poniedziałek, 23 października 2017

Łachmany dobrych chęci


Refleksja z wesela
Mat.22,2-14 (Łk. 8,5-15; Ez. 16,8)


Ostatnio byłem na weselu, na którym pojawiły się osoby bez odświętnego ubioru. Czy to faux pas, czy wpadka, pomyłka, niewiedza, czy celowe, prowokacyjne działanie - nie wiem. Natomiast może być też tak, że złe nastawienie, podstępne i obłudne serce ubrane jest w piękny garnitur. Więc często pozory mylą. A jak to jest z tym nieodpowiednim ubiorem, zachowaniem, wypowiedzią wobec ważnych dostojników? Tytuły gazetowych artykułów coś nam mówią:


·  ‘Znanemu tajskiemu obrońcy praw człowieka Prawetowi Prapanukulowi grozi nawet 150 lat więzienia za obrazę króla.’
·  ‘ Czy Juncker nie może się ogarnąć nawet przy papieżu i usiąść jak człowiek, a nie menel na ławce przy budce z piwem?’
·  ‘Agata Duda witała papieża w "stroju stewardessy"?’
·  ‘Prezydent Andrzej Duda z małżonką udali się w niedzielę z oficjalną wizytą do Norwegii. Nasz przedstawiciel spotkał się z królem Haraldem V i premier Erną Solberg. Niestety Duda nie ustrzegł się od kompromitującej wpadki. Nazwał bowiem Norwegię krajem… bałtyckim.'
·  ‘Burger King obraził króla Belgii?’
·  ‘Holender na Facebooku w kwietniu 2015 roku nazwał króla mordercą, gwałcicielem, prześladowcą i złodziejem. – Pozwany naruszył godność króla. Takie zachowanie nie jest akceptowane w naszym społeczeństwie – napisała sędzia Sylvia Taalman w uzasadnieniu wyroku.'
·  Mamy nawet książkę opisującą różne dziwne zachowania przed królową: „Przywitaj się z królową. Gafy, wpadki, faux pas i inne historie"

Zatem takie spotkanie to nie spotkanie z kolegą. Trzeba się na nie przygotować, czyli poznać, wysłuchać, zastosować zasady przyjęte w danym przypadku. Zmierzam do tego, aby zadać pytanie: kim jest osoba bez odpowiedniej szaty na królewskim weselu w przypowieści Pana Jezusa z Ewangelii Mateusza 22? I dlaczego brak weselnego ubioru spotkał się z tak wielką - wydawałoby się - nieproporcjonalną do przestępstwa, karą?
Król, który zaprasza na wesele jest przede wszystkim władcą. I to powinno wystarczyć za odpowiedź na drugie pytanie. Ale pójdźmy dalej. Niegodne, niestosowne zachowanie, ubiór jest podważeniem godności jego majestatu. Jak czytaliśmy w przykładach z gazet – nawet mała gafa jest nagłaśniana na cały świat i jest w jakiś sposób karana. Tym bardziej gdy staniemy przed Królem królów. Czym jest zaproszenie, które tak wielu odrzuciło? To euangelion (Strong 2098), ewangelia, dobra nowina, well message, gospel. To szansa ratunku przed karą; to ogłoszenie lub ogłaszanie, że Królewski Syn zapłacił okup, a Król przygotował Wesele. Ziarno pada przy samej drodze, a także między ciernie. Zaproszeni usłyszeli, ale nie chcieli, lub zlekceważyli uznając swoje pole za wartościowsze. Bogactwo i troski zaduszają Słowo. Szatan zabiera Słowo z ich serc, aby nie uwierzyli. Naród Izraelski był głównym zaproszonym. Ale to niegodziwi i dobrzy, kalecy i niewidomi wezwani na rozstajach dróg (poganie) leżeli (wg zwyczaju) przy stołach na weselu. Wielu jest wezwanych, powołanych, zaproszonych… ale niewielu wybranych. (Oczywiście nie chodzi tu o teologię zastąpienia). 
       Zatem odpowiedzią na wezwanie powinno być posłuszeństwo, ponieważ istotą grzechu jest właśnie nieposłuszeństwo i bunt. Przyjacielu, jak wszedłeś tutaj, nie mając szaty weselnej? Przyjacielu, towarzyszu, kolego, mój drogi – Jezus w ten sposób zwraca się również do Judasza, a w przypowieści o robotnikach w winnicy właściciel tak się zwraca do tego, który się burzy, że dostał za mało. Towarzysze to też ci, którzy nie tańczyli, gdy grali im na flecie i nie płakali, gdy im śpiewano żałobne pieśni. Więc są to ludzie, którzy niby są w kręgu Jezusa, którzy niby pracują ciężko w winnicy, są to ludzie niby z tego samego „podwórka”. Dostali się na wesele, chodzą do kościoła, nazywają się chrześcijanami, uczestniczą w życiu Królestwa. Ucieszyli się z zaproszenia, ale pogardzili szatą. Ziarna padły niby na skałę (petras), ale gdy wzeszło słońce zostały spalone. Weszli w łachmanach dobrych chęci, dobrych uczynków, zasług i swoich pomysłów. Było to potężną zniewagą Króla, który chce ratować, a nie odznaczać. To ludzie, którym Gospodarz powie: nie znam was. Ludzie, którym się wydawało, że są blisko, że postępują podobnie, albo nawet identycznie jak inni. Ludzie, którzy szybko wzrośli i nawet mogli niektórych zaskoczyć swoją wiedzą, intelektualną bystrością, modlitwą i zaangażowaniem. Mogli zostać ochrzczeni, mówić kazania, wspierać ubogich. Czego im zabrakło? Przymierza. Szaty sprawiedliwości Królewskiego Syna. W księdze Ezechiela czytamy: A gdy znowu przechodziłem koło ciebie i widziałem cię, oto nadszedł twój czas, czas miłości. Wtedy rozpostarłem nad tobą poły swojej szaty i nakryłem twoją nagość, związałem się z tobą przysięgą i zawarłem z tobą przymierze - mówi Wszechmocny Pan - i stałaś się moją. Ludzie ci przybrali pozór pobożności, nigdy nie weszli w przymierze z Chrystusem, nie wzięli, nie przyjęli  szaty usprawiedliwienia. Ludzie, którzy mimo, że z radością (haras [sic!]) przyjęli zaproszenie i szybko urośli - nie zapuścili korzenia, albo raczej odwrotnie: dlatego, że nie zapuścili korzenia – szybko wzrośli. Ich pycha i zadowolenie z powodu tego, co czynią nie pozwala na działanie łaski. A jeśli z łaski, to już nie z uczynków, bo inaczej łaska nie byłaby już łaską. Rz. 11,6  
Jeff Harkin w książce „Łaska Boża i nic więcej” zauważa: „Łaska jest diametralnie inna od systemu, w którym jesteśmy zanurzeni w tym świecie. Nasz świecki system definiuje wartość człowieka głównie ze względu na jego produktywność, piękno, władzę czy bogactwo. Dlatego nie czujemy się pewnie w stosunku do łaski i ponownie chwytamy się legalistycznych osiągnięć jako podstawy do bycia zaakceptowanym. Legalizm to jakakolwiek, podjęta z naszej strony, oparta na prawach próba uzyskania usprawiedliwienia dla nas w oczach Boga. Legalizm to w istocie samousprawiedliwienie.” Z drugiej strony mamy ludzi, którzy znieważają Ducha łaski świadomie grzesząc. Bo jeśli otrzymawszy poznanie prawdy, rozmyślnie grzeszymy, nie ma już dla nas ofiary za grzechy, lecz tylko straszliwe oczekiwanie sądu i żar ognia, który strawi przeciwników. Kto łamie zakon Mojżesza, ponosi śmierć bez miłosierdzia na podstawie zeznania dwóch albo trzech świadków; o ileż sroższej kary, sądzicie, godzien będzie ten, kto Syna Bożego podeptał i zbezcześcił krew przymierza, przez którą został uświęcony, i znieważył Ducha łaski! Hebr.10,26-29
     Zastanawia mnie dlaczego tylko jeden gość nie miał szaty. Wydawałoby się, że powinno być mnóstwo takich ludzi. Bo przecież tylko niewielu będzie zbawionych. Ale tych niewielu dotyczy ogólnej liczby ludzkości. Myślę, że wesele to kościół, w którym jest zdrowe, biblijne nauczanie, a tam niewielu właśnie jest takich, którzy nie wchodzą w przymierze z Chrystusem. A jednak taka osoba jest nierozpoznana. Może nawet przyzwyczailiśmy się do takiego człowieka, do jego aktywności, jego służby; a on przyzwyczaił się do nas. Pozory więc mylą. Natomiast, gdy wzeszło słońce, gdy wszedł Król, gdy przyszło prześladowanie dla słowa… ludzie ci zostają spaleni, wyrzuceni w ciemność, odchodzą. Dla Króla sytuacja jest jednoznaczna i absolutnie oczywista.
     Przyjacielu, jak wszedłeś tutaj, nie mając szaty weselnej? – gość bez szaty zaniemówił lub został mu założony kaganiec, lub został uciszony . Wydaje mi się, że sugeruje to jego brak świadomości, ale też brak szansy na nawrócenie, lub brak możliwości obrony.
Wersety, w których użyte jest greckie słowo z kagańcem (Strong 5392) wyjaśniają wiele:
Taka bowiem jest wola Boga, abyście dobrze czyniąc, zamknęli usta niewiedzy głupich ludzi 1Pt. 2,15
Młócącemu wołowi nie zawiążesz pyska 1Kor. 9,9; 1Tym. 5,18; 5Mojż. 5,4
Lecz gdy faryzeusze usłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zeszli się razem. Mt. 22,34
Wówczas wstał, zgromił wiatr i powiedział do morza: Milcz i uspokój się (bądź uciszone)! Mk. 4,39
 I zgromił go Jezus: Zamilcz i wyjdź z niego! Łk. 4,35
Słowo Boga nie podlega żadnej dyskusji. Jest przykazaniem i rozkazem. Słowo Boga ma władzę nad ludźmi, naturą i demonami.

Reasumując: Na ludzkim weselu można przebywać bez odświętnego ubioru i nie ponieść konsekwencji, a często gorszymi ludźmi mogą się okazać ludzie pięknie ubrani. Nieodpowiednie zachowanie wobec ludzkich królów jest karane dosyć łagodnie w porównaniu z karą od łaskawego Króla królów. Brak przyjęcia szaty wobec czystości Kościoła Jezusa Chrystusa, mimo, że może być nierozpoznany, jest największą zbrodnią przeciw Temu, który precyzyjnie zaplanował uratować ludzkość. W Swoim odwiecznym planie odkupienia postanowił poświęcić Swojego umiłowanego Syna i tylko w Nim dał szansę przebaczenia, napełnienia Duchem Świętym i dar życia wiecznego. A ten, który przed Jego obliczem pogardził Jego szatą, zignorował wartość usprawiedliwienia krwi Jego Syna, dostanie najgorszy wyrok. Faktycznie nie spotyka się często takich ludzi w kręgach ewangelicznych, ale przypowieść ta pokazuje powagę, władzę i suwerenność  Boga oraz istotę błogosławionej i radykalnej doktryny o zbawieniu z łaski.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Chrzest a chrzciny

Niedawno miałem okazję być na spotkaniu wspólnoty neokatechumenalnej , a dokładnie na chrzcinach dziecka. Natomiast następnego dnia widziałem chrzest dorosłych osób. Postanowiłem podzielić się swoimi przeżyciami, ponieważ w przeciągu dwóch dni uczestniczyłem w dwóch imprezach o podobnym charakterze, lub o pozornie podobnym celu i jak to zwykle bywa w takich sytuacjach nasunęło mi się kilka refleksji, spostrzeżeń, porównań.

Katechumenat (łac. catechumenatus,od catechumenus, gr. κατηχούμενος katechumenos: nauczany, instruowany) – okres przygotowania do przyjęcia chrztu. Okres ten wiąże się z katechezami wtajemniczającymi w życie chrześcijańskie. Osobę przygotowującą się do chrztu nazywa się katechumenem. Przygotowanie do chrztu w II w. opisał w swej Apologii św. Justyn Męczennik (100–165 r.): „ ...ci, którzy uwierzyli w prawdziwość naszej nauki i naszych wypowiedzi, ślubują, że zgodnie z nimi wieść będą życie. Wówczas uczymy ich, jak mają się modlić, jak pościć, jak prosić Boga o odpuszczenie dawniej popełnionych grzechów – przy czym sami także modlimy się i pościmy wraz z nimi. Następnie prowadzimy ich do miejsca, gdzie znajduje się woda i tam dostępują oni odrodzenia w taki sam sposób, w jaki myśmy go dostąpili, mianowicie zostają skąpani w wodzie w imię Boga Ojca i Pana wszechrzeczy, w imię Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, oraz w imię Ducha Świętego.” (1 Apologia 65)
Statusowym celem Neokatechumenatu jest promowanie odnowy życia parafialnego, poprzez wtajemniczenie na wzór pierwotnego Kościoła.
Powyższe definicje idealnie pasują do biblijnych wzorców dzisiejszych kościołów ewangelicznych – nawrócenie, przygotowanie, zanurzenie, w imię Trójcy.  Natomiast współczesna Droga Neokatechumenalna jest dokładną odwrotnością kolejności o jakiej nauczał Jezus (Mk.16,16) oraz  odwrotnością tego jaki On sam nam dał przykład (Mk.1,9).

W chrześcijaństwie XX w., zwłaszcza w Kościele katolickim po Soborze watykańskim II (1962-1965 r.) podejmowane są starania o wprowadzenie tzw. katechumenatu pochrzcielnego. Wydany w 1992 r. Katechizm Kościoła Katolickiego zauważył, że tam, gdzie chrzest jest celebrowany przeważnie w wieku niemowlęcym, inicjacja chrześcijańska jest zredukowana do samego obrzędu. Konieczne jest zatem by ochrzczone dzieci, gdy stają się dorosłe przechodziły w ramach formacji katechumenalnej po chrzcie to, co dorośli kandydaci przechodzą przed nim. Wtajemniczenie Neokatechumenalne opiera się na tzw. trójnogu chrześcijańskim: Słowo Boże, Liturgia, Wspólnota.

Czy trójnóg oznacza trzy równoważne podstawy? Jeżeli tak, jest to również ignorowaniem Bożego Słowa, ignorowaniem nauki apostolskiej, która powinna być pierwszym miejscu, potem dopiero wspólnota i gdzieś zupełnie dalej liturgia.
Nie zamierzam tu roztrząsać czy Jezus eucharystyczny to ten sam Jezus z Biblii (2Kor.11,3-4), albo czy chrzest niemowląt to inna ewangelia (Gal.1,6), albo czy sakramenty to gorliwość nie oparta na właściwym poznaniu (Rz.10,2). Na ten temat jest mnóstwo książek i artykułów. Chciałbym skupić się na tym co zobaczyłem i odczułem. Przede wszystkim poznałem tam ludzi, którzy szczerze chcą podobać się Bogu. Nie mają postawy faryzejskiej. Rozważają Słowo, reagują na Słowo, dzielą się tym co usłyszeli, modlą się z serca, spontanicznie, podnoszą ręce uwielbiając Boga. Mają respekt, bojaźń przed Stwórcą. We wspólnocie otaczają się szczególną miłością, zainteresowaniem. Ujęło mnie, że Słowo skierowane jest indywidualnie i jest to kilkakrotnie powtórzone, że Ono mówi właśnie do ciebie. Więc elementy uwielbienia, ewangelizacja, składanie świadectwa, modlitwy, agapa – to wszystko chwytało za serce. Było trochę dziwnych ‘znaków’, symboli, czy gestów, lub też fragmenty liturgii, których wcześniej nie znałem, ale myślę, że dziwne nie oznacza złe. Jest wiele zwyczajów, tradycji, które są neutralne. Można je lubić lub nie, ale nie są szkodliwe teologicznie. Natomiast wiele jest szkodliwych. Pismo nie podlega dowolnemu wykładowi -  a niestety od stuleci w Kościele Katolickim wersety naciągane są do ludzkich zasad. (Ciekawe, że Credo – wyznanie wiary K.K.-  jest całkowicie ewangeliczne.) Dlaczego od stuleci? Nieudolnie zilustruję to takim przykładem. Pewnemu pracownikowi popsuła się pompa – miała za słabą siłę. Mechanik co jakiś czas coś tam sprawdzał, poprawiał, udoskonalał, podciągał fakty do swojej wersji; jednak za każdym razem stwierdzał, że jest ok. I tak przez pół roku pracownik przyzwyczaił się do niewłaściwej pracy pompy, jego pamięć, że kiedyś było lepiej, zatarła się i jednocześnie cały czas męczył się. Niewłaściwą pracę pompy uznał za standard. Aż pewnego dnia zajrzał do INSTRUKCJI. Okazuje się, że powinna chodzić szybciej. Niewiele trzeba czasu, żeby ktoś wpływowy, ktoś na stanowisku zmienił zasady, przeznaczenie, sens; dostosowując je do swoich celów. Wystarczy jedno pokolenie. Oczywiście potem mogło być wielu różnych mechaników, nawet mechanicy – kobiety, a także mechanicy niszczący pompę, mechanicy likwidujący prostych ludzi chcących naprawić pompę, mechanicy upiększający pompę, mechanicy łączący wszystkie źle działające pompy. To saulowe nieposłuszeństwo nie zostanie usprawiedliwione w żaden sposób (1Sam.15,22). W saulowej zbroi ludzkich tradycji Kościół nigdy nie pokona żadnego Goliata (1Sam.17,38), a obrośnięty tłuszczem niebiblijnych nauk na pewno nie przeciśnie się przez ciasną bramę (Mat.7,14).
Ale od początku chrześcijaństwa zawsze byli tacy, którzy korzystali z instrukcji, czyli z Pisma Świętego; w każdym momencie historii ich punktem zaczepienia było Słowo Boże. Dla mnie powrót do źródła, do pierwotnego Kościoła, to powrót do Dziejów i Listów Apostolskich.
Co do samego chrztu - biblijny chrzest następuje po nawróceniu, a słowo to oznacza zanurzenie (baptisma). Chrzest nie jest pokropieniem niemowlaka, nie jest też pływaniem w jeziorze, nie jest też kąpaniem się pod prysznicem. Jack Cottrell w książce "Chrzest w Nowym Testamencie" pisze: 
"Z pewnością uzasadnione jest, aby powiedzieć o zanurzeniu jako jedynej właściwej formie chrztu. Nawiązanie do chrztu jako pogrzebania z Chrystusem podkreśla tę tezę. Jednak koncepcja pogrzebania nie powinna być podkreślana w oderwaniu od aspektów śmierci i zmartwychwstania. Co więcej, śmierć i zmartwychwstanie z Chrystusem są głównymi elementami chrztu; pogrzebanie jest w pewnym sensie drugorzędne. Głównym punktem jest raczej pełne i nieprzerwane następstwo śmierci, pogrzebu i zmartwychwstania, wszystkie zawarte w akcie chrztu. Poza dyskusją jest, że zanurzenie jest jedyną poprawną formą chrztu, która obrazuje ten ciąg zdarzeń; żadna inna nie jest nawet zbliżona. Ten związek musi być zamierzony; Bóg wyznaczył do tego celu zanurzenie, ponieważ doskonale wizualizuje śmierć, pogrzeb i zmartwychwstanie - zarówno Chrystusa jak i nasze".

Ci, którzy szukają szczerze Prawdy – gdy ją poznają, gdy rodzą się na nowo - nie wytrzymują za długo w skostniałych systemach religijnych. Dlatego Odnowa w Duchu Św., czy Neokatechumenat, mogą być wstępem do prawdziwego naśladowania Jezusa. Ci ludzie szukają głębi, chcą służyć Bogu, pragną doświadczać Jego mocy. To piękne pragnienia, oby nie ocierały się o mistycyzm, który otwiera drzwi do okultyzmu. Nie spotkałem się z odwrotnym kierunkiem. Są co prawda pastorzy, którzy przeszli na katolicyzm (Ulf Ekman, Scott Hahn), ale ci prawdopodobnie nigdy nie byli biblijnie wierzący, albo uprawiali zawód pastora – nie mający nic wspólnego z chrześcijaństwem w Duchu Św. Nie spotkałem żadnej rzeczowej książki nt. konwertytów z ewangelicznych kościołów.
Emocje i przeżycia dotyczące chrzcin małego dziecka mogą być identyczne, gdy chrzest przyjmuje dorosły. I rzeczywiście - uczucia towarzyszące mi z powodu chrztu pięciu dorosłych katechumenów następnego dnia – mogły być takie same jak uczucia rodziców chrzczonego dziecka. We wspólnocie neokatechumenalnej usłyszałem, że oto właśnie mamy małego chrześcijanina, że został zmazany grzech pierworodny, że w niebie jest wielka radość, że modlimy się za ochrzczonego.
Szczerość, radość , pokój, skromność, współczucie, wdzięczność, szlachetność, pojednanie, zaradność, miłość, uświęcenie, liturgia, powrót do starożytności, silne rodziny, pomoc biednym – te wszystkie piękne uczucia, przymioty, wartości występują również w wielu innych religiach. Jednak prawdziwe chrześcijaństwo to decyzja świadomie myślącej osoby o wstąpieniu na drogę naśladowania Jezusa, wiara w usprawiedliwienie z grzechów przez jednokrotną śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa (Zbawienie) i w życie wieczne z Nim. Tylko tyle – a jak bardzo różni się to od nauki Kościoła Rzymskiego. Formalne chrześcijaństwo jest często największym wrogiem czystej wiary (J.1,11).

Gdy religia przegra z wiarą, 
Pękną pręty krat.
Ty zamienisz szary popiół, 
W wielobarwny kwiat.
(PA2001)

Reasumując: Kościół Rzymskokatolicki ubrany w formę powrotu do starożytnych źródeł wczesnego, pierwotnego Kościoła jest tym samym Kościołem, który odszedł od praktyki Dziejów Apostolskich, a piękne pierwotne znaczenie katechumenatu nie ma nic wspólnego ze współczesnym neokatechumenatem; natomiast ludzie uczestniczący w tego typu spotkaniach, poszukujący głębi, chcący poznać osobiście Pana Jezusa, mają szansę przez Ducha Świętego na zupełnie Nowe Życie, zwracając się do Pisma Świętego we wszystkich kwestiach wiary i praktyki, znajdując sobie odpowiednią wspólnotę ewangelicznie wierzących chrześcijan.

wtorek, 29 sierpnia 2017

A cierpliwość Pana naszego uważajcie za ratunek! – Oto Miłość!



    1. Miłość jest cierpliwa = Bóg jest cierpliwy

1Kor.13,4: hē agapē makrothymei – Miłość Agape jest cierpliwa, wielkoduszna, wyrozumiała, wytrzymała, wytrwała. Myślę, że można tu słowo Agape stosować zamiennie ze słowem Jezus. Cierpliwość jest podstawową cechą miłości - w słynnym hymnie o miłości apostoł Paweł wymienia ją jako pierwszą. A więc cierpliwość jest jednym z największych atrybutów Boga. Paweł w swoim drugim liście do Koryntian również uznał cierpliwość za podstawę chrześcijaństwa, ważniejszą od znaków, cudów, przejawów mocy, a także przedstawił ją jako główną cechę potwierdzającą godność apostolską (2Kor.12,12).

Kim dla mnie jest i co zrobił dla mnie Jezus? Od tego pytania, które chodzi ze mną od 18 lat, chciałbym zacząć to rozważanie. Przede wszystkim On mnie zbawił! To jest najważniejsze. Przyjaciół, pocieszycieli, lekarzy, doradców, nauczycieli, możemy mieć w świecie i w innych religiach. On jest Zbawicielem! To jest bezwzględnie i absolutnie wyjątkowe. Okazał mi łaskę – spłacił mój dług, poniósł za mnie karę, przebaczył grzechy. Ułaskawił mnie. Jestem wolny. Chodzę w Jego łasce. Ale nie tylko to. Okazuje mi miłosierdzie. Cały czas. Leczy mnie z konsekwencji moich grzechów, upadków. Obdarował mnie swoim pokojem. A na dodatek dał mi dar życia wiecznego. Trzy słowa: łaska, miłosierdzie i pokój – rozpoczynają i kończą niemal każdy list apostolski. Dlaczego taki wstęp? Z powodu Bożej cierpliwości. Również niemal w każdym liście przewija się duch cierpliwości, wytrwałości, wielkoduszności. Dziękuję Bogu, że okazał mi – beznadziejnemu przypadkowi - cierpliwość i nadal okazuje. Nigdy nie chcę tego zlekceważyć. A cierpliwość Pana naszego uważajcie za ratunek 2Pt.3,15

Boża cierpliwość jest zadziwiająco zaskakująca, ale równie zaskakująca jest często reakcja ludzi.
Gdy umarł siódmy sędzia Izraela, Jair, naród zaczął upadać moralnie i powierzać się obcym bóstwom. Wówczas Ammonici zaczęli ich gnębić. Izrael zawołał (Sdz.10): Zgrzeszyliśmy przeciw Tobie. Ciebie, naszego Boga, opuściliśmy, a zamiast tego służymy baalom.
PAN zaś odpowiedział Izraelitom: Czy gdy gnębili was Egipcjanie i Amoryci, Ammonici i Filistyni, Sydończycy, Amalekici i Maonici, a wy wołaliście do Mnie, nie wybawiałem was z ich ręki? Wy jednak opuszczaliście Mnie potem i znów oddawaliście cześć innym bóstwom. Dlatego już więcej was nie wybawię! Idźcie, wołajcie o pomoc do bogów, których sobie wybraliście. Niech oni was wybawią z ucisku!
Lecz synowie Izraela powiedzieli do PANA: Zgrzeszyliśmy. Uczyń Ty z nami, cokolwiek uznasz za słuszne, ale — prosimy — uratuj nas jak najprędzej. Ponadto usunęli spośród siebie obce bóstwa i służyli PANU.
On natomiast zniecierpliwił się niedolą Izraela.
Cóż za niezwykły dialog. Bóg traci cierpliwość. „Nigdy więcej was nie uratuję”. A potem jednak, widząc ich szczerą pokutę, zmianę zachowania, lituje się. Ile razy tak byłoBóg tego ludu izraelskiego wybrał sobie naszych ojców i na obczyźnie w ziemi egipskiej wywyższył lud, i mocarnym ramieniem wywiódł go z niej, i przez lat około czterdziestu cierpliwie znosił ich na pustyni. Dz.13,17
Miłosierny i łaskawy jest Pan, Cierpliwy i pełen dobroci. Nie prawuje się ustawicznie, Nie gniewa się na wieki. Nie postępuje z nami według grzechów naszych Ani nie odpłaca nam według win naszych. Ps103,8

Dlaczego dziś świat nie idzie w ramiona Jezusa? Dlaczego nie uznaje Jego cierpliwości za ratunek? Co złego jest w takich przymiotach jak: wielkoduszność, przebaczenie, litość, łaskawość, miłosierdzie. Czy można znaleźć choć cień czegoś odrażającego w Psalmie 103? Pierwszym powodem odrzucenia Boga jest fakt, że niestety ludzie bardziej umiłowali ciemność (J.3,19) i kochają grzech. Udają, że chcą światła. „Po to tylko, by wesprzeć swoje morale i uciszyć oskarżający głos sumienia” (M. Lloyd Jones – Autentyczne chrześcijaństwo). Drugim powodem jest brak wiedzy, poznania, świadomości, a to wszystko wynika z ignorancji, czyli wracamy do punktu pierwszego. Świat przecież rozwinął się, idzie do przodu, postęp technologiczny, medyczny, pomoc humanitarna, wiedza, radzimy sobie w każdej dziedzinie życia. Jesteśmy samowystarczalni. Gdzież jest przyobiecane przyjście Jego? Tak naprawdę świat się stacza jak się staczał. Wszystko już było. To, co jest, było już dawno, a to, co będzie, też już jest od dawna. Kazn.3,15. Jedno się tylko zmienia: Teraz bliższe jest nasze zbawienie, niż kiedy uwierzyliśmy. Rz.13,11 Dzień końca historii, dzień końca świata jest już bliżej niż wtedy. Cierpliwość, wyrozumiałość  Pana naszego uważajcie, uznajcie za ratunek, zbawienie! Pan nie zwleka z dotrzymaniem obietnicy, chociaż niektórzy uważają, że zwleka, lecz okazuje cierpliwość względem was, bo nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce, aby wszyscy przyszli do upamiętania. 2Pt3,9 On chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy. 1Tym.2,4

2. Miłość jest cierpliwa, ale niektórym lepiej by było, gdyby się nie urodzili.

W przytoczonej historii Izraela z Księgi Sędziów, naród ukorzył się. Ale często wcześniej i później trwał w swoim uporze, narzekaniu, samowystarczalności, w czci dla wielu bogów, w lekceważeniu łaski. Za dni Noego ocalało niewielu; za Mojżesza – większości nie upodobał sobie Bóg; gdy Jezus chodził po ziemi niewielu było tych, którzy szli wąską drogą. W dzisiejszym świecie jest podobnie. Przykłady z Biblii są wielkim ostrzeżeniem:

Lepiej by mu było, gdyby się ów człowiek nie urodził. Mat.26,24  
Korzystniej byłoby dla niego, aby mu u szyi zawieszono kamień młyński i utopiono w głębi morza. Mat.18,6
Bóg cierpliwie czekał za dni Noego, kiedy budowano arkę, w której tylko niewielu, to jest osiem dusz, ocalało przez wodę. 1Pt.3,19
Bóg ma bowiem moc, by wesprzeć, ale i przywieść do upadku. 2Kron.25,8
Bogiem żarliwym i mściwym jest Pan. Mściwy jest Pan i pełen gniewu. Mści się Pan na swoich wrogach i wybucha gniewem na swoich nieprzyjaciół. Pan jest cierpliwy i pełen łaski, lecz na pewno sprawi, że winny nie ujdzie bezkarnie. Nah1,2
Albo może lekceważysz bogactwo jego dobroci i cierpliwości, i pobłażliwości, nie zważając na to, że dobroć Boża do upamiętania cię prowadzi? Ty jednak przez zatwardziałość swoją i nieskruszone serce gromadzisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia sprawiedliwego sądu Boga. Rz.2,4
Pan zaś niech kieruje serca wasze ku miłości Bożej i ku cierpliwości Chrystusowej. Nakazujemy wam, bracia, w imieniu Pana Jezusa Chrystusa, abyście stronili od każdego brata, który żyje nieporządnie, a nie według nauki, którą otrzymaliście od nas. 2Tes.3,5
Wkradli się bowiem pomiędzy was jacyś ludzie, na których od dawna wypisany został ten wyrok potępienia, bezbożni, którzy łaskę Boga naszego traktują jako przyzwolenie na rozwiązłość i zapierają się naszego jedynego Władcy i Pana, Jezusa Chrystusa. Judy1,4
Jakże my ujdziemy cało, jeżeli zlekceważymy tak wielkie zbawienie? Hebr.2,3
Kto łamie zakon Mojżesza, ponosi śmierć bez miłosierdzia na podstawie zeznania dwóch albo trzech świadków; o ileż sroższej kary, sądzicie, godzien będzie ten, kto Syna Bożego podeptał i zbezcześcił krew przymierza, przez którą został uświęcony, i znieważył Ducha łaski! Znamy przecież tego, który powiedział: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę; oraz: Pan sądzić będzie lud swój. Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żywego. Hebr.10,29
I wszyscy w Mojżesza ochrzczeni zostali w obłoku i w morzu, i wszyscy ten sam pokarm duchowy jedli, i wszyscy ten sam napój duchowy pili; pili bowiem z duchowej skały, która im towarzyszyła, a skałą tą był Chrystus. Lecz większości z nich nie upodobał sobie Bóg; ciała ich bowiem zasłały pustynię. A to stało się dla nas wzorem, ostrzegającym nas. 1Kor.10,2

3. Miłość jest cierpliwa i wytrwała podczas prób i doświadczeń

Kiedyś myślałem, że w chrześcijaństwie najważniejsza jest miłość, czytanie Biblii, modlitwa itp. W pewnym sensie to prawda, ale bez duchowej cierpliwości są to puste słowa. Niech was przeobraża nowy sposób myślenia Rz.12,2. Nowy sposób myślenia, nowy sposób rozumienia ciężkich, długotrwałych cierpień i trudnych doświadczeń. Wydaje mi się, że namiastką obrazującą zmianę myślenia może być zadanie połączenia wszystkich dziewięciu kropek czterema prostymi nie odrywając długopisu. (Rozwiązanie na końcu)

Wyjście poza schemat dotychczasowego myślenia, coś zupełnie nowego, czego nie doświadczyłem, nie doświadczyłeś przed nawróceniem. Są ludzie z natury cierpliwi, ale to nie o to chodzi, bo gdy cierpliwemu nadepniemy na odcisk (a każdy ma swój własny odcisk), okaże się niecierpliwym. Zmień nawyki myślowe, wiedząc, że: ucisk wywołuje cierpliwość,  a cierpliwość doświadczenie, doświadczenie zaś nadzieję Rz. 2,3 Cierpliwość jest owocem Ducha Św. Gal.5,22  Ciężkie, niezrozumiałe, tragiczne hiobowe cierpienie; ponad miarę; ponad siły; bez wyjścia – jest czymś co apostoł Paweł doskonale zna: ponad miarę i ponad siły nasze byliśmy obciążeni tak, że nieomal zwątpiliśmy o życiu naszym; doprawdy, byliśmy już całkowicie pewni tego, że śmierć nasza jest postanowiona 2Kor1,8. Dlatego natchnione Słowo Boże jest pocieszeniem pewnym, doskonale pewnym, dającym jedyne w swoim rodzaju uczucie pokoju podczas burzy. Cokolwiek bowiem przedtem napisano, dla naszego pouczenia napisano, abyśmy przez cierpliwość i przez pociechę z Pism nadzieję mieli. A Bóg, który jest źródłem cierpliwości i pociechy, niech sprawi, abyście byli jednomyślni między sobą na wzór Jezusa Chrystusa. Rz. 15,4. W nadziei radośni, w ucisku cierpliwi, w modlitwie wytrwali. Rz.12,12
A modlitwa…? Czasami ból psychiczny jest tak silny, że paraliżuje myśli… W sytuacji bez wyjścia i problemach ponad nasze siły, gdy utonął okręt naszego poczucia stabilności, a wiatry przeciwne ciągle zwiewają tlące płomyki wiary, czy znajdzie się ktoś, kto się będzie o Ciebie modlił?
W trudnym momencie mojego życia, zainspirowany wersetami: Ps. 44,13; Ps. 102,10; Tr. 3,15-18; Jb. 18,14; Jb. 9,3; Mk.2,4; Ps. 38,15; napisałem kiedyś:

Gdy zobaczyłem prawdziwe światło,
Zamieszkałem tuż pod ziemią.
Tu ledwie tlący się len
Delikatnie rozjaśnia pokój.

Upiększam koronę
Z cierni moich wyobrażeń.
W koszu wspomnień
Leżą zgniłe ogryzki snów.

Czekam i milczę;
Nie układam odpowiedzi

Nasycony zniewagą
Otarłem resztki popiołu z ust.
Mały, czarny miś pluszowy
Rutynowo do mnie mrugnął.

Zdjąłem dach
By uzdrowić króla strachów
Następnych kilka chwil
Uniesie obłok przemijających marzeń.

Czekam i milczę;
Nie układam odpowiedzi.
(PA2003)

Brak cierpliwości, brak ufności Bogu w próbach może prowadzić do dwóch skrajnych postaw: do pychy szlachetnych męczenników, lub do użalania się nad sobą, a użalanie się nad sobą prowadzi do rozpaczania. W rozpaczy panikujemy, licytujemy się (kto ma gorzej), wymuszamy współczucie. Wydaję mi się, że Hiob zahaczył o te dwie postawy, ale wytrwał z godnością. Więc cierpimy z godnością, ale też pocieszamy z mądrością. Strapionemu należy się życzliwość od przyjaciela, choćby nawet zaniechał bojaźni Bożej. Jb6,14. A pseudoprzyjaciołom należy się hiobowy sarkazm, choćby niewiadomo jak byli gorliwi (Jb 16,2; 12,2).
Rysuj przytępionym ołówkiem, żeby nie zniszczyć kartki. A zanim wyciągniesz pochopne wnioski „try walking In my shoes”.
Oby się spełniło moje życzenie i Bóg zaspokoił moje pragnienie! Oby Bóg zechciał mnie zmiażdżyć, oby podniósł ręce i przeciął nić mego życia! Miałbym jeszcze tę pociechę i skakałbym z radości mimo srogich cierpień, że się nie zaparłem słów Świętego. Skąd wezmę siłę, abym jeszcze wytrwał? Do jakiego kresu mam cierpliwie czekać? Czy moja moc jest twarda jak skała albo czy moje ciało jest ze spiżu? Zaiste, nie ma dla mnie pomocy i ratunku jestem pozbawiony. Jb6,8
Dlaczego nie miałbym się zniecierpliwić? Spójrzcie na mnie i zdumiejcie się, połóżcie rękę na swoje usta!  Tak, gdy o tym myślę, jestem przerażony i dreszcz przenika moje ciało. Dlaczego bezbożni zachowują życie, starzeją się, a nawet nabierają siły? Jb21,5
Bracia, za przykład cierpienia i cierpliwości bierzcie proroków, którzy przemawiali w imieniu Pańskim. Oto za błogosławionych uważamy tych, którzy wytrwali. Słyszeliście o wytrwałości Joba i oglądaliście zakończenie, które zgotował Pan, bo wielce litościwy i miłosierny jest Pan. Jak.5,10

Niebezpiecznie jest również aranżować Bogu rozwiązanie, pisać w myślach scenariusz wyjścia z problemu i kurczowo się go trzymać. W cierpieniu Bóg nie działa tak samo, ani schematycznie. Świetnie ilustruje to cytat z książki Elisabeth Elliot „Przez bramy nieba”:  „Wiele razy w historii kościoła chrześcijańskiego krew męczenników zmieniła się w jego nasienie. Mamy więc pokusę przyjmowania tutaj prostego równania. Pięciu ludzi zginęło. To będzie oznaczać „iks” razy większą liczbę chrześcijan Waorani. Być może tak, być może nie. Bóg jest Bogiem. Strącam Go z tronu w moim sercu, jeżeli domagam się, by działał sposobami, które satysfakcjonują moją ideę sprawiedliwości.”
Paweł bardzo dobrze znał trudy życia chrześcijańskiego. I znowu na pierwszym miejscu wymienia wytrwałość/cierpliwość jako najważniejszą cechę godną naśladowania: ale we wszystkim okazujemy się sługami Bożymi (stawiamy siebie za przykład): w wielkiej cierpliwości/wytrwałości, w uciskach, w potrzebach, w utrapieniach, w chłostach, w więzieniach, w niepokojach, w trudach, w czuwaniu, w postach…  Dopiero dalej pisze: w Duchu Świętym, w miłości nieobłudnej, w słowie prawdy, w mocy Bożej 2Kor. 6,4  Wyobraźmy sobie głoszenie Słowa przez człowieka niecierpliwego. Albo czy możemy zobaczyć miłość nieobłudną, nieegocentryczną u człowieka narzekającego? Dlatego miłosierdzia dostąpiłem, aby na mnie pierwszym Jezus Chrystus okazał wszelką cierpliwość dla przykładu tym, którzy mają weń uwierzyć ku żywotowi wiecznemu. 1Tym.1,16

Timothy Keller w książce: „Krocząc z Bogiem przez ból i cierpienie” pisze: „Kroczenie z Bogiem przez cierpienie oznacza traktowanie Boga jak Boga i jako tego, który jest tam, w naszym cierpieniu, obecny. Kroczenie jest czymś rytmicznym, mało dramatycznym składa się z prostych, powtarzalnych działań, wykonywanych przez dłuższy czas. Bóg nie powiedział do Abrahama w Księdze Rodzaju 17,1: ‘zrób salto przede mną’ ani nawet: ‘biegnij przede mną’, gdyż nikt nie mógłby robić tego przez cały dzień, każdego dnia. Niektórzy myślą, że wzrost duchowy przypomina skoki z trampoliny. Mówią: ‘Poświęcę swoje życie Panu! Zmienię w sobie wszystkie okropne nawyki, ja się naprawdę zmienię!’, ‘Dajcie mi sześć miesięcy, a stanę się zupełnie nowym człowiekiem?’. Nie na tym polega kroczenie. Kroczenie to nieustanna, codzienna modlitwa, to nieustanna, codzienna lektura Pisma Świętego, to nieustanne, codzienne posłuszeństwo, rozmowy z wierzącymi przyjaciółmi, uczestniczenie we wspólnym uwielbieniu Boga, aktywny udział w życiu lokalnego Kościoła. To coś niezwykle rytmicznego, powtarzalnego, trwałego. Kroczenie z Bogiem jest metaforą symbolizującą powolny i stały postęp.”  Oto wytrwałość  - krok po kroku. Rytm wiary!

Coś w tobie śpi
Coś w tobie drzemie
Ktoś bardzo chce
Byś miał pragnienie

Na brzegu tęczy
Nieba kropelki
Robaczek tańczy
Szumią muszelki

Obudź poranek
Mgłą zaplątany
Świt zza zasłonek
Zerka zmieszany

Serca wołanie
Bo któż mieszka tam
Strun duszy drganie
Rytm wiary gram
(PA1999)

Nie rozpaczaj! Wytrzymaj próbę! Umocnij serce! Ufaj Bogu! Trwaj w Jezusie! Jeszcze tylko mała chwila!
Przypomnijcie sobie dni poprzednie, kiedy po swym oświeceniu wytrwaliście w licznych zmaganiach z utrapieniami, czy to, gdy byliście wystawieni publicznie na zniewagi i udręki, czy też, gdy wiernie staliście przy tych, z którymi się tak obchodzono. Cierpieliście bowiem wespół z więźniami i przyjęliście z radością grabież waszego mienia, wiedząc, że sami posiadacie majętność lepszą i trwałą. Nie porzucajcie więc ufności waszej, która ma wielką zapłatę. Albowiem wytrwałości wam potrzeba, abyście, gdy wypełnicie wolę Bożą, dostąpili tego, co obiecał. Bo jeszcze tylko mała chwila, a przyjdzie Ten, który ma przyjść, i nie będzie zwlekał; Hebr.10,32
Błogosławiony mąż, który wytrwa w próbie, bo gdy wytrzyma próbę weźmie wieniec żywota, obiecany przez Boga tym, którzy go miłują. Jak.1,12
Ja, Jan, brat wasz i uczestnik w ucisku i w Królestwie, i w cierpliwym wytrwaniu przy Jezusie, byłem na wyspie, zwanej Patmos, z powodu zwiastowania Słowa Bożego i świadczenia o Jezusie. Obj.1,9
Przeto bądźcie cierpliwi, bracia, aż do przyjścia Pana. Oto rolnik cierpliwie oczekuje cennego owocu ziemi, aż spadnie wczesny i późniejszy deszcz. Bądźcie i wy cierpliwi, umocnijcie serca swoje, bo przyjście Pana jest bliskie. Jak.5,7

Czemu rozpaczasz, duszo moja, I czemu drżysz we mnie? Ufaj Bogu, gdyż jeszcze sławić go będę: On jest zbawieniem moim i Bogiem moim!
Czemu rozpaczasz, duszo moja, I czemu drżysz we mnie? Ufaj Bogu, gdyż jeszcze sławić go będę: On jest zbawieniem moim i Bogiem moim!
Czemu rozpaczasz, duszo moja, I czemu drżysz we mnie? Ufaj Bogu, gdyż jeszcze sławić go będę: On jest zbawieniem moim i Bogiem moim!
Tak! Trzy razy! Ten sam werset trzy razy jest powtórzony: w Psalmie 42,6; 42,12 i 43,5.

4. Miłość jest cierpliwa w codziennym życiu Kościoła

Gdzieś w Internecie przeczytałem takie śmieszne zdanie: „Panie Boże, proszę, daj mi cierpliwość! Daj mi cierpliwość – tylko natychmiast!” Życie chrześcijańskie to często nie natychmiastowe odpowiedzi. To często długie oczekiwanie, milczenie. Ilu jest ojców, przewodników duchowych, nauczycieli, którzy nie zdali egzaminu z cierpliwości. Dlaczego tak wiele razy Paweł, Jakub, Piotr i Jan piszą o wytrwaniu? Cały Nowy Testament jest tym przesiąknięty. O czym zostali pouczeni Tesaloniczanie, Hebrajczycy? Bądźcie wytrwali w... Już dawno powinniście być… Czego mieli nauczać Tytus i Tymoteusz? Mamy problem z cierpliwością. Ze znoszeniem jedni drugich. Drażnią nas różne zachowania. Cielesna natura niecierpliwi się, oburza. Powiedz do niej: stara naturo, jesteś skończona!
A co z czekaniem z seksem do ślubu? Młodzi ewangeliczni chrześcijanie wiedzą, że ta czystość nie ma nic wspólnego z PRL-owską pruderią, a wszechobecna wolność obyczajów (dokonania bohaterów, brawura zdobywców) tylko utwierdza w tym, że więcej wart jest cierpliwy niż bohater, a ten, kto opanowuje siebie samego, więcej znaczy niż zdobywca miasta.Przyp16,32. Dzisiaj w radiowej Trójce słuchałem o 30-leciu filmu „Dirty Dancing” – jak wielkim przełomem był ten film w naszym kraju. Że już teraz można, że też nam wolno coś takiego przeżyć. Akcja rozgrywa się w latach 60-tych i odkrywa początki końca jako takiej moralności w Ameryce. Wkrótce ma dojść do rewolucji seksualnej. W Stanach wszedł na ekrany w latach 80-tych, w czasach silnej fali konserwatyzmu jako film prowokacyjny, zapoznając młode pokolenie z tematem aborcji i wyzwolenia dziewczyn m.in. spod władzy ojców. Wypowiadająca się w audycji pani Małgorzata, krytyk filmowy, mówi: „Podprogowo się to odsączyło w nasze młode głowy, i bardzo dobrze. (…) Jest to film, który tanecznym krokiem wprowadzał nas w dorosłość.” To jest rytm tego świata.  Ale my nie stąd. My jesteśmy myśli Chrystusowej. 1Kor.2,16.


Z wszelką pokorą i łagodnością, z cierpliwością, znosząc jedni drugich w miłości. Ef4,2
Utwierdzeni wszelką mocą według potęgi chwały jego ku wszelkiej cierpliwości i wytrwałości Kol.1,11
Przeto przyobleczcie się jako wybrani Boży, święci i umiłowani, w serdeczne współczucie, w dobroć, pokorę, łagodność i cierpliwość, znosząc jedni drugich i przebaczając sobie nawzajem Kol. 3,12
Miejcie cierpliwość dla wszystkich. 1Tes.5,14
Pan zaś niech kieruje serca wasze ku miłości Bożej i ku cierpliwości Chrystusowej. 2Tes.3,5
Ale ty, człowiecze Boży, unikaj tego, a zabiegaj o sprawiedliwość, pobożność, wiarę, miłość, cierpliwość, łagodność. 1Tym.6,11
A sługa Pański nie powinien wdawać się w spory, lecz powinien być uprzejmy dla wszystkich, zdolny do nauczania, cierpliwie znoszący przeciwności 2Tym.2,24
Lecz ty poszedłeś za moją nauką, za moim sposobem życia, za moimi dążnościami, za moją wiarą, wyrozumiałością, miłością, cierpliwością 2Tym.3,10
Głoś Słowo, bądź w pogotowiu w każdy czas, dogodny czy niedogodny, karć, grom, napominaj z wszelką cierpliwością i pouczaniem. 2Tym.4,2
Ale ty mów, co odpowiada zdrowej nauce, że starzy mają być trzeźwi, poważni, wstrzemięźliwi, szczerzy w wierze, miłości, cierpliwości. Tyt.2,1
Pragniemy zaś, aby każdy z was okazywał tę samą gorliwość dla zachowania pełni nadziei aż do końca,  abyście się nie stali ociężałymi, ale byli naśladowcami tych, którzy przez wiarę i cierpliwość dziedziczą obietnice. Hebr.6,11
Bo jakaż to chluba, jeżeli okazujecie cierpliwość, policzkowani za grzechy? Ale, jeżeli okazujecie cierpliwość, gdy za dobre uczynki cierpicie, to jest łaska u Boga. 1Pt.2,20
A jeśli spodziewamy się tego, czego nie widzimy, oczekujemy żarliwie, z cierpliwością. Rz. 8,25
A ponieważ bezprawie się rozmnoży, przeto miłość wielu oziębnie. A kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. Mat.24,12-13
Ponieważ [Abraham] czekał cierpliwie, otrzymał to, co było obiecane. Hebr.6,15
Nie bójcie się, wytrwajcie, a zobaczycie pomoc Pana, której udzieli wam dzisiaj! 2Mo14,13
Człowiek porywczy wywołuje zwadę, lecz cierpliwy zażegnuje spór. Przyp15,18
Cierpliwością można przekonać sędziego, a łagodny język łamie kości. Przyp.25,15
Lepszy jest koniec sprawy, niż jej początek, lepszy jest człowiek cierpliwy niż pyszałek. Kazn.7,8

piątek, 14 lipca 2017

Najważniejsza jest doktryna

Zarys sylwetki dra Martyna Lloyda Jonesa jako zrównoważonego nauczyciela, kaznodziei walczącego z martwym intelektualizmem jak również z żywym emocjonalizmem.

Martyn Lloyd-Jones zawsze zachęcał do poznawania historii, czytania biografii i wyciągania wniosków. W związku z tym postaram się przybliżyć jego życie i twórczość, a refleksje pozostawiam czytelnikom.
Urodzony 20 grudnia 1899, zm. 1 marca 1981 - walijski teolog protestancki kaznodzieja i lekarz.  Ożenił się z koleżanką z medycznych studiów i kościoła, Bethan, z którą mieli dwójkę dzieci: Elizabeth i Ann.
Był czołową postacią w reformowanym nurcie brytyjskiego ruchu ewangelikalnego w XX wieku. Przez prawie 30 lat był pastorem kongregacjonalistycznej Kaplicy Westminsterskiej (Westminster Chapel) w Londynie. Występował przeciwko chrześcijaństwu liberalnemu, rozpowszechnionemu - w jego opinii - w wielu wyznaniach chrześcijańskich, co uważał za błąd. Zachęcał ewangelikalnych chrześcijan (zwłaszcza spośród wyznawców anglikanizmu) do porzucenia liberalnego chrześcijaństwa, poprzez wystąpienie ze swoich denominacji i do łączenia się w Kościoły ewangelikalne. Uważał, że prawdziwa wspólnota chrześcijańska jest możliwa jedynie wśród tych, którzy dzielą wspólne przekonania dotyczące natury wiary.
W wieku 23 lat został głównym asystentem słynnego diagnosty dra Hordera, który opisywał go jako najwnikliwszego myśliciela jakiego kiedykolwiek poznał.  Był doktorem medycyny a nie teologii, ale Bóg powołał go, by głosił ewangelię. A więc od 1938 roku leczył już nie ciało a dusze.
W naszym kraju do tej pory zostało wydanych ponad 20 jego książek, z których większość, to spisane kazania.  W języku angielskim można znaleźć około 70-90 tytułów (Amazon, CBD). Czytając jego książki odnoszę wrażenie, jakby ten mądry, serdeczny, ciekawy człowiek siedział obok mnie i rozmawiał ze mną patrząc mi prosto w oczy. Forma tych książek - spisane słowo mówione – sprawia iż czytanie nie jest nużące, a raczej podnosi, ożywia, buduje, daje do myślenia; tym bardziej, że kaznodzieja ten był znakomitym, pełnym ognia oratorem. W jego książkach nie znajdziemy skomplikowanej systematyki teologicznej, ani naukowych komentarzy biblijnych.

W swojej książce pt. "Preaching and Preachers" (Kazania i kaznodzieje) pisał: "W historii Kościoła erami i okresami dekadenckim były zawsze te, w których następował schyłek kaznodziejstwa". Innymi słowy, Kościół staje się chory i słaby, gdy odrzuca uzdrawiające lekarstwo i pełnowartościowe pożywienie Słowa Bożego. Miał nadzieję, że jego praca okaże się pomocna dla młodych kaznodziejów powołanych do najbardziej odpowiedzialnego zadania w tych szczególnie mrocznych i złych czasach.

 Już w 1950 roku zauważał ogromne problemy ówczesnego kościoła. Dostrzegał on niepokojącą tendencję do aktywności zewnętrznej kościołów skupiającej się na programach wzrostu, atrakcyjnej muzyce, strategii przywództwa i zasięgu wywierania wpływów. Jego zaniepokojenie było tym większe, że to wszystko odbywało się kosztem biblijnej nauki. Mówił: „Możemy upoić się muzyką. Nie ma co do tego wątpliwości. Może ona wywołać stan emocjonalny, w którym umysł już nie funkcjonuje tak, jak powinien i przestaje rozróżniać. Znam ludzi, którzy wprowadzają się śpiewem w stan odurzenia nie zdając sobie sprawy z tego, co robią.” Wyobraźmy sobie takie nabożeństwo z hipnotycznym uwielbieniem przeplatanym sloganową modlitwą, potem kazanie, które sprowadza się do przeczytania przez siostrę X kilku wersetów, i krótkiej emocjonalnej zachęcie typu: będzie dobrze, potem inna siostra powie co jej się śniło dziś w nocy, a trzecia siostra roznosi chleb i wino. No i wreszcie grill, piłka nożna, atrakcje dla dzieci, wycieczki, programy, goście, uśmiechy, gry, trampolina,  itp. Martyn nieustannie walczył na dwóch frontach: z jednej strony przeciwko umarłemu, formalnemu instytucjonalnemu intelektualizmowi, a z drugiej strony przeciwko powierzchownemu, potocznemu, zorientowanemu na rozrywkę, skupionemu na człowieku emocjonalizmowi. Gdy głosił Słowo Boże miał na sobie ponurą, czarną togę genewską (dlaczego? -przeczytaj: „Kazania i kaznodzieje”), nie używał sztuczek ani nie mówił żartów. W swoich kazaniach ekspozycyjnych unikał świadectw i wątków z prywatnego życia. Podobnie jak Jonathan Edwards dwieście lat wcześniej, wprowadzał słuchaczy w samą głębię i intensywność swojej wizji prawdy. W niedzielne poranki kaplica, w której głosił wypełniona była 1500 słuchaczami, natomiast na wieczornym nabożeństwie zgromadzenie liczyło 2000 osób.

Lloyd-Jones zawsze wierzył w logiczną, nieprzypadkową kolejność w Biblii. „Z oddaniem też trwali w nauce apostołów, we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach.” Na pierwszym miejscu doktryna. W komentarzach do dziejów apostolskich (Autentyczne chrześcijaństwo tom 1-4) opisuje co by się stało, gdyby zamienić kolejność i dać na pierwszym miejscu modlitwę, albo wspólnotę. Oczywiście historia kościoła daje nam mnóstwo takich przykładów. A i współcześnie ekumeniczne idee górują nad nauką apostolską. Poproszony w latach siedemdziesiątych przez Billy Grahama o współpracę i przewodnictwo w jego kampaniach ewangelizacyjnych odpowiedział: „Jak zlikwidujesz sponsoring, odwołasz liberalne kościoły i rzymskich katolików ze współpracy oraz zrezygnujesz z wywoływania ludzi do przodu, wówczas zgodzę się i z całego serca będę cię popierał”. Oczywiście Graham nie zaakceptował tych warunków. Dziś możemy zobaczyć, że wiele społeczności ma obsesję na punkcie wszelakiej aktywności. Jednocześnie te same grupy często nie są w ogóle zainteresowane doktrynalną stroną chrześcijaństwa. Martyn Lloyd-Jones twierdził, że intelektualny letarg jest jednym z największych grzechów współczesnych chrześcijan, którzy nastawieni na aktywność całkowicie zaprzestali zagłębiania się w Boże tajemnice ukryte w Jego Słowie. We wspomnianej książce nt dziejów apostołów czytamy: „Kościół nie istnieje po to, aby dyskutować o polityce tworzyć muzykę, organizować rozprawy filozoficzne, zapewnić poprawę warunków socjalnych lub psychoterapię. Na czym więc polega rola kościoła: „lecz co mam to ci daję”. W dwunastym wieku, jeden z papieży oprowadzał Tomasza z Akwinu po bazylice św. Piotra i Watykanie. Wskazując na zgromadzone tam złoto i srebro oraz wspaniałe zdobienia budynków, papież powiedział: „Widzisz Tomaszu, kościół nie może powiedzieć „Srebra i złota nie mam”. „To prawda”, odpowiedział Tomasz, „ale widzę, że nie może także powiedzieć „Chodź”.

Martyn Lloyd Jones jest nauczycielem nauki apostołów, w której na pierwszym miejscu jest zbawienie z łaski: „Łaska jest przychylnością okazaną ludziom, którzy nie zasługują na żadną przychylność. Nie zasłużyliśmy na nic oprócz piekła. Jeśli myślisz, że zasługujesz na niebo, to uwierz mi – nie jesteś chrześcijaninem”.

Jedną z moich ulubionych książek jest „Duchowa depresja”, pokazująca w znakomity sposób ratunek i nadzieję jaką przynosi Słowo Boże. Książka ta przez wiele lat była u nas białym krukiem, dopiero w tym roku została wydana w nowej szacie graficznej przez wydawnictwo Legatio. Autor opisuje w niej w jaki sposób wprowadzają nas w depresję różnego rodzaju lęki, użalanie się nad sobą, burze, próby, doświadczenia, a także fałszywa nauka, rutyna, uczynkowość. Naucza czym jest dyscyplina, karcenie i jak osiągnąć pokój Boży i zadowolenie.

Pod koniec swojego życia wezwał słuchaczy do aktywnego poszukiwania doświadczenia Ducha Świętego.
Wierzył, że chrzest Duchem Św. stanowi przytłaczającą gwarancję miłości Boga do chrześcijanina, a tym samym pozwala z odwagą świadczyć o Chrystusie. Jako przeciwnik cesacjonizmu mówił:  "Jeśli apostołowie nie byli zdolni do bycia prawdziwymi świadkami bez ponadnaturalnej mocy, to kim my jesteśmy, że śmiemy twierdzić, że możemy być świadkami bez takiej mocy." Jego podstawową radą w oczekiwaniu na chrzest Duchem Św. jest: „Nie możesz nic zrobić, jeśli chodzi o chrzest Duchem, tylko o to prosić. Nie możesz zrobić niczego, aby go wyprodukować. Należy jednak starać się to osiągnąć w modlitwie. Musimy być cierpliwi, a nie wyznaczać granic czasowych dla Pana.” Przywołuje Dwighta L. Moody'ego, RA Torrey'a, AJ Gordona i AT Piersona, jako tych, którzy szukali chrztu Ducha przez długi czas. Lloyd-Jones miał szczególną sympatię do powtarzanej modlitwy Moody'ego: "Boże, przygotuj mi serce i zanurz mnie w mocy Ducha Świętego". Jednocześnie krytykował otwarcie ruch zielonoświątkowy, środowiska charyzmatyczne za minimalizację doktryny, brak badania przeżyć i testowania ludzi (imitacje darów mogą pochodzić od szatana lub mogą być spowodowane hipnotyzmem).

Jego trzydziestoletnią służbę w Westminster Chapel zakończyła choroba. Jego ostatnim rozważaniem był wykład na temat słowa „pokój” z listu do Rzymian 14,17 „Albowiem Królestwo Boże to nie pokarm i napój, lecz sprawiedliwość i pokój i radość w Duchu Św.”.

Martyn Lloyd-Jones był jednym z najbardziej wpływowych kaznodziejów swoich czasów. Na kilka tygodni przed śmiercią ktoś zapytał go, jak po dziesiątkach lat owocnej służby i niezwykłej aktywności radzi sobie w obecnej sytuacji, gdy większość jego energii pochłania mu przejście z łóżka na wózek inwalidzki i z powrotem. Odpowiedział słowami z Ewangelii Łukasza 10,20: „Wszakże nie z tego się radujcie, iż duchy są wam podległe, radujcie się raczej z tego, iż imiona wasze w niebie są zapisane”. Inaczej mówiąc: Nie łącz swojej radości i swojego dobrego samopoczucia z „sukcesami” w służbie. Twoja służba może zostać ci odebrana. Połącz swoją radość z faktem, że Bóg cię zna i kocha. Powiąż ją ze swoim zbawieniem i ze wzniosłą prawdą, że twoje imię jest zapisane w niebie. Tego nie będzie można nigdy ci odebrać. Lloyd-Jones dodał: „Jestem w pełni zadowolony”.

Nie lubił streszczeń ani powieści. Czytał dużo teologii, biografii, historii i oczywiście bez przerwy studiował Biblię. Nigdy nie czytał książek, żeby zrobić na kimś wrażenie. Bywało, że siadał w upalne dni przy plaży ubrany w garnitur, buty, kapelusz i czytał jakąś teologiczną książkę, podczas, gdy inni opalali się. Jego córka Elizabeth, podczas lekcji na temat pracy zawodowej rodziców, zapytana czym zajmuje się jej tata, odpowiedziała: czytaniem.
Lubił grać w ping-ponga ze swoją żoną. Być może więcej o jego życiu dowiemy się z książki znanego biografa, pastora i współpracownika Jonesa -  Iaina H. Murraya pt.: „The Life of Martyn Lloyd-Jones”  lub z książki jego wnuka Christophera Catherwooda: „Martyn Lloyd-Jones: His Life and Relevance for the 21st Century.” Obydwie na razie tylko w języku angielskim.

Myślę, że przeciętny chrześcijanin powinien przeczytać co najmniej dwie jego książki, natomiast nieprzeciętny – co najmniej dziesięć.




Źródła:
wikipedia
ksiązki MLJ z wydawnictwa Legatio.pl
desiringgod.org
calvinistic.wordpress.com
mljtrust.org
mlj.org.uk
misterrichardson.com
gracemagazine.org.uk

sobota, 25 czerwca 2016

Listy do...

Poniżej trzy listy do.... Są one efektem dyskusji z moją córką. Trochę z humorem, a trochę jest to wezwanie do refleksji nad zasadnością takich argumentacji, czy tego typu retoryki. Listów można by napisać na pewno więcej, np. Drogi cesacjonisto, supralapsarianisto, anihilacjonisto itd., ale czy to praktyczne ;-)  ?


Drogi Kalwinisto!
Z całym szacunkiem do twojej wiedzy, logiki, mądrości  - jednak nie mogę zgodzić się z ideą nieutracalności zbawienia. Oczywiście Jezus jest sprawcą i dokończycielem, i oczywiście utwierdzi nas aż do końca i zbawienie moje jest pewne. I mam radość z tego, że to całkowicie z łaski. Nie chcę wchodzić w teologiczną dyskusję, bo wiem, że byłaby ona skomplikowana i pewnie w większości kwestii byśmy się zgodzili, ale inaczej je nazywamy i też wiem, że kalwinizm nie kończy się na stwierdzeniu: raz zbawiony-na zawsze zbawiony. Jednak zastanawiam się jaka jest PRAKTYCZNOŚĆ głoszenia nieutracalności. Czy  jesteśmy w stanie ocenić, czy ktoś miał i utracił – czy raczej w ogóle się nie nawrócił – co za różnica? Czy inaczej będziemy traktować takiego gościa? Czy może chodzi o nas samych – jako kalwiniści bardziej się cieszymy, uświęcamy itp niż zwykli chrześcijanie? WIARA (Mk.16,16) jest pewnością, dziś(!) i to warto głosić. Wg mnie jest tyle ważniejszych spraw i tak dużo pracy dla ewangelii (żeby chociaż niektórzy byli zbawieni) – że kalwinizm jest nie tylko niepotrzebnym, niepraktycznym zajmowaniem czasu, ale też dzieli chrześcijan.
Twój oddany Zielonoświątkowiec
 ***
Drogi Protestancie!
Z całym szacunkiem dla Twojej gorliwości o czystość Bożej nauki i znajomość Słowa - jednak nie mogę się zgodzić z zasadnością głoszenia przez Ciebie waszych Pięciu Tez (5x sola). W tej chwili poruszę głównie kwestię zbawienia, bo mam wrażenie, że Ty i Tobie podobni najczęściej o nią kopie kruszycie. Twierdzicie, że zbawienie jest TYLKO z łaski, JEDYNIE przez wiarę i że można być go PEWNYM już teraz. Nie chcę wchodzić w teologiczną dyskusję, bo wiem że byłaby ona skomplikowana, a każda ze stron miałaby na poparcie swojej tezy mnóstwo wersetów biblijnych. Tak naprawdę uważam, że w wielu punktach byśmy się zgodzili, tylko inaczej je ujmujemy. Zdaję też sobie sprawę, że zbawcza wiara w waszym rozumieniu nie może istnieć bez uczynków. Jednak zastanawiam się, jaka jest PRAKTYCZNOŚĆ głoszenia zbawienia tylko z łaski i tylko przez wiarę. Czy możemy ocenić, czy wiara drugiego człowieka jest wiarą zbawczą, czy raczej taką, jaką mają i demony? Dlaczego upieracie się by odrzucać uczynki i nie nadawać im roli w zbawieniu, skoro tak czy inaczej potrzeba, by chrześcijanin wydawał owoc? A może chodzi o nas samych, byśmy mieli świadomość, że zbawienie w całości jest od Boga? Jednak- czy i my tego nie mówimy? A przede wszystkim, jak można mówić, że jest się pewnym zbawienia, jeśli (zgodzimy się przecież) zbawienie można utracić, nie żyjąc pobożnym życiem, trwając uparcie w grzechu? Wg mnie lepiej głosić NADZIEJĘ (p.1811 KKK)  zbawienia, a nie pewność i kłaść nacisk na to, co mówi Jakub "Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy sama wiara zdoła go zbawić?". Jakub napisał bardzo praktyczny list i tak też powinniśmy moim zdaniem żyć- nie zastanawiając się, czy to sama wiara zbawia czy potrzeba też do tego uczynków.  Przecież uczynki i tak są konieczne! Wreszcie, jest tyle spraw którymi Kościół powinien się zajmować, tyle dobrych uczynków do spełnienia (wszak do nich jesteśmy powołani!), a wy dla tego typu tez odłączyliście się od nas i uczyniliście rozłam w Kościele Jezusa Chrystusa. Nie dość, że na wieki spowodowało to różne nieprzyjemności między chrześcijanami, to zmarnowało nasz cenny czas życia na ziemi, który moglibyśmy spędzać na wypełnianiu Pisma, a nie na zawiłych dyskusjach teologicznych, które można by nieraz nazwać kosmetycznymi.
Twój wierny Katolik
 ***
Drodzy Katolicy i Protestanci! (nie uogólniam do “drodzy Chrześcijanie”, bo sami nie jesteście pewni, czy ci drudzy to jeszcze chrześcijanie)
Podziwiam wasze badanie pisma, teorie o zbawieniu, sakramenty, uczynki; ale powiedzcie mi jaka jest PRAKTYCZNOŚĆ waszej wiary i nadziei? Przecież wszyscy ludzie stworzeni są na obraz Boga i mają w sobie dobro. O żadnym człowieku nie można powiedzieć (chyba się zgodzicie), że jest całkowicie zły. Przecież nawet Hitler potrafił powiedzieć coś miłego, no i sami mówicie, że wykonał przecież wolę Bożą. Dalibyście spokój z tą nienawiścią grzechu - i tak w końcu wszyscy idziemy na to samo miejsce. Jestem przekonany, że wgłębianie się w intelektualne spory, logiczne wywody, analizy i rozprawki na temat “co Jezus miał na myśli, mówiąc...” – to wszystko to tylko wodotryski ludzkiego mózgu prowadzące do obłędu i rozchwiania emocjonalnego prostych ludzi (a przecież w wielu przypadkach myślimy tak samo i łączy nas Boża miłość). Nazwijmy po imieniu to co robicie – jest to ZWIEDZENIE. Weźmy np. taką pokutę – jedni idą do konfesjonału, inni mówią, że mówią to Bogu – kto to sprawdzi? Jaka to różnica? Czy mam inaczej traktować takiego gościa, który wyspowiadał się człowiekowi, czy też Bogu? Przecież i jedni i drudzy to samo potem robią. A jeżeli o mnie chodzi – wstrzymuję się, aby ktoś nie myślał o mnie więcej nad to, co u mnie widzi lub co ode mnie słyszy. Starajcie się więc czynić dobrze wszystkim, a nie tylko domownikom wiary. Wiara, nadzieja... ok, ale napisano: największa z nich jest MIŁOŚĆ (1Kor.13,13). Głośmy MIŁOŚĆ! Bóg kocha wszystkich ludzi, więc po co podziały (zauważcie - u nas nie ma podziałów!). Pokój i miłość ludziom dobrej woli!
Wasz pełen nadziei Uniwersalista

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Absurdy wiary

Poczytujcie to sobie za najwyższą radość, bracia moi, gdy rozmaite próby przechodzicie, wiedząc, że doświadczenie wiary waszej sprawia wytrwałość, wytrwałość zaś niech prowadzi do dzieła doskonałego, abyście byli doskonali i nienaganni, nie mający żadnych braków. Jk 1,2-4

Pewien teolog powiedział: Wiara Kojarzy się powszechnie z wierzeniem w coś wewnętrznie nieprawdopodobnego, absurdalnego, niemającego jakichkolwiek podstaw. Przyczyną tego było głoszenie, że Nowy Byt w Chrystusie jest swego rodzaju absurdem, który należy przyjąć na wiarę.
Przekonanie absurdalne to każde przekonanie, które w sposób oczywisty nie jest możliwe do utrzymania. W węższym sensie jest to każde zdanie sprzeczne z prawami logiki. Przykłady: Syn bezdzietnej matki, żonaty kawaler, przepołowić jabłko na trzy części, raczej na pewno.

Doświadczenie wiary sprawia wytrwałość. Wiara pogłębiana i kształtowana jest przez doświadczenia i próby. Przykłady Eliasza i Elizeusza, których Bóg użył do wzbudzenia wiary w Jego Słowo, będą zawierać pewną dawkę absurdu.
Eliasz będąc u wdowy z Sarepty podczas suszy i głodu uczynił cud  - tak, że ona i jej syn mieli co jeść i pić. W cudowny sposób przeżyli. Po tych wydarzeniach zachorował jej syn i umarł. 1Krl 17.18: Wtedy ona rzekła do Eliasza: Cóż ja mam z tobą, mężu Boży! Przyszedłeś do mnie po to, aby przywieść na pamięć mój grzech i przyprawić o życie mojego syna. Zaczęła więc wątpić w Słowo Boże. Ale Eliasz zaczął wołać do Boga i Bóg przywrócił życie chłopcu. Wtedy rzekła kobieta do Eliasza: Teraz poznałam, że jesteś mężem Bożym i słowo Pana naprawdę jest w ustach twoich. 
Elizeusz, uczeń Eliasza przeżył podobne wydarzenie: Chcąc się odwdzięczyć za dobrodziejstwa jakich doświadczył w rodzinie pewnej zamożnej Szunamitki rzekł: O tym czasie za rok będziesz piastowała syna. A ona na to: Nie, mój panie, mężu Boży, nie łudź twojej służebnicy. Kobieta ta poczęła i za rok o tym czasie porodziła syna, jak powiedział do niej Elizeusz. 2Krl 4,8-37 Ale po latach dziecko zmarło. Wówczas kobieta wybrała się do Elizeusza i rzekła: Czy ja prosiłam mojego pana o syna? Czy nie powiedziałam raczej: Nie łudź mnie? W końcu również to dziecko powróciło do życia, a wiara jego matki utrwaliła się i wzmocniła: Gdy weszła, padła do jego nóg i pokłoniła mu się aż do ziemi, potem zabrała swego syna i wyszła.
W tych dwóch podobnych historiach, w momencie pierwszego doświadczenia wiara, to coś absurdalnego. Wydaje się, że Bóg dał życie po to żeby je odebrać. Rozweselił, by zasmucić. Objawił się, aby zniknąć.

Jezus Chrystus narodził się, by dać nadzieję, która umarła na krzyżu!?

Absurdalna wiara jest większa niż nadzieja:
Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość. 1Kor 13, 13
Miłość bezsprzecznie jest największa, bo jest wieczna. Natomiast wiara i nadzieja potrzebna jest tylko podczas naszego krótkiego życia na tej ziemi. Potem się nie przydadzą. Z tych dwóch: z wiary i nadziei większa jest wiara. Bez wiary nie ma nadziei, ale bez nadziei możemy mieć wiarę. W beznadziejnych sytuacjach można jeszcze mieć wiarę. A mówią, że nadzieja umiera ostatnia ;-)

Wiara góruje nad nadzieją.

Absurdalna wiara jest większa niż cała Boża zbroja:
Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się. Stójcie tedy, opasawszy biodra swoje prawdą, przywdziawszy pancerz sprawiedliwości i obuwszy nogi, by być gotowymi do zwiastowania ewangelii pokoju, a przede wszystkim (nade wszystko, nad wszystkim), weźcie tarczę wiary, którą będziecie mogli zgasić wszystkie ogniste pociski złego. Ef 6, 12-16

Cała zbroja jest w ogóle bezużyteczna jeżeli nie ma wiary.

Absurdalna wiara w piosence (wierszu):
Pełen niepełności

Tępy niepokój usidlił i więzi 
W samotnym mieście 
Chwile, które na pewno się wydarzą będą bolały 
Te, które są, zabiły marzenia 

Jestem pełen niepełności Ciebie 
Pełen niepełności Ciebie 

Litania rzymskiej marionetki 
Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie tak 
Kim jest bliska osoba? Mrokiem? 
Rozstałem się z sobą, aby Ciebie nie ujrzeć

Jestem pełen niepełności Ciebie 
Pełen niepełności Ciebie 

Liczę ciosy gniewu Twojego 
W mieście samotności 
Młode korzenie nóg nie znalazły gruntu 
Zapuściły się w obietnicy 

Jestem pełen niepełności Ciebie 
Pełen niepełności Ciebie