojego pokolenia - nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną (na podst. 1Kor 15,10). Na moją pracę składają się trzy elementy, trzy wyznaczniki sukcesu, które towarzyszyły mi od momentu nawrócenia. Wybrałem kilka fragmentów z książek na temat szczęścia, sukcesu i zwycięstwa, które znakomicie opisują te wyznaczniki.
1.Sukces to szczęście, które jest produktem ubocznym życia opartego na właściwych wartościach.
2.Sukces to zapominanie o sobie i zwrócenie się ku innym, usługiwanie. 
3.Sukces to świadomość, że Bóg na pewno może poradzić sobie z tym co niemożliwe – a przede wszystkim i głównie z grzechem.


1.Fritz Ridenour – Jak mogę cieszyć się życiem?

Wiersz Ralpha Waldo Emersona podaje następujące kryteria tego, czym jest sukces:

Śmiać się często i serdecznie,
Zdobyć szacunek ludzi inteligentnych
I sympatię dzieci,
Zdobyć aprobatę uczciwych krytyków
I znieść zdradę fałszywych przyjaciół
Cenić piękno,
Znajdować w innych to, co w nich najlepsze
Dać samego siebie,
Zostawić Świat nieco lepszym.
Lepszym o zdrowe dziecko, grządkę w ogrodzie lub
Lepsze warunki społeczne.
Bawić się i śmiać się z entuzjazmem i śpiewać radośnie,
Wiedzieć, że choćby jednej istocie żyje sie lepiej,
Ponieważ ty żyjesz
- To znaczy odnieść sukces.

Chociaż między Pawłem i transcendentalistą Emersonem istnieją różnice
teologiczne, apostołowi podobałby się powyższy wiersz. Dla Pawła zdobycie szacunku i sympatii innych było czymś cennym, podobnie jak uznanie ze strony uczciwych krytyków i umiejętność znoszenia zdrady fałszywych przyjaciół. Umiał docenić to, co piękne, umiał też znajdować u innych rzeczy najlepsze. Zapewne też pozostawił świat nieco lepszym, a wielu ludziom żyło się z powodu niego lepiej. Jednakże Paweł poszedł o milowy krok dalej niż to wszystko. Cenił sukces, ale tylko na Bożych warunkach. Chciał odnieść sukces, ale tylko na chwałę Boga, a nie swoją.
Zakończenie Listu do Filipian stanowi sumę trzech myśli składających się na Pawłową filozofię sukcesu:

*Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek. Flp 4,12

*Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie. Flp 4,14
*A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie. Flp 4,19
Dlaczego pogoń za szczęściem nie prowadzi do niczego?
Ludzie myśląc o sukcesie, myślą też często o szczęściu. Co więcej, wielu uważa, że prawdziwy sukces polega na byciu szczęśliwym. Każdego dnia miliony z nich uganiają się za szczęściem. Harold Kushner, autor bestselleru „When Bad Things Happen to Good People (Gdy dobrych ludzi spotyka zło) twierdzi, iż ,,Deklaracja Niezależności"' gwarantuje wszystkim obywatelom amerykańskim prawo do ,,Życia, wolności i dążenia do szczęścia”. Ale dokument polityczny nie może nas ustrzec od frustracji towarzyszącej próbom egzekwowania naszych ,,praw". Kushner uważa, że takie dążenie do szczęścia jest złym celem. ,,Nie stajesz sie szczęśliwy przez dążenie do szczęścia. Stajesz sie szczęśliwy prowadząc życie mające wartość.” Widzi on szczęście jako produkt uboczny naszego życia, a nie jako jego nadrzędny cel. Uważa, że szczęście jest podobne do motyla. Gdy za nim gonisz, odlatuje i ukrywa się, gdy jednak dasz mu spokój i zajmiesz sie pożytecznymi rzeczami, ,,zakradnie się z tyłu i usiądzie ci na ramieniu"

Paweł oczywiście nigdy nie gonił za szczęściem. Naśladował Chrystusa, dążąc zawsze do celu, aby stać się takim, jak pragnie Jezus (zob. Flp 3,12-16). Paweł nie mówi o szczęściu, ale za to dużo miejsca poświęca radości, którą można by nazwać  szczęściem pochodzącym z osiągniętej dojrzałości.
Szczęście zależy od okoliczności. Gdy wszystko układa sie dobrze, panuje ono niepodzielnie. Gdy sprawy idą źle, szczęście wybiega na środek pokoju i tupie nogami.
Radość natomiast nie zależy od okoliczności ale raczej nad nimi panuje. Gdy wszystko układa sie dobrze, woła: ,,Radujmy się! Chwała Panu!”, a gdy sprawy idą źle, wtedy nieugięcie mówi: ,,Mimo to radujmy się!”

    2.Alfred Palla – Sukces w twoich rękach

Dwie żaby  (Autor nieznany)

Dwie żaby wpadły do garnka ze śmietaną.
Jedna z nich odważną żabą była,
Druga w mig zwątpiła. „Utonę! Ty ze mną!”
Bo pesymistycznie na życie patrzyła.
Ale pierwsza żaba, nieustannie dzielna
I optymistyczną wciąż mająca duszę,
Zadecydowała jak zawsze bez strachu:
 „Wyskoczyć się nie da, lecz próbować muszę.
Będę pływać wkoło póki sił mi starczy.
Gdy umrę, to pewna, że wszystko zrobiłam”.
I z determinacją krążąc po śmietanie
W efekcie śmietanę na masło ubiła.
A kiedy poczuła pewny grunt pod sobą,
Wyskoczyła z garnka już w jednej sekundzie.
 Jaka nauka z tej bajki dla nas wynika?
Choć wyjścia nie widać, nie ustawajmy w trudzie.


Jeśli kochamy Boga, nie trzeba nas ciągnąć do służby na rzecz innych. Tutaj jest odpowiedź na często stawiane pytanie: „Dlaczego ludzie nie chcą usługiwać innym?” Dlatego, że najpierw musimy sami być pełni, aby dać coś z siebie innym. Z pustego nawet Salomon nie naleje. 
Należy więc zacząć od tego, aby codziennie poddawać swe życie Duchowi Świętemu. Jak napełnić swój puchar? Przez studiowanie Słowa Bożego z modlitwą, budującą lekturę oraz czas spędzony na wielbieniu Boga z innymi w kościele, a także przez właściwe odżywianie się i odpowiedni relaks. Wszystko to jest konieczne, abyśmy mogli być napełnieni Duchem Świętym i usługiwać z radością.
„Kto nie czyta dobrych rzeczy, ten  niestety, niczym się nie różni od analfabety.” Włoskie powiedzenie

Wielu czeka na odpowiedni nastrój czy nastawienie, aby usługiwać, tymczasem jeśli usługiwanie nie stanie się zasadą, będziemy czekali na próżno. Ile razy mamy chęć pozmywać naczynia, wynieść śmieci czy wymienić olej w samochodzie? Ile rzeczy byłoby niezrobionych, gdybyśmy pracowali tylko wtedy, gdy przyjdzie nam ochota? Usługiwanie musi być zasadą życia, tak samo jak codzienne studium Słowa Bożego i modlitwa. Prorok Daniel modlił się regularnie trzy razy dziennie nie czekając, aż poczuje chęć. W rezultacie nawet najbardziej niesprzyjające okoliczności nie mogły go oderwać od tej praktyki.

Jeśli naszym życiem nie kierują zasady, wówczas rządzą nim okoliczności. Wtedy zaś dryfujemy przez życie służąc sobie, przez co zaprzepaszczamy część potencjału. Człowiek z przypowieści Jezusa, który zakopał swój talent, utracił go. Podobnie jest z nami. Nie usługując innym swoimi talentami, tracimy je. Wybierz służbę na rzecz innych, zamiast służenia sobie, gdyż szczęście przychodzi z dawania innym z siebie. Pan Jezus powiedział: „Więcej szczęścia jest w dawaniu niż braniu (Dz 20,35).
„Najwyższy czas, aby ideał sukcesu ustąpił ideałowi usługiwania.”  Albert Einstein

Samolubstwo prowadzi do bezczynności, a bezczynność do grzechu i ruiny. Ludzie, którzy wiele pracują fizycznie, mają wyrobione mięśnie, ci zaś, którzy siedzą bezczynnie tracą siły i witalność. Bezczynność zawsze prowadzi do ruiny.

W hiszpańskiej Segowii był akwedukt zbudowany przez Rzymian w 109 roku. Przez dziewiętnaście stuleci spływała nim do tego miasteczka woda z gór. Sześćdziesiąt pokoleń piło z niego wodę, aż pojawiła się generacja, która orzekła, że taki cud, jak ten akwedukt, powinien być zachowany dla przyszłych pokoleń jako cenny zabytek. Przegłosowano, aby odciążyć go od pracy, którą wykonywał od starożytności. W jego miejsce zaczęto używać wodociągu. Starożytne kamienie otrzymały swój zasłużony odpoczynek. Wtedy jednak akwedukt zaczął się rozpadać. Słońce wysuszyło i skruszyło zaprawę murarską. Kamienie zapadły się i groziły zawaleniem. To, czego nie dokonały wieki pracy, zamieniło się w ruinę za sprawą bezczynności.

Lepiej już zużyć się usługując innym, niż zardzewieć. Usługiwanie nadaje życiu sens. Radość i wzrost przychodzą z usługiwania innym. Dlatego jest ono głównym składnikiem sukcesu w dobrze rozwijających się kościołach, biznesach, domach i państwach.
„Tylko życie w służbie dla innych jest warte życia.” Albert Einstein


3. Watchman Nee – Zwycięskie życie
 
Pewna siostra bardzo pragnęła zwyciężać. Uporządkowała przed Bogiem wiele spraw. Codziennie pisała do innych listy, przepraszając za swoje występki i udawała się na górę, aby się modlić. Za każdym razem, kiedy wracała, pytałem ją, czy zwyciężyła swoje przeszkody. Odpowiadała mi wtedy, że wykopała na górze kolejny grób i znowu coś pochowała. Kiedy pytałem ją nazajutrz, odpowiadała mi, że znalazła jeszcze trochę grzechów i rozprawiła się z nimi. Przez ponad dwadzieścia dni rozprawiała się ze swoimi grzechami. Na koniec zapytałem ją: „Czy już prawie skończyłaś?” Odpowiedziała: „Po tylu staraniach myślę, że prawie zwyciężyłam”. Powiedziałem wtedy na osobności siostrze, która ze mną pracowała: „Tylko poczekaj, a zobaczysz”. Pewnego dnia poszedłem do jej domu i zastałem ją bardzo smutną. Nie pytałem o powód. Zawsze to dobrze być smutnym i nie zawsze dobrze jest powstrzymywać kogoś przed smutkiem. Nic nie powiedziałem. Trwało to sześć dni. Codziennie wyglądała na niezmiernie smutną.

Po sześciu dniach jeden z braci zaprosił wszystkich na posiłek. Zaproszenie to dotyczyło również tej siostry. Przyszła na posiłek, ale prawie nic nie jadła. Siedziała naprzeciwko mnie i uśmiechała się, ale w rzeczywistości była wewnątrz bardzo smutna. Tego dnia było tam ponad dwudziestu braci i tylko trzy siostry. Napisałem nową pieśń i po posiłku poprosiłem ją, aby zagrała ją na pianinie. Gdy zagrała dwa takty, z oczu zaczęły jej płynąć łzy. Pozwoliłem jej płakać i nic nie mówiłem. Po dłuższej chwili zapytałem: „Co się stało?”

Odparła: „To beznadziejne! Nie mogę zwyciężyć jednej rzeczy, bez względu na to, jak bardzo się staram”. Była to nieśmiała siostra, ale płakała tam przed ponad dwudziestoma braćmi. Nie mogła się powstrzymać i nadal płakała. Zapytałem ją, czego nie potrafi przezwyciężyć. Powiedziała, że od tygodnia walczy z jedną sprawą, ale wciąż nie umie jej pokonać. Powiedziała: „Bracie Nee, w ciągu kilku ostatnich tygodni codziennie walczyłam ze swoimi grzechami. Rozprawiłam się ze wszystkimi”. Mogłem zaświadczyć, że naprawdę rozprawiła się ze swoimi grzechami, Mówiła dalej: „Ale pomimo tego wszystkiego, co zrobiłam w zeszłym tygodniu, nie byłam w stanie poradzić sobie z tym jednym grzechem”. Pomyślałem, że musiał to być bardzo poważny grzech. Zapytałem, czego nie mogła przezwyciężyć. „To bardzo mała rzecz powiedziała, ale nie mogę sobie z tym poradzić. Mam ten nawyk od młodości. Lubię coś jeść. Po śniadaniu lubię coś od czasu do czasu przekąsić. Przed obiadem znowu chcę coś przekąsić. Po obiedzie też czegoś chcę i zanim położę się wieczorem spać, znowu szukam czegoś do jedzenia. W ciągu ostatnich kilku dni czułam, że muszę zająć się tą sprawą. Nie powinnam bez przerwy jeść. Zaczęłam z tym walczyć. Próbowałam przez sześć dni, jednak każdego dnia ponosiłam porażkę. Jestem gorsza niż trójka moich dzieci. Jak tylko widzę coś do jedzenia, wkładam to do ust. Nie mogę przestać jeść”. Podczas gdy to mówiła, płakała. Ale kiedy to usłyszałem, zacząłem się bardzo cieszyć. Śmiałem się. Byłem bardzo szczęśliwy. Gdy ona płakała, niektórzy bracia odeszli, a siostry próbowały na to nie patrzeć. Ona gorzko płakała, ale ja śmiałem się z całego serca. Ona płakała, a ja się śmiałem. Zapytała mnie, z czego się tak cieszę. Odpowiedziałem: „Jestem bardzo szczęśliwy. Moje serce tańczy z radości. Czy masz pewność, że tego nie potrafisz? Czy po tych dwudziestu lub więcej dniach zdałaś sobie sprawę ze swojej niezdolności? Dzięki Bogu, że wreszcie zrozumiałaś, iż nie jesteś zdolna nic zrobić. Pozwól, że ci coś powiem: kiedy ty już nie jesteś zdolna, On staje się zdolny. Na tym polega zasada zwycięstwa”. Godzinę później w jej życiu nastąpił przełom i w pełni wkroczyła w doświadczenie zwycięstwa.